Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— No cóż, hmmm. Problem w tym, że wychowuje się całą chmarę młodych, żeby wiedzieli jak mają gospodarować i właśnie to chcą robić. Gospodarować! Wdają się w okropne walki. Okropne kłótnie. Wysyłanie ich jako wychowanków niewiele pomaga. Trzeba w zamian brać innych na wychowanie i wtedy oni kłócą się i biją. A niech to! Potrzebne są im wszystkim własne gospodarstwa. — Lord Groghe walnął pięścią w stół, żeby podkreślić swój punkt widzenia. — Nie mogę już więcej dzielić mojej ziemi, a zagospodarowałem każdą jej piędź, która nie jest nagą skałą. Nie mogę wyrzucić ludzi, którzy są zależni ode mnie, podobnie jak przedtem ich ojcowie i dziadowie: Nie godzi się tak gospodarować. A nie wyeksmituję ich, żeby zadowolić moich krewniaków. I tak by ich to nie zadowoliło.
— Rzecz w tym, dopóki Władcy z przeszłości byli na Południu ani by mi przez myśl nie przeszło to zasugerować. Ale oni już tam nie rządzą. Rządzi D’ram, a to człowiek F’lara i on urządzi Weyr jak trzeba, więc mogłoby tam być więcej gospodarstw, czyż nie?
Groghe spojrzał na harfiarza, przeniósł wzrok na Przywódcę Weyru, prowokując ich, żeby zaprzeczyli.
— Na Południu jest mnóstwo ziemi, której nikt nie uprawia, prawda? Nikt naprawdę nie wie ile. Ale słyszałem jak Mistrz Idarolan mówił, że jego statek płynął wzdłuż linii brzegowej przez wiele dni. No cóż, tak, hmm… — Zaczął chichotać, jego wesołość przeszła w sapanie, od którego aż zatrzęsła się tęga postać Lorda Warowni. Aż mowę stracił i tylko bezsilnie wskazywał palcem to na jednego, to na drugiego, usiłując pokazać im gestem coś, czego ze śmiechu nie mógł wyjaśnić słowem.
N’ton i Sebell bezradnie wymienili szerokie uśmiechy i wzruszenie ramionami, niezdolni zorientować się, co tak rozbawiło Lorda Groghe i co on chce im przekazać. Monumentalna uciecha przycichła, pozostawiając Lorda Groghe osłabionego aż do łez, które ocierał sobie z oczu.
— Dobrze jesteście wyszkoleni! To można o was obu powiedzieć! Dobrze wyszkoleni! — wysapał, waląc się pięścią w pierś, żeby przerwać zadyszkę. Zakaszlał przeciągle, a potem spoważniał równie niespodziewanie, jak przedtem się zaczął śmiać. — Nie mogę żadnego z was za to winić. Nie będę. W żadnym wypadku nie powinniście łatwo wydawać sekretów Weyru. Doceniam to. Poproszę was o jedną przysługę. Powiedzcie F’larowi. Przypomnijcie mu, że lepiej atakować niż bronić. Nie żeby on już o tym nie wiedział! Myślę — tu Lord Groghe dziabnął się palcem w pierś — że lepiej będzie, jak się przygotuje… już niedługo. Problem w tym, że wszyscy na całym Pernie wiedzą, że Mistrz Harfiarz udaje się na południe, żeby wydobrzeć. Wszyscy jak najlepiej życzą Mistrzowi Robintonowi. Ale wszyscy zaczynają też się zastanawiać nad tym Kontynentem Południowym, kiedy teraz już nie jest zamknięty.
— Południowy jest za duży, żeby go odpowiednio chronić przed Niciami, które tam wciąż jeszcze padają — powiedział N’ton.
Lord Groghe skinął głową, mamrocząc, że jest tego świadom. — Chodzi o to, że ludzie wiedzą, że można nie mieć Warowni i przetrwać Opad Nia! — Oczy Lorda Warowni zwęziły się, kiedy spojrzał na Sebella. — Ta twoja dziewczyna Menolly tego dokonała! Słyszałem, że powiadają, iż Torik na Południowym niewiele otrzymywał pomocy od jeźdźców z przeszłości podczas Opadów.
— Proszę mi powiedzieć, Lordzie Groghe — zapytał Sebell spokojnie — czy byłeś kiedyś na zewnątrz w czasie Opadu?
Lorda Groghe przeszedł lekki dreszcz.
— Raz. Och, wiem co masz na myśli harfiarzu. Zrozumiałem. Ale wciąż jest jeden sposób na oddzielenie chłopców od mężczyzn! — Ostro skinął głową. — Taki jest mój pogląd na tę sprawę. Rozdzielić chłopców i mężczyzn! — Podniósł wzrok na N’tona, spojrzenie miał przebiegłe, chociaż twarz nadal uprzejmą. A może Weyry nie chcą, żeby oddzielić chłopców?
