Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Maighdin potrafiła przenosić Moc. Przychodziło jej to wszakże z trudem i nie była w tym zbyt dobra — o ile Faile miała dokładne informacje, Biała Wieża odesłała ją po kilku tygodniach, choć sama zainteresowana się tego wypierała. Tak czy owak, z tego względu jej zdolności nie mogły im się za bardzo przydać podczas ucieczki. Faile spytałaby, o czym Maighdin właściwie w tej chwili mówi, jednak nie miała okazji.
Galina nadal była blada, lecz poza tym wyglądała jak uosobienie spokoju Aes Sedai. Po chwili wszakże chwyciła w rękę kaptur Maighdin wraz z jej włosami i gwałtownie szarpnęła głowę kobiety w tył.
— Niech cię nie obchodzą szczegóły — oświadczyła chłodno. — Te sprawy nie mają z tobą nic wspólnego. Twoim zadaniem jest jedynie zdobywanie tego, czego pragnę. I tylko o to powinnaś się mocno martwić.
Zanim Faile zdołała się ruszyć w obronie Maighdin, skądś pojawiła się inna kobieta z szerokim, złotym pasem na białej szacie. Odciągnęła Galinę i cisnęła ją na ziemię. Była to pulchna i nieładna Aravine, osóbka o znużonym, zrezygnowanym spojrzeniu. Faile zauważała je zresztą u niej stale do momentu, w którym zobaczyła tę Amadiciankę po raz pierwszy, czyli w chwili, w której Aravine wręczyła jej złoty pas i poinformowała, że od tej pory Faile znajduje się w służbie „lady Sevanny”. Dni, które upłynęły od tamtego czasu, dodały jednakże Aravine siły i wzmocniły ją — jeszcze bardziej niż Maighdin.
— Oszalałaś, że tak traktujesz Aes Sedai? — warknęła na nią Galina, usiłując się podnieść. W końcu wstała, otrzepała z ziemi jedwabne szaty, po czym całą swoją furię skierowała ku pulchnej Aravine. — Każę cię...
— Zastanawiam się, czy powiedzieć Theravie, że poniewierałaś jedną z gai’shain Sevanny — przerwała jej zimno Aravine. Przemawiała z kulturalnym akcentem. Może pochodziła spośród znaczących i bogatych kupców albo może nawet była arystokratką, jednak nigdy nie opowiadała o swojej przeszłości, to znaczy z okresu sprzed założenia białego stroju. — Ostatnim razem, gdy Therava doszła do wniosku, że wsadziłaś swój nos tam, gdzie nie trzeba, wszyscy w zasięgu stu kroków mogli słyszeć twoje lamenty i błagania.
Galina oczywiście aż zadrżała z wściekłości. Faile po raz pierwszy widziała jakąś Aes Sedai tak pokonaną. Z widocznym wysiłkiem Galina odzyskała panowanie nad sobą. Ledwo, ledwo. Tylko z jej głosu sączył się kwas.
— Aes Sedai postępują czasem tak, a nie inaczej z sobie tylko znanych przyczyn, Aravine, przyczyn, których prawdopodobnie nie potrafiłabyś zrozumieć. Kiedy przyjdzie moment odwetu, pożałujesz, że się wtrąciłaś. Pożałujesz całym sercem, że cię zapamiętałam! — Otrzepawszy po raz ostatni szaty, odeszła dumnym krokiem, już nie królowej gardzącej motłochem, lecz lamparta prowokującego owcę do wejścia mu w drogę.
Aravine patrzyła za nią pozornie niewzruszona i nieskłonna do pogawędki.
— Sevanna chce cię widzieć, Faile — rzuciła jedynie.
Faile nie zamierzała pytać o powody. Wysuszyła tylko ręce, opuściła rękawy i ruszyła za Amadicianką, obiecawszy uprzednio Alliandre i Maighdin, że wróci natychmiast, gdy będzie mogła. Sevannę fascynowały wszystkie trzy (Maighdin, jedyna służąca prawdziwej wielkiej pani wśród jej gai’shain, wyraźnie interesowała ją równie mocno jak Królowa Alliandre i sama Faile: kobieta wystarczająco potężna, by mieć królową za lenniczkę), więc czasami wzywała którąś z nich do pomocy w przebieraniu, kąpaniu w dużej miedzianej balii, której używała częściej niż namiotu parowego; lub po prostu wezwana miała jej nalać wina. Przez resztę czasu oddawały się tym samym pracom domowym co jej inne służące, ale Sevanna nigdy nie pytała, jakie wcześniej otrzymały zadanie, które teraz musiały przerwać, by zjawić się na jej rozkaz. Czegokolwiek Sevanna chciała tym razem, Faile wiedziała, że wciąż pozostaje odpowiedzialna za pranie — na równi ze swymi dwiema towarzyszkami. Jednym słowem Sevanna rozkazywała, ilekroć miała na coś ochotę i nie przyjmowała żadnych usprawiedliwień.
Nikt nie musiał pokazywać Faile drogi do namiotu Sevanny, tym niemniej Aravine prowadziła ją przez tłum roznosicieli wody, aż dotarły do pierwszych niskich namiotów Aielów, a wtedy wskazała w kierunku przeciwnym do miejsca, w którym stał namiot Sevanny.
