Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 116
Перейти на страницу:

Ryszard cofał się przed straszliwą staruchą, aż oparł się plecami o prastare Drzewo. Próbował się bronić przed naciskiem jej żądań i nadziei, i… niech ją diabli porwą!… autentycznego współczucia płynącego od niej jak woda życia obmywająca jego poranioną i zbrukaną duszę. Madame Guderian powiedziała na głos:

— Pójdź z nami, Ryszardzie. Pomóż nam, nam wszystkim, którzy ciebie potrzebujemy. Nie mogę wywierać na ciebie prawdziwej presji. Chyba tylko przez krótką chwilę. Musisz dobrowolnie postanowić, że nam pomożesz. A dając, znajdziesz to, czego pożądałeś.

— Niech cię diabli! — szepnął.

Mój mały, biedny, zraniony. Byłeś śmiertelnie egoistyczny i zapłaciłeś za swe szaleństwo. Środowisko zmusiło cię do zapłaty. Ale grzech pozostaje nie zmaz’any, a prawdziwa jego ekspiacja musi być zapłacona tą samą monetą, której źle użyto. Utrata twego statku, twoich zarobków nie wystarcza i wiesz o tym! Musisz dać coś z siebie i wtedy przestaniesz sobą pogardzać. Pomóż nam. Pomóż swym przyjaciołom, którzy cię potrzebują.

— Diabli… — Zamrugał powiekami, by rozproszyć przed oczami mgłę.

Ratuj.

Jego słowa były ledwie słyszalne:

— Dobrze. — Wszyscy pozostali patrzyli na niego, lecz nie widział ich oczu. — Pójdę z wami. Przylecę tutaj tą maszyną, jeśli będę umiał. Ale więcej nie obiecuję.

— To wystarczy — powiedziała Madame.

Przy centralnym ognisku śpiewy i śmiechy przycichły. Ludzie pomału odchodzili ku mniejszym ogniskom, by przygotować się do snu. Mała figurka kulejąc zbliżała się do Madame, czarna sylwetka na tle gasnącego ogniska.

— Myślałem o waszej wyprawie do Grobowca Statku — powiedział Fitharn. — Będzie wam potrzebna pomoc naszego ludu.

— By szybko dotrzeć do Dunaju — potwierdził Klaudiusz. — Czy masz jakikolwiek pomysł, która droga będzie najlepsza, żeby tam dotrzeć? W naszych czasach jego źródła były w Czarnym Lesie. Bóg tylko wie, gdzie są dzisiaj. W Alpach… nawet w jakimś superwydaniu Jeziora Bodeńskiego.

— Tylko jedna osoba jest władna wam dopomóc — rzekł Firvulag. — Musicie odwiedzić Króla.

2

Yeochee IV, Wielki Król Firvulagow, kiedy wchodził na palcach do ogromnej sali tronowej swej górskiej fortecy, sondował mentalnie zagłębienia ogromnej jaskini.

— Lulo, moje jabłuszko! Gdzie się schowałaś?

Rozległ się dźwięk przypominający małe dzwoneczki, zmieszany ze śmiechem. Między czerwono-kremowymi stalaktytami, wiszącymi dywanami, postrzępionymi sztandarami z frędzlami, zdobyczami z Wielkich Bitew sprzed czterdziestu lat, zatrzepotał cień. Coś, co pozostawiło po sobie smugę zapachu piżma, wśliznęło się do ślepej groty z boku sali.

Yeochee rzucił się w pogoń.

— Teraz wpadłaś w pułapkę! Nie ma innego wyjścia z kryształowej groty jak obok mnie!

Alkowę oświetlały świece zapalone w jednym tylko złotym lichtarzu. Niewiarygodna obfitość kwarcowych pryzmatów, którymi były wysadzane ściany, rzucała w odbitym świetle różowe, szkarłatne i białe iskry jak wnętrze gigantycznej geody. Ciemne futra w nęcących stosach leżały na podłodze. Jeden z nich drgnął.

— A więc tutaj jesteś!

Yeochee wpadł do groty i z prowokacyjną powolnością uniósł dywan. Kobra grubości jego ramienia stanęła dęba i zasyczała.

— Ależ, Lulo! Czy w ten sposób witasz swego króla?

Wąż zamigotał i zmienił głowę w kobiecą. Miała włosy tak różnobarwne, jak skóra węża, a oczy drażniąco bursztynowe. Języczek, który wysunęła z ust, był rozwidlony.

