Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 137
Перейти на страницу:

Znalazł słowo impasto w jednym z plików Marca Robichaux. Odszukał je w słowniku i zobaczył dłoń z pięcioma palcami, nakładającą kolorowe warstwy jakiejś mazi; każda nowa warstwa prawie przykrywała poprzednią. Przez długi czas jego ulubionym słowem była „klarowność”, ale impasto bardzo mu się spodobało. Doceniał precyzję jego znaczenia, dokładność, z jaką pasowało do tego, co widział i odczuwał. Kiedy mógł się skupić na jednym słowie, znaczenie docierało do niego jak wysoki, wzbijający się ponad chór głos i sprawiało mu to radość. Ale w wiosce nie było klarowności i trudno było oderwać się na dostatecznie długo…

Ha’anala zatrzymała się i usiadła tuż przy małym prostokątnym szałasie. Izaak też się zatrzymał i jeszcze raz przemyślał swoją myśl o impasto. Potem wręczył Ha’anali laptop, starając się nie patrzyć jej w oczy, i powiedział:

— Tylko bądź ostrożny.

Mówił to za każdym razem, bo to samo powtarzała mu Sofia, kiedy po raz pierwszy dała mu komputer. Przez chwilę myślał, że „bądźostrożny” to słowo oznaczające komputer. W końcu odkrył, że niewiele jest takich laptopów na świecie, chociaż ludzie robili inne rzeczy, które niechlujnie nazywali komputerami, mimo że te rzeczy wyraźnie różniły się od jego laptopa i nie można ich było nosić ze sobą, więc ten był bardzo cenny i to nie tylko dla Izaaka.

Poczekał, aż Ha’anala powiedziała: — Ktoś będzie ostrożny — a potem się uśmiechnął z twarzą uniesioną ku słońcom. Mówiła to za każdym razem. Ha’anala miała klarowność.

— Zasada: bez Runów — powiedział na głos.

Prócz Imantata — odpowiedziała skwapliwie Ha’anala. Imantat był stosunkowo małomównym Runao, który dbał o to, by nie przeciekał trzcinowy dach. Ha’anala zniknęła z pola widzenia Izaaka, kiedy podszedł do szałasu, by zabrać się do usuwania nawianego przez wiatr tryptonu, opadłego z drzew lub wrośniętego w jego małą twierdzę od czasu ostatniego pobytu. Kiedy wszystko zostało uporządkowane, wysprzątane i wyprostowane, wyciągnął rękę i pojawił się w niej laptop, i tym razem nie było nikogo, kto by cokolwiek powiedział.

Laptop ważył teraz mniej niż dawniej. Kiedyś musiał wytężyć wszystkie siły, aby go unieść, a teraz był tak lekki, że z łatwością podnosił go jedną ręką. Ta stopniowa utrata wagi była czymś, co nie uszło uwagi Izaaka; za każdym razem badał krótko komputer, czujny na wszelkie inne zmiany. Zadowolony, umieścił go na płaskim kamieniu, który przyniósł w tym celu z rzeki. Deszcz nie był zagrożeniem, ale matka zawsze mu powtarzała, żeby nie zabrudził komputera błotem lub piaskiem. Specjalnym patykiem zmierzył odległość od każdej krawędzi laptopa do ścian szałasu, tak żeby urządzenie znajdowało się dokładnie pośrodku.

Wyprostował rękę i tym razem pojawiła się w niej prostokątna niebieska tunika. Naciągnął ją na głowę, usiadł po zachodniej stronie szałasu i okrył tuniką również laptop. Odcięty w ten sposób od ukośnych, trójbarwnych promieni, przesączających się przez poruszany lekkim wiatrem baldachim liści, zaczął się odprężać. A potem: chłód guzika pod kciukiem, cichy trzask mechanizmu, cudowny ruch unoszącej się pokrywy, zataczającej łagodny łuk i zamierającej pod kątem rozwartym — niezmienna geometria wstępnej gry. Jednoczesne pomrukiwanie wprawianego w ruch dysku, rozjaśnienie ekranu, znajoma klawiatura z jej równymi rzędami klawiszów.

— Sipaj, Izaak — rozległ się głos Ha’anali. — Czego będziemy słuchać?

Wiedziała, jak długo czekać, żeby zadać to pytanie. Zawsze zadawała je w ten sam sposób, a on zawsze wybierał to samo: głos Supaariego, wieczorny śpiew. Najpierw słuchał w milczeniu. Potem puszczał nagranie jeszcze raz, chwytając harmonię. Później jeszcze raz, dodając własną harmonię; wtedy dołączała się Ha’anala, dublując partię Supaariego. To samo powtarzało się ze Sz’mą, którą śpiewała Sofia; ponownie włączał nagranie, żeby zharmonizować własny głos, a za trzecim razem partię Sofii dublowała Ha’anala.

