Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
Fitharn uchylił na moment kapelusza.
— Cześć, Królu.
— Zezwalam wam na zbliżenie się! — zagrzmiała zjawa.
Fitharn ruszył, a siedem istot ludzkich podążyło za nim. Yeochee zauważył z żalem, że tylko dwoje z Motłochu — facet o ostrych rysach, z wielkimi czarnym wąsem oraz młodsza kobieta, chuda i z zapadniętymi policzkami, z jasnymi włosami zawiązanymi w nieelegancki węzeł, wyglądali, jakby rzeczywiście zrobił na nich wrażenie jego potworny widok. Reszta delegacji ludzkiej patrzyła na Jego Przerażającą Wysokość albo z naukowym zainteresowaniem, albo z rozbawieniem. Stara Madame Guderian zdradzała nawet odrobinę gallijskiego ennui. O, cóż, u diabła. Czemu się nie odprężyć?
— Zniżymy się do przybrania łagodniejszego wyglądu! — postanowił Yeochee. Skurczył się do swej zwykłej postaci: złoty szlafrok, gołe nogi i jeszcze coś tam, z diademem jak zwykle na bakier. — To co jest grane? — zapytał Fitharna.
— Spisek Madame Guderian przeciw Tanom spowodował, jak się zdaje, skok ilościowy, Królu. Lepiej niech sama opowie.
Yeochee westchnął. Madame niepokojąco przypominała mu jego zmarłą babkę, panią, która zawsze wiedziała, kiedy zamierzał zrobić jakiś dziecinny wybryk. Pomimo talentu starej Francuzki do intryg politycznych Yeochee od dawna gorzko żałował, że dał jej złoty naszyjnik. Pomysły Madame w jakiś sposób zwykle doprowadzały do sukcesów ludzi Motłochu, z minimalnymi tylko zyskami dla Firvulagow. Powinien postąpić zgodnie z pierwszym odruchem i rozwalić ją w drzazgi psychoenergią w tych dawnych czasach, kiedy miała tyle zuchwałości, by przejść przez własną bramę czasu. Bo przecież pośrednio to ona była sprawczynią obecnego poniżenia Firvulagow!
Starsza pani, ubrana teraz w cętkowany zamsz, ulubiony przez włóczęgów leśnych jej rasy, podeszła śmiało do tronu i niedbale kiwnęła królowi głową.
— Dobrze wyglądasz, Monseigneur. Można przypuszczać, że robisz mnóstwo ćwiczeń dla zdrowia.
Yeochee zmarszczył brwi. Ale przynajmniej stara wiedźma przypomniała mu o obiecanej Lulo przekąsce. Pociągnął ręką za sznur od dzwonka.
— Pallol zawiadomił mnie, jakobyś miała odkryć położenie Grobowca Statku.
— Tak jest naprawdę. — Zrobiła gest w stronę srebrnowłosego mężczyzny stojącego wśród ludzi. — Jeden z naszych nowych współrodaków, Profesor Klaudiusz, jest przekonany, że zidentyfikował miejscowość. Jest mu znana dzięki studiom naukowym w świecie przyszłości.
— Znana jeszcze po sześciu milionach lat? — Król skinął na paleontolga, który podszedł bliżej. — Ty tam, Klaudiusz. Powiedz mi… czy w przyszłości twój gatunek ma jakiekolwiek wspomnienia o nas?
Klaudiusz uśmiechnął się do małego kosmity i ogarnął wzrokiem fantastyczną salę w sercu najwyższej góry Wogezów.
— Wasza Wysokość, w tej właśnie chwili bezpośrednimi przodkami ludzkości są małe małpki człekokształtne ukrywające się w lasach. Nie mają umiejętności posługiwania się językiem, więc i możliwości przekazania swym potomkom jakichkolwiek wspomnień. Prymitywni humanoidzi posiadający zdolność mowy nie pojawią się w drodze ewolucji wcześniej niż za dwa, trzy miliony lat, a tradycji ustnej nie wytworzą wcześniej niż, powiedzmy, osiem czy dziewięć tysięcy lat przed moją epoką. Zgodzisz się zapewne, że jest wysoce nieprawdopodobne, by ludzkość zachowała jakiekolwiek wspomnienia o rasie małych, zmiennokształtnych kosmicznych ludków zamieszkujących pod ziemią?
Król wzruszył ramionami.
— Tak sobie tylko pomyślałem… Więc wiesz, gdzie znajduje się Grobowiec Statku, co?
Klaudiusz odpowiedział:
— Tak sądzę. Ty zaś nie zgłaszasz moralnych sprzeciwów, byśmy dla naszego wspólnego dobra ten grób obrabowali?