Z krzykiem rozkoszy król otworzył szeroko ramiona. Kobieta-wąż miała już szyję, ramiona, miękkie ręce z pomysłowymi bezkostnymi paluszkami i cudownie uformowany tors.

— Wstrzymaj się na chwilę dokładnie w tej fazie — zaproponował Yeochee — a zbadamy kilka możliwości.

Upadli na łoże z futer, ale z takim zapałem, że świece w lichtarzu zaczęły się topić. Z daleka rozległ się dźwięk trąby.

— Och, do diabła — jęknął król.

Nałożnica Lulo zakwiliła i rozwinęła sploty, lecz jej rozdwojony języczek nadal wysuwał się zachęcająco.

Trąba zabeczała ponownie, tym razem bliżej. Rozległ się grzmot gongów, który spowodował olbrzymią wibrację. Stalaktyty przed wejściem do kryształowej groty zabrzęczały jak kamertony.

Yeochee wyprostował się. Jego dotychczas wesoła twarz zmieniła się w maskę konsternacji.

— Ten głupi oddział Motłochu. Wyobrażają sobie, że są na tropie tajnej broni przeciw Tanom. Obiecałem Pallolowi, że ich wyprawię dalej.

Ponętna strzyga zafalowała, roztopiła się i zmieniła w pulchną nagą kobietkę z rumianą, pyzatą twarzą i blond kokiem. Wydawszy usta naciągnęła na siebie narzutę z norek i powiedziała:

— No cóż, jeśli to ma zająć jakiś czas, na litość Te, daj mi coś do jedzenia. Ta cała gonitwa wygłodziła mnie na śmierć. I pamiętaj, żadnych smażonych nietoperzy! Ani tym bardziej tych okropnych salamander z rusztu.

Yeochee zawiązał nieco zużyty szlafrok ze złotogłowiu i przeczesał palcami zmierzwione żółte włosy i brodę.

— Zamówię dla ciebie coś cudownego — obiecał. — Złapaliśmy sobie onegdaj nowego człowieka-kucharza, który wspaniale przygotowuje paszteciki z serem i mięsem. — Król oblizał usta. — Ta sprawa nie potrwa długo. Potem zrobimy sobie tutaj piknik, a na deser…

Trąba zabrzmiała po raz trzeci, tuż przed salą.

— Czas na ciebie — rzekła Lulo, wsuwając się pod futro z norek. — Wracaj szybko.

Król Yeochee wyszedł z groty, nabrał głęboko powietrza i zmienił swój wzrost ze stu sześćdziesięciu na dwieście sześćdziesiąt centymetrów. Stary szlafrok zmienił się w wielki płaszcz z trenem z aksamitu koloru granatów. Pod nim znalazła się wspaniała paradna zbroja z inkrustowanego złotem obsydianu, z otwartym hełmem z wysoką koroną, z której wyrastały dwie zakręcone na kształt rogów baranich wypustki i trzecia w formie dziobu nad czołem, rzucająca głęboki cień na górną połowę twarzy króla. Włączył oczy tak, że zapłonęły ponurym blaskiem. Rzucił się biegiem w stronę tronu, gdzie dotarł w ostatniej chwili.

Trąba zabrzmiała po raz ostatni.

Yeochee podniósł opancerzoną rękę i kilka tuzinów dworzan i gwardzistów pojawiło się wokół tronu stojącego na podium. Skaliste ściany podziemnej sali rozpaliły się wielokolorowo. Gdy sześciu Firvulagow ze straży pałacowej wprowadziło ludzi i Fitharna Kulasa, zabrzmiała kaskada dźwięków jak muzyka szklanego ksylofonu.

Wystąpił jeden z niby-dworzan. Ze względu na Motłoch wyrecytował w standardowym angielskim języku:

— Złóżmy hołd Jego Przerażającej Wysokości Yeochee IV, Suwerennemu Panu Wyżyn i Nizin, Monarsze Piekielnej Nieskończoności, Ojcu Wszystkich Firvulagow i Niekwestionowanemu Władcy Całego Znanego Świata!

Grzmiący tusz muzyki podobnej do organowej wstrzymał w miejscu zbliżających się gości. Król powstał i wydawało się, że rośnie w ich oczach coraz bardziej, aż ukazał się wśród stalaktytów jak jakiś gigantyczny idol ze szmaragdowymi oczami.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)