Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 236
Перейти на страницу:

Zrobiła wysiłek i otrząsnęła się z przygnębienia. Zdawała sobie sprawę, że ma do czynienia z drugą pułapką. Przed wpadnięciem w nią powstrzymywała ją jedynie własna siła woli.

— Maighdin wie, że musi zachować ostrożność — oświadczyła zdecydowanym tonem. — Przybędzie tu wkrótce, Alliandre.

— A jeśli ją złapali?

— Na pewno nie! — odparowała ostro Faile. Jeśli złapano Maighdin...! Nie. Nie wolno jej myśleć o klęsce, musi mieć w perspektywie jedynie zwycięstwo. Ludzie o słabych sercach nigdy nie wygrywają.

Pranie jedwabiu jest czasochłonne. Woda, którą przynosiły wiadrami z pomp przy rezerwuarze, była lodowato zimna, gorącą brały natomiast z miedzianego czajnika. Wlewały do balii ciepłą i lodowatą, mieszając je starannie i dokładnie badając, czy wynikowy płyn stał się odpowiednio letni. Nie można prać jedwabiu w gorącej wodzie. Przyjemnie było włożyć ręce w balię wypełnioną letnią wodą, jednak w końcu trzeba je było z niej wyjąć, a wtedy zimne powietrze wydawało się podwójnie nieprzyjemne. Nie istniało mydło wystarczająco łagodne dla jedwabiu, więc każdą spódnicę i bluzkę musiały moczyć pojedynczo, a następnie delikatnie pocierać materiał o siebie. Później wykładały daną część garderoby na ręcznik, który wraz z jedwabiem luźno zwijały, starając się wycisnąć z tkaniny jak najwięcej wody. Wilgotną część garderoby zanurzały w innej balii wypełnionej mieszaniną wody i octu, który zapobiegał blaknięciu kolorów i wzmacniał połysk jedwabiu, po czym ponownie zawijały strój w pochłaniający nadmiar wody ręcznik. Mokry ręcznik mocno wykręcały i rozciągały na słońcu w dowolnym pustym miejscu, gdzie wysychał, natomiast każdy kawałek jedwabiu wieszały na poziomej żerdzi umieszczonej w cieniu rzucanym przez wzniesiony na brzegu placu duży namiot z grubego płótna. Pozostawało jeszcze dokładne wygładzenie wiszącego materiału, by zapobiec pognieceniu. Dzięki dokładnemu wykonaniu tego zadania stroju nie trzeba było już prasować. Zresztą, choć Alliandre i Faile doskonale potrafiły dbać o jedwab i świetnie wiedziały, jak należy go prać, prasowanie wymagało doświadczenia, którego żadna z nich nie miała. Żadna gai’shain Sevanny tego nie potrafiła, nawet Maighdin, chociaż zanim przyszła na służbę u Faile, była pokojówką pewnej lady. Tyle że Sevanna nie akceptowała tego typu wymówek. Dlatego też, ilekroć Faile lub Alliandre szły powiesić kolejną część garderoby, przeglądały te wiszące już na żerdzi i wygładzały wszystkie, które tego potrzebowały.

— Idzie do nas Aes Sedai — oznajmiła Alliandre z goryczą, gdy Faile dolewała gorącej wody do balii.

Galina była pełną Aes Sedai, miała zatem wiecznie młodą twarz, a na palcu złoty pierścień w kształcie Wielkiego Węża, nosiła jednakże również białe szaty gai’shain — z jedwabiu niemal tak grubego jak wełna, ale zawsze był to jedwab! — a także ciasno opasujący jej talię szeroki, wyszukany pas ze złota i łez ognia oraz wysoki, dopasowany przy szyi złoty kołnierz wysadzany tymi samymi klejnotami. Klejnotami, których nie powstydziłaby się żadna monarchini. Jako Aes Sedai, Galina wyjeżdżała czasem samotnie z obozu, zawsze jednak do niego powracała. Podobnie jak zwykłe gai’shain podskakiwała na byle gest Mądrych, szczególnie Theravy, z którą często dzieliła namiot. W pewnym sensie ten ostatni fakt był najdziwniejszy ze wszystkich. Galina wiedziała, kim są Faile i jej mąż, znała związki Perrina z Randem al’Thorem i odgrażała się, że ujawni swoją wiedzę Sevannie, chyba że Faile i jej przyjaciółki co jakiś czas ukradną coś z namiotu, w którym sypiała. W tym tkwiła trzecia pułapka, która im zagrażała. Sevanna miała prawdziwą obsesję na punkcie al’Thora i żywiła szaleńcze przekonanie, że mogłaby go poślubić, toteż gdyby się dowiedziała, że posiada wśród swoich gai’shain żonę Perrina Aybary, ani na moment nie spuściłaby wzroku z Faile. A wtedy ta musiałaby całkowicie porzucić myśli o ucieczce. Zostałaby „wystawiona” niczym kozioł, który ma przyciągnąć lwa.

