Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Lord Chen cieszył się jednak, że Kringan będzie na miejscu. Dobrze mieć pod ręką jeszcze jednego oficera wysokiej rangi, na wypadek, gdyby Tork zapracował się na śmierć.
Tork jednak nie tracił zapału. Wychudł i z fantastyczną szybkością zrzucał skórę, ale płonął gorączką, której nie gasił jego podeszły wiek. Lord Chen musiał przyznać, że żaden inny oficer nie pracowałby z większym oddaniem.
Naksydzi nie organizowali już rajdów.
— Nauczyli się, że nie wolno się rozdzielać — zauważył lord Mondi, kiedy pewnego wieczora odpoczywali w holu „Galaktycznego”. — Za każdym razem, gdy wysyłają gdzieś samodzielne siły, tracą je. Hone-Bar, Protipanu, a teraz Antopone. I nie mają pojęcia, dlaczego, bo żaden z Naksydów nie ocalał.
— Wobec tego wszystko sprowadza się do jednej wielkiej bitwy — rzekł Pezzini. — Wszystko sprowadza się do Zanshaa.
Trzech zdrajców stracono dwa dni po ich aresztowaniu. W ciągu pierwszych godzin po wybuchu rebelii konwokacja zadekretowała, że karą za zdradę ma być tortura i zrzucenie skazanych z dużej wysokości, ale Martinezowi udało się wyperswadować Michi stosowanie tortur; argumentował, że eskadra nie ma profesjonalnych oprawców, a amatorzy na pewno wszystko spaskudzą. Nie mógł orzec, czy podjęcie tej decyzji ulżyło Michi, czy też nie.
Nie mieli góry, z której można by zrzucić skazanych, ale Michi udało się stworzyć przybliżone warunki. „Prześwietny” hamował z przyśpieszeniem jednego g, aby zawrócić wokół błękitnego giganta Alekasa i polecieć do następnego wormholu. Dowódca eskadry zdecydowała więc, by wyrzucić zdrajców przez śluzę. Kiedy opuszczą statek, przestaną hamować i wpadną w statkowy ogon płonącej antymaterii.
I zostaną wyrzuceni bez skafandrów.
— Niech mnie cholera, jeśli będę marnowała na nich skafandry! — warknęła Michi.
Próżnia może ich zabić, zanim zostaną rozerwani na atomy przez podmuch antymaterii. Martinez nie wiedział, który z tych dwóch rodzajów śmierci jest gorszy.
Gawbyan w chwilach poprzedzających egzekucję zachowywał się po stoicku. Francis okazywała pogardę, a Gulik, który w czasie przesłuchań wielokrotnie oskarżał siebie i innych, zapadł w osłupienie. Zdawał się sugerować, że jego egzekucja jest nie fair. Współpracował, przyznał się i nie rozumiał, czemu nie otrzymał od wdzięcznego imperium nagrody.
Umierali z całym ceremoniałem. Przy śluzie czekała grupa ludzi, Martinez, Michi ze swym sztabem i wszyscy porucznicy, z wyjątkiem Corbigny, która pełniła wachtę. Wszyscy byli w pełnych mundurach galowych. Był też strażnik, świadkowie z każdego z wydziałów, w których pracowali więźniowie, i statkowa orkiestra grająca cichą żałobną pieśń „Śmierć bez honoru”, gdy więźniowie w dresach szli z paki, powłócząc nogami.
Żandarm Garcia zerwał ze skazanych oznaki stopni i starszeństwa. Strażnicy związali im kostki białą, żałobną taśmą i przykleili ją do boków ramion. Następnie zabrano ich do śluzy i załadowano do aparatu, który służył do wyrzucania ciał członków załogi zmarłych przypadkowo bądź w wyniku wrogich działań. Aparat chyba nigdy nie wyrzucał żywych załogantów, ale Martinez uważał, że skutek będzie taki sam.
Wewnętrzne drzwi śluzy zamknęły się gładko. Garcia podszedł do kontrolek. Orkiestra zatrzymała się przy końcu frazy, a dobosz począł wybijać na bębnie w kształcie klepsydry powolny, pulsujący rytm.
— Panie Garcia, proszę ewakuować śluzę — rozkazał Martinez.
