Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 152
Перейти на страницу:

Opowiedział im w kilku zdaniach o ciele znalezionym na Hewen i wnioskach, jakie wyciągnęli. Zareagowały inaczej, niż się spodziewał.

– Przeprowadziliście Verdanno?!

Popatrzyły na siebie i wyszczerzyły się radośnie, szeroko. No, przynajmniej nareszcie ktoś dostał jakąś dobrą wiadomość. W kilka chwil wyciągnęły z niego resztę, że przeszli przez góry, że zbudowano już rampę, a wozy zaczęły zjeżdżać w dół.

I że na dole już na nie czekano.

– Bitwa będzie szybciej, niż się spodziewali. Nie mogą zostać pod górami, bo jeśli koczownicy otoczą ich pierścieniem okopów, nigdy się stamtąd nie wyrwą – Daghena oświadczyła to z miną stratega planującego kampanię.

– Wiedzą o tym. Wysłali rydwany na spotkanie nadciągającego Syna Wojny. I schodzą z gór naprawdę szybko. Tyle wiem.

– Widziałeś rodzinę And’ewersa? – Tym razem odezwała się Kailean. I to jakoś tak miękko, z wahaniem.

– Widywałem, czasem. Trzy córki, najstarsza ładna i cicha, średnia ładna i pyskata, najmłodsza ładna i trochę nieśmiała. Synów spotykałem rzadziej. Wiem, że najstarszy pojechał na południe z rydwanami. Wszyscy mają się dobrze, jeśli pytasz.

Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Czego dowiedziałyście się w zamku tego... jak mu było...

Zielonooka westchnęła.

– Cywrasa-der-Malega. Niewiele. Hrabia i jego rodzina nie mieli pojęcia, co dzieje się w górach, ktoś namieszał im w głowach, żyli jakby we własnym świecie. Nie wiem, jakie czary mogą coś takiego sprawić. – Zerknęła na towarzyszkę, jednocześnie zdradzając, kto tu jest specjalistą od magii.

– Można to zrobić, tkając czar bardzo długo, powoli i delikatnie. – Daghena podrapała się z zakłopotaniem po nosie. – To magia oplatająca i umysł, i duszę, a jedno i drugie broni się przeciw zbyt mocnemu naciskowi. Rzucający zaklęcie musi być blisko osoby, którą chce kontrolować, i pilnować jej cały czas. Zaklęcie tka się miesiące, jeśli nie lata. No i łatwo je złamać, wystarczy, że czarownik utraci na kilka dni kontakt z ofiarą. Tyle wiem.

– A czary rzuciła ona? – Porucznik wskazał hrabiankę.

– Raczej jej służąca. Dysponowała dziwną Mocą – to nie były aspekty, nie taniec duchów, raczej coś, co wypływało prosto z niej. I posunęła się nawet do mordowania ludzi na zamku, choć nie wiem po co.

Szlachcianka zachichotała tak, że ciarki przeszły im po grzbiecie.

– Jego twarz... taka starsza i taka dziecinna. I te oczy... zadziwione... nie powinien się dziwić, w końcu prowadził ich do mnie. Powinnam go zabić pięć lat temu, ale był taki słodki... niewinny... bez skazy... czysty... kanaloo... Mój brat... Moja dłoń... spotkaliśmy się na szczycie wieży i wbiłam mu nóż w plecy... za późno... już nas znaleźli... A on wypadł za blanki i zsuwał się po murze... te oczy... zdumione... nie powinien się dziwić... Ona też miała zdziwione oczy... Nie powinna się dziwić. Kazała jej położyć się i zasnąć... im... kazała im... i nikt tam już nie wchodził... Zamilkła.

– Mając za wskazówki ten bełkot, wiele nie zrozumiemy. – Daghena zgrzytnęła zębami.

Kenneth musiał się z nią zgodzić.

– Racja. Ale być może to ona ma w głowie klucz do naszego powrotu. Więc później spróbujemy innej metody. Gdy zatrzymamy się na dłuższy postój, musicie zdecydować, co z tym koniem. – Wskazał na najbardziej zeszkapionego.

– To bojowy kaneya czystej krwi. Wiesz, ile jest wart?

– Kilka posiłków moich ludzi i psów. Czyli jest bezcenny.

* * *

Maszerowały i obserwowały żołnierzy przez cały dzień, jeżeli trwało to cały dzień. Pod tym niebem w kolorze bladej szarości minuty, kwadranse i godziny zlewały się w jeden ciąg i nie sposób było ocenić, ile właściwie czasu minęło. Kailean wiedziała tylko, że gdy wreszcie dano sygnał do zatrzymania się, była pewna, iż zamiast stóp ma dwa krwawiące kikuty.