— Najpierw pójdziesz tamtędy — poleciła.
Faile zatrzymała się niepewnie.
— Dlaczego? — spytała podejrzliwie. Zdawała sobie sprawę, że pomiędzy służącymi Sevanny są mężczyźni i kobiety zazdrośni o uwagę, jaką ich pani obdarzała Faile, Alliandre i Maighdin, i chociaż nigdy nie zauważyła takich uczuć u Aravine, ktoś z pozostałych mógłby spróbować jej zaszkodzić, na przykład poprzez wydanie jej fałszywych instrukcji.
— Zechcesz coś zobaczyć jeszcze przed spotkaniem z Sevanną. Uwierz mi, że zechcesz.
Faile otworzyła usta z zamiarem wypowiedzenia prośby o dalsze wyjaśnienia, jednak Aravine po prostu się obróciła i ruszyła we wskazaną przez siebie stronę. Faile uniosła spódnice i podążyła za tamtą.
Wśród namiotów stały najróżniejsze rodzaje wozów i furmanek, od małych po całkiem spore. Koła pojazdów zastąpiły płozy sań. Większość została wysoko obciążona tobołkami, drewnianymi skrzyniami i beczkami, a na samej górze ładunku przywiązywano zazwyczaj zdjęte koła, jednak Faile nie musiała długo iść za Aravine, aby zauważyć opróżniony wcześniej z pakunków wóz z platformą. Lecz platforma wozu nie była całkowicie pusta — na deskach z surowego drewna leżały dwie kobiety, nagie i związane jak wieprze. Obie trzęsły się w zimnym powietrzu, a równocześnie sapały jak po wielogodzinnym biegu, obie zwiesiły ze znużeniem głowy, nagle jednak jednocześnie je podniosły, jakby skądś wiedziały, że nadchodzi Faile. Arrela, ciemna Tairenianka, dorównująca większości kobiet Aiel, zakłopotana odwróciła wzrok. Twarz Lacile, szczupłej i bladej Cairhienianki, oblała się jasnym szkarłatem.
— Przywieziono je dzisiejszego ranka — wyjaśniła Aravine, z uwagą przypatrując się obliczu Faile. — Zostaną rozwiązane przed zmrokiem, ponieważ była to ich pierwsza próba ucieczki, chociaż wątpię, czy do jutra ich stan poprawi się na tyle, aby mogły chodzić.
— Dlaczego mi je pokazałaś? — spytała Faile. Wszystkie trzy były na tyle ostrożne, że utrzymywały swoją bliską znajomość w sekrecie.
— Zapominasz, moja pani, że uczestniczyłam w rytuale spowijania was w biel. — Aravine bacznie obserwowała ją przez moment, potem nagle chwyciła jej dłonie i odwróciła je tak, że jej własne ręce znalazły się między dłońmi Faile. Ugiąwszy kolana niemal do klęku, powiedziała szybko: — W imię Światłości i mojej nadziei odrodzenia, ja, Aravine Carnel, powierzam moją dziedzinę Lady Faile t’Aybara i ślubuję jej służyć we wszystkich sprawach.
Chyba jedynie Lacile zauważyła czyn Aravine. Przechodzący obok nich Shaido nie zwracali najmniejszej uwagi na dwie kobiety należące do gai’shain. Faile wyszarpnęła ręce.
— Skąd znasz to nazwisko? — Oczywiście musiała podać nie tylko imię, lecz także nazwisko, przedstawiła się jednak jako „Faile Bashere”, odkryła bowiem, że nikt z Shaido nie ma pojęcia, kim jest Davram. Poza Alliandre i innymi jej towarzyszkami prawdę znała tylko Galina. Tak w każdym razie sądziła do tej pory Faile. — I komu je wyjawiłaś?
— Potrafię słuchać, moja pani. Podsłuchałam raz twoją rozmowę z Galiną. — Nutka niepokoju pojawiła się w głosie Aravine. — I nikomu go nie wyjawiłam. — Nie wydawała się zaskoczona, że Faile usiłowała ukryć swoje nazwisko, chociaż „t’Aybara” wyraźnie nic dla niej nie znaczyło. A może „Aravine Carnel” nie było jej prawdziwym nazwiskiem albo jedynie częścią prawdziwego nazwiska. — W tym miejscu sekrety trzeba ukrywać tak starannie jak w Amadorze. Wiedziałam, że te kobiety należą do ciebie, ale nikomu o tym nie powiedziałam. Wiem, że zamierzasz uciec. Jestem tego pewna od drugiego czy trzeciego dnia i nic, co zobaczyłam od tamtej pory, nie zachwiało mojego przekonania. Przyjmij moją przysięgę i weź mnie z sobą. Potrafię ci pomóc, a co więcej, możesz mi zaufać. Udowodniłam to poprzez dotrzymanie twoich sekretów. Proszę cię. — Ostatnia fraza wyszła osobliwie nienaturalnie, jakby Aravine nie była przyzwyczajona do wypowiadania takich słów. Arystokratka zatem raczej niż przekupka.