Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 135
Перейти на страницу:

– Może się pobawimy?

Christa skinęła głową, wstała i powoli poszła w stronę jeziora. Przechodząc obok namiotu, podniosła z trawy przezroczysty pakunek – materac albo nadmuchiwaną tratwę – Den, Vic – zagadnął Andriej chłopców. – Podtrzymujecie? Vic pokręcił głową, Den leniwie powlókł się za Christą. Andriej poszedł ostatni.

Mnie do swoich wodnych zabaw nie zaprosili… Skrzywiłem się. No i dobrze. I tak nie miałem ochoty. Lepiej zapytam Dziadka, jak się stąd wydostać.

Poczekałem, aż ta trójka zniknie mi z oczu, i odwróciłem się do przywódcy roaderów. Zdumiała mnie zmiana, jaka w nim zaszła. Spadła z niego maska solidności, znikły również idiotyczne próby odmłodzenia się. Stał przede mną zwykły mężczyzna w średnim wieku, rozpaczliwie próbujący ukryć rozczarowanie. Ciekawe, co go tak rozstroiło.

– Dziadku… – zacząłem i nagle poczułem obrzydzenie do tego przezwiska. Niech go sobie używa Andriej i reszta towarzystwa. – Jak masz na imię?

– Mike – powiedział po prostu i pokręcił głową. – Jesteś bardzo dziwny, Siergiej. Obcy.

– Jak zapewnił Vic, jestem z Ziemi.

– To jeszcze nic nie znaczy.

Mike podniósł gałązkę, pogrzebał nią w ogniu i powiedział cicho:

– Pytaj, Siergiej, a ja odpowiem. I nie dam po sobie poznać, jeśli pytania mnie zdziwią.

– Dawno wróciłeś do roaderów?

– Miesiąc temu. Zebrałem brygadę i odszedłem. Niepotrzebnie, powinienem był iść sam.

Skinąłem głową.

– Ty jesteś tu jedynym prawdziwym włóczęgą, Mike. – Wiem. Liczyłem na Andrieja… może na Vica. Ale oni nie umieją milcząco krzyczeć.

Zrozumiałem. Zerknąłem na przyglądającego się nam obojętnie Vica i powiedziałem:

– Może czasy biernego oporu minęły. Walczyliście przeciwko temu, że w życiu nie ma miejsca dla milionów. Z czym roaderzy chcą walczyć teraz? Przeciwko czemu chciałeś ich dzisiaj zbuntować?

– Przeciwko czemu? – powtórzył Mike i dodał ze złością: – Jesteś z kolonii… jeśli to prawda. Czy nie widzisz, co się dzieje? Czym stała się Ziemia?

– Nie widzę – odpowiedziałem szczerze.

– Wiesz, skąd się wzięły chronokolonie?

– No, tak ogólnie… – Serce zatłukło mi się w piersi.

– Ogólnie można znać tylko kłamstwo. Prawda leży zawsze w szczegółach. Żadnego projektu „Siewcy” nie było.

– Czyżby? – z trudem stłumiłem uśmiech.

– Tak. Wielka misja Ziemi, by zapełnić galaktykę istotami rozumnymi, stworzyć tysiące nowych cywilizacji, to bzdury. Fangowie! Oto cała przyczyna! Nasze rządy są tak samo szalone jak oni. Jacyś mądrale postanowili stworzyć z niczego całą armię sprzymierzeńców, rozgromić Fangów rękami marionetek.

Patrzyłem na Mike’a osłupiały. Mój Boże, czy on naprawdę myśli, że powiedział coś nowego? Czy większość Ziemian wierzy w altruizm projektu „Siewcy”?

A czy wiedzą o projekcie „Świątynie”? O tym, że planety chronokolonii są całkowicie kontrolowane przez Ziemię?

– Mike – zacząłem ostrożnie – jeśli masz rację, to cały pomysł z chronokoloniami jest nieetyczny, ale bardzo rozsądny. Przecież sojusznicy się pojawili.

– Pojawili? – Mike uśmiechnął się gorzko. – A co będzie jutro? Kiedy już wojownicy chronokolonii załatwią Fangów? Wezmą się za Ziemię i jej żałosne czterdzieści kolonii. Jak to się mówi… z deszczu pod ulewę?

– Nie. Z deszczu pod rynnę. A moim zdaniem Ziemia umie całkiem nieźle kontrolować kolonie. W końcu tamci są na niższym stopniu rozwoju, słabiej uzbrojeni i nawet nie mają syntezatorów żywności.

