Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– I Międzynarodowy Nowy Testament został przygotowany taką samą metodą?
– Tak. Profesor Jeffries stworzył trzy komitety translatorskie, z pięcioma lingwistami, tekstoznawcami i historykami wczesnego chrześcijaństwa w każdym. Profesor Trautmann kierował w Cambridge pierwszą grupą, która przetłumaczyła cztery ewangelie i Dzieje Apostolskie. Profesor Sobrier i zespół z Westminsteru przetłumaczyli rozdziały od Listu świętego Pawła do Rzymian do Apokalipsy świętego Jana. Komitet w Oksfordzie, kierowany przez Jeffriesa, zajął się przekładem Pergaminu Petroniusza i Ewangelii świętego Jakuba. Niesamowita praca… O, Angelo, niosą nasze jedzenie.
Kiedy kończyli lunch, podszedł do nich krążący między stolikami chłopak z ulotkami i położył jedną przy talerzu Randalla. Ten zerknął na kartkę, zamrugał zdziwiony i przyjrzał się jej uważniej.
– Angelo, o co tu chodzi, u diabła? – zapytał.
Tekst ulotki głosił: ZAPRASZAMY DO WIGNAND FOCKING. Róg Pijlsteeg i Dam.
– Ach – odparła – to bardzo stary bar tu niedaleko i obiekt sprośnych żartów angielskich turystów, z powodu słowa focking. Ale focking to sławny holenderski koniak. Chciałbyś może spróbować?
– Nie, dzięki. – Randall odsunął ulotkę. – I żadnych sprośności, obiecuję. Muszę wrócić do pracy z trzeźwym umysłem.
– Ja też powinnam jeszcze trochę popracować, chyba że…
– Chyba że co?
– Że potrzebowałbyś sekretarki. Skoro Lori Cook ma zostać w szpitalu jeszcze przez dwa tygodnie, to musi ją ktoś zastąpić w tym najgorętszym dla ciebie okresie.
– To świetny pomysł – ucieszył się. – Będziesz mogła zajmować się swoją pracą i jednocześnie mi pomagać. Naprawdę chciałabyś to robić?
– Jeśli ty chcesz.
– Chcę.
– To cudownie. Pójdę do hotelu zabrać moje papiery.
– Pójdę z tobą. Pomogę ci nieść tornister do szkoły.
Hotel Victoria był starym sześciopiętrowym, narożnym budynkiem. Jego okna wychodziły z jednej strony na dworzec główny po przeciwnej stronie kanału, a z drugiej na port.
Było wilgotno i duszno. Kiedy weszli na piętro i ruszyli szerokim korytarzem do pokoju sto pięć, koszula lepiła się Randallowi do pleców od potu. W pokoju Angeli wydawało się nieco chłodniej. Miał kremowe ściany, na podłodze leżał zielony, kojący oczy dywan. Było w nim szerokie zapraszające łóżko, jasnozielona szafa i kilka krzeseł oraz biurko, na którym stała przenośna maszyna do pisania.
– Może mógłbym wziąć szybki prysznic, kiedy ty będziesz się pakować? – zapytał Randall.
– W łazience nie ma kabiny – stwierdziła Angela – tylko ręczny prysznic przy wannie. Ale ma silny strumień.
– To mi w zupełności wystarczy. – Randall zrzucił buty, zdjął marynarkę i resztę rzeczy, aż został tylko w bokserkach. – Co mi się tak przyglądasz? – zapytał.
– Patrzę, jak wyglądasz w świetle dnia – odrzekła.
– I co?
– Zmykaj do łazienki.
Po wejściu do wanny Randall zasunął różową zasłonkę, żeby nie zachlapać grubej, puszystej maty łazienkowej. Odkręcił wodę i skierował na siebie mocny strumień z prysznica. Od razu poczuł się lepiej i przez kilka minut siedział, nucąc pod nosem i biczując wodą twarz, ramiona i pierś. Odświeżony wstał i zaczął się namydlać.
Odkładając mydło, usłyszał metaliczny chrobot i odwrócił się tak szybko, że omal sienie pośliznął. Zasłonka się odsunęła i ujrzał nagą Angele. Bez słowa weszła do wanny, wzięła do ręki mydło i powiedziała z uśmiechem:
– Ja też się trochę spociłam, Steve.
Zaczęła namydlać mu brzuch, biodra, uda, a on skierował na nią strumienie wody z prysznica.
– Przyjemnie? – zapytał.
– Och, jeszcze jak – odparła. – Zaczekaj, namydlę się. Skierował prysznic w bok i patrzył, jak Angela naciera się mydłem, aż upodobniła się do eterycznej zjawy z miliona bąbelków.
