Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 113
Перейти на страницу:

Spojrzał na rękaw munduru i tym razem skrzywił się otwarcie — zawsze z dumą nosił uniform Gwardii Burdette, ale tego wieczoru z oczywistych powodów nie mógł go założyć. Zawsze też jednak nienawidził barw Gwardii Harrington, a taki właśnie zielony uniform miał na sobie. By wejść do gniazda szatana, trzeba było przebrać się za jego sługę — to, że rozumiał konieczność, nie musiało wcale oznaczać, że mu się ona podobała.

A zmierzał do siedliska zła, które zatruwało cały Grayson, nawet sługi boże, co już samo w sobie było zatrważające. Gardził tymi tak zwanymi księżmi, którzy dali się uwieść szatanowi i opuścili Boga jak jakieś kurwy. Choć z drugiej strony należało być bardziej wyrozumiałym — większość członków Synodu stanowili ludzie dobrzy i pobożni, jak choćby wielebny Hanks. Spotkał go raz, gdy wielebny celebrował mszę w katedrze Burdette, i zrozumiał, dlaczego był on tak powszechnie wielbiony. Był to człowiek tak głębokiej wiary, że przez krótki moment Martin czuł się z nim duchowo związany i zdawało mu się, że dzięki temu złączeniu jego własna wiara stała się głębsza i lepsza. Wówczas nikt nie wiedział, że szatan zastawił na wielebnego Hanksa tak perfidną pułapkę. Wielebny po prostu musiał w nią wpaść i Martinowi było go po prostu żal. Natomiast całą swą złość skierował na osobę, która stała się narzędziem diabła i doprowadziła tak pobożnego człowieka jak Julius Hanks do tak olbrzymiego błędu. Co prawda nie rozumiał, jak mąż tak mądry i silny w wierze mógł dać się tak zwieść, ale on, prosty sierżant, nie znał się przecież na szatańskich sztuczkach. Ta suka musiała być zaiste potężną czarownicą, skoro wielebny nie dostrzegł, że pomaga żonom i córkom zwracać się przeciwko mężom i ojcom ani że odrzuca wiarę, dzięki której przez tysiąc lat Grayson był prawdziwą planetą Boga. Aż się wierzyć nie chciało, że ów czarci pomiot miał tak wielką moc, że wielebny nie uświadomił sobie, z kim ma do czynienia, gdy wyszło na jaw, że grzeszyła śmiertelnie, parząc się poza świętymi więzami małżeństwa, do czego zresztą bezwstydnie przyznała się publicznie! Ba, chwaliła się tym, gdy prawdziwy sługa boży kazał jej żałować i pokutować za grzechy. Jak zdołała tak otumanić wielebnego Hanksa, że nie zrozumiał on, jak tego typu przykład może podziałać na inne kobiety, to się Martinowi w głowie nie mieściło, ale wiedział, że zdołała. I że w ten sposób naraziła dusze tych nieszczęsnych na wieczne potępienie.

Martin zdawał sobie sprawę, że niektórzy mężczyźni źle traktowali swe żony i córki, ale działo się tak, bowiem człowiek omylnym i słabym jest. Obowiązkiem innych, a zwłaszcza kościoła, było piętnować i karać podobne zachowania, tak jak piętnowano i karano inne formy znęcania się nad słabszymi. Był nawet skłonny przyznać, że Protektor Benjamin miał dobre pomysły — przynajmniej niektóre. Faktycznie nadszedł czas, by złagodzić niektóre stare i nie odpowiadające już rzeczywistości prawa. Tworzono je w innych, trudniejszych czasach, toteż musiały takie być, ale teraz można było pozwolić kobietom, by pracowały w jakichś mniej wymagających profesjach, czy nawet pozwolić im głosować. Ale nie zmuszać je do brania na barki obciążeń, których Bóg dla nich nigdy nie przewidział, nie wspominając już o służbie wojskowej! Martin doskonale wiedział, jak wygląda służba i życie w wojsku, bo spędził w nim osiemnaście ciężkich, choć zaszczytnych lat i wiedział, że żadna kobieta nie wytrzymałaby tego i nie mogłaby pozostać taka, jaka kobieta być powinna. Wystarczyło popatrzeć na samą Harrington, by stwierdzić, jak takie życie psuje, wypacza i schamia.

Wielebny Hanks został oszukany, a kto wie, czy i jakimś cudem nie przymuszony, by zgodził się na proponowane przez Protektora zmiany. Podziw dla odwagi Harrington, a nie ulegało kwestii, że baba była odważna, przesłonił mu jej grzechy i zło, które szerzyła na Graysonie. Nawet najlepsi popełniali błędy i Bóg nigdy nie miał im tego za złe, jeśli w porę przyznali się, że zbłądzili, i wrócili na drogę cnoty. I taki właśnie był cel ofiary, którą tej nocy miał złożyć Martin, toteż modlił się gorąco, by wielebny Hanks i inni członkowie Synodu powrócili do Boga, gdy w końcu zniknie ostatecznie zło zatruwające ich dusze.

