Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
— Tak jest — potwierdziła Madame uroczyście.
— Obecny tu Kapitan Ryszard był właścicielem statków kosmicznych. Będzie potrafił pilotować jeden z lataczy, o których mowa w waszych legendach, jeśli żywioły nie zniszczyły wszystkich. Marta i Stefanko mają wiedzę techniczną, która pozwoli nam uruchomić zarówno latacz, jak i Włócznię. Wódz Burkę i Felicja będą nas bronili przed naturalnymi niebezpieczeństwami podczas wędrówki. Ja zaś użyję mych metafunkcji dla pomieszania szyków nieprzyjaznym przedstawicielom twojej rasy, jak również tym z Tanów, którzy by ośmielili się nas ścigać. Profesor Klaudiusz zaprowadzi nas do krateru, jeśli tylko dotrzemy bezpiecznie do rzeki. Jeśli natomiast idzie o powodzenie… — uśmiechnęła się lodowato — … ta rzez pozostaje w rękach le bon Dieu, n ’est pas?
Yeochee popatrzył na nią groźnie.
— Czemu nie mówisz po angielsku jak zwykła ludzka istota? Czy nie dosyć mam z tobą kłopotów? Ach… przyznaję, że plan wydaje się dobry. Ale to samo dotyczyło pomysłu wykopania tunelu pod murami Finiah i wysadzenia ich tym cholernym materiałem wybuchowym, który twoi ludzie ugotowali z guana. Niestety, w ostatniej chwili Velteyn wpuścił Ren do podkopów! Stu osiemdziesięciu trzech walecznych Firvulagow pływających w zupie z ptasiego łajna, by ocalić życie!
— Tym razem będzie inaczej, Monseigneur.
Yeochee skinął na kamerdynera.
— Przynieś mi najlepszego piwa. I każ, by nowy człowiek-kucharz, Mariposa, ten z nosem, upiekł jeden z tych otwartych placków z topionym serem górskich kozic, sosem pomidorowym i świeżą kiełbasą.
Kamerdyner skłonił się i wybiegł.
— Mamy więc twe zezwolenie, aby kontynuować wyprawę natychmiast? — spytała Madame.
— Ach tak, tak — warknął rozdrażniony król. — Otulił się szczelniej złotym szlafrokiem. — A ściślej, rozkazujemy. A teraz żegnam… Fitharn, ty zostaniesz. Mam coś z tobą do omówienia.
Gwardziści, którzy podczas audiencji stali nieruchomo w zbrojach z czarnego szkła, stuknęli tylcami krótkich lanc w podłogę i zamierzali wyprowadzić ludzi. Ale najmniejsza z kobiet, ta z chmurą jasnych włosów, niewiele wyższa od kobiet Firvulagow, miała czelność zawołać:
— Wasza Wysokość! Jeszcze słówko!
— No dobrze. — Król westchnął. — Wiem, kim ty jesteś. Przypuszczam, że nadal uważasz, iż powinniśmy ci dać złoty naszyjnik.
— I to szybko! — Felicja wpatrzyła się w niego wzrokiem jeszcze przenikliwszym niż Madame. — Ze złotą obręczą mogę zapewnić wyprawie powodzenie.
Król raczył się uśmiechnąć w sposób, który uważał za łaskawy.
— Wiem wszystko o twoich niezwykłych zdolnościach. Zostaniesz nagrodzona tym, czego pożądasz, we właściwym czasie. Ale nie teraz! Najpierw pomóż swym przyjaciołom zdobyć Włócznię i latacz. Jeśli się zdarzy, że znajdziesz przy kraterze naszyjnik Lugonna, weź go! Jeśli nie, zobaczymy, co się da zrobić, gdy wrócisz. Towar na stół, a wtedy porozmawiamy o prezentach. — Machnął ręką na pożegnanie i gwardziści wyprowadzili ludzi.
— Czy już poszli? — szepnął Yeochee i zeskoczył z podium, by zajrzeć w ciemności.
— Poszli, królu — potwierdził Fitharn. Usiadł na brzegu królewskiego podwyższenia, ściągnął but i wyrzucił z niego kamyczek. — Ach ty mały sukinsynu!
— Okazuj więcej szacunku — warknął Yeochee.
— Mówiłem do kamyka w mym bucie, Przerażający… No i co? Jak myślisz?
— Ryzykowne, ryzykowne. — Król chodził tam i z powrotem po sali; ręce miał założone z tyłu. — Gdybyśmy tylko mogli sobie poradzić bez tych piekielnych pośredników! Gdybyśmy umieli to zrobić na własny rachunek!
