Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 158
Перейти на страницу:

Casimir pochylił się i objął ją ramionami.

— Nie martw się — szepnął jej do ucha. — Życie w podziemiu nie jest takie złe. Będę mógł dotrzymać ci towarzystwa.

Zaśmiała się nerwowo.

— Cały czas żyję w podziemiu. Od miesięcy lawiruję i robię uniki.

A nawet od lat… — pomyślała.

Wiedziała, że musi opuścić swoje mieszkanko. Zbyt wielu ludzi z tamtej okolicy ją znało. Musi wydobyć wazon Yu-yao i broń pochowaną w skrytkach w meblach. Najlepiej byłoby wysłać własną ciężarówkę z fałszywym listem przewozowym, by zabrać wszystko na wypadek, gdyby już namierzyli jej mieszkanie. I uzbrojoną po zęby drużynę ratunkową, by interweniowali, gdyby ktoś chciał przeszkadzać ekipie z ciężarówki.

Wspólne mieszkanie też trzeba będzie opuścić, uświadomiła sobie, i już chciała wysłać wiadomość Macnamarze i Spence, że muszą się wyprowadzić, gdy nagle pewien pomysł zapłonął jej w mózgu jak eksplodujący w próżni pocisk.

— Nie możemy pozwolić, by to im się upiekło — powiedziała. — Musimy zareagować.

Casimir był rozbawiony.

— Co chcesz zrobić? Zbombardować stację nadawczą?

— Niezły pomysł, ale nie. Myślę o czymś jeszcze bardziej widowiskowym.

* * *

Musiała się z nimi o to sprzeczać. Macnamara był wstrząśnięty, ale mogła mu wydać rozkaz, był jej podwładnym. Nad Casimirem musiała intensywniej popracować, ale w końcu zdołała przemówić do psotnego chochlika w jego duszy i Casimir uznał ten pomysł za szalenie zabawny.

Dwa dni po tym, jak wyznaczono nagrodę za jej głowę, Sula wkroczyła w mundurze polowym, z medalami na piersi, na Targ Tekstyliów w Nabrzeżu. Rozdawała zaskoczonym sprzedawcom i ich klientom ostatni numer „Bojownika”. Wywijała też przedostatnim numerem „Zbawienia” — oficjalną rządową gazetą dużego formatu, gdzie na widocznym miejscu umieszczono jej wizerunek.

Wszystko to Casimir rejestrował kamerą wideo. Trzymana w ręku gazeta z datą nakręcenia wideo świadczyła o tym, że choć za jej głowę wyznaczono nagrodę, Sula może bezpiecznie i otwarcie spacerować po zatłoczonej ulicy.

Sama nie była uzbrojona, ale tuż poza zasięgiem kamery krążył wokół niej szwadron zabójców Casimira. Szli w milczeniu, z pistoletami na wierzchu, by zniechęcić ewentualnych kandydatów do zainkasowania nagrody trzech tysięcy zenitów. Sula szła powoli, przystawała, uśmiechała się do sprzedawców, rozmawiała ze sklepikarzami. Kupiła napój waniliowy od sprzedawcy napitków i odmówiła przyjęcia reszty. Oglądała uważnie belę tkaniny — jedwabiu, jak twierdził kramarz, potem pogłaskała niemowlaka pod brodą.

Na drugim końcu targu odwróciła się, pomachała ręką i zanurkowała w oczekującego sedana. Pierwszy z naksydzkich szwadronów przybył dopiero osiem minut po jej odjeździe.

Następnego dnia do wydania „Bojownika” dołączono krótkie wideoklipy i trochę nieruchomych zdjęć dokumentujących przechadzkę Suli. Twarze wszystkich osób, które spotkała lub do których mówiła, zostały starannie zaczernione.

Jesteśmy panami ulic. Właśnie to przesłanie niósł „Bojownik”.

Trzy dni później Naksydzi zrobili wszystko, by dowieść, że „Bojownik” się myli.

* * *

Pocisk antymaterii uderzył nieco po dwunastej w południe, gdy ludzie wyszli z pracy na południową przerwę. Sula jechała z Macnamarą dwukołowcem i dostrzegła błysk; nawet przez przyłbicę hełmu poczuła dotyk gorąca na policzku.

Niebo natychmiast zmieniło kolor na mleczny. Sula gwałtownie szturchnęła Macnamarę w żebra.

— Stop! Zjedź do krawężnika. Biegiem do któregoś z budynków. Ludzie gapili się w niebo. Dwukółka skręciła, przemknęła między dwoma zaparkowanymi pojazdami, podskoczyła twardo na krawężniku i wpadła między pieszych. Macnamara zahamował przed jasną mosiężną bramą. Sula zobaczyła odbicie własnej przestraszonej twarzy w wypolerowanym czerwonym marmurze fasady budynku.