– Tym bardziej, Siergiej. Teraz uważają nas za półbogów, prarodziców, wielki i dobry świat. A jeśli dowiedzą się, że tak naprawdę jesteśmy planetą tchórzy chowających się za plecami swoich dzieci? Zamieniliśmy swoje jutro w dzień wczorajszy. Nieważne, że w ten sposób ratujemy swoje dzisiaj. Zapłata przyjdzie prędzej czy później, Siergiej. Nie wybaczą nam, że utrzymywaliśmy ich w zacofaniu, w roli mięsa armatniego. Już teraz chronokolonie próbują zrozumieć, kim jesteśmy. Nie wybaczą nam.

Milczałem. Masz rację, Mike. Nie wybaczą. Nigdy. Ani roli bezpłatnych żołnierzy w galaktycznej rzezi, ani wielowiekowego treningu przed generalną bitwą, w który zmieniły ich życie Świątynie, ani głodu, ani wiecznego strachu przed Siewcami-bogami.

A przede wszystkim nie wybaczą nam uzurpacji. Nie wolno udawać boga, ale można udowodnić, że się chce być bogiem. Nieważne, dobrym czy złym. Nie wolno się tylko zatrzymywać, bo można spaść z Olimpu…

Ziemia się zatrzymała.

– Mike, co ty chcesz osiągnąć? Tutaj nie pomogą metody roaderów… ich milczący krzyk i rezygnacja z cywilizacji.

– Siergiej, ile ty masz lat? Ziemskich biolat?

– Dwadzieścia osiem.

Mike spojrzał na mnie zdumiony.

– Myślałem, że o dziesięć więcej. W takim razie rozumiem cię. Myślisz, że droga aktywności ciała jest ważniejsza niż droga duszy. Ale świat można zmienić jedynie zmieniając każdego człowieka na tym świecie.

– Ciekaw jestem, jak można zmienić człowieka bez przejawiania aktywności.

– Przykładem. Pokazać mu, jak zmienia się dusza, i poprowadzić za sobą.

– Wielu już poprowadziłeś, Dziadku?

Mike uśmiechnął się krzywo i milczał.

– I co osiągnąłeś? Nawet jeśli roaderów będzie wielu, nawet jeśli staną się potęgą… bierną potęgą. Chronokolonie już istnieją i tego nie zmienicie.

Mike powiedział niechętnie:

– Jest pewna droga: odejść z naszej przestrzeni… Zostawić ją Fangom i chronokoloniom. Niech walczą między sobą.

Zamilkłem. Jeśli Mike uważa, że droga duchowego rozwoju powinna skończyć się zdradą na skalę galaktyczną… A przecież nie wygląda na łajdaka.

A może stary roader rzeczywiście uważa taką możliwość za najbardziej etyczną? Może wie, że istnieją inne rozwiązania w trójkącie Ziemia-Fangowie-chronokolonie znacznie gorsze niż ucieczka Ziemian w inną przestrzeń…?

– Dziadku – odezwałem się, nie patrząc na niego. – Ze wszystkimi prowadzisz takie rozmowy?

– Nie – odparł bez wahania Mike. – Nie mówiłem o tym nawet i swoim dzieciakom.

– O co w takim razie chodzi? Werbujesz mnie do roaderów? Nic z tego.

– Jesteś Ziemianinem, jeśli wierzyć Vicowi. Jesteś kolonistą, jeśli wierzyć tobie. Masz na sobie ochronny kombinezon pracowników projektu „Siewcy”, jeśli mnie pamięć nie myli. I nienawidzisz tego projektu znacznie bardziej niż ja.

Dziadek leniwie przesunął nogą tlące gałązki. Chyba jego ubranie jest równie żaroodporne jak moje.

– Widzisz, Siergiej, każdy prawdziwy roader to doskonały psycholog. Umie odczytać wyraz twarzy nawet najbardziej powściągliwych ludzi. Twojej mimiki nie zrozumiałoby jedynie dziecko. Jesteś obcy, który ukrywa się przed władzami.

4. Hotel dla szpiega

Próbowałem się uśmiechnąć, ale mięśnie nie chciały mnie słuchać; uśmiech wyszedł żałosny i nienaturalny.

– Co masz zamiar teraz zrobić. Mike?

– Nic. I wcale nie z powodu twojego pistoletu. My też jesteśmy opozycją, tylko bierną.

Wierzyłem mu, nawet bez żadnych wyjaśnień. Jednak Mike postanowił wyświetlić sytuację do końca.

– Walcz z nimi. Kolejny problem dla projektu „Siewcy” czy Ansamblu to szansa, że usłyszą również nasz głos.

– Tym bardziej że stanie się on kompromisem – zasugerowałem. Dziadek skinął głową. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie dodać:

– Powinienem czuć dumę. Roader, doświadczony psycholog uważa mnie za zagrożenie dla całego projektu z dwoma milionami pracowników.

– Uważam – powiedział poważne Mike. – Nie żebym był zachwycony, ale uważam.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)