Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– Tak, kto jest przeklętym Judaszem w tym budynku?! – wykrzyknął Wheeler. – Kto nas sprzedaje szatanowi za trzydzieści nędznych srebrników?
– I jak go dopaść – dodał Deichhardt – zanim zada nam kolejny cios?
Randall rozejrzał się po twarzach obecnych.
– Czy ktoś ma jakieś pomysły? – zapytał.
Inspektor Heldering podniósł głowę znad notatnika, w którym coś zapisywał.
– Proponowałem, żeby zbadać wykrywaczem kłamstw wszystkie osoby, które znały treść pańskiej notatki.
– Nie, nie – zaprzeczył Deichhardt stanowczo. – Musielibyśmy ujawnić zbyt wiele szczegółów, a poza tym wpłynęłoby to demoralizująco na lojalną większość naszych ludzi.
– Jednak nie wszyscy są lojalni – upierał się Heldering. – Jeden z pewnością nie jest. Nie przychodzi mi do głowy nic innego.
– Musi być jakiś lepszy sposób.
Randall słuchał tego jednym uchem, usiłując uchwycić kiełkującą w głowie myśl. Jego wyobraźnia zaczęła pracować na pełnych obrotach. Tę samą sytuację, która spowodowała przeciek, można było wykorzystać do przyłapania zdrajcy. Skupił się na szczegółach, usiłując nie słuchać gwaru wokół, i po chwili miał gotowe rozwiązanie, logiczne i bezpieczne.
– Ja mam pewien pomysł – powiedział, podnosząc głos. – Sądzę, że może się okazać skuteczny.
Zapadła nagła cisza i oczy wszystkich skierowały się na niego. Randall wstał, odszedł kilka kroków, pocierając z namysłem fajkę i powrócił do stołu.
– Pomysł wydaje się niemal zbyt prosty, ale nie widzę w nim słabych punktów – zaczął. – Posłuchajcie, panowie. Przypuśćmy, że sporządzimy kolejną ściśle tajną notatkę dotyczącą naszych planów. Jej treść jest nieistotna, musi tylko brzmieć wiarygodnie i odnosić się w logiczny sposób do naszych dalszych działań po konferencji prasowej. Przypuśćmy teraz, że roześlemy tę informację do tych samych osób, które otrzymały pierwszą notatkę… oczywiście pomijając obecnych tutaj. Tekst będzie identyczny w każdym egzemplarzu, poza jednym słowem, które zostanie zmienione. Inaczej mówiąc, w każdej kopii notatki znajdzie się jedno słowo, którego nie będzie w pozostałych. Sporządzimy listę adresatów pisma wraz z odpowiadającym każdemu słowem kodowym. Czy rozumiecie panowie, do czego zmierzam? Jeżeli treść notatki znowu przecieknie do de Vroome'a, tak jak poprzednio, nasz informator dowie się o tym, sprawdzi, jakie słowo kodowe zawiera wykradziony tekst i dzięki temu dopasujemy do niego zdrajcę.
Randall przerwał, obserwując reakcję obecnych. – Niezłe, całkiem niezłe – mruknął Wheeler.
Profesor Deichhardt natomiast wydawał się nieco zdezorientowany, podobnie jak pozostali.
– Czy może pan to wytłumaczyć na konkretnym przykładzie? – zapytał. – Chcę mieć pewność, że dobrze zrozumiałem.
Umysł Randalla tworzył w lot kolejne rozwiązania. Właśnie przyszedł mu do głowy następny pomysł.
– Proszę bardzo – rzekł. – Posłużmy się przykładem Ostatniej Wieczerzy. Uczestniczyło w niej dwunastu uczniów, prawda? To akurat bardzo pasuje do naszych celów. Sporządzimy listę dwunastu osób, które poznały treść mojej notatki. Pominiemy naszą ósemkę, jak już mówiłem, a także… na moje ryzyko… Jessicę Taylor, która pomoże mi przygotować pismo. Tak więc fałszywą notatkę otrzyma dwanaście osób. Jeżeli żadna z nich nas nie zdradzi, to będzie oznaczało, że zdrajcą jest Jessica, Naomi, ja albo któryś z panów przy tym stole. Na razie zakładamy jednak, że to jeden z tej dwunastki ponownie ujawni tajemnicę pastorowi de Vroome'owi. Naomi, przeczytaj nam, proszę, te nazwiska.
Naomi wstała.
– Jeffries, Trautmann, Zachery, Riccardi, Sobrier, Groat, Kremer, Monti, O'Neal, Cunningham, Alexander, de Boer.