Piana rozpuszczała się powoli, wyłonił się spod niej jeden stwardniały sutek, potem drugi, strumyki mydlanej wody spływały po nagim brzuchu Angeli, zbiegając się między udami. Randall poczuł pulsowanie i rosnącą nabrzmiałość między nogami. Odłożył rączkę prysznica i sięgnął ku dziewczynie, a ona wsunęła się w jego objęcia i przywarła do śliskiego ciała.
– Mm, jak mi dobrze, Steve – mruknęła.
– Kocham cię, najdroższa.
Odsunęła się odrobinę i spojrzała na jego podbrzusze.
– Jest piękny-powiedziała. – Nie możemy tego zmarnować. Jedną ręką odsunęła znów na bok zasłonkę. Wyszli z wanny, stając na miękkim grubym dywaniku. Angela opadła na kolana i pociągnęła go za sobą. Oparła się z tyłu na rękach i powoli osunęła na plecy, unosząc do góry nogi. Rozchyliła je i objęła go w pasie, przyciągając do siebie ociekające wodą ciało.
To było szalone, spontaniczne, cudowne i oboje wiedzieli, że nie potrzebują gry wstępnej.
Opadł między jej uda i gdy spłynęły resztki piany, ukazując aksamitny czerwony otwór, wszedł w nią, głęboko, coraz głębiej, i pozostał w środku, a jej dłonie głaskały go po mokrych plecach.
– Jeszcze nigdy nie byłem z syreną – wyszeptał.
– I jak jest? – zapytała, niemal niesłyszalnie.
Nie odpowiedział, bo już się poruszali, a ona znała odpowiedź. Ciała klaskały w mokrym aplauzie, coraz mocniej, szybciej, aż w końcu stały się jednym, złączyły, stopiły ze sobą i Randall krzyknął:
– O Boże, Angela, idę!
Jeszcze nigdy nie był tak spełniony i taki szczęśliwy.
Wrócił do Krasnapolsky'ego wczesnym popołudniem i natychmiast został ściągnięty z obłoków na ziemię.
– Panie Randall, wszędzie pana szukają – powiedział mu strażnik, któremu pokazał przy wejściu swą czerwoną kartę. – Inspektor Heldering chce, żeby pan zaraz udał się do sali C.
– A gdzie jest inspektor?
– Czeka tam na pana razem z wydawcami.
Randall pospiesznie ruszył do holu. Przyszedł do hotelu w radosnej euforii, rozluźniony i przepełniony spokojem. Angela została w Victorii. Zaniósł ją na łóżko i zasnęła, podczas gdy on się ubierał. Teraz jego nastrój raptownie się zmienił. Oczekiwali go niecierpliwie mężczyźni, którzy „wszędzie go szukali", i brzmiało to złowieszczo. Instynkt podpowiadał mu, że stało się coś bardzo złego.
Minął windy i wbiegł po schodach na piętro, przeskakując po dwa stopnie naraz. Przystanął dla nabrania oddechu i na prawo od schodów zobaczył drzwi z napisem Zaal C. Podszedł do nich i nacisnął klamkę, lecz drzwi się nie otworzyły. Nagle spostrzegł po raz pierwszy, że jest w nich wizjer. Zastukał mocno i czekał.
Po chwili usłyszał ze środka stłumiony głos.
– Jest pan sam, panie Randall?
– Tak – odpowiedział.
Szczęknęła zasuwa i drzwi się otworzyły. Stał w nich flegmatyczny inspektor Heldering, który zaprosił go gestem do środka. Ujrzawszy grupkę mężczyzn siedzących ciasnym kręgiem wokół stołu, Randall wiedział już, że instynkt go nie mylił. Musiało się stać coś złego.
Wydawcy – Deichhardt, Wheeler, Gayda, Young, Fontaine – siedzieli spowici kłębami dymu z papierosów, jedno wolne krzesło należało do inspektora, a drugie zapewne czekało na niego. W pokoju był jeszcze ktoś. W rogu siedziała Naomi Dunn z notatnikiem w jednej i długopisem w drugiej ręce. Każda z tych znanych mu twarzy była inna, a jednak wydawały się niemal podobne. Zrozumiał, że to dlatego, iż na wszystkich malował się ten sam wyraz. Wyraz głębokiego zaniepokojenia.
Pierwszy odezwał się Wheeler.
– Gdzieś ty się, u diabła, podziewał, Steve? – rzucił z rozdrażnieniem. – Zresztą nieważne. – Wskazał mu niecierpliwym gestem krzesło między sobą a Deichhardtem. – Zwołaliśmy to pilne posiedzenie przed półgodziną. Jesteś nam potrzebny.