Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Pieprzeni oficerowie! Pieprzeni parowie!
Zapadła cisza. Martinez przemówił, starając się nie podnosić głosu.
— A więc Fletcher musiał umrzeć. Kiedy zabójcy się go pozbyli, znowu mogli sobie pogratulować szczęścia. Zgubiło ich tylko to, że zająłem miejsce Fletchera i uparłem się, by każdy wydział wypełnił formularz 77-12.
Pozwolił sobie na uśmieszek.
— Spiskowcy musieli uzgodnić, jak stawić czoło nowym okolicznościom. Gdyby 77-12 zawierały ścisłą informację, mogłyby ujawnić przestarzałe wyposażenie i wskazać „Poszukującego”, natomiast oszustwo w logach mogłaby zdemaskować jakaś kontrola.
Podniósł wzrok na Francis.
— Przykry przypadek sprzętowca Francis pokazał, że fałszowanie logów jest szaleństwem. Tak więc inni podali prawdziwą informację i mieli nadzieję, że nikt nigdy nie sprawdzi historii sprzętu. — Martinez wzruszył ramionami. — Poświęciłem na to trochę czasu, ale ją sprawdziłem.
Omiótł wszystkich wzrokiem.
— Uważam, że wszystkie wydziały ze sprzętem z „Poszukującego” są kierowane przez któregoś z winnych. Sprawdziłem wystarczająco wiele, by stwierdzić, że maszyny z „Poszukującego” są w byłym wydziale Thuca, wydziałach Gulika i Francis.
Francis z pogardą odwróciła głowę. Gulik wyglądał tak, jakby ktoś właśnie rzucił mu na kolana jadowitego węża.
— Nie mogli zrobić niczego bez ciebie — zwrócił się Martinez do Gawbyana — więc również jesteś winny.
Wargi Gawbyana, dotychczas zaciśnięte w cienką linię, powróciły do pierwotnego stanu.
— Naksydzi — powiedział. — Naksydzcy inżynierowie mogli to zrobić.
Martinez musiał przyznać, że to możliwe, choć mało prawdopodobne.
— Twoje konto w kantynie zostanie dokładnie sprawdzone i zobaczymy, czy otrzymujesz takie same zagadkowe wpłaty, jak twoi towarzysze. Jeśli o mnie chodzi, byłby to wystarczający dowód.
— Nikogo nie zabiłem — wtrącił gwałtownie Gulik. — Nie chciałem w tym brać udziału, ale oni mnie namówili. Powiedzieli, że mogę odzyskać trochę pieniędzy, które straciłem w grze w karty.
— Zamknij się, tchórzliwy szczurzy pysku — powiedziała Francis, ale bez emocji, jakby już straciła zainteresowanie tym, co się tutaj dzieje.
— Gawbyan i Francis zabili kapitana! — krzyczał Gulik. — Fletcher już pokazał, że nie ma zamiaru mnie zabijać. Nie miałem powodu, by chcieć jego śmierci!
Francis rzuciła zbrojeniowcowi spojrzenie całkowitej pogardy, ale nic nie powiedziała. Wielkie dłonie Gawbyana zacisnęły się w pięści.
Martinez pomyślał: gdyby to był jeden z dramatów doktora An-ku, za którym tak przepada Michi, właśnie w tej chwili zabójcy wyciągnęliby broń i z zamiarem mordu rzucili się na mnie albo wzięliby zakładników i próbowali negocjować warunki wyjścia z sytuacji. Ale nic podobnego nie nastąpiło.
Martinez natomiast wezwał Alikhana. Ordynans wyszedł z kuchni, a wraz z nim Garcia i czterej żandarmi, wśród nich służący kapitana, Ayutano i Espinoza. Wszyscy, nawet Alikhan, mieli paralizatory i broń przy pasie.
— Gawbyan, Gulik i Francis — powiedział Martinez. — Weźcie ich pod klucz.
Całą trójkę skuto. Nie stawiali oporu, choć Francis obrzuciła Alikhana pogardliwym spojrzeniem.
— Chwileczkę, kapitanie — powiedział Gulik, gdy prowadzono go ku drzwiom. — To nie fair! Oni mnie zmusili.
Martinez czuł, jak odpływa z niego wielkie napięcie. Podniósł kieliszek, pociągał mocno i postawił kieliszek z powrotem na stole. Z pewnością właśnie teraz zasługiwał na drinka. Spojrzał na pozostałych podoficerów.