— Ewakuować śluzę, milordzie. — Garcia odwrócił się do kontrolek. Jeśli pompy syczały czy dudniły, bęben skutecznie je zagłuszał.
Gdybym był jednym ze skazanych, myślał Martinez, próbowałbym wstrzymać oddech w nadziei, że wywołam szybką embolię.
Garcia znowu odwrócił się ku niemu.
— Śluza ewakuowana, milordzie.
— Panie Garcia, proszę otworzyć drzwi śluzy.
Bęben bił dalej. Martinez uświadomił sobie nagle, że coś strasznie swędzi go pod prawą łopatką.
— Zewnętrzne drzwi otwarte, milordzie.
— Panie Garcia, proszę kontynuować.
Wyrzucenie skazańców w kosmos było teraz jedynie kwestią wciśnięcia klawisza. Martinez miał tylko nadzieję, że do tej pory już nie żyją. Garcia spojrzał do śluzy przez małe okienko, a potem zwrócił się do Martineza.
— Śluza czysta, milordzie.
— Zamknąć drzwi zewnętrzne i przywrócić ciśnienie. Porucznik Mokgatle?
P.o. porucznika Mokgatle, obdarzony imponującym głosem, wystąpił z szeregu oficerów i odczytał tekst obrządku za zmarłych.
— Życie przemija, lecz Praxis jest wieczna — zakończył. — Czerpmy pocieszenie i poczucie bezpieczeństwa z wiedzy, że wszystko, co ważne, jest znane.
Wykonał zgrabny krok i z powrotem równał do szeregu.
Skazańcy stali się już nagimi jonami unoszącymi się w pustce. Martinez czuł, jak wokół niego narasta martwa cisza. Więźniowie zostali skazani zgodnie z prawem i straceni z całym majestatem przewidzianym w tradycjach Floty. Ich towarzysze obserwowali to albo osobiście, albo przez wideo w mesie lub ze stanowisk służbowych na statku. Byli świadkami, że egzekucję należycie przeprowadzono, tak jak poprzednio byli świadkami kradzieży, od której rozpoczął się ten ciąg zabójstw.
Wobu przypadkach milczącymi świadkami. Nie pytano rekrutów o zdanie, kiedy ich szefowie wydziałów spiskowali, by ich obrabować, i nie rozmawiano z nimi, kiedy Martinez udowodnił im winę, a Michi nakazała wykonać egzekucję.
Może nadszedł czas, żeby spekulacje zwierzchników uwzględniały również podwładnych.
Lady Michi chrząknęła, dając do zrozumienia, że zmęczyła się czekaniem, aż coś się wydarzy.
Martinez zrobił krok w przód i obrócił się, by spojrzeć w kamerę, która rejestrowała ceremonię.
— Trzej skazani i ich partner, inżynier Thuc, przez wiele miesięcy brali udział w szulerskiej zmowie, otwarcie żerując na załodze „Prześwietnego”. Nie ma żadnych zapisów, że w ogóle zwrócono na to uwagę albo że ktoś wniósł skargę. Ich działalność doprowadziła stopniowo do kradzieży, zdrady i zamordowania dwóch oficerów, w tym kapitana tego okrętu.
Popatrzył w kamerę i spróbował sobie wyobrazić, co się dzieje w mesie: załoga stoi w napięciu za stołami, obserwując przebieg wydarzeń na ścianach wideo. W mesie, gdzie każdego wieczora gracze łupili ich towarzyszy.
— Wszystkim tym zgonom można było zapobiec — ciągnął — gdyby zameldowano o tym procederze i podjęto odpowiednie działania. Z jakichś przyczyn wszyscy, nawet ofiary, wybrali milczenie. Być może załoga nie była odpowiednio zachęcana, by meldować o takich zajściach swoim oficerom. Mam zamiar to zmienić.
Głęboko wciągnął powietrze.
— Chciałbym zapewnić społeczność statku, że moje drzwi są otwarte dla wszystkich załogantów, którzy zechcą złożyć meldunek. Każdy załogant będzie dopuszczony do kapitana w każdej sprawie, którą uzna za ważną. — Spojrzał na oficerów stojących w szeregu. — Wierzę, że podobnie moi oficerowie zawsze będą dostępni.
Oficerowie poruszyli się niespokojnie. Znowu spojrzał w kamerę.