Podniosła klepnięciem przyłbicę.

— Chować się! — krzyknęła do wszystkich w zasięgu głosu. — Chować się natychmiast!

Żyroskopowe stabilizatory utrzymały dwukołowca w pozycji stojącej, kiedy dwoje pasażerów wyskoczyło z pojazdu i pobiegło do drzwi. Znaleźli się w cichym sklepie z odzieżą dla Lai-ownów. Wysocy,dobrze ubrani awianie patrzyli ze zdziwieniem na dwoje intruzów, którzy wtargnęli do salonu, szukając wzrokiem miejsca, gdzie można by się ukryć przed lecącym szkłem.

— Chować się! — krzyczała ciągle Sula. — Chować się natychmiast!

Nie bacząc na eleganckie ubranie Lai-owni, w ciągu sekundy znaleźli się za kontuarami i pod stołami. Sula i Macnamara przykucnęli po obu stronach drzwi, opierając się plecami o grube ściany. Sula znowu opuściła przyłbicę hełmu.

Ludzie wbiegali z ulicy, rozglądali się i szaleńczo pędzili w głąb sklepu. Nagle rozległ się trzask, kiedy ktoś potknął się o dwukołowca — pojazd pozostał w pozycji stojącej, ale pieszy nie. Jaskrawe światło na zewnątrz zaczęło blednąć.

Sula usłyszała, jak nadchodzi fala uderzeniowa, i poczuła przez stal, beton i marmur narastające dudnienie. Wsadziła głowę między kolana i splotła dłonie na hełmie.

Podmuch rozwarł na oścież mosiężne drzwi. Rozległ się kosmiczny wrzask, który czuła jako drżenie w kościach i wzrost ciśnienia w uszach, a zaraz potem brak ciśnienia, który spowodował zawroty głowy. Ktoś potknął się i upadł w drzwiach. Kurz zawirował, ubrania na wieszakach gniewnie zadrżały. Rozmaite przedmioty pospadały z lad na ziemię, ale dźwięki ich upadku zagłuszył wściekły huk.

Suli dzwoniło w uszach. Zamrugała i spojrzała na salę. Żadnego stłuczonego szkła. Dziwny zapach kurzu i gorąca.

Pomyślała, że to wszystko, póki nie poczuła, że coś pędzi w jej kierunku. Znowu się sprężyła. Tym razem wstrząs nadszedł przez podłogę, fala przepłynęła przez trzewia.

To wolno poruszająca się fala naziemna — pomyślała Sula.

Brązowe drzwi próbowały się zamknąć, ale napotkały na leżącego w przejściu mężczyznę Cree. Sula chwyciła go za ramię, wyciągnęła z przejścia i usadowiła plecami do ściany.

— Pozostańcie osłonięci! — zawołała. — Mogą być następne wybuchy!

Wielkie uszy Cree obróciły się w kierunku, skąd dobiegał jej głos. Pod jego fioletową skórą dygotały dziwnie małe mięśnie.

Pozycji jednak nie zmienił — siedział oparty plecami o ścianę i szybko oddychał.

Sula sięgnęła po ręczny komunikator i nastawiła go na kanał wiadomości.

— Komitet Ocalenia Praxis — usłyszała — zadekretował, że miasto Remba ma zostać zniszczone za wielokrotne akty buntu przeciwko Pokojowi Praxis. Przelatując obok Zanshaa, Flota wystrzeliła jeden pocisk. Nie przewiduje się dalszych ataków. Ludność sąsiednich terenów ma wrócić do pracy i zachowywać się normalnie.

Sula czuła w głowie zamęt. Remba to maleńkie miasteczko na pograniczu obszaru Wielkiego Zanshaa. Sula nic nie słyszała o oporze przeciw Naksydom w tamtym rejonie. Co więcej, ponieważ nie wiedziała, czy inne miasta na planecie mają taki sam immunitet jak miasto Zanshaa, starała się zniechęcać ich mieszkańców do zabójstw i podkładania bomb i propagowała, by się ograniczali do zbierania informacji i bezkrwawych form sabotażu.

Sula odłożyła ręczny komunikator i wstała.

— Już po wszystkim — powiedziała do Macnamary. — Wynośmy się stąd.

Cree niepewnie wstał. Obrócił się ku niej i nadstawił swoje wielkie uszy. Sula poczuła dziwne pulsowanie w kościach, kiedy Cree wydał poddźwiękowy głos.

— Ty jesteś tamtą — powiedział.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)