Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 236
Перейти на страницу:

Wprawdzie kobieta nie udowodniła niczego poza swoją umiejętnością wyszpiegowania czyichś tajemnic, z drugiej strony wszakże była to zdolność całkiem przydatna. Niestety, Faile słyszała przynajmniej o dwóch gai’shain, które zostały zdradzone przez inne osoby podczas próby ucieczki. Niektórzy ludzie naprawdę usiłują skorzystać na każdej sprawie i niezależnie od okoliczności obrosnąć w piórka. Aravine i tak w tym momencie wiedziała już wystarczająco dużo, by zrujnować wszystkie przygotowania. Faile znów pomyślała o ukrytym nożu. Martwa kobieta nie może zdradzić niczyich tajemnic. Jednakże nóż znajdował się pół mili stąd, Faile nie miała pojęcia, jak pozbyłaby się ciała, a poza tym Aravine mogła się wcześniej wkraść w łaski Sevanny, choćby sugerując swej pani, że jej zdaniem Faile planuje ucieczkę.

Tym razem Faile wzięła w dłonie ręce Aravine, po czym odezwała się równie szybko, jak przed chwilą jej towarzyszka.

— W imię Światłości, przyjmuję twoją przysięgę i obiecuję, że będę bronić i ochraniać ciebie oraz twoich poddanych i przed zgiełkiem bitwy, i przed porywem zimy, i przed wszystkim, co może przynieść los. Powiedz mi teraz, czy znasz jeszcze kogoś, komu możemy zaufać? Nie osoby, które są twoim zdaniem godne zaufania, lecz takie, co do których masz pewność.

— Nie tak prosto, moja pani — odparła ponuro Aravine. Jej twarz rozjaśniła się wszakże i pojawiła się na niej wyraźna ulga. Najwidoczniej kobieta wcale nie była pewna, czy Faile przyjmie jej przysięgę. Właśnie ta ulga bardziej niż cokolwiek innego przekonała Faile co do czystych intencji Aravine. Choć oczywiście nie w pełni. — Połowa zdradziłaby własne matki, gdyby mieli nadzieję na wykupienie sobie w ten sposób wolności, druga połowa zaś wydaje się zbyt przestraszona, by spróbować cokolwiek zrobić... lub tak ogłuszona, że bez wątpienia prędzej czy później wpadnie w panikę. Jestem przekonana, że jeśli dobrze poszukamy, znajdziemy kilka godnych zaufania osób, przyglądam się nawet jednej czy dwóm, chcę po prostu zachować maksymalną ostrożność. Nie możemy sobie pozwolić nawet na jedną pomyłkę.

— Maksymalną ostrożność — zgodziła się z nią Faile. — Czy Sevanna naprawdę po mnie posłała? Czy też wcale nie...

Najprawdopodobniej jednak Sevanna rzeczywiście poleciła się zjawić Faile, więc ta pospiesznie ruszyła ku namiotowi swej pani — po prawdzie prędzej, niż chciała. Irytowało ją, że pędzi, starając się uniknąć niezadowolenia Sevanny. Na szczęście, gdy weszła i stanęła pokornie za klapą namiotu, nikt nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi.

Namiot Sevanny nie był typową dla Aielów niską konstrukcją, lecz sześcianem o wysokich ścianach z czerwonego płótna, na tyle dużym, że wymagał dwóch dodatkowych centralnych masztów, a rozświetlono go blisko tuzinem stojących lamp wyposażonych w odblaśnice. Dwa złocone kosze z płonącymi węglami dawały nieco ciepła, wydzielając cienkie wstążki dymu, które wirowały ku otworom kominowym w dachu, jednak wewnątrz było niewiele cieplej niż na dworze. Kosztowne dywany, pod którymi starannie starto śnieg, zmieniły podłogę w krainę czerwieni, zieleni, błękitów, taireniańskich labiryntów, kwiatów i zwierząt. Na dywanach leżały rozrzucone jedwabne poduszki z frędzlami, kilka też znajdowało się na jedynym krześle, stojącym w kącie meblu intensywnie i zawile rzeźbionym oraz ciężko złoconym. Faile nigdy nie zauważyła, żeby ktoś na nim siedział, wiedziała jednak, że przeznaczone jest dla szefa klanu. W chwili obecnej cieszyła się, że może po prostu stać w milczeniu ze spuszczonymi oczyma. Troje innych gai’shain ze złotymi pasami i kołnierzami — w tym jeden brodaty mężczyzna — stało przy jednej ze ścian namiotu na wypadek, gdyby ich pani do czegoś ich potrzebowała. Była tu również Sevanna, a także Therava.