Dotarli na wzgórza, jeśli można tak nazwać te dziwaczne wzniesienia zbudowane z czarnych skał, i zatrzymali się na szczycie najbliższego. Rudy porucznik od razu rozejrzał się na wszystkie strony. Czarne wzgórza przed nimi, czarna równina za nimi. Niebo ze stali nad głową. Nic więcej.

Przez chwilę oficer sprawiał wrażenie zagubionego. Być może spodziewał się, że zobaczą stąd coś więcej, jakąś wskazówkę, znak na horyzoncie, miejsce, które wabiłoby swoją odmiennością. Nic z tego. Jeśli chodziło o wybór dalszej drogi, najsensowniejsze wydawało się zamknięcie oczu, kilkakrotne okręcenie się na pięcie i marsz w stronę, którą wskaże nos.

Potem dowódca strażników pokiwał głową, rzucił parę rozkazów, a jego żołnierze zaczęli szykować się do odpoczynku. Znów pojawiła się w nim ta twardość, zaczepny upór, który mówił, że póki życia, póty będzie walczył. Na Wschodzie podchodzono do tego troszkę inaczej, wiele koczowniczych ludów miało wpisany w swoje życie pewien fatalizm, jak spadało na kogoś nieszczęście, mówił „taki los” i starał się żyć dalej, a jak nieszczęścia waliły jedno za drugim, to gdy już nie mógł wytrzymać, siadał wreszcie na ziemi i czekał na otwarcie drogi do Domu Snu. Górale byli inni, Kailean miała wrażenie, że nawet gdyby sama Pani Losu próbowała ich złamać, to i tak robiliby swoje, a ostatkiem sił jeszcze napluli jej na buty. Podobało jej się to.

W sumie sama pochodziła z Olekadów, więc była po trosze góralką, prawda?

Obozowisko rozbili sprawnie, część strażników od razu kładła się na ziemi, owijając w płaszcze, część stanęła na warcie. Kilku odprowadziło szlachetnego wierzchowca na bok. Porucznik zaproponował, że zabiją go poza zasięgiem ich wzroku, ale Daghena chciała przy tym zostać.

Nie powiedziała dlaczego.

Przynajmniej będą mieli jedzenie na kilka dni. Z końskich gnatów i kawałków tłuszczu da się nawet rozpalić małe ognisko, więc część mięsa upieką od razu, część spróbują wysuszyć. Głód na razie im nie groził.

Gorzej z pragnieniem. Żołnierze mieli tyle wody, ile w manierkach, dla ludzi wystarczy to na dzień czy dwa, ale dla zwierząt nie. Jeśli szybko nie znajdą jakiegoś źródła, będą musieli zabić pozostałe konie.

Bardzo chciała wierzyć, że domysły porucznika są prawdą. Już kiedyś jacyś żołnierze Górskiej Straży szli tędy i znaleźli tu wodę. A jeden nawet odkrył drogę wyjścia.

Chyba że odkrył ją sto mil od tego miejsca.

Położyła się, podkładając pożyczony płaszcz pod głowę, przymknęła oczy i przywołała Berdetha. Niemal od razu wyczuła go w pobliżu, choć od czasu ucieczki z zamku tylko raz połączyli się ze sobą. Gdyby jednak nie to, nóż szarego zabójcy wyprułby z niej flaki. Ależ był szybki ten sukinsyn. Potem, zaraz po walce, pies uciekł, a ona nie próbowała go przywoływać. Ale teraz potrzebowała go jak nigdy wcześniej.

Wszedł do jej głowy od razu i od razu przekazał jej swoje wspomnienia. I konsternację. I zagubienie.

Minęła dłuższa chwila, nim zrozumiała, o co chodzi.

Ten świat był martwy. Całkowicie pozbawiony życia. Nic tu nie rosło, nic nie pełzało, nie fruwało ani nie skakało. Tyle to sama widziała – ale ten świat był też pozbawiony duchów. Berdeth widywał je i wyczuwał, duchy ludzi i zwierząt, duchy uwięzione w miejscu swej śmierci lub wędrujące bez celu. Duchy odgrywające pantomimę ostatnich chwil życia, niepotrafiące zaakceptować końca. Niekiedy widywał nawet duchy rzeczy martwych, kamieni, skał, próchniejących kłód drewna. Z czasem większość z nich rozpływała się w szare plamy, dołączając do wiecznego kołowrotu życia i śmierci. Wszystko to było światem, który Berdeth znał i akceptował, światem nałożonym na świat żywych, którego centrum była ona, Kailean. Lecz teraz ten świat znikł. To, co duch psa widział i wyczuwał, było dokładnie tym samym, co widziała ona: płaską czarną równiną pod szarym niebem, martwą na każdym poziomie.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)