Randallowi przyszło na myśl jeszcze jedno nazwisko, dopiero co przybyłego do Amsterdamu doktora Floriana Knighta. Jednakże ten młody człowiek był wciąż pełen goryczy, miał niechętny stosunek do projektu, który zniszczył owoc jego ciężkiej pracy i chyba nie można go było dopuścić do tej gry. Z drugiej strony, skoro stanowił takie zagrożenie, może powinno się go włączyć? Randall wolał jednak nie kusić Knighta, przypuszczał zresztą, że profesor Jeffries podzieli się informacją ze swym protegowanym.
– Doskonale, Naomi – powiedział. – To są osoby, które dostaną naszą nową tajną notatkę.
Profesor Deichhardt westchnął ciężko. Miał niezbyt zadowoloną minę.
– Trudno sobie nawet wyobrazić, że ktoś z nich mógłby zdradzić, panie Randall – stwierdził. – Każda z tych osób została dokładnie sprawdzona, większość jest w naszym zespole od samego początku i wszystkim zapewne osobiście zależy na uchronieniu nowej Biblii przed zagrożeniem.
– A jednak ktoś to zrobił, profesorze – zauważył Wheeler.
– No tak, no tak, w istocie… Proszę kontynuować, panie Randall.
– Powiedzmy – podjął swój wywód Randall – że napiszemy coś w tym rodzaju: „Ściśle tajne. Jako kontynuację naszej konferencji prasowej w Pałacu Królewskim, czyli w istocie dnia poświęconego Jezusowi, postanowiliśmy poświęcić dwanaście kolejnych dni tym Jego uczniom, których ewangelie synoptyczne wymieniają z imienia, to znaczy apostołom. Zorganizujemy w tych dniach wiele imprez promujących publikację nowej Biblii. Pierwszy z owych dwunastu dni poświęcony będzie świętemu Andrzejowi". Tej treści notatkę wyślemy do profesora Jeffriesa, a więc kodem rozpoznawczym Jeffriesa będzie „apostoł Andrzej". W kolejnej kopii notatki ostatnie zdanie zostanie zmienione i będzie brzmiało tak: „Pierwszy z owych dwunastu dni poświęcony będzie świętemu Filipowi". Przekazujemy tę kopię na przykład Helen de Boer i otrzymuje ona kod „apostoł Filip". Następną notatkę dostaje pastor Zachery, a w miejsce Filipa podstawiamy Tomasza. I tak dalej. Każdej osobie przypisujemy imię innego apostoła i kiedy się okaże, że de Vroome zdobył już kopię notatki, wystarczy sprawdzić, który apostoł został w niej wymieniony, i będziemy natychmiast wiedzieli, kto zdradził. Czy to jasne?
Rozległ się chór potakujących głosów, a profesor Deichhardt mruknął:
– Aż nazbyt jasne. I nazbyt straszne.
– Co jest takie straszne? – zdziwił się Randall.
– Przypuszczenie, że ktoś z naszej dwunastki może się okazać zdrajcą.
– Skoro Jezusa mógł zdradzić jeden z jego najbliższych uczniów, to równie dobrze może coś takiego przytrafić się nam – rzekł cicho Randall.
– Ma pan rację-odparł Deichhardt. Wstał z wyrazem zadumy na twarzy i spojrzał na zgromadzonych. – Zgadzamy się, prawda, panowie? Stawka jest zbyt poważna, żeby się wdawać w przypuszczenia czy sentymentalizm. Panie Randall, niech pan zastawia swoją pułapkę bez chwili zwłoki.
Po długim pracowitym dniu Randall z uczuciem ulgi wsiadł do mercedesa, by wrócić do swego apartamentu w hotelu Amstel. Było pół godziny przed północą.
W portfelu schowanym w wewnętrznej kieszeni sportowej marynarki miał kartkę, na której osobiście spisał nazwiska dwunastu członków zespołu Drugiego Zmartwychwstania, adresatów fałszywej notatki, wraz z odpowiadającymi im imionami apostołów.
Zastanawiał się, ile czasu zabierze zdrajcy przekazanie de Vroome'owi kopii notatki albo jej treści. Poprzednie pismo dotarło do pastora już po trzech godzinach. Dwanaście wersji napisanych osobno na maszynie przez Jessicę Taylor było gotowych w trzy kwadranse po zakończeniu narady z wydawcami. Każdy egzemplarz został doręczony adresatom do rąk własnych przez ludzi Helderinga, w Krasnapolskym albo w ich mieszkaniach w mieście. Musieli pokwitować odbiór własnoręcznym podpisem, a Randall czekał w biurze ochrony, dopóki się nie upewnił, że cała dwunastka otrzymała notatkę.