Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 152
Перейти на страницу:

– Dobrze, że się nie wahają. – Emn’klewes patrzył na zabite zwierzęta.

– Dobrze.

Tego się obawiali najbardziej. W czasie pierwszej wojny z koczownikami dwa obozy poddały się, bo ich obrońcy nie mieli serca strzelać do koni. Zwłaszcza gdy koczownicy zrobili z nich żywe tarcze, pędząc przed sobą, dla ochrony przed strzałami, tabuny klaczy ze źrebakami. Jednak młode pokolenie, wyrosłe na pograniczu, nie miało takich oporów. Później odprawią odpowiednie modły, teraz jednak konie były takim samym wrogiem, jak ich jeźdźcy.

And’ewers powiódł wzrokiem wzdłuż sznura ciał leżącego przed wozami.

– Oni się z nami tylko droczą.

Kowal miał rację. Jak na trwające pół dnia i całą noc ataki, straty koczowników były niewielkie, łącznie około czterystu, może pięciuset ludzi i tyle samo koni. Nawet te kilka bezpośrednich ataków, które przywiodły jeźdźców wprost pod szable i topory obrońców, okazało się niezbyt groźne. Kyh Danu Kredo przygotowywał się do poważnego szturmu i do tego czasu musiał czymś zająć obrońców.

– Jak zobaczą, że prostujemy ściany, wzmocnią obronę. – Boutanu wrócił do przerwanej rozmowy.

– Wiem. Ale nie chcę wyprowadzić Fal, tylko Węża. Po dwieście wozów z każdej strony. Karawana wzdłuż ściany gór, przebijająca się przez umocnienia. Chroniąca piechotę, która będzie wyrywać pale i zasypywać rowy. I dopiero wtedy wysłać rydwany. Najwyżej dwie Fale z każdej strony. Na boki, otoczyć obóz, uderzyć na tabuny i stada, popędzić zwierzęta na namioty. – And’ewers rozłożył ramiona i zatoczył nimi krąg. Mówił w anaho, wysoka mowa, av’anaho, nie była przeznaczona do wyłuszczania bitewnych planów. – A gdy skupią się na tych atakach, uderzyć z przodu. Szybko. Też najpierw piechota, tarczownicy usuwają tamtejsze pale i zasieki, wyrównują dziury – żeby zasypać takie rowy, wystarczą worki z ziemią albo deski powiązane ze sobą, przerzucone górą. A po nich idą do ataku rydwany. Siedem, osiem Fal, pełną siłą. I zaraz za nimi piechota, żeby zająć obóz koczowników i od razu wyrwać z jego czołowej ściany część wozów, żeby tą wyrwą posłać im do wsparcia dwa mniejsze Pancerne Węże. Se-kohlandczycy są jak woda, można ich rozbić, ale zawsze będą próbowali zebrać się z powrotem. Lecz jeśli nie będą mieli się gdzie skupić, pójdą w rozsypkę.

– Minie trochę czasu, nim zza gór dotrze tu dziesięć Fal. Będziemy je mieli najwcześniej pojutrze o świcie.

– Wiem. Dlatego zgodziłem się na Rogaty Gród. Twoja głowa w tym, żebyśmy się utrzymali.

Emn’klewes spojrzał na kowala, potem na oblężony obóz i znów na kowala.

– Długo nad tym myślałeś?

And’ewers westchnął i powiedział:

– Jeż i lis.

– Jeż i lis?

– Gdy byłem młody, gdy wędrowaliśmy w karawanie, rozbiliśmy raz obóz nad rzeką. Spotkałem tam młodego lisa, który natknął się na ścieżkę używaną przez jeże. Lis był chudy i bardzo głodny, i bardzo chciał na nie zapolować. Dobrze się bawiłem, obserwując tego młodzika, jak próbuje wąchać, kąsać, przewracać je na grzbiet. Jeże, jak to jeże, zwijały się w kłębek i czekały, aż lis się znudzi. Pierwszego dnia miał nos i pysk pokłuty w stu miejscach. – Tym razem to av’anaho tańczyła w dłoniach And’ewersa; to była właściwa historia dla splecenia anaho z mową gestów. – Drugiego dnia próbował trącać je łapą, raz jedną, raz drugą, kłuł się, skomlał i piszczał. Ale odkrył, że może potoczyć jeża po ziemi. Trzeciego dnia szedł za jednym kolczastym aż nad rzekę, nie próbował go złapać, tylko patrzył. A czwartego potoczył jeża w dół, po ścieżce, aż do wody, a gdy ten rozwinął się, żeby nie utonąć, i zaczął pływać, lis zanurkował i wgryzł mu się w brzuch. I po kilku dniach nie było już chudego lisa i mnóstwa jeży, tylko tłusty lis i zaledwie kilku kolczastych wędrowców. Dopiero wtedy znów zaczął chudnąć.

