Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 152
Перейти на страницу:

* * *

Strzały zaświstały, załomotały gradem o wysokie burty, część przemknęła nad bojowym wozem, ciągnąc za sobą smugi dymu i furkocząc w powietrzu. Frrrrrr. Frrrrr. Frrrrr. Płomienie uwieszone grotów nie chciały zgasnąć, namoczone w żywicy kłębki szmat uwiązane za grotami sypały iskrami i paliły się nawet wtedy, gdy strzała spadła nieszkodliwie na ziemię. A nie wszystkie spadały na ziemię, koczownicy zmienili taktykę, część pocisków posyłali wysoko nad pierwszą linią, aż niektóre sięgały wozów mieszkalnych. Sto kroków to za mało, by zapewnić bezpieczeństwo.

Wozy mieszkalne nie były tak ognioodporne jak bojowe, więc większość dachów i burt obłożono mokrymi pledami, a drużyny ochotników, chroniąc się za wiklinowymi tarczami, biegały między nimi i gasiły pociski. Także te wbite w tarcze i własne ciała. Każdy musiał być w jakiś sposób pożyteczny, w oblężonym obozie nie było miejsca dla obiboków i małych tchórzy.

Key’la biegała zygzakiem. Bieganie zygzakiem mogło zmęczyć, ale było dużo rozsądniejsze niż próba skracania sobie drogi. Skracanie drogi skutkowało płonącymi strzałami w tarczy. Albo w tyłku. Tę prawdę wbiła jej do głowy Nee’wa, gdy zmieniały się na posterunku. „Trzymaj tarczę nad głową i nie oddalaj się od wozów” – powtórzyła tyle razy, że wyglądało to na jakieś zaklęcie. „Twoim ojcem może być En’leyd całego obozu, lecz to znaczy tylko tyle, że masz się bardziej starać”. Więc wszystkie trzy starały się, zgłaszając na ochotnika do roznoszenia wody i posiłków wśród załóg wozów bojowych. Oraz do przenoszenia informacji.

Key’la miała pod „opieką” sawo’leyd – Małego Węża, najmniejszy samodzielny oddział wozów bojowych – dwadzieścia pojazdów. Tyle pozwalało utworzyć czworobok o szerokości pięciu wozów, wewnątrz którego swobodnie mieściły się wszystkie konie. Ojciec kiedyś tłumaczył to chłopcom, a ona przysłuchiwała się, udając, że szyje. Cztery wozy bojowe mogły utworzyć czworobok chroniący jeden ol, czyli pole. Ale te wszystkie wozy były ciągnięte przez szesnaście koni, a na jednym ol mieściły się najwyżej cztery zwierzęta. Czyli jeden zaprzęg potrzebował jednego pola dla swoich koni. Więc ile najmniej wozów bojowych potrzeba, by mogły chronić skutecznie własne zaprzęgi? Jej bracia byli tak tępi, że ona zdążyła policzyć to z dziesięć razy, zanim jeden z bliźniaków nieśmiało zapytał – szesnaście?

Oczywiście, że tak. Lecz przy szesnastu wozach cała przestrzeń wewnątrz takiego małego obozu jest wypełniona końmi. Nie ma się jak poruszać, a zaprzęganie i wyprzęganie zwierząt to mordęga. Więc najmniejszym samodzielnym oddziałem wozów bojowych jest liczący dwadzieścia pojazdów Mały Wąż pod dowództwem Hawereh, czyli „zaskrońca”. Dwadzieścia wozów może ustawić czworobok obejmujący dwadzieścia pięć ol, na którym zmieszczą się wszystkie konie i będzie dość miejsca dla ludzi. A w Rogatym Grodzie dwadzieścia wozów tworzy dwa zęby, dwa trójkątne szańce, niczym kły szczerzące się na wroga.

Dlatego Key’la musiała biegać zygzakiem. Prosto, zakręt, prosto, zakręt, prosto, zakręt, prosto i z powrotem.

Oczywiście nie chodziło o linię wozów, tylko o strzały. Niektóre leciały tak ostrym łukiem, że spadały ledwo kilkanaście kroków za pojazdami. Gdyby chciała skracać sobie drogę, musiałaby biegać przez ostrzeliwany teren. Trasa wzdłuż linii wozów była bezpieczniejsza, choć i na niej znalazła, ledwo stopę czy dwie od burt, kilka dymiących kikutów strzał. Te musiały spadać niemal pionowo, a wbite w ziemię, płonęły przez chwilę jak małe pochodnie. Dlatego też dostała odpowiednie wyposażenie.

