Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 236
Перейти на страницу:

Już piątą noc spędziła z dala od stolicy — odkąd się dowiedziała, że w mieście nie jest bezpieczna — i podczas każdej podróży poświęcała dzień na odwiedzenie trzech lub czterech rezydencji, raz nawet pięciu, które stanowiły własność mężczyzn i kobiet związanych z Domem Trakand poprzez krew lub przysięgi. Każda wizyta zajmowała czas. Presja czasu ciążyła Elayne, a jednak przedstawienie swego właściwego wizerunku było dla niej konieczne. W podróży z jednej rezydencji do następnej potrzebne były liczne stroje jeździeckie, Dziedziczka Tronu nie mogła bowiem przybywać w wymiętoszonym ubraniu ani wyglądać jak uciekinierka, musiała się zatem przebierać tuż przed wjazdem, niezależnie od tego, czy przybywała w dane miejsce na noc, czy tylko na kilka godzin. Połowę tych godzin mogłaby spędzać w zwyczajnej sukni, nie zaś w stroju jeździeckim, jednakże ten ostatni mówił o pośpiechu i trudnościach, może nawet o desperacji, podczas gdy korona Dziedziczki Tronu i haftowana suknia obszyta koronką, rozpakowana z kompletu podróżnych kufrów i założona po kąpieli, uosabiała zaufanie i siłę. Dla lepszego wrażenia Elayne najchętniej przywiozłaby własną służącą, gdyby tylko Essande potrafiła dotrzymać jej kroku w zimie, chociaż Dziedziczka Tronu podejrzewała, że powolność siwowłosej kobiety przyprawiłaby ją o złość i frustrację. A jednak nawet Essande prawdopodobnie nie bywała tak straszliwie powolna jak wyłupiastooka młoda Elsie.

W końcu Elsie z ukłonem wręczyła Elayne jej obszyty futrem szkarłatny płaszcz, a Dziedziczka Tronu pospiesznie narzuciła okrycie na ramiona. W kamiennym palenisku płonął wprawdzie ogień, jednak powietrzu w pomieszczeniu daleko było do ciepła, Elayne zaś ostatnio najwyraźniej nie potrafiła całkowicie ignorować zimna. Gdy poprosiła służącą o sprowadzenie ludzi, którzy zniosą na dół jej kufry, Elsie dygnęła, po czym znów nazwała ją „Jej Wysokością”. Kiedy po raz pierwszy użyła tego tytułu, Dziedziczka Tronu łagodnie wyjaśniła, że nie jest jeszcze królową, Elsie jednakże jawnie przerażał sam pomysł zwracania się do niej po prostu „moja pani” czy choćby „księżniczko”, chociaż po prawdzie to drugie określenie wydawało się bardzo staromodne. Stosowne czy niestosowne, zwykle zresztą Elayne podobało się, że ludzie uznają jej prawo do tronu, a poza tym dzisiejszego ranka była zbyt zmęczona, ażeby niepokoić się czymkolwiek poza czekającą ją drogą. Stłumiwszy ziewnięcie, lakonicznie poleciła Elsie sprowadzić ludzi, nakazała jej pośpiech, po czym obróciła się do obitych panelami drzwi. Dziewczyna pospieszyła otworzyć je dla niej, co zajęło więcej czasu, niż gdyby Elayne zrobiła to sama, szczególnie że służąca ukłoniła się zarówno przed ich otwarciem, jak i po nim. Rozcięte, jedwabne spódnice jeździeckie Dziedziczki Tronu ocierały się o siebie z wściekłym szelestem, podczas gdy wychodziła wielkimi krokami z pokoju, naciągając na palce czerwone rękawiczki do jazdy konnej i myśląc, że jeśliby Elsie zwlekała jeszcze jedną sekundę, zaczęłaby na nią wrzeszczeć.

