Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 116
Перейти на страницу:

— Obecnie odezwał się Wódz Burkę — Miecz jest wyłącznie trofeum Wielkiej Bitwy. Nodonn ma go tak długo, ponieważ Tanowie od czterdziestu bez przerwy lat wygrywają turniej. Rozumie się samo przez się, że nie mamy szans zdobycia Miecza. Ale inaczej jest z Włócznią.

— Chryste! — Ryszard splunął z obrzydzeniem.

— A więc dla powodzenia planu Madame wystarczy, że przeszukamy na ślepo jakieś dwa, trzy tysiące kilosów kwadratowych, zaludnionych przez olbrzymie ludożercze duchy i hieny, i znajdziemy ten starożytny zabijak. Prawdopodobnie trzymany w dłoni przez jakiś tański szkielet.

— A wokół jego szyi — dodała Felicja — złotą obręcz.

— Znajdziemy Grobowiec Statku — oświadczyła Madame. — Będziemy szukać aż do skutku.

Stary Klaudiusz podniósł się z wysiłkiem, podszedł wolno do stosu suchego drewna i wziął całe naręcze.

— Nie sądzę, by trzeba było od tej chwili szukać na ślepo — powiedział i zaczął wrzucać drewno do ogniska. Podniosła się chmura iskier i znikła w wysokościach pnia Drzewa.

Wszyscy zwrócili się ku paleontologowi. Wódz Burkę zapytał:

— Czy wiesz, gdzie ten krater może się znajdować?

— Wiem, gdzie musi być. Tylko jedna astroblema w Europie odpowiada opisowi: Ries.

Muskularny wojownik z fajką trzasnął się dłonią w czoło i zawołał:

— Das Rieskessel bei Nórdlingen! Naturlich! Ależ z nas banda głupich kutasów! Hansi! Gert! Przecież czytaliśmy o tym w przedszkolu!

— O kurczę, oczywiście — zaśpiewał jakiś mężczyzna z tłumu. Ktoś z Motłochu dodał:

— Ale przypomnij sobie, Uwe, że uczono nas jako dzieci, iż to zrobił meteoryt.

— Grobowiec Statku! — krzyknęła któraś z kobiet. — Jeśli to nie zwykły mit, mamy szansę! Naprawdę będziemy mogli uwolnić ludzkość od tych skurwysynów!

Cały tłum zaczął wykrzykiwać radośnie.

— Cisza, na miłość boską! — błagała Madame.

Zwróciła się do Klaudiusza z rękami złożonymi prawie jak do modlitwy: — Jesteś pewien? Masz pewność, że ten… ten Ries musi być Grobowcem Statku?

Stary paleontolog wziął ze stosu gałązkę. Wygładził nią pył na ziemi i narysował pionowy rząd iksów.

— To są Wogezy. Jesteśmy na ich zachodnim zboczu, mniej więcej tutaj. — Postawił kropkę. Następnie nakreślił linię równoległą do grzbietu górskiego na wschód od niego. — To jest Ren. Płynie z grubsza z południa na północ przez szeroki rów tektoniczny. Tutaj na jego wschodnim brzegu leży Finiah. — Dorysował jeszcze szereg iksów za miastem Tanów. — To jest grzbiet Czarnego Lasu, ciągnący się z północy na południe tak samo jak Wogezy. Taka sama podstawowa struktura geologiczna. A jeszcze dalej, skośnie na północo-wschód, jest Jura Szwabska. Ta linia, którą rysuję pod Jurą, to Dunaj. Płynie na wschód do Laguny Pannońskiej na Węgrzech, gdzieś tam, gdzie leży ten stos drewna. A prawie dokładnie tutaj…

Wszyscy obecni stali wyciągając szyje. Wstrzymali zgodnie oddech w momencie, gdy starszy pan wbił gałązkę w ziemię.

— … leży astroblema Ries. O parę kilosów na północ od Dunaju, w miejscu, gdzie później będzie miasto Nórdlingen, około trzystu kilometrów od nas. To krater średnicy ponad dwudziestu pięciu kilosów. Największy w Europie.

Ludzie Motłochu podnieśli wrzask. Tłoczyli się, by pogratulować Klaudiuszowi i dostać dolewkę wina. Ktoś wyciągnął trzcinowy flet i zaczął wygrywać wesołą melodię. Inni śmiali się i tańczyli dokoła. Dzień rozpoczęty paniczną ucieczką przed wrogimi kosmitami miał się chyba zakończyć jako święto.

Nie zwracając uwagi na rozbawiony tłum, Madame szepnęła coś Wodzowi Burkę. Wraz z nim przyzwała gestami ludzi z Grupy Zielonej. Przeszli do zaciemnionej części wnętrza Drzewa.