Wszystkie floty jakby się zmówiły, by opuszczaniu okrętu flagowego towarzyszyła jak największa pompa i zamieszanie. Pewnie dlatego by wszystkim przypomnieć, z jaką to ważną personą mają do czynienia. Kiedy rzeczony admirał jest jeszcze feudalnym władcą, tak zamieszanie jak i ceremoniał sięgały apogeum.

Honor wzięła na to poprawkę, planując odlot, i zdołała zachować stosowną powagę, dokonując inspekcji warty honorowej i wysłuchując mowy pożegnalnej kapitana Yu. Wszystko to wyglądało tak śmiertelnie ponuro, jakby nigdy już nie miała tu wrócić, podczas gdy w rzeczywistości powinna zjawić się z powrotem za jakieś sześć godzin. Tym niemniej starała się jak mogła, by wyglądać tak, jak wszyscy tego po niej oczekiwali.

Fanfara oznajmiła jej zejście z okrętu, gdy znalazła się w stanie nieważkości, i dopiero wtedy pozwoliła sobie na pełen satysfakcji uśmiech. Tym razem dopilnowała, by nie dmuchnięto jej prosto w ucho, choć sądząc po zbolałej minie sygnalisty, jej uprzejma prośba nie spotkała się z jego zrozumieniem. Wyboru jednak nie miał, dzięki czemu nic jej w uchu nie dzwoniło i słyszała normalnie. Była wyjątkowo samotna w czasie tego przejścia, ponieważ ochrona trzymała się w dyskretnej odległości z uwagi na przedziwne zachowania sukni w stanie nieważkości.

Spowodowało to żywiołową radość Honor i dało jej chwilę wytchnienia. Na tyle długą, by po stanięciu na pokładzie pinasy mogła doprowadzić przyodziewek do ładu. Pinasa rozpoczęła swój żywot jako standardowa jednostka Mark 30 Royal Manticoran Navy przewidziana do wysadzania na wrogim terenie pół kompanii Marines i wsparcia ich ogniem, gdy się już tam znaleźli. To drugie zadanie mogła nadal wykonywać, natomiast z pierwszym byłyby spore problemy. A to dlatego, że w skład wyposażenia superdreadnoughta wchodziło tyle różnych małych jednostek, że Marynarka Graysona zdecydowała się zmodyfikować jedną na transportowiec VIP-ów. By to osiągnąć, wybebeszono i przebudowano gruntownie cały przedział desantowy, tworząc przestronne, wygodnie urządzone wnętrze z nader szerokim przejściem, co Honor właśnie doceniła, pierwszy raz znajdując się w nim w długiej sukni. Poza tym wstążka, na której zawieszona była Star of Grayson, splątała się przy zerowym ciążeniu z łańcuchem, z którego zwisał klucz — Honor zdołała rozplatać je w marszu, nie wpadając przy tym na nic, co w normalnym przedziale desantowym byłoby niemożliwe. Zakończyła to delikatne zajęcie tuż przed dotarciem do swego fotela, toteż opadła nań z prawdziwą ulgą. Dopiero potem spytała mechanika pokładowego:

— Mieścimy się w czasie?

— Jak najbardziej, milady. Mamy nawet lekkie wyprzedzenie, więc obawiam się, że nastąpi pięciominutowa zwłoka w odcumowywaniu.

— Dlaczego mnie to nie dziwi? — mruknęła sama do siebie, obserwując, jak po przeciwnej strome przejścia Gerrick żongluje sprzętem, starając się go nie upuścić i równocześnie bezpiecznie ulokować. Udało mu się to w końcu i usiadł. Nimitz w międzyczasie zwinął się w zadowolony kłębek na jej kolanach, toteż spojrzała przez ramię, sprawdzając, jak sobie radzi Sutton.

Jared walczył z torbą, usiłując upchnąć ją do znajdującego się nad fotelem miejsca na bagaż, i mruczał pod nosem coś, co musiało być z głębi serca płynącymi inwektywami. Przez moment zastawiała się, czy nie skomentować jego zmagań z materią, ale zrezygnowała, widząc, że jest czerwony, mokry i zły. Porucznicy zwykle czują się zaniedbywani, jeżeli ich dowódcy nie sprawiają im problemów, ale w tej chwili porucznik Sutton miał ich dzięki niej dość.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)