Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 153
Перейти на страницу:

Od tego czasu minęło ponad pięć godzin. Randall był przekonany, że jeśli zdrajca postanowił dostarczyć notatkę de Vroome'owi, powinna się już znajdować w rękach pastora. Teraz pozostawało tylko liczyć na to, że szpieg wydawców w szeregach radykałów nie został zdemaskowany i wkrótce da znać, która wersja tekstu dotarła do wroga.

Przed wyjściem z biura zadzwonił do Angeli i umówili się na późną kolację. Pomimo zmęczenia nie mógł się oprzeć pokusie spotkania. Zjedli w eleganckiej restauracji hotelu Polen, rozmawiając cicho i wymieniając się wspomnieniami swej przeszłości. Randall wiedział, że nie potrafiłby się rozstać z Angelą, gdyby nie pewność, że rano znów ją zobaczy. Odwiózł dziewczynę do Victorii, lecz jeszcze teraz, dojeżdżając do hotelu Amstel, czuł dotyk jej miękkich warg na swoich ustach.

Po chwili Theo skręcił w lewo i zatrzymał się przed hotelem. Randall wysiadł, życzył kierowcy dobrej nocy i skierował się do wejścia.

Nagle ktoś go zawołał. Odwrócił się i zobaczył mężczyznę, który wyłonił się z cienia za parkującymi samochodami.

– Panie Randall – powtórzył. – Jedną chwileczkę, jeśli można.

Mężczyzna zbliżał się ku niemu i w świetle lamp przed hotelem Randall rozpoznał twarz. Cedric Plummer.

Randall odwrócił się, bardziej zły niż zdziwiony, i chciał odejść, lecz Plummer chwycił go za ramię.

– Spadaj – warknął Randall, wyrywając się. – Nie mamy sobie nic do powiedzenia.

– To nie chodzi o mnie – odparł dziennikarz. – Przyszedłem tu, bo tak życzył sobie… ktoś ważny, kto chciałby się z panem spotkać.

– Nie sądzę, żebym chciał się spotkać z kimkolwiek z twoich znajomych, Plummer. – Randall postanowił, że nie da się w nic wciągnąć. Ruszył ku schodom, lecz Anglik nie ustępował.

– Proszę posłuchać, niech pan nie odchodzi. To pastor Maertin de Vroome mnie przysłał, to on chce się z panem zobaczyć.

Randall zatrzymał się w pół kroku.

– De Vroome? – Spojrzał podejrzliwie na dziennikarza. – Naprawdę jest pan jego wysłannikiem?

– Tak, jak najbardziej – odparł Plummer, kiwając żwawo głową.

– Skąd mogę wiedzieć, że to nie jakaś pańska sztuczka?

– A po co miałbym kłamać? Co bym na tym zyskał? Randall wahał się. Był nieufny, a jednocześnie podekscytowany i pragnął uwierzyć.

– Jakąż to sprawę może mieć do mnie de Vroome? – zapytał.

– Nie mam zielonego pojęcia.

– Akurat – rzekł zgryźliwie Randall. – Dlaczego w takim razie wybrał pana, zagranicznego dziennikarza, na swego posłańca? Mógł przecież do mnie zadzwonić.

Zachęcony pytaniem, Plummer pospieszył z obszerną odpowiedzią.

– Pastor de Vroome ma w zwyczaju załatwiać sprawy nie wprost. Jest bardzo podejrzliwy w kontaktach osobistych. Człowiek o jego pozycji musi być ostrożny. Telefonowanie jest ryzykowne. Nie chciałby także spotkać się z panem w miejscu publicznym. Gdyby pan znał pastora, zrozumiałby pan jego zachowanie.

– A pan go zna?

– Całkiem dobrze, panie Randall. Mam zaszczyt nazywać go swoim przyjacielem.

Randall przypomniał sobie sensacyjny wywiad Plummera z kontrowersyjnym duchownym w londyńskim „Daily Courier". Był to obszerny, szczegółowy tekst i fakt ten jakoś dodawał wiarygodności twierdzeniu Plummera o przyjaźni z de Vroome' em.

Zastanawiał się, czy przystać na spotkanie. Liczba możliwych pułapek przewyższała chyba korzyści, jednakże czuł nieodpartą chęć, żeby się zgodzić. Tajemniczy Maertin de Vroome był jedyną przeszkodą na drodze do sukcesu Drugiego Zmartwychwstania i nowej przyszłości Randalla. Nieczęsto miało się okazję stanąć oko w oko z takim wrogiem. Pokusa była bardzo silna. Dominus de Vroome był przeciwnikiem wartym podjęcia tej gry.

– Kiedy pański przyjaciel chciałby się ze mną zobaczyć? – zapytał podekscytowanego dziennikarza.