Fitharn rzekł:
— Podli obrożowcy muszą często myśleć tak samo. I oni też są niebezpiecznie uzależnieni od ludzkości. Ale my nie mamy wyboru, Przerażający. Ludzie są sprytniejsi od nas, a w pewnych sprawach także silniejsi. Czy po tak długim czasie moglibyśmy się pokusić o uruchomienie latacza? Albo przywrócić działanie Włóczni? Mieliśmy czterdzieści lat na rozmyślanie, jak pobić Wroga… i wszystko, co potrafiliśmy, to płakać nad rozlanym mlekiem. Nie lubię tej strasznej Guderian bardziej niż ty, królu. Ale to przepotężna istota. Chcesz, czy nie chcesz, nie ma wyboru: ona może nam pomóc.
— Przecież nie należy ufać ludziom! — zawył Yeochee. — Czy odczułeś to uderzenie nienawiści ze strony Felicji, gdy mówiła „bardzo proszę”? Dać takiej złotą obręcz… Wolałbym zawracać płynącą lawę moją królewską pałką!
— Felicję potrafimy kontrolować. Pallol i Sharn-Mes przemyśleli to. Nawet jeśli znajdzie naszyjnik przy Grobie Statku, nie nauczy się go używać z dnia na dzień. Przylecą tu natychmiast, a Felicja dostanie hopla, by zaraz zaatakować Finiah. Zaopiekują się nią nasze Bojowe Dziwożony…
— Na cycki Te! — zaklął świętokradczo król.
— … Ayfa zaś czy Skathe mogą z nią skończyć przy najmniejszej oznace zdrady. Jeśli natomiast Felicja przeżyje atak na Finiah, możemy się jej pozbyć w inny sposób: wyślemy ją na południe do Bitwy. I to się będzie doskonale zgadzało z drugim etapem znakomitego planu Guderianowej. Nie martw się, królu. Możemy wykorzystać Felicję i pozostałych dla własnej korzyści… A potem Sharn i Pallol należycie wykombinują bohaterską śmierć dla naszych szlachetnych ludzkich sprzymierzeńców. Jeśli rozegramy to właściwie, Firvulagowie mogą na zakończenie mieć równocześnie Włócznię i Miecz… i wziąć górę zarówno nad obrożowymi Tanami, jak i Motłochem! A wtedy będziesz się — nazywał Niekwestionowanym Władcą Całego Znanego Świata, i to będzie prawda. Yeochee obdarzył go straszliwym spojrzeniem.
— Poczekaj tylko, aż przyjdzie twoja kolej znalezienia się na królewskim tronie! Zobaczymy wtedy, jak dobrze…
Z korytarza wyskoczył kamerdyner; niósł wielką parującą tacę i szklany dzban z brązowym płynem.
— Gotowe, o Przerażający! Gorące-gorące-gorące! I nie ze zwykłą kiełbasą z salamander! Zupełnie nowy rodzaj! Kucharz Mariposa powiedział, że zagotuje ci się od tego w jajach!
Yeochee pochylił się nad tacą i zaczął się delektować aromatem wypieku w kształcie koła, który był pocięty na kliny; z każdego ściekał warstwami smakowity biały i czerwony krem.
— Z przeproszeniem, królu — zaryzykował pytanie Fitharn — co to, u diabła, takiego?
Król wziął tacę oraz dzban piwa i podreptał zadowolony w stronę kryształowej groty.
— Specjalność pewnej Seniory Mariposy de Sanchez, później Plantacji Krelix, a poprzednio pizzerii Chichen-Itza w Merida w Meksyku… A teraz odejdź, Fitharn. Idź z tym przeklętym Motłochem i pilnuj ich.
— Jak rozkażesz, o Przerażający.
I wreszcie w wielkiej jaskini zapanowała znowu cisza. Yeochee wsunął głowę i rozejrzał się w grocie geody. Świece się dopalały, a dwoje fascynujących oczu patrzyło na niego ze stosu ciemnych futer.
— Ju-huuu! — zaśpiewał. — Czas na przysmaczki!
Lulo zbliżała się już do niego podskakując w najbardziej czarujący sposób.
— Grrum! Mniamniamniam! — odezwała się.
Yeochee zaskrzeczał rozkosznie:
— Zostaw! Pozwól mi najpierw to postawić, zwariowany sukkubie! Ach, zakochasz się w tym daniu. Uwielbiam je. Coś całkiem nowego: ser pół na pół z aksolotlem!
3
— Jednorożec! Jednorożec! Jednorożec!