– No tak, zjadł większość jeży.

– Nie dlatego. Obrósł tłuszczem tak bardzo, że nie mógł nurkować i przez pewien czas pływające jeże były bezpieczne.

Boutanu zaśmiał się głośno, szczerze. Ale And’ewers mu nie zawtórował, odezwał się tylko w anaho:

– Zacząłem o tym myśleć, zanim wyruszyliśmy ze Stepów. Byłem młody w czasie pierwszej wojny, ale pamiętam jedno, nie wygrywa się samą obroną. Obóz, który odeprze atak, nie zwycięży wroga, tylko nauczy go kilku nowych rzeczy. Tak jak jeże uczyły lisa, jak je podejść. Aż w końcu koczownicy znajdą nasz słaby punkt. Spójrz teraz, schwytali nas w miejscu, gdzie nie ma wody. Na razie możemy ją dostarczać rampą, z drugiej strony gór, ale to ledwo starczy. Pijemy my i zwierzęta, polewamy burty i dachy wozów, tysiąc beczek dziennie musi zjechać na dół, by nas nie złamali pragnieniem. A gdy ściągniemy rydwany z innych obozów, będziemy potrzebowali pięć tysięcy beczek dziennie. Rampa zacznie pracować tylko po to, by wypełnić nasze gardła.

– Potem będzie jeszcze gorzej, przecież wiesz.

– Wiem. Już o tym rozmawialiśmy. Ale nie mamy wyjścia – albo siła, albo wolność wyboru drogi. Naprawdę chciałbyś wjechać na wyżynę w obozach po tysiąc wozów i jedną Falą do osłony? Ale teraz to nieważne. Ważne jest, że nie możemy być jeżem, który czeka, aż lis się znudzi. Ten lis się nie znudzi, bo musi nas pokonać. I w końcu znajdzie na to sposób. Jeśli damy im czas, zbudują własne machiny oblężnicze, zrobią podkop, złożą ofiarę z tysiąca koni i przywołają hordę demonów, której nasi czarownicy nie powstrzymają. Meekhańczycy mówią, że nie można wybudować niezdobytej twierdzy, a wojen nie wygrywa się czekaniem. I ja im wierzę. Musimy uderzać.

– Rada Obozów może nie poprzeć tego planu.

– Rada? A od kiedy to Rada decyduje na polu bitwy? Czy tak mamy postępować? Zwoływać Radę za każdym razem, gdy napotkamy jakieś trudności? Będziemy przed każdą bitwą wysyłać posłów do koczowników, prosząc o czas na zebranie Rady? Obóz New’harr miał otworzyć nam drogę do domu. Sam prosiłeś o ten zaszczyt, pamiętasz? I co teraz? Zamkniemy się w Rogatym Grodzie i będziemy czekać, aż nas złamią? Albo skończą nam się zapasy? Ty jesteś Boutanu, ty decydujesz, jak nas bronić. Więc decyduj.

Kowal cedził słowa przez zęby, nie odrywając wzroku od walczącego obozu. Właśnie kolejny a’keer odskakiwał, zostawiając na zdeptanej ziemi kilkanaście trupów.

– Oni wrócą. – Emn’klewes wykonał gest, jakby chciał położyć mu rękę na ramieniu, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.

And’ewers sapnął jak poruszony żelazną ręką miech i zacisnął pięści.

– To była moja decyzja – warknął. – To ja ich tam wysłałem. Dwanaście tysięcy ludzi. Zachowałem się jak dziecko.

– To była nasza decyzja – poprawił go Boutanu. – Twoja, moja i Awe’aweroha. Gdyby któryś z nas był przeciw, nie wysłalibyśmy ich tam. Zresztą, jest z nimi Orne, a jej gniewu boją się demony ognia. Gdyby wpadli w kłopoty, zobaczylibyśmy, jak niebo płonie.

– Przyjacielu...

Słowo zawisło między nimi i krępy mężczyzna nie wiedział, czy ma się obrazić, czy poczuć doceniony. Anaho miała liczne zalety, a największa z nich kryła się w niedopowiedzeniach.

– Przyjacielu. – Pięści kowala zatrzeszczały. – Patrzysz na krew na śniegu i nie widzisz trupa. Patrzysz na koczowników szykujących się do długiego oblężenia i nie widzisz pewności w ich spokoju. Oni wiedzą, że nasze rydwany są poza obozem, w końcu sami je z niego wywabili, lecz nie okazują żadnego zaniepokojenia. Nie budują dodatkowych umocnień na zewnątrz, nie wysłali konnej armii na południe. Założę się o moje rodowe konie, że Kyh Danu Kredo jest pewien, iż oni przepadli. Zastawił na nich pułapkę, z której nie mają wyjść żywi. I to moja wina. Tylko moja.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)