Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Faile zastanowiła się, czy któryś z maldeńczyków wspomniał o błocie.
— Dołączy jeszcze dziesięć szczepów... do ciebie — powtórzyła Therava, kładąc wyraźny nacisk na ostatnie słowo. Jej dłoń zacisnęła się na rękojeści noża. — Przemawiasz w imieniu szefa klanu, Sevanno, a mnie wybrano na doradczynię szefa klanu, który dla dobra całego klanu ma słuchać moich rad. I ja ci doradzam jak najszybsze wyruszenie na wschód. Inne szczepy mogą do nas dołączyć tak samo łatwo w tych górach jak tutaj, a jeśli po drodze trzeba będzie nieco zgłodnieć... cóż, czy którejś z nas obcy jest niedostatek?
Sevanna dotknęła naszyjników, a duży szmaragd na jej prawej ręce zapłonął w świetle stojących lamp niczym zielony ogień. Usta kobiety się zacisnęły i przez to wyglądała na jeszcze bardziej zgłodniałą. Może Sevanna znała kiedyś niedostatek, ale od tamtej pory poza brakiem ciepła w namiocie nie zamierzała się godzić na żadne inne niedogodności.
— Przemawiam w imieniu szefa klanu i mówię ci, że pozostaniemy tutaj. — Jej głos brzmiał jawnie wyzywająco, jednak Sevanna nie dała Theravie szansy na ripostę. — Ach, widzę, że przyszła Faile — rzuciła szybko. — Moja dobra, posłuszna gai’shain. — Podniosła ze stołu jakiś przedmiot owinięty w kawałek materiał, który następnie rozłożyła. — Rozpoznajesz go, Faile Bashere?
Przedmiot w ręku Sevanny okazał się nożem o pojedynczym ostrzu, długim na półtora dłoni narzędziem, jakie nosiły tysiące farmerów. Z tym wyjątkiem, że Faile rozpoznała wzór przynitowany do drewnianej rękojeści i szczerbę na krawędzi. Był to nóż, który sama ukradłszy, ukryła tak troskliwie i tak daleko stąd. Nie odezwała się. Nie miała nic do powiedzenia.
Gai’shain nie wolno było posiadać żadnej broni, nawet noża, chyba że akurat przekrawały mięso albo obierały warzywa do potraw. Faile nie potrafiła się wszakże powstrzymać przed nagłym wzdrygnięciem, gdy Sevanna kontynuowała:
— Galina przyniosła mi go, zanim zdążysz go użyć. Niezależnie od celu. Gdybyś nim kogoś zadźgała, musiałabym się na ciebie bardzo rozgniewać.
Galina? Oczywiście! Ta Aes Sedai nie zamierzała im pozwolić na ucieczkę, póki nie wykonają wszystkich jej poleceń.
— Jest wstrząśnięta, Theravo. — Sevanna roześmiała się wesoło. — Galina wie, czego wymagamy od gai’shain, Faile Bashere. Co powinnam z nią zrobić, Theravo? Takiej właśnie rady możesz mi udzielić. Kilku ludzi z bagien zabito za ukrywanie broni, jednak Faile bardzo nie chciałabym stracić.
Therava uniosła palcem podbródek Faile i wpatrzyła jej się w oczy. Faile wytrzymała to spojrzenie bez mrugnięcia, chociaż czuła, że drżą jej kolana. Nie próbowała sobie wmawiać, że powodem drżenia jest jedynie zimno. Wiedziała, że brakuje jej odwagi, lecz kiedy Therava na nią patrzyła, Faile postrzegała siebie jako tchórzliwego królika uwięzionego w szponach tego niebieskookiego orła, żywego, ale czekającego, aż lada chwila opadnie dziób. Właśnie Therava jako pierwsza kazała jej szpiegować Sevannę, Faile nie miała wszakże wątpliwości, że niezależnie od przezorności Mądrych, Therava bez najdrobniejszego wahania rozcięłaby jej gardło, gdyby Faile ją zawiodła. Nie było sensu udawać, że ta kobieta jej nie przeraża. Musiała tylko panować nad swoim strachem. Jeśli potrafiła.
— Sądzę, że planowała ucieczkę, Sevanno. Myślę jednak, że i ona może się nauczyć wypełniać nasze polecenia.
Stół z surowego drewna wystawiono między namioty, w najbliższym pustym miejscu w pobliżu namiotu Sevanny, mniej więcej sto kroków od niego. Początkowo Faile pomyślała, że najgorszy będzie wstyd z powodu nagości, wstyd i lodowate zimno, które będzie szarpać jej skórę. Słońce tkwiło nisko na niebie, temperatura powietrza stale spadała i do rana zrobi się naprawdę zimno. A Faile będzie musiała zostać tam właśnie do samego rana. Shaido świetnie wiedzieli, czego wstydzą się ludzie z bagien i wykorzystywali wstyd jako karę. Ilekroć ktoś popatrzył na nią, Faile odnosiła wrażenie, że na śmierć spali ją własny rumieniec, jednak mijający ją Shaido na jej widok nawet nie przystawali. Sama w sobie nagość nie była dla Aielów powodem do wstydu. Przed Faile pojawiła się Aravine, lecz zatrzymała się jedynie na krótkie szepnięcie: „Zachowaj odwagę, Faile”, po czym odeszła. Faile doskonale pojęła jej słowa. Lojalna czy nielojalna, ta kobieta nie ośmieli się jej w żaden sposób pomóc.
