Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 113
Перейти на страницу:

Prawa burta pinasy została rozpruta w większej części długości, a Gerrick leżał w jej pobliżu, pojękując cicho. Jedną nogę miał złamaną — taki kąt wygięcia nie mógł być naturalny — i zaplątaną w podstawę fotela. Z krwawej rany na udzie wystawała kość, a z głębokiego rozcięcia na ramieniu wypływała krew.

— Puść mnie i pomóż Adamowi! — poleciła, widząc, że pierwsze polecenie nie odniosło skutku.

Drugie zresztą też, bo nie miało prawa — Jamie Candless był graysońskim gwardzistą, którego patron znajdował się w niebezpieczeństwie i tylko to było dla niego najważniejsze. Honor spróbowała uwolnić się z jego chwytu, ale mimo że była wyższa i silniejsza, nie zdołała tego dokonać. Z zaciętością i wyraźnym wysiłkiem nadal taszczył ją ku dziurze w kadłubie, gdy obok pojawił się Arthur Yard. Złapał jej drugą rękę, prawie wydzierając ją Nimitzowi. Treecat jednakże nie protestował, ponieważ dwoma innymi łapami obejmował ją za szyję, a przywarł tam niczym pijawka. Yard przerzucił jej rękę przez kark i wspólnymi siłami wyciągnęli ją z pinasy. Andrew LaFollet tymczasem zajął się wielebnym Hanksem, którego życie było dla Graysona ważniejsze nawet niż życie Honor. Nie mając czasu na pobieżne nawet badanie, postawił go na nogi, przerzucił przez ramię i pospieszył w ślad za podkomendnymi.

Honor próbowała się wyrwać, ale ochroniarze byli naprawdę dobrze wyszkoleni i nie pozwolili jej na to, a co więcej zdołali utrzymać desperackie tempo biegu rozpoczętego ledwie wydostali się z wraku. Ich celem była najbliższa osłona terenowa, czyli rów melioracyjny.

Odwróciła głowę i tuż za sobą zobaczyła LaFolleta niosącego Hanksa, a dwa kroki dalej Jareda Suttona wyglądającego na otumanionego, ale całego. Nigdzie natomiast nie było śladu załogi — pilot i pozostali będący w kabinie nie mogli przeżyć, ale gdzie był mechanik pokładowy… przypomniała sobie ten nagle urwany, przeraźliwy krzyk i już wiedziała.

Candless i Yard dotarli do rowu i wrzucili weń Honor, Candless zaś padł na nią, osłaniając ją własnym ciałem. Jego ciężar przydusił ją do ziemi i do Nimitza, więc wypełzła spod niego. Próbował jej przeszkodzić i podczas szamotaniny oberwał łokciem w żołądek — cios został wymierzony z precyzją uzyskaną w ciągu trzydziestu sześciu lat treningu sztuk walki. Honor nawet nie przyszło do głowy, że Candless robi to jedynie po to, by ocalić jej życie — wszystko, o czym mogła myśleć, to Adam, którego trzeba było ratować. Zaczęła gramolić się z rowu i Yard złapał ją od tyłu w desperacki chwyt. Widząc, co się dzieje, LaFollet puścił Hanksa znacznie gwałtowniej niż zamierzał i skoczył na pomoc Yardowi próbującemu powstrzymać Honor przed obłąkańczą szarżą do wraku.

— Nie, milady! — spróbował perswazji. — Nie możemy ryzykować pani życia!

— Ja pójdę, milady! — Jared najwyraźniej oprzytomniał i, nie czekając na odpowiedź, pognał ku pinasie. Palił go wstyd, że uciekł, zostawiając rannego i przywalonego szczątkami.

Candless nadal trzymał się za brzuch i gorączkowymi haustami łykał powietrze, a pozostali dwaj mieli pełne ręce roboty, powstrzymując Honor przed podążeniem śladami Jareda i nie chcąc jej przy tej okazji zrobić krzywdy.

— Honor, uspokój się do kurwy nędzy! — ryknął nagle LaFollet prosto do jej ucha.

I zadziałało.

Siła głosu połączona z treścią spowodowały, że zamarła. Dopiero patrząc w jego szare oczy kontrastujące z zaczerwienioną z wysiłku twarzą, dostrzegła, iż płyną po niej łzy.

— Nie możemy ryzykować twojego życia! — powiedział znacznie ciszej, i nie ukrywając strachu. — Nie rozumiesz?!

— On ma całkowitą racje! — oznajmił Hanks, kuśtykając ku nim.