Tym niemniej zamiast niej krzyknęła właśnie Elsie. Zanim Elayne przeszła trzy kroki, usłyszała przerażone wycie służącej, które brzmiało jak siłą wydarte z gardła. Szkarłatny płaszcz zamigotał, gdy Dziedziczka Tronu odwróciła się, obejmując Prawdziwe Źródło i czując zalewające ją bogactwo saidara. Elsie stała na wąskim dywanie, który pokrywał środek jasnobrązowych, drewnianych desek podłogowych, i przycisnąwszy obie dłonie do ust, wpatrywała się w głąb holu. W tamtym miejscu zaczynały się dwa przecinające się z sobą korytarze, jednak w zasięgu wzroku Elayne nie było żywej duszy.

— O co chodzi, Elsie? — spytała Dziedziczka Tronu. Akurat kształtowała kilka splotów, sięgających od prostej sieci powietrza po ognistą kulę, którą mogłaby zburzyć pół ściany przed sobą, a w swoim obecnym humorze pragnęła użyć przynajmniej jednego z nich i uderzyć Jedyną Mocą. Ostatnimi dniami jej nastroje były co najmniej chwiejne.

Służąca z drżeniem obejrzała się przez ramię. Jeżeli wcześniej jej oczy wydawały się wielkie i wyłupiaste, teraz o mało nie wyskoczyły z orbit. Dziewczyna nadal przyciskała ręce do ust, jakby starała się powstrzymać przed kolejnym wrzaskiem. Ciemnowłosa i ciemnooka, wysoka, o wydatnym biuście, ubrana w szarobłękitną liberię Dynastii Matherin, Elsie właściwie nie była młoda — może nawet cztery czy pięć lat starsza od samej Dziedziczki Tronu — jednak na widok jej zachowania trudno ją było nazwać kobietą.

— O co chodzi, Elsie? — powtórzyła Elayne. — I nie mów mi, że nic. Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.

Służąca wzdrygnęła się.

— Bo zobaczyłam — odparła niepewnie. Fakt, że nie nazwała Elayne żadnym tytułem, podkreślał jej zdenerwowanie. — Panią Nelein, babcię Lorda Aedmuna. Umarła, gdy byłam dzieckiem, pamiętam wszakże, iż nawet sam Lord Aedmun chodził wokół niej na palcach, a służące podskakiwały, ilekroć na którąś popatrzyła, zresztą inni lordowie i lady przybywający z wizytą również. Wszyscy się jej bali, po prostu wszyscy! Przed chwilą stała tuż przede mną i przyglądała mi się tak groźnie, tak wściekle... — Przerwała, a kiedy Dziedziczka Tronu się roześmiała, dziewczyna oblała się rumieńcem.

W tym śmiechu było zresztą więcej ulgi niż czegokolwiek innego. Czyli że Czarna Ajah jakimś sposobem nie weszła za nią do rezydencji Lorda Aedmuna. Nie czekali tu na nią mordercy z nożami w dłoniach ani siostry, lojalne wobec Elaidy, która chciała ściągnąć Elayne z powrotem do Tar Valon. Czasami Dziedziczka Tronu śniła o tych sprawach, o wszystkich naraz w jednym śnie.

Uwolniła saidar, niechętnie jak zawsze. Żałowała, że opuszcza ją ta pełnia radości i życia. Dynastia Matherin popierała ją, ale Lord Aedmun mógłby zrozumieć opacznie jej intencje, gdyby mu zrujnowała połowę domostwa.

— Umarli nie mogą skrzywdzić żywych, Elsie — wytknęła służącej łagodnie. Tym łagodniej, że wcześniej się z niej śmiała, a jeszcze wcześniej miała ochotę natrzeć tej ciamajdzie uszu. — Nie należą już do naszego świata i nie mogą nas nawet tknąć w tym świecie. — Dziewczyna kiwnęła głową i skłoniła się w kolejnym dygu, jednak z tak rozszerzonymi oczyma i drżącymi wargami nie wyglądała na przekonaną. Elayne nie miała jednak czasu na rozpieszczanie służącej. — Sprowadź ludzi po moje kufry, Elsie — powtórzyła twardo. — I nie martw się o duchy.

Dziewczyna jeszcze raz dygnęła, po czym wreszcie ruszyła, rozglądając się z niepokojem, czy z obitych panelami drzwi nie wyskoczy nagle Lady Nelein. Duchy! Ależ głupia była ta flegmatyczna służąca!

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)