W małych zielonych oczkach Yeocheego pojawił się niebezpieczny błysk.
— Uważaj, stary Klaudiuszu. Wszystko, co ukradniecie ze Statku, zwrócicie we właściwym czasie, i to z procentem, kiedy nieuczciwa przewaga podłego Wroga będzie wyrównana.
— Pomożemy ci w osiągnięciu tego celu, Monseigneur — powiedziała Madame. — Przysięgłam na to jako na część mej pokuty! Gdy ludzie nie będą już zniewoleni przez Tanów, status quo między waszymi rasami zostanie przywrócony. A pierwsze uderzenie wymierzymy w Finiah, za pomocą latacza i Włóczni z Grobowca Statku.
Król kręcił swą brodę w złote sznurki.
— Czynnik czasu! Do równonocy tylko trzy tygodnie, potem jeszcze półtora tygodnia i zaczyna się Rozejm okresu zgromadzeń przed Wielką Bitwą. Hmmm. Nasze oddziały będą potrzebowały przynajmniej tygodnia na przygotowanie ataku przciw Tanom. Czy jest szansa, byście tu powrócili z lataczem i Włócznią, nim Rozejm się zacznie? Chętnie weźmiemy udział w waszym napadzie, jeśli istnieje nadzieja na wykończenie Velteyna i jego latającego cyrku. A jeśli atak zakończy się sukcesem, morale naszych chłopców i dziewcząt biorących udział w tegorocznym Turnieju sięgnie zenitu.
Starsza pani zwróciła się do Klaudiusza:
— Czy jest możliwe, abyśmy doszli do Ries i wrócili niedłużej niż w ciągu miesiąca?
— Może z trudem nam się uda, ale tylko, jeśli — otrzymamy przewodnika, który zaprowadzi nas najkrótszą drogą do miejsca, gdzie Dunaj staje się żeglowny dla łodzi. To będzie za Czarnym Lasem, w czymś w rodzaju basenu wypełnionego osadami rzecznymi: gęste jak melasa zagłębienie między Jurą Szwabską i Alpami. Prawdopodobnie przez tę maź rzeka płynie tak łagodnie jak Sweet Afton. Możemy łatwo pożeglować do Ries, a z powrotem przylecieć.
— W ciągu miesiąca? — nalegał król.
— Jeśli pomożesz nam uzyskać przewodnika, jest to wykonalne.
Odezwał się Fitharn:
— Potężny Sharn-Mes zaproponował, by do wsparcia tej wyprawy skłonić niejakiego Sugolla. Złośliwy pajac, nawet jak na Wyjca, i ani trochę lojalny. Ale twierdzi, że włada krajem Fledbergu, a nawet Wodnymi Jaskiniami za Rajskim Wąwozem. Sharn-Mes sądzi, że jeśli ktokolwiek wie coś o tej rzece, to właśnie Sugoll. Mogę zaprowadzić tych ludzi do jego legowiska, jeśli upoważnisz Madame do rekwizycji jego usług.
— Och, niech będzie — mruknął król. Przykucnął i zaczął szperać pod tronem. Wkrótce wyciągnął stamtąd kasetkę, wyglądającą jakby była wyrzeźbiona w czarnym onyksie. Pogmerawszy przy jej złotym zameczku otworzył ją, pogrzebał w środku i wreszcie wyciągnął z niej wieczne pióro firmy Parker z XXII wieku i mocno pognieciony, poplamiony kawałek pergaminu. Nadal klęcząc na posadzce naskrobał na nim kilka wymownych hieroglifów i złożył swój królewski podpis. — To powinno wystarczyć. — Schował materiały piśmienne do kasetki, którą odstawił na miejsce, a dokument wręczył Madame.
— To maksimum tego, co mogę zrobić. W wolnym przekładzie oznacza to: „Pomóż tym ludziom, albo zimna dupa”. Masz nasze królewskie zezwolenie wepchnięcia tego tam Sugolls w śmierdzące bagno, jeśli by wam robił trudności.
Madame skłoniła wdzięcznie głowę i schowała liścik.
Człowieczek z krzywymi nogami, ubrany w czerwony przepasany kitel, wbiegł truchcikiem do sali tronowej i złożył królowi ukłon.
— Dzwoniłeś, o Przerażający?
— Odczuwamy głód i pragnienie — odrzekł Monarcha Piekielnej Nieskończoności. Odwrócił się nagle od kamerdynera i rzucił Madame pytanie: — Czy naprawdę uważasz, że ta ekspedycja ma szanse powodzenia?