Oszczędzał wyraźnie lewą nogę, a po twarzy płynęło mu kilka zasychających już na szczęście strumyczków krwi z różnych rozcięć, ale głos miał nienaturalnie spokojny i łagodny, co czyniło go jeszcze bardziej przekonującym.

— Ma rację — powtórzył ciszej.

I Honor zwiotczała w uchwycie obu gwardzistów.

— Dobrze — szepnęła.

— Proszę mi dać słowo, milady! — opanowany już LaFollet wrócił do oficjalnej formy, a widząc jej spojrzenie, zdobył się nawet na karykaturę uśmiechu. — Proszę dać mi słowo, że poczeka tu pani na nas! Wtedy wrócimy po Gerricka.

— Daję słowo — powiedziała głucho.

LaFollet jeszcze moment spoglądał jej w oczy, nim ją puścił i dał ruchem głowy znak Yardowi. Obaj zaczęli się wdrapywać na ścianę rowu.

— Dostaliśmy ich? — Taylor domagał się odpowiedzi coraz kategoryczniej. — Dostaliśmy?

Martin zirytowany potrząsnął głową.

— Nie wiem — przyznał niechętnie.

Stał wyprostowany i spoglądał na lądowisko. W pierwszej chwili był pewien, że załatwili sprawę, tyle było wybuchów, ale potem zobaczył pogięty wrak pinasy, który znieruchomiał o jakieś pięćdziesiąt metrów od nich i nie palił się. Czarny kształt wyraźnie odcinał się od szalejącego w tle pożaru i choć był niesamowicie zmasakrowany, istniała szansa, że ktoś na jego pokładzie przeżył. Koło pinasy zatrzymał się z piskiem opon pierwszy wóz strażacki. Inne były niedaleko…

Przyjrzał się wyraźniej i zaczął się bać — nie wszystkie z pędzących ku wrakowi pojazdów były wozami ratunkowymi. Przynajmniej połowę stanowiły patrolowce Gwardii Harrington zmierzające prosto ku niemu. Rozejrzał się i zobaczył, że inne zbliżają się z pozostałych stron, otaczając trójkątny obszar z boku wraku.

— Nie wyjdziemy z tego, Austin — oznajmił, dziwiąc się własnemu spokojowi.

Taylor przez moment spoglądał na niego, poruszył bezdźwięcznie ustami i upuścił z westchnieniem wyrzutnię.

— Chyba nie — przyznał równie spokojnie.

— W takim razie sądzę, że powinniśmy sprawdzić, czy wykonaliśmy zadanie.

LaFollet i Yard wydostali się z rowu, którego ściany okazały się wyższe i bardziej strome, niż się to wydawało z poziomu lądowiska. Honor obserwowała ich, stojąc obok wielebnego Hanksa. Rozsądek wrócił jej na tyle, że nie miała wątpliwości, że to on i Andrew mieli rację. Była kim była i nie mogła narażać się na niebezpieczeństwo, którego można było uniknąć. Zbyt wielu ludzi zależało od niej w zbyt wielu sprawach i choć nie była to miła świadomość, nic nie mogło tego zmienić. Nimitz zamruczał cicho, czując jej wstyd, że pozwoliła innym ryzykować życie, a sama została w bezpiecznym miejscu. Hanks położył jej dłoń na ramieniu, najwyraźniej rozumiejąc targające nią uczucia.

Jamie Candless odkaszlnął i zdołał uklęknąć. Potrząsnęła głową i przykucnęła obok niego.

— Przepraszam, Jamie — powiedziała szczerze. Potrząsnął delikatnie głową.

— Niezły… cios… milady — wysapał z wysiłkiem.

Honor postawiła Nimitza na ziemi i pomogła gwardziście przyjąć pozycję pionową. Nimitz zręcznie wspiął się na górę i usiadł, obserwując akcję ratunkową. Honor objęła Candlessa niezbyt pewnie trzymającego się jeszcze na nogach. Mruknął coś pod nosem i wsparł się na niej, co było najlepszym dowodem, że trafiła go silniej i celniej niż sądziła — inaczej nigdy by się tak nie zachował.

Oboje odwrócili się i przyjrzeli wrakowi.

Ekipy ratunkowe poruszały się z wytrenowaną szybkością i precyzją. Kilku ludzi wpadło do wraku, szukając żywych rozbitków, a reszta pospiesznie pokrywała poskręcany kadłub warstwą gęstej białej piany. Dwóch gwardzistów biegło w kierunku rowu melioracyjnego, okrążając wrak i ratowników szerokim łukiem. Musieli należeć do ochrony portu, ale Honor i tak zaskoczona była szybkością, z jaką zjawili się na miejscu katastrofy.

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)