— Na tym statku przekroczono pewne granice — oznajmił. — Czworo starszych podoficerów zawiązało spisek, by obrabować rekrutów z ich zarobków, i nikt się nie poskarżył, nikt nic nie powiedział i nikt w tej sprawie nic nie zrobił. Ci sami podoficerowie nawiązali szerokie kontakty, by sprzedawać własność Floty, i wielokrotnie narazili statek na niebezpieczeństwo. Z powodu tej czwórki przy Harzapid zginęli ludzie. Chodzi nie tylko o podoficerów. Kapitan Fletcher również przekroczył pewne granice i być może dlatego inni myśleli, że jest to dopuszczalne.
Spojrzał na pozostałych gości. Cho i Zhang wyglądali na rozgniewanych. Nyamugali sprawiała wrażenie, że zaraz się rozpłacze.
— Jeśli ktoś z was brał udział w którejś z tych machinacji, muszę to wiedzieć w tej chwili — oznajmił. — Wierzcie mi, lepiej wyjdziecie na tym, gdy przyznacie się sami, niż gdy ja to odkryję. Dotychczas dokonałem tylko wyrywkowego sprawdzenia logów, nie przeglądałem starannie zapisów operacji finansowych. Ale zrobię to. Teraz, kiedy wiem, czego szukać, bardzo szybko zdobędę te informacje.
Nastąpiła cisza, a potem Amelia Zhang zwróciła się do Martineza.
— W moim wydziale nie znajdzie pan żadnych uchybień, milordzie. Może pan sprawdzić moje finanse i zobaczyć, że utrzymuję się z pensji, a większość pieniędzy wydaję na czesne moich dzieci.
— Mój wydział też jest czysty — powiedział Strode i potarł knykciem wąs. — Sfałszowałem swój log, przyznaję, ale nie jestem taki jak tamci, zwłaszcza Thuc i Francis. Nigdy ich nie posłuchałem, kiedy mnie namawiali do takiego zarabiania pieniędzy.
Martinez kiwnął głową.
— Los „Prześwietnego” zależy od was wszystkich — rzekł. — Jesteście ważniejsi dla tego statku niż oficerowie. Jesteście wszyscy profesjonalistami, dobrymi profesjonalistami. Wiem, że tak jest, ponieważ w innym wypadku nie byłoby was u kapitana Fletchera. Ale tamci to wrogowie. Rozumiecie?
Miał wrażenie, że w swojej karierze wygłaszał już lepsze mowy. Ale miał również nadzieję, że udało mu się stworzyć niezbędną w czasie wojny linię podziału — podziału na „nas'” i „ich”. Ci, którym właśnie przykleił etykietkę „my”, to ludzie, których bardzo potrzebował. „Prześwietny” nie został okaleczony w walce, ale został ugodzony w serce, i pozostali podoficerowie będą odgrywali istotną rolę w procesie gojenia. Mógł kazać wywlec zabójców z łóżek i zamknąć ich w pace, ale nie wywarłoby to takiego wrażenia na ich kolegach — uznaliby to za akcję spowodowaną widzimisię jakiegoś oficera, a Martinez tego nie chciał. Chciał zademonstrować wobec kolegów, do jakiego stopnia zabójcy byli winni i jak wyglądała w szczegółach ich zdradziecka działalność. Jak długo trwała i na jak wielkie niebezpieczeństwo narazili statek. Pragnął oddzielić „ich” od „nas”.
Poczuł nagłe znużenie. Wykonał wszystko, co sobie zaplanował, i powiedział znacznie więcej niż zamierzał. Odepchnął fotel i wstał. Pozostali zerwali się i stanęli na baczność.
Martinez wzniósł kieliszek.
— Za Praxis — powiedział i wszyscy powtórzyli to chórem. Spełnił toast, inni za nim.
— Nie zatrzymuję was — rzekł. — Z nowymi szefami wydziałów porozmawiam jutro rano.
Patrzył, jak gęsiego wychodzą, a kiedy już zniknęli, sięgnął po butelkę i znowu napełnił kieliszek. Wypił połowę jednym długim haustem, a potem zwrócił się do Alikhana.
— Powiedz Perry'emu, że kiedy już złożę raport dowódcy eskadry, zjem kolację w gabinecie.
— Tak jest, milordzie.
Alikhan odwrócił się i odmaszerował, poprawiając pas z bronią i pałką. Martinez spojrzał na Marsdena.
— Wszystko pan nagrał?
— Tak jest, milordzie.
— Proszę wyłączyć nagrywanie.
Marsden usłuchał. Stał, łysy i niewzruszony, czekając na następny rozkaz Martineza.
— Przepraszam za Phillipsa.
W oczach mężczyzny pojawiło się zaskoczenie.