Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 158
Перейти на страницу:

Zastanawiał się, gdzie ona jest i co porabia.

Poszukał wysłanego listu. Był sprzed jedenastu dni — wideo od Terzy. Otworzył je.

Ciąża lady Terzy Chen była już widoczna; Martinez obliczył, że to niemal siedem miesięcy. Terza stała udrapowana w długą ciemnofioletową suknię, która podkreślała piękno jej bledszej niż zwykle twarzy i dłoni spoczywających na ciężarnym łonie. Długie czarne włosy ułożyła w parę końskich ogonów, które przeplecione tasiemką spadały na ramiona. Na jej ślicznej twarzy malowała się pogoda, która zawsze wydawała się Martinezowi nieco nierzeczywista i doprowadzała go do niezbyt miłych rozważań, co właściwie kryje się za tą spokojną maską.

Lekko zaszokowany, rozpoznał miejsce, w którym stała. Był to gabinet w pałacu jego rodziny na Laredo, długiej, eleganckiej budowli z białego i czekoladowego marmuru, wzniesionej w centrum stolicy. Rozpoznał masywne, obdrapane stare regały z ciemnego drzewa i równie podniszczone kinkiety.

Pokój kiedyś należał do niego. Na wpół otwarte drzwi za Terzą wiodły do pokoju, gdzie sypiał do czasu, aż skończył siedemnaście lat i wyjechał do akademii. Nigdy już nie wrócił do tego pokoju. Rodzice musieli zakwaterować Terzę w jego starej kwaterze — tego rodzaju sentymentalne gesty zawsze przemawiały do jego matki.

W domu pełnym aktywnych dzieci meble szybko się niszczyły. Martinez miał nadzieję, że te stare meble nie przerażą Terzy.

Miał również szczerą nadzieję, że Terza nie znajdzie nagich fotografii jego dawnej dziewczyny, córki lorda Dalmasa. Martinez ukrył je na dnie szafy przed wyjazdem do akademii.

— Cześć — powiedziała Terza. Odwróciła się profilem do kamery i wygładziła suknię na ciężarnym łonie. — Postanowiłam przesłać wideo, byś miał aktualne informacje na temat swego syna.

Syn. Martinez poczuł, jak skacze mu serce. Kiedy siły Chen wyruszały na rajd, płeć dziecka nie była jeszcze znana.

— Jest dość aktywnym dzieckiem i coraz bardziej lubi eksplorować. Zastanawialiśmy się nad imionami. Pod wpływem jego zachowania i z braku wszelkich instrukcji ze strony jego ojca uznaliśmy, że imię Gareth dość nam się podoba. — Z lekkim uśmiechem odwróciła twarz do kamery. — Mam nadzieję, że to aprobujesz.

— Jeśli tylko nie będą przezywać go „Junior”.

Martinez zorientował się, że głośno mówi, ale czuł, jak w jego żyłach pulsuje duma.

Terza odciągnęła fotel od poobijanego starego biurka, znowu wygładziła swą suknię i usiadła. Kamera, nie pozbawiona własnej inteligencji, obracała się w ślad za nią.

— Jak widzisz — ciągnęła — jestem nadal na Laredo. Twój ojciec i Roland — brat, z którym Martinez nie rozmawiał, przynajmniej jeśli to od niego zależało — zajmują się wieloma ważnymi gośćmi, którzy będą fetowani, celebrowani i ogólnie dopieszczani, aż dadzą twemu ojcu i Rolandowi tego, czego ci chcą.

Martinez wiedział, że ci bardzo ważni goście to członkowie konwokacji, którzy uciekli z Zanshaa do świata jak najbardziej od Zanshaa oddalonego. Ich miejsce pobytu stanowiło tajemnicę państwową — choć prawdopodobnie każdy na Laredo ją znał — i Terza nie mogła wymienić tej nazwy bez uruchomienia jednego z algorytmów w Biurze Cenzora, który mógł po prostu zatrzymać korespondencję.

W każdym razie konwokacja znajdowała się obecnie w rękach lorda Martineza, Rolanda i reszty rodziny. Gdyby nie to, że właśnie niekompetencja konwokatów spowodowała tę wojnę, Martinezowi byłoby ich żal.

— Gram rolę zastępczej gospodyni — powiedziała Terza — co jest mniej męczące niżby się wydawało, pozwala mi robić różne rzeczy i nie nudzić się w pokoju dziecinnym. Niektórych gości znam od urodzenia. Ponieważ nie ma tu mego ojca, załatwiam również sprawy Chenów i reprezentuję ciebie, choć w tej chwili trudno mi jeszcze stwierdzić, jak mi to idzie.