Po bardzo krótkim czasie Faile przestała się przejmować swoim upokorzeniem. Przeguby związano jej za plecami, potem musiała klęknąć, a kostki zostały przywiązane do łokci. Wtedy pojęła, dlaczego Lacile i Arrela tak ciężko sapały. Oddychanie w tej pozycji sprawiało spore trudności i wymagało wysiłku. Robiło się coraz zimniej, aż ciało Faile zaczęło się niekontrolowanie trząść, choć wkrótce nawet ten fakt wydawał jej się sprawą drugorzędną. Jej nogi, ramiona, boki szarpały skurcze, mięśnie zdawały się płonąć, coraz bardziej się napinając. Z całych sił starała się nie wrzeszczeć. Uniknięcie krzyku stało się dla niej w tym momencie najważniejsze. Nie mogła krzyknąć! Niestety, o Światłości, jak strasznie ją bolało!
— Sevanna kazała ci tu pozostać do świtu, Faile Bashere, ale nie powiedziała, że nie możesz mieć towarzystwa.
Faile musiała zamrugać kilka razy, zanim udało jej się wyraźnie dostrzec stojącą przed nią osobę. Pot szczypał ją w oczy. Jak to możliwe, że się pociła, gdy równocześnie była przemarznięta do szpiku kości? W końcu zauważyła, że stoi przed nią Rolan, który, co dziwne, przyniósł z sobą dwa niskie, brązowe kosze pełne płonących węgli. Aby uniknąć poparzenia, owinął skrawkami materiału nóżki każdego kosza. Widząc, że Faile skupiła wzrok na węglach, wzruszył ramionami.
— Kiedyś zimne noce mi nie przeszkadzały, jednak odkąd przekroczyłem Mur Smoka, stałem się słabszy.
Faile niemal straciła oddech, gdy Rolan ustawił pod stołem kosze z płonącymi węglami. Ciepło uniosło się ku niej z dołu przez szczeliny między deskami. Mięśnie Faile nadal targały skurcze, ale ciało wypełniło błogosławione ciepło. Kobieta złapała oddech, gdy mężczyzna położył jedną rękę na jej piersi, drugą zaś na zgiętych kolanach. Nagle odkryła, że z łokci znika napięcie. Rolan... ściskał... masował mięśnie Faile. Jedną ręką miętosił jej udo. O mało nie wrzasnęła, czując, jak jego palce wbijają się w ściągnięte mięśnie, czuła jednak, że zaczyna się rozluźniać. Nadal bolało, właściwie masaż nawet zwiększał ból, lecz masowany przez mężczyznę muskuł uda bolał inaczej. Cierpiała teraz inaczej, chociaż nie mniej intensywnie, wiedziała jednak, że ból znacząco osłabnie w trakcie masażu.
— Nie przeszkadza ci, że trochę popracuję podczas wymyślania najlepszego sposobu rozśmieszenia cię, prawda? — spytał.
Nagle kobieta uprzytomniła sobie, że się śmieje i w tym śmiechu nie ma nutki histerii. No cóż, w każdym razie była w nim nie tylko histeria. Faile związano jak gęś czekającą na ruszt, a teraz po raz drugi, tym razem przed zimnem, ratował ją ten sam mężczyzna. Od tej pory wprawdzie Sevanna będzie ją obserwować uważnie jak jastrząb kurę, Therava natomiast może nawet spróbuje ją zabić, ot tak, dla przykładu, tym niemniej Faile wiedziała, że... ucieknie. Jedne drzwi nigdy się przed nią nie zamknęły, a niespodziewanie otworzyły się drugie. Tak, ucieknie! Śmiała się tak długo, aż się rozpłakała.
10
Odległe światełko
Wielkooka służąca bardziej była przyzwyczajona do gniecenia ciasta na chleb niż do manipulowania przyszytymi w rzędach małymi guziczkami; w końcu wszakże skończyła zapinać ciemnozieloną suknię Elayne do jazdy konnej, po czym dygnęła i wycofała się, ciężko sapiąc — trudno powiedzieć, czy z powodu wymuszonej koncentracji, czy też ze względu na sam fakt przebywania w obecności Dziedziczki Tronu. Ze stanem dziewczyny mógł mieć również coś wspólnego pierścień w kształcie Wielkiego Węża, który Elayne nosiła na palcu lewej ręki. Zaledwie nieco ponad dwadzieścia mil w linii prostej dzieliło rezydencję Dynastii Matherin od rzeki Erinin i związanego z nią wielkiego handlu, lecz w istocie odległość okazywała się znacznie większa, gdyż trzeba było pokonać Góry Chishen, a tutejsi ludzie częściej widywali bydło pędzone przez granicę z Murandy niż gości, szczególnie takich jak ona: Dziedziczka Tronu i Aes Sedai w jednej osobie. Na dodatek, niektórzy przedstawiciele służby najwyraźniej nie mieli najmniejszego pojęcia o honorze. Elsie z bolesną sumiennością złożyła w kostkę suknię z niebieskiego jedwabiu, którą Elayne miała na sobie ubiegłej nocy, potem zapakowała ją do dużego, skórzanego kufra podróżnego, jednego z dwóch znajdujących się w garderobie apartamentu; robiła to tak powoli, że Elayne o mało sama nie przejęła zadania tamtej. Pierwszej nocy tej wyprawy spała marnie i niespokojnie, stale się budziła, w następne dni z kolei sypiała do późna, ilekroć tylko mogła. Niecierpliwiła się, że nie wraca do Caemlyn.