Nosiła wiklinową tarczę, wystarczająco lekką, by mogła z nią biegać, i wystarczająco odporną, by powstrzymać spadający stromym lotem pocisk. Do tego kubrak z wołowej skóry, bez rękawów, obszyty na zewnątrz pikowanym płótnem. Nee’wa zapowiedziała, że będzie jej w tym gorąco, ale jeśli zdejmie pancerz, to użyje jej głowy jako kowadła, a sama będzie walić młotkiem. Miała rację, było gorąco jak w kuźni. Po przebiegnięciu kilka razy wzdłuż wozów Key’la ledwo mogła się ruszać, pot zlepiał jej włosy i z trudem łapała oddech.

Tarczę trzymała jedną ręką nad głową, drugą przyciskała do piersi dwa bukłaki z rozcieńczonym winem. Na plecach niosła przytwierdzony rzemieniami wiklinowy koszyk z jedzeniem. Całość, pancerz, tarcza i zapasy, ważyła prawie połowę tego, co ona sama. Miała nieodparte wrażenie, że jak pobiega jeszcze trochę, zmieni się w wysuszony na wiór szkielet obciągnięty pomarszczoną skórą.

To była jej trzecia tura dzisiaj. Biegała wzdłuż wysokich burt, wchodziła do środka, zrzucała bukłaki i kosz z jedzeniem i wracała po zapasy dla następnej załogi. Przy pierwszym wozie zostawili jej wózek wypełniony jedzeniem i piciem, była za mała, by go ciągnąć, więc biegała tam i z powrotem. Taki los kulawego źrebięcia.

Koczownicy wypuścili kolejną salwę, furkot nadlatujących pocisków brzmiał niemal jak trzepot skrzydeł małych ptaszków. Przykucnąć, tarcza nad głowę, skulić się. I czekać na właściwą kolejność, najpierw szybki, głuchy stukot o burty wozów bojowych, potem frrrr, frrrr, frrrr strzał mknących ku drugiej linii, i trzecia fala, lecąca wysokim łukiem prosto w niebo, by spadając niemal pionowo, razić obrońców z góry. Te zawsze były ostatnie, więc nauczyła się czekać, póki nie usłyszy ich dźwięku. Frrrr, pac, frrrr, pac, pac, pac, pac, pociski wbijały się w miękką ziemię z takim odgłosem, jakby wielki kot walił łapą w worek wypełniony mokrą mąką. Sama nie wiedziała, skąd takie skojarzenie, ale gdy kuliła się pod tarczą, zamykając oczy, widziała go wyraźnie – wielki, tłusty kocur bawiący się workiem z mąką. Przynajmniej był to miły obrazek.

I wtedy kocur walnął łapą w jej tarczę. Zasyczało, zaskwierczało, rozszedł się swąd palonej żywicy i coś ukłuło ją w rękę, którą trzymała osłonę. Prawie krzyknęła i prawie poderwała się na nogi, ale strzały nadal spadały wokół, więc zagryzła wargi, licząc do dziesięciu, i dopiero gdy przez kilka chwil żaden pocisk nie wbił się w ziemię, wstała i obejrzała tarczę. Pośrodku, jak wymierzona okiem łuczniczego mistrza, tkwiła barwiona na zielono strzała. Promień przy wiklinie poczerniał i żarzył się lekko.

Wyrwała pocisk i obejrzała grot, ostry i wyposażony w zadzior, który miał wbić się w drewno i pozwolić, by ogień uwiązany drzewca przeskoczył na nie. Na szczęście z moczoną w wodzie wikliną nie radził sobie zbyt dobrze, wilgotne gałązki stłumiły płomień. Ale i tak czubek grotu drasnął ją w rękę. Można powiedzieć, że przelała pierwszą krew.

To było tyle co nic, ledwo czerwona kropka na rękawie, więc wzruszyła ramionami i pobiegła dalej.

Drzwi najbliższego wozu bojowego zastała otwarte, wskoczyła do środka, rzuciła tarczę w kąt i z westchnieniem zdjęła z ramion ciężki kosz.

Wóz bojowy był dłuższy, szerszy i wyższy od mieszkalnego, a co najważniejsze, nie miał dachu. Podłoga, wysypana wilgotnym piaskiem, znajdowała się dobre trzy stopy wyżej niż w zwykłym pojeździe, a burty – sięgające na wysokość wzrostu dorosłego mężczyzny – przecinały szczeliny strzelnicze. Przymocowano do nich dodatkowo wiklinowe płotki, podziurawione już strzałami, ale w większości całe. Ten wóz nie miał małej wieży, jedyne zadaszenie stanowiła ciężka tarcza oparta o ścianę. Kilka strzał dopalających się na piasku najwyraźniej nie robiło na nikim wrażenia. Key’la poczuła ukłucie zazdrości. Chciałaby się też tak nie bać.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)