Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
— Odpalenie rakiety przeciwlotniczej gdzieś w zachodnim sektorze lądowiska!
— Słodka godzino! — wrzasnął ktoś za jego plecami. — to do patronki?!
Kontroler nie odpowiedział, z przerażeniem i fascynacją wpatrując się w ekran radaru pokazujący spadającą jak kamień pinasę.
Honor uniosła głowę, gdy pinasą nagle szarpnęło. Moment później okręcik położył się na lewą burtę i runął w dół. Przez sekundę sądziła, że pilot stracił nad nim kontrolę, nim usłyszała wycie turbin na maksymalnych obrotach i poczuła, że jednostka kontynuuje ostry lewoskręt. Był to zatem celowy manewr, tylko…
Nimitz siadł na jej kolanach, więc przytuliła go i pochyliła się w odruchowej reakcji, wiedząc, że za chwilę zetkną się z ziemią. Uwolniła na moment prawą rękę, złapała Hanksa za głowę i pociągnęła w dół, by także się pochylił. I było to wszystko, co mogła zrobić.
ROZDZIAŁ XXVII
Technicznie rzecz biorąc, bosman Troubridge próbował wymusić spudłowanie. Nazywając rzecz po ludzku, lądował awaryjnie, wybierając kraksę niż zestrzelenie. Opadając prawie pionowo i wykonując gwałtowny skręt, próbował zejść poniżej rakiety i poniżej zasięgu jej systemu samonaprowadzającego. I modlił się, by miał tę sekundę na wyrównanie lotu przed zderzeniem z ziemią, bo inaczej zabije siebie i wszystkich na pokładzie. Był to praktycznie niewykonalny manewr, ale Gil Troubridge był naprawdę doskonałym pilotem i prawie udało mu się go wykonać.
Prawie.
Musiał podciągnąć dziób, chcąc wyrównać, i dzięki połączeniu turbin i zalet płatowca z wysuniętymi klapami udało mu się to w chwili, w której włączył antygrawitację. Był jednakże metr za nisko i rufa rąbnęła o ziemię. Niespodziewanie dzięki temu pinasa prawie się wyprostowała i w tej sekundzie, gdy tak wisiała, poczuł olbrzymią ulgę. Drugi pilot zdążył już wysunąć awaryjne płozy i kiedy pinasą na nie opadnie, najgorsze powinno być za nimi…
I dokładnie w tym momencie rakieta wykonała ostatni atak.
Elektroniczny kamikadze stracił cel dzięki wariackiemu manewrowi bosmana, ale odnalazł go, gdy pinasa uniosła dziób, i pognał ku niemu z prędkością przekraczającą dziesięć kilometrów na sekundę. Mimo to prawie chybił — samym skrajem ekranu zahaczył pinasę zaledwie metr od czubka dziobu, w którym znajdował się radar. Grawitacyjna gilotyna odcięła ten metr dziobu niczym siekiera tnąca masło, ale energia kinetyczna tego uderzenia rozpruła dalsze dziesięć metrów kadłuba, Troubridge, drugi pilot i łącznościowiec zginęli na miejscu, a siła uderzenia zakończyła to, co zaczęło walnięcie rufy o ziemię, i pinasa machnęła kozła do tyłu, po czym gruchnęła o ziemię niczym zwariowany delfin akrobata wykonujący salto. Tylko że pinasa nie była delfinem, a lądowisko wylane było czterdziestocentymetrową warstwą cerambetu będącego materiałem znacznie, ale to znacznie twardszym od wody.
— Dobry Boże, skraksowała! — jęknął kontroler. — Boże! Spadła!
Straż, ambulans i techniczne wozy pogotowia wypadkowego gnały już ku miejscu przymusowego lądowania, wyjąc syrenami i błyskając kogutami, więc jedyne co mógł zrobić, to obserwować, jak pinasa z patronką na pokładzie ulega samozniszczeniu, sunąc na grzbiecie po lądowisku.
Gdyby był to cywilny prom, wszyscy na pokładzie zginęliby w sekundy po załodze — dokładnie w chwili, w której jednostka po salcie zetknęłaby się z ziemią. Pinasa była jednak okrętem wojennym zaprojektowanym z myślą o poruszaniu się we wrogim otoczeniu i wytrzymywaniu dużych zniszczeń. Pancerny kadłub wykonano z utwardzonej stali, a jej projektanci i producenci słynęli z tego, iż tworzyli najbardziej odporne na kraksy pojazdy.