— Może uda się — powiedziała Madame — uda z ledwością zrealizować plan jeszcze w tym roku. Ale trzeba wyruszyć natychmiast. Musisz poprowadzić. Peo. Ja też muszę iść, by wykrywać i odstraszać Wyjców. Klaudiuszu, twoja pomoc będzie potrzebna dla odnalezienia krateru, a Felicji dla poskramiania dzikich zwierząt. Ryszard musi iść jako pilot latacza, jeśli znajdziemy jakikolwiek sprawny. Zabierzemy także Martę, która była wysoko wykwalifikowanym inżynierem i która może dopomóc w rozszyfrowywaniu obcej maszynerii i jej naprawianiu. Także Stefanko, który był oblatywaczem kapsuł. Jeśli będzie trzeba, może pomagać Ryszardowi, a może też będzie potrafił pilotować drugi latacz.

Odezwał się Wódz Burkę:

— Siedem osób. Dwie z nich stare, a Marta nie jest silna. Niezręczne, Madame. Za mało pod względem siły, za wiele dla szybkości. Nawet z Felicją i mną jako ochroną, to będzie trudna wycieczka.

— Chcę, by poszła też Amerie — oświadczyła Felicja. — Może nam być potrzebny lekarz.

Zakonnica wzruszyła z wahaniem zdrowym ramieniem.

— Chciałabym… ale byłoby ze mną więcej kłopotu niż pożytku.

— Nie ma mowy, byś nam towarzyszyła, ma Soeur — rzekła starsza pani i popatrzyła ostrym wzrokiem na Felicję. — Możesz zdziałać więcej dobrego, jeśli pozostaniesz tutaj. Odzyskasz siły i będziesz służyć ludziom. Mamy trochę skradzionych leków, ale większość z nich nie może być stosowana przez laików. Możesz uśmierzyć wiele dolegliwości cielesnych: źle zrośnięte złamania, grzybice, pasożyty wewnętrzne. Gdy minie obecny stan alarmowy, Uwe Guldenzopf i Tandanori Kawai zabiorą cię do naszej wioski przy Ukrytych Źródłach na północo-zachód stąd. Zamieszkasz w moim domku, a ludzie będą do ciebie przychodzić. Wódz Burkę powiedział:

— Khalid Khan pokieruje oddziałem obróbki żelaza. Powiedzmy, dziesięciu mocnych chłopów. Klaudiusz powie Khalidowi, czego szukać, a jeśli chłopcy znajdą rudę i wezmą się do roboty, w chwili gdy wrócimy, mogą już mieć całkiem pokaźne ilości broni.

— Jeżeli wrócimy! — zawołał Ryszard. — Jezu, dlaczego wszyscy uważają za oczywiste, że zamierzam zgodzić się na ten plan? Dajcież spokój! Gdy tylko Tanowie przestaną nas cisnąć, ja się stąd zmywam.

— Nie możesz się od tego wykręcić — powiedziała Felicja. — Potrzebujemy cię.

— Niech ten drugi frajer, ten szofer kapsuł robi za pilota. Ja nie mam zamiaru walczyć w cudzych wojnach.

Madame wyciągnęła dłoń i dotknęła czarnego aksamitnego kubraka pirackiego kostiumu Ryszarda.

— Der fliegende Hollander, prawda? Oglądałam wielokrotnie w Lyonie to przedstawienie… Ach, Ryszardzie! Przecież nie musisz mieć takiego losu. Nie uciekaj. Potrzebujemy cię. Pomóż nam stać się wolnymi i w ten sposób zdobądź spokój dla siebie. Stefanko ma bardzo małe doświadczenie jako lotnik. Przecież wiesz, że nasze kapsuły były zautomatyzowane. Ale ty, chwaliłeś się, że pilotowałeś najnowocześniejsze statki kosmiczne, ładowniki orbitalne, nawet prymitywne samoloty. Jeśli jest wśród nas ktoś, kto będzie umiał prowadzić obcy pojazd i przewieźć tu Włócznię Lugonna, to jesteś nim ty.

Ryszardowi wydawało się, że jej umysł usuwa jego sprzeciwy, uspokaja wszystkie lęki. I wbrew. samemu sobie poczuł, że jego upór zaczyna się chwiać. Wiedział, że ta cholerna baba wywiera na niego presję, wygrywa własne melodie na jego superego, nagina jego siłę woli, ale im bardziej wysilał się, by się uwolnić, tym mocniej zaciskały się jej mentalne więzy…

Ryszardzie! Drogi synu, czyż cię nie znam? Ja, matka stu tysięcy nieszczęsnych podróżników, którzy przyszli do mnie jak do źródła ostatniej nadziei? Zawsze byłeś samotny, zawsze egocentryczny, bałeś się otworzyć przed innymi ludźmi, bo to oznacza narazić się na odepchnięcie i cierpienie. Ale jest to podejmowanie ryzyka, z którym my, ludzie, się rodzimy. Nie umiemy żyć samotnie, nie możemy znaleźć szczęścia ani spokoju samotnie, kochać samotnie. Człowiek samotny zawsze musi uciekać, zawsze poszukiwać. Ucieka od bezgranicznej samotności. Szuka, czy chce, czy nie chce, drugiego, który by wypełnił jego pustkę…

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)