Sevanna była wysoką kobietą, nieco wyższą niż sama Faile, miała oczy jasnozielone i włosy, które wyglądały jak złota przędza. Może byłaby piękna, gdyby nie jawna chciwość wykrzywiająca jej wydatne usta. Poza oczyma, włosami i pociemniałą od słońca cerą niemal nie wyglądała na kobietę Aiel. Bluzkę nosiła z białego jedwabiu, spódnicę — rozciętą do konnej jazdy, również jedwabną, tyle że ciemnoszarą, jej owinięta wokół skroni chusta w kolorach płomiennego szkarłatu i żółci też była jedwabna. Gdy Sevanna się poruszała, spod brzegu jej spódnicy wyzierały czerwone, wysokie buty. Każdy jej palec zdobiły wysadzane klejnotami pierścienie, a przy naszyjnikach i bransoletach z dużymi perłami, brylantami, wielkimi jak gołębie jaja rubinami, szafirami, szmaragdami i łzami ognia gasła cała biżuteria Someryn. Żadnego z tych przedmiotów nie wykonali zresztą Aielowie. Therava natomiast — w ciemnej, wełnianej spódnicy i bluzce z białej algode, z nagimi ramionami i naszyjnikami oraz bransoletami ze złota i kości słoniowej — wyglądała jak uosobienie kobiety Aiel. Nie nosiła żadnych pierścieni ani szlachetnych kamieni. Wyższa niż większość mężczyzn, o ciemnorudych włosach tkniętych smugami bieli, wydawała się niebieskookim orłem, który powinien pożreć Sevannę niczym kalekie jagnię. Faile wolałaby dziesięć razy rozgniewać Sevannę niż choćby raz Theravę, teraz wszakże dwie kobiety stały naprzeciwko siebie po obu stronach inkrustowanego kością słoniową i turkusem stołu, a Sevanna odpowiadała na utkwiony wzrok Theravy piorunującym spojrzeniem.

— To, co się dzieje dzisiaj, oznacza niebezpieczeństwo — oznajmiła Therava tonem osoby zmęczonej wiecznym powtarzaniem tej samej frazy. Wyraźnie chyba zamierzała wyciągnąć nóż zza paska. Gdy mówiła, pieściła jego rękojeść, zdaniem Faile, w geście niezupełnie roztargnionym. — Musimy się oddalić od tego zjawiska jak najdalej i jak najprędzej. Na wschodzie leżą góry. Kiedy do nich dotrzemy, będziemy prawdopodobnie bezpieczni do czasu, aż znów zbierzemy razem wszystkie szczepy. Szczepy, które nigdy by się nie rozdzieliły, gdybyś nie była tak pewna siebie, Sevanno.

— Mówisz o bezpieczeństwie? — Sevanna roześmiała się. — Czy jesteś już tak stara i bezzębna, że trzeba cię karmić chlebem i mlekiem? Spójrz tylko. Widzisz, jak bardzo odległe są te twoje góry? Ile dni lub tygodni musielibyśmy brnąć w tym przeklętym śniegu? — Wskazała na dzielący je stół, gdzie leżała rozłożona mapa, obciążona w rogach dwiema miskami z grubego złota i ciężkim, trójramiennym, złotym świecznikiem. Większość Aielów gardziła mapami, Sevanna jednak wprowadziła je wraz z innymi zwyczajami ludzi z bagien. — Cokolwiek się dzieje, dzieje się bardzo daleko stąd, Theravo. Zgodziłaś się z tym, tak jak każda Mądra. W tym mieście jest pełno jedzenia, wystarczy, by wykarmić nas przez kilka tygodni, jeśli postanowimy tu pozostać. Kto rzuci nam tutaj wyzwanie, jeżeli zostaniemy? A jeżeli zostaniemy... Słyszałaś zwiadowców, ich wiadomości. W przeciągu dwóch, trzech tygodni, najwyżej czterech dołączy do mnie jeszcze dziesięć szczepów. Może nawet więcej! Do tego czasu śnieg się stopi, o ile wierzyć mieszkańcom miasta. Wtedy możemy podróżować szybko, zamiast ciągnąć wszystko na saniach.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)