Turbina numer dwa urwała się, przeleciała łukiem trzysta metrów i trafiła w cysternę, kończąc egzystencję w olbrzymiej kuli ognia, która rozświetliła noc. Kierowca cysterny nawet nie wiedział, że ginie, a jego pojazd, a raczej jego płonący wrak wybuch wrzucił w hangar remontowy numer dwanaście. Dwa autobusy orbitalne i siedemnastu techników zostało rozniesionych na strzępy w wyniku wywołanej przez niego eksplozji. Pinasa zaś sunęła dalej po lądowisku, siejąc iskrami i fragmentami kadłuba.
Następne wybuchły zbiorniki wodoru, także zaprojektowane tak, by przetrwały przymusowe lądowanie i dawały się odstrzelić. Ładunki awaryjne odrzuciły je od kadłuba przed eksplozją. Wszystkie cztery opadły, działając jak bomby — dwa na pustą, otwartą przestrzeń, nie robiąc nikomu krzywdy, trzeci zaś na dworzec lotniczy. Jego wybuch zmienił tysiąc metrów kwadratowych krystoplastu stanowiącego frontową ścianę w odłamki, które zmasakrowały cywilów obecnych w części B. Dwa wozy ratunkowe ledwie uniknęły zniszczenia, gdy ostatni zbiornik eksplodował na ich drodze, ale załogi nie miały czasu na radość z cudownego ocalenia — oba pojazdy ominęły gwałtownie dymiący krater i pognały za rozpadającą się w oczach pinasa.
Honor jęknęła, gdy coś rąbnęło ją w prawy bok. Bardziej wyczuła niż zobaczyła, że jeszcze coś się zbliża, i odchyliła się najmocniej, jak mogła, w lewo, by osłonić Hanksa, którego stare kości były znacznie słabsze niż jej. Nie odsunęła się wystarczająco — poczuła uderzenie i usłyszała stłumiony krzyk wielebnego, gdy jej ramię wbiło się w niego. Ktoś rozpaczliwie wrzeszczał w tylnej części kabiny i nagle umilkł. Świat wirował i trząsł się niczym upiorne diabelskie koło, a wszystkiemu towarzyszył jęk rozdzieranego metalu i wizg metalu trącego o coś twardego. Wydawało się to ciągnąć w nieskończoność.
A potem skończyło się równie nagle, jak się zaczęło — pinasa wróciła do właściwej pozycji i znieruchomiała. Wokół rozległy się jęki i dziwne basowe krzyki. Wyprostowała się na fotelu, odpychając równocześnie moduł bagażowy zazwyczaj wiszący nad fotelem. Ten znad jej fotela wyrwał mocowanie ze ściany i to właśnie on pchnął ją gwałtownie na Hanksa. Odruchowo sprawdziła, czy z Nimitzem wszystko w porządku, i rozejrzała się, szukając wielebnego.
Potrząsnął głową zamroczony; z rozciętego czoła i z przegryzionej wargi płynęła mu krew, lecz w oczach widać było normalny błysk inteligencji i troskę, gdy rozglądał się, szukając z kolei jej.
Honor odetchnęła z ulgą i skupiła się na walce z blokującą drogę poduszką powietrzną, która automatycznie wypełniła miejsce między ścianą a nią.
— Milady! Lady Harrington!
Pojęcia nie miała, jakim cudem LaFollet dotarł do niej tak szybko, ale zdążył podtrzymać ją, gdy niepewnie wstała. Ból w prawym boku świadczył o co najmniej jednym złamanym żebrze, a ten w lewym ramieniu o innych uszkodzeniach. Żaden nie był na szczęście tak dojmujący, by utrudniać jej myślenie i rejestrowanie tego, co się wokół dzieje. Dlatego też jako pierwsza wyczuła specyficzny swąd palącej się instalacji.
— Won! Wszyscy na zewnątrz! Natychmiast! — krzyknęła świadoma niebezpieczeństwa.
Zbiorniki wodoru musiały zostać odstrzelone, bo inaczej nikt nie przeżyłby kraksy, ale awaryjne silniki strumieniowe zostały zaprojektowane właśnie po to, by pomóc w awaryjnym lądowaniu uszkodzonej pinasy, i ich zbiorniki paliwa znajdowały się wewnątrz kadłuba. A przewody paliwowe podczas lotu wypełniał obojętny gaz, a same zbiorniki wykonano z superwytrzymałego stopu, ale nic nie było niezniszczalne.
Ktoś złapał ją energicznie — odwróciła się, lecz nim zdążyła powiedzieć słowo, LaFollet uniósł ją i rzucił w objęcia Candlessa. Jamie miał zakrwawioną twarz, co nie miało żadnego wpływu na jakość jego chwytu. Złapał ją pewnie i skierował się ku najbliższej dziurze w kadłubie.
— Nie martwcie się mną! — oświadczyła. — Pomóżcie Adamowi!