Po tym stałym wstępie mógł już przystąpić do wybierania utworów z kolekcji „Magellana”: pieśni, symfonii, kantat i chórów, kwartetów i triów, koncertów i rond, gaelickich dżigów i wiedeńskich walców, soczystych czterogłosowych harmonii brooklyńskich przyśpiewek i jękliwych dysonansów chińskiej opery, modalnych i rytmicznych zawodzeń arabskiego taąasim. Muzyka wkraczała do serca Izaaka bezpośrednio i bez najmniej szego wysiłku. Wślizgiwała się do jego duszy jak liść wpadający do czystej, nieruchomej wody, zapadając się jedwabiście pod lśniącą powierzchnię.

Oczyszczony z hałasu i zamętu wioski i puszczy, umysł Izaaka stawał się tak uporządkowany i precyzyjny jak klawiatura. Mógł teraz ponownie badać zawartość przepastnej biblioteki „Magellana”, odczytując z pozbawionym emocji skupieniem znalezione w katalogu pliki na każdy temat, który wzbudził jego uwagę.

— Klarowność — westchnął i zabrał się do studiowania.

* * *

Cała wioska radowała się, kiedy Ha’anala przyprowadzała z powrotem Izaaka; wychwalali ją za troskliwą nad nim opiekę, za jej życzliwość. „Ha’anala to dobry ojciec”, mówili, uśmiechając się lekko. Sofia też była jej wdzięczna. Lecz dla Ha’anali towarzyszenie Izaakowi do jego ustronia nie było żadną ofiarą, bo tak jak jej brat łaknął klarowności, ona tęskniła za samotnością. W gruncie rzeczy to jedno i to samo, myślała.

Przez lata Izaak głównie powtarzał to, co mówili inni, i nawet Sofia uwierzyła, że jej syn nigdy nie nauczy się mówić samodzielnie. A potem pewnego dnia Ha’anala, zmęczona hałasem wioski, rozbita i wyprowadzona z równowagi, zrobiła coś pod wpływem nagłego impulsu. Była młodsza od Izaaka, ale o wiele silniejsza, więc kiedy zaczął się kręcić w kółko i buczeć, po prostu złapała go za kostkę u nogi i wyprowadziła z wioski do lasu, do miejsca, gdzie było cicho i spokojnie. Spodziewała się, że Izaak po prostu zamilknie albo w najgorszym razie będzie powtarzał jakąś bezsensowną frazę tak długo, aż w ogóle utraci jakiekolwiek znaczenie. Dopiero później zrozumiała, że jej własne rozdrażnione milczenie pozwoliło Izaakowi przemyśleć jedną myśl do końca, ja potem wypowiedzieć ją na głos. I to jaką myśl!

— Jak można słyszeć duszę, jeśli każdy coś mówi?

Tego dnia już nic więcej nie powiedział, ale Ha’anala przez kilka godzin zastanawiała się nad jego słowami. W końcu doszła do wniosku, że dusza jest najbardziej realną częścią osoby, a odkrycie, co jest realne, wymaga samotności.

W wiosce każda czynność, każde słowo, każda decyzja lub pragnienie były skrupulatnie badane, komentowane, porównywane, roztrząsane i oceniane. Wszyscy brali w tym udział! Jak mogła odkryć, kim jest, jeśli wszystko, co robiła, podlegało bacznej ocenie rady złożonej ze stu pięćdziesięciu osób? Nawet jeśli zakryła oczy rękami albo stuliła na chwilę uszy, żeby nic nie słyszeć, zaraz podchodził jakiś Runao i pytał: „Sipaj, Ha’anala, źle się czujesz?” I zaczynało się: wszyscy roztrząsali, co ostatnio zjadła, jaki miała stolec, jak wygląda jej futro, może bolą ją oczy i dlaczego, może dlatego, że ostatnio było więcej niż zwykle słońca, a mniej deszczu, a to oznacza, że zbiory dji’Ilu będą opóźnione, co może wpłynąć na cenę k’jipu, bo to zawsze się łączyło z podażą dji ‘Ilu…

Więc Ha’anala dziękowała Bogu, że Izaak jeszcze gorzej znosi zgiełk i zamęt wioski od niej. Nigdy nie powtarzała Sofii, co Izaak mówił, kiedy byli sami. Miała z tego powodu poczucie winy. Czasami czuła się tak, jakby coś ukradła Sofii, która tak bardzo pragnęła, by Izaak do niej mówił.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)