Martinez zatrzymał wideo i zastanawiał się, dlaczego lord Chen nie przebywa tam, gdzie reszta konwokacji. Terza nie była w żałobie i nie wyglądała smutno, kiedy o nim mówiła, czyli nie był martwy ani nie popadł w niełaskę.

Może wykonywał jakieś zadanie.

Prawdopodobnie ta informacja znajdowała się w którymś z przekazów, które opuścił. Ponownie uruchomił wideo.

Terza spojrzała na niego znacząco.

— Oczywiście nie mogę wdawać się w szczegóły — ciągnęła — ale obracałam się wśród ważnych osób i widziałam pewne interesujące sprawozdania. Jeśli chodzi o stronę materialną tej wojny, czas nie pracuje na korzyść Naksydów.

Podniosła dłoń.

— Mam nadzieję, że wyrządzacie im wiele szkód, ale sami nie macie kłopotów. Wracaj jak najprędzej do mnie i młodego Garetha.

Na ekranie pojawił się pomarańczowy znak końca. Martinez wpatrywał się w niego i czuł zamęt w głowie.

Postanowiła dać jego imię ich synowi. Może to oznaczać, że chce pozostać w małżeństwie, nawet wówczas, gdy jej ojciec i jego przedsiębiorstwa przestaną potrzebować solidnego wsparcia Martinezów.

Może kobieta, którą kupiła mu rodzina i z którą spędził całe siedem dni, zanim rozdzieliła ich wojna, postanowiła pozostać trwałym elementem jego życia.

Zagrał komunikator mankietowy. Martinez odebrał i zobaczył, jak kameleonowa tkanina na rękawie przybiera wizerunek Michi.

— Tak, milady?

— Pomyślałam sobie, że pana zawiadomię, iż właśnie otrzymaliśmy rozkaz skierowania się ku Chijimo. To tam, gdzie według naszych pierwotnych rozkazów mieliśmy się spotkać z Flotą Macierzystą.

— Zatem sprawy nie zmieniły się wiele w czasie naszej nieobecności — zauważył.

Michi zawahała się.

— Nie jestem pewna. Rozkazy podpisał starszy dowódca Floty, Tork, wódz najwyższy czegoś nazywanego Jedynie Słuszną i Ortodoksyjną Flotą Odwetu.

Do Martineza ta informacja docierała przez dłuższą chwilę.

— Tork? — zapytał. — Nie Kangas?

— Nie, nie Kangas. Ja również nie wiem, co to oznacza.

— Tork mnie nienawidzi. — Sama mi to pani mówiła.

Uniosła brwi i nic nie odpowiedziała. Po chwili Martinez westchnął.

— Terza przesyła uściski — powiedział, zakładając, że uściski zostały przesłane gdzieś w listach Terzy, nawet jeśli ich nie było na tym jednym wideo, które do tej pory obejrzał.

— Jak się miewa?

— Najwidoczniej bardzo dobrze. W czasie nieobecności ojca prowadzi interesy Chenów na Laredo.

— Maurice'a nie ma na Laredo? — Teraz z kolei Michi była zdziwiona.

— Może jest z Kangasem.

— Mam wiadomości od Maurice'a, których nie miałam czasu obejrzeć. Może mnie oświeci.

— Niech mnie pani zawiadomi, jeśli… — zdał sobie sprawę, że wtrąca się do interesów rodziny Chen — to ma związek z naszą sytuacją — zakończył.

— Komunikator, koniec przekazu — powiedziała Michi.

Pomarańczowy znak końca pojawił się na displeju mankietowym Martineza. Zgasił go i spojrzał na długi spis czekającej poczty.

Postanowił zacząć od samej góry spisu i przedrzeć się aż do końca.

A potem ponownie przejrzeć najważniejsze wiadomości.

Syn — pomyślał i uśmiechnął się.

I natychmiast przyszła refleksja: Tork mnie nienawidzi. A teraz pełni funkcję „najwyższego wodza”.

DWADZIEŚCIA PIĘĆ

Kiedy Sergius Bakshi sprzymierzył się już z podziemnym rządem, wszystko zaczęło się układać. Nawiązano łączność z grupami, które walczyły z Naksydami, które chciały walczyć z Naksydami, i takimi, które jedynie rozważały możliwość walki z Naksydami, i przynajmniej teoretycznie oddano te wszystkie grupy pod rozkazy Suli. Schemat organizacyjny — gdyby ktoś był na tyle niemądry, by go narysować — bardzo się różnił od ideału: trzyosobowe komórki, zorganizowane w trzykomórkowe jednostki. Całe gangi przyjaciół, nawet jeśli zorganizowano ich w komórki, znały swoje tożsamości. Z punktu widzenia bezpieczeństwa mogło to być katastrofalne, dlatego Sula zrobiła wszystko, by jak najbardziej izolować takie grupy od reszty swojej armii.

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)