N’ton roześmiał się, ku zdumienia Lorda.
— Nadszedł czas, żeby pooddzielać nie tylko chłopców.
— Co?
— Przekażemy dzisiaj wiadomość od ciebie F’larowi. — Przywódca Weyru Fort uniósł do góry swoją czarkę w kierunku Lorda Warowni, żeby przypieczętować tę obietnicę.
— O nic więcej nie mógłbym prosić! Jakie wieści, mistrzu Sebellu, o Mistrzu Robintonie?
W oczach Sebella rozpaliło się rozbawienie.
— Jest o cztery dni za Istą i przyjemnie sobie odpoczywa.
— Ha! — Lord Groghe pozwolił sobie na pewne wątpliwości.
— No cóż, powiedziano mi, że jest mu dobrze — odparł Sebell. — Niezależnie od tego, czy on też tak uważa, czy nie.
— Wybiera się w to ładne miejsce, gdzie ugrzązł młody Jaxom?
— Ugrzązł? — Sebell popatrzył na Lorda Groghe niby to ze zgrozą. — Wcale nie ugrzązł, tylko jeszcze przez jakiś czas nie pozwolono mu latać pomiędzy.
— Byłem nad tą zatoczką. Piękna. Gdzie ona właściwie jest położona?
— Na południu — odpowiedział Sebell.
— Hmmm. No dobrze, nic nie powiesz? Nic nie powiesz! Nie mam ci za złe. Piękne miejsce. A teraz już was obydwóch tu nie ma i powiedzcie F’larowi, co wam mówiłem. Nie sądzę, żebym miał być ostatni, ale dobrze by było, gdybym był pierwszy. Dobrze dla niego. Dobrze dla mnie! Przez tych moich zatraconych synów zaczynam pić! — Lord Warowni podniósł się i podobnie uczyniło dwóch młodszych mężczyzn. — Powiedz swojemu Mistrzowi, Sebellu, jak go następnym razem zobaczysz, że pytałem o niego.
— Nie omieszkam!
Malutka królowa lorda Groghe’a, Merga, zaćwierkała coś żywo do Kimi Sebella i N’tonowego Trisa, kiedy wszyscy trzej mężczyźni szli w kierunku drzwi do Wielkiej Sali. Dla Sebella była to wskazówka, że Lord Groghe był całkiem zadowolony ze spotkania.
Żaden z mężczyzn niczego nie komentował, dopóki porządnie nie oddalili się w dół nasypem, który prowadził od dziedzińca Warowni Fort do głównej, brukowanej drogi podgrodzia.
Wtedy do N’tona doszedł cuchy i pełen satysfakcji chichot Sebella.
— Podziałało, N’tonie, podziałało.
— Co podziałało?
— Lord Warowni prosi Przywódców Weyrów o pozwolenie, żeby udać się na Południe!
— A czemu nie miałby tego robić? — N’ton wydawał się zdumiony.
Sebell szeroko się uśmiechnął do swojego przyjaciela.
— Na Skorupę, na ciebie też podziałało! Czy masz czas, żeby mnie zabrać do Weyru Benden? Lord Groghe ma rację. Może będzie pierwszy, chociaż wątpię, znając sposoby postępowania Lorda Cormana, ale nie będzie ostatni.
— Co podziałało na mnie, Sebellu?
Uśmiech Sebella stał się jeszcze szerszy, a w jego brązowych oczach zatańczyły psotne ogniki.
— Przecież jestem dobrze wyszkolony, żeby nie zdradzać sekretów Cechu, mój przyjacielu.
N’ton wydał z siebie odgłos pełnego niesmaku zniecierpliwienia i zatrzymał się na środku zakurzonego bruku.
— Wyjaśnij albo nigdzie nie jedziesz.
— To powinno być takie oczywiste, N’tonie. Pomyśl o tym, kiedy będziesz mnie zabierał do Bendenu. Jeżeli jeszcze nie doszedłeś do tego, o co mi chodzi, powiem ci tam. I tak będę musiał — poinformować F’lara, co zostało zrobione.
— Lord Groghe też? — F’lar z namysłem przyglądał się obydwu młodszym mężczyznom.
Właśnie wrócił po zwalczaniu Nici nad Keroonem i po zaskakującym spotkaniu po Opadzie z Lordem Cormanem, które przerywało częste trąbienie lordowskiego dużego i wiecznie cieknącego nosa.
— Opad Nici dzisiaj nad Keroonem? — zapytał Sebell, a kiedy F’lar kwaśno się skrzywił, młody mistrz Cechu wyszczerzył zęby do N’tona. — Lord Groghe nie był pierwszy!