– Nawet teraz, jeśli to panu odpowiada.

– To taka pilna sprawa, że czeka na mnie nawet w środku nocy?

– Nie wiem, czy jest pilna. Ale de Vroome to nocny marek.

– Gdzie teraz jest?

– W swojej kancelarii w Westerkerk.

– Dobrze, jedźmy. Dowiemy się, czego chce nasz wielki człowiek.

Po kilku minutach jechali już pięcioletnim jaguarem coupe Plummera wzdłuż Prinsengracht, Kanału Książęcego, który wił się po zachodnich obrzeżach śródmieścia. Zagłębiony w fotelu sportowego auta Randall przyglądał się profilowi dziennikarza i zastanawiał nad tym, jak bliska może być jego zażyłość z wpływowym przywódcą religijnych radykałów.

– Ciekawi mnie pańska znajomość z de Vroome'em – powiedział. – Nazwał go pan swoim przyjacielem…

– Bo to prawda. – Plummer nie odrywał spojrzenia od drogi.

– Co to za rodzaj przyjaźni, panie Plummer? Czy wynajął pana jako swego propagandzistę? Pracuje pan na rzecz jego ruchu reformatorskiego? Czy jest pan po prostu jednym z jego wielu szpiegów?

Upierścieniona dłoń Plummera puściła kierownicę i zakreśliła w powietrzu lekceważący, dziwnie zniewieściały gest.

– Co też pan opowiada, chłopie drogi, to nie jest aż tak melodramatyczne. – odparł. – Powiem panu otwarcie, co nas łączy. Dominus i ja mamy wspólne zainteresowania, związane z tym, co knujecie w Krasnapolskym. Każdy z nas ma własny powód, dla którego chce dowiedzieć się wszystkiego, zanim profesor Deichhardt zacznie tym karmić masy. Okazało się, że mogę trochę pomóc de Vroome'owi, dostarczając mu różnych informacji, na które taki dziennikarz jak ja zawsze gdzieś natrafi. W zamian oczekuję od niego bardzo poważnej pomocy. Liczę, że dzięki niemu zdobędę materiał na wyłączność i obwieszczę światu sensacyjną wieść, zanim wy zdążycie to zrobić. – Plummer obnażył wystające zęby w krzywym uśmiechu. – Może to pana razi, ale cóż, chłopie drogi, c 'est la guerre.

Szczerość rozmówcy raczej rozbawiła, niż zdenerwowała Randalla.

– Widzę, że nie ma pan wątpliwości, że de Vroome poda panu nasze głowy na tacy? – zapytał.

Plummer znów się uśmiechnął.

– Jestem tego pewien.

– Przynajmniej uczciwie pan nas ostrzegł.

– No cóż, zasady fair play wyniosłem z Eton. Cokolwiek pan o mnie myśli, Randall, jestem dżentelmenem. I dominus de Vroome także.

– Właśnie, de Vroome. W sumie niewiele o nim wiem – rzekł Randall. – Kim on jest oficjalnie? Głową Holenderskiego Kościoła Reformowanego?

– Nie, ponieważ Nederlands Hervormd Kerk, Holenderski Kościół Reformowany, nie ma formalnego przywódcy – odparł Plummer. – Cztery czy pięć milionów holenderskich protestantów, skupionych w tysiąc czterystu sześćdziesięciu sześciu parafiach, wybiera pięćdziesięciu czterech przedstawicieli, duchownych i świeckich, do synodu. Można by więc powiedzieć, że Kościołem kieruje synod, ale też nie tak do końca. Jego członkowie są raczej świadkami. Jak mawia de Vroome, synod jest nie tyle władzą, ile sumieniem Kościoła. W porównaniu z Anglią czy Ameryką Kościół w Holandii może wydawać się niemal anarchistyczny, mocno związany ze społecznością wierzących. Dominus został wybrany przez radę kościelną jako głowa jednego lokalnego kościoła, jednej parafii, być może nawet najważniejszej w kraju, lecz tylko tej jednej. Wciąż mi powtarza, że nie ma żadnej szczególnej władzy, nawet we własnym kościele. Jego autorytet oparty jest na sile osobowości. Jego zadaniem jest mówić to, co trzeba, umieć słuchać i nigdy nie zapominać, że Kościół tak naprawdę należy do wiernych. Mówię o tym po to, żeby pan zrozumiał, z jakiego rodzaju człowiekiem pan się spotka.

– Mówi pan o nim tak, jakby to był zwyczajny pastor z dzielnicy – powiedział Randall. – Tymczasem on jest przecież przywódcą Radykalnego Ruchu Odnowy Chrześcijaństwa, z legionami świeckich i duchownych zwolenników na całym świecie.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)