Faile widziała wcześniej Galinę skradającą się i kulącą, teraz jednak siostra prześlizgiwała się przez plac niczym królowa pogardzająca otaczającym ją motłochem. Od stóp do głów wyglądała jak Aes Sedai. Nigdzie wokół nie było Mądrych, do których musiałaby się wdzięczyć. Galina była ładna, lecz bynajmniej nie piękna i Faile nie rozumiała, co Therava w niej widzi, chyba że dzięki Galinie zaspokajała po prostu w sobie potrzebę dominowania nad Aes Sedai. Dlaczego jednak Galina trwała w obozowisku, skoro Therava wyraźnie korzystała z każdej okazji, by ją upokorzyć? Na to pytanie Faile nie znajdowała odpowiedzi.

Siostra zatrzymała się krok od stołu i obserwowała obie „praczki” z nikłym uśmieszkiem, który można by nazwać litościwym.

— Nie robicie zbytnich postępów w swojej pracy — zauważyła. Najprawdopodobniej nie mówiła o praniu.

W tym momencie powinna się odezwać Faile, jednak Alliandre ją uprzedziła. Przemówiła głośno, tonem jeszcze bardziej przepełnionym goryczą niż wcześniej.

— Galino, Maighdin poszła dziś rano przynieść ci twój pręt z kości słoniowej. A kiedy my możemy liczyć na pomoc, którą nam obiecałaś? — Pomoc w ucieczce była swego rodzaju „marchewką”, którą Galina im zaoferowała wraz z kijem, czyli groźbami pod adresem Faile. Jednak dotychczas widziały jedynie ów symboliczny kij.

— Maighdin poszła dziś rano do namiotu Theravy? — szepnęła Galina, blednąc.

Faile uprzytomniła sobie, że słońce znajduje się w połowie drogi ku zachodniemu horyzontowi i jej serce zaczęło ciężko i boleśnie łomotać. Maighdin powinna była dołączyć do nich dawno temu.

Aes Sedai wyglądała nawet na bardziej wstrząśniętą niż Faile.

— Dzisiaj rano? — powtórzyła Galina, oglądając się przez ramię. Natychmiast wzdrygnęła się zaskoczona, po czym wydała okrzyk, gdyż Maighdin nagle ukazała się w tłumie gai’shain tłoczących się na placu.

W przeciwieństwie do Alliandre, złotowłosa Maighdin stwardniała od dnia porwania. Była nie mniej zdesperowana, lecz wyraźnie zdołała przekształcić tę desperację w determinację. Zawsze posiadała prezencję, która bardziej pasowała do królowej niż do służącej; zresztą taka prezencja często się zdarzała pokojówkom pań wielkich rodów. Teraz jednak, podchodząc do swoich towarzyszek, potykała się niepewnie, popatrywała tępo na boki, a gdy dotarła na miejsce, pospiesznie zanurzyła ręce w wiadrze, po czym podniosła złożone w miseczkę dłonie do ust i zaczęła łapczywie pić. W końcu przetarła usta grzbietem ręki.

— Gdy będziemy odchodzić, zamierzam zabić Theravę — warknęła. — Chciałabym już teraz ją zamordować. — Do jej niebieskich oczu wróciło życie i ciepło. — Jesteś bezpieczna, Galino. Therava pomyślała, że z własnej woli przyszłam ją okraść. A ja nawet nie zaczęłam się jeszcze rozglądać. Jednak coś... coś się zdarzyło i wyszła. To znaczy najpierw mnie związała. Zostawiła mnie sobie na później. — Jej oczy znowu zlodowaciały i pojawiło się w nich zakłopotanie. — Co się dzieje, Galino? Nawet ja czuję, że coś się dzieje, a mam przecież niewiele zdolności. Wszak te kobiety Aiel uznały, iż nie stanowię żadnego niebezpieczeństwa.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)