Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 236
Перейти на страницу:

W mieście istniały dwa inne miejsca, gdzie można było czerpać wodę, oba zasilane przez kamienne przewody podziemne, tutaj jednak u stóp ściany rezerwuaru stał drugi stół z czarnego drewna na szerokich nogach wyrzeźbionych w kształt lwich łap. Kiedyś był to stół biesiadny, o blacie inkrustowanym kością słoniową, teraz wszakże kliny z kości słoniowej usunięto, a na blacie stołu stał szereg drewnianych balii. O nogę mebla opierały się dwa drewniane cebrzyki, a za jednym jego końcem stał parujący, miedziany czajnik na prowizorycznym ognisku, w którym palono potrzaskane krzesła. Faile wątpiła, czy Sevanna kazała jej zanieść swoje pranie do miasta, ażeby oszczędzić swojej gai’shain noszenia wody do namiotów, jednak niezależnie od powodów, była swej pani za ten przydział niezmiernie wdzięczna. Kosz z praniem był znacznie lżejszy od pełnych wody wiader. Faile znała różnicę, gdyż wcześniej dość sporo już takich wiader przeniosła.

Na stole stały też dwa kosze, ale pracowała tu tylko jedna kobieta ze złotym pasem i kołnierzem. Rękawy białej szaty podwinęła najwyżej, jak się dało, zaś długie, ciemne włosy związała pasem białej szmatki, dzięki czemu nie wpadały do balii z wodą.

Kiedy Alliandre dostrzegła nadchodzącą z Rolanem Faile, wyprostowała się i osuszyła gołe ręce o swoją szatę. Alliandre Maritha Kigarin, Królowa Ghealdan, Błogosławiona przez Światłość Obrończyni Muru Garena i posiadaczka tuzina innych tytułów, była elegancką, powściągliwą kobietą, postawną i majestatyczną. Jako gai’shain, królowa nadal pozostała piękna, tyle że stale przybierała udręczoną minę. Z plamami wilgoci na szatach i rękoma pomarszczonymi od długiego moczenia w wodzie mogłaby uchodzić za ładną pomywaczkę. Obserwując, jak Rolan stawia kosz i uśmiecha się do Faile, po czym wielkimi krokami odchodzi, patrząc, jak Faile odwzajemnia się uśmiechem, Alliandre żartobliwie uniosła brwi.

— To mężczyzna, który mnie schwytał — oświadczyła Faile, wyjmując z kosza części garderoby i rozkładając je na stole. Nawet tutaj, wśród gai’shain, najlepiej było rozmawiać jedynie podczas pracy. — Należy do Pozbawionych Braci i wydaje mi się, że w gruncie rzeczy nie aprobuje zmieniania ludzi z bagien w gai’shain. Myślę, że mógłby nam pomóc.

— Rozumiem — powiedziała Alliandre. Jedną ręką musnęła delikatnie tył szaty Faile.

Zmarszczywszy brwi, Faile odwróciła się i obejrzała przez ramię. Przez chwilę gapiła się na ziemię i popiół, które pokrywały jej plecy od ramion aż do samego dołu. Potem gorąco zalało jej twarz.

— Upadłam — oznajmiła szybko. Nie mogła powiedzieć Alliandre o zdarzeniu z udziałem Nadrica. Sądziła, że nie mogłaby opowiedzieć o tym nikomu. — Rolan zaoferował się, że poniesie mój kosz.

Alliandre wzruszyła ramionami.

— Gdyby pomógł mi uciec, poślubiłabym go — stwierdziła. — Albo nie, ale zrobiłabym, co by chciał. Nie jest zbyt przystojny, lecz schadzka z nim z pewnością nie sprawiłaby mi bólu, a mój mąż, jeślibym takowego miała, nigdy nie musiałby się o tym zdarzeniu dowiedzieć. Gdyby posiadał rozum, cieszyłby się, że ma mnie z powrotem i nie zadawał żadnych pytań, na które zresztą wcale nie chciałby usłyszeć odpowiedzi.

Faile zazgrzytała zębami, zaciskając ręce na jedwabnej bluzce. Alliandre była jej lenniczką, poprzez Perrina, i w tej kwestii kobieta zachowywała się odpowiednio, a w każdym razie słuchała poleceń, niestety natura ich stosunków stała się ostatnio nieco napięta. Uzgodniły, że skoro pragną zachować życie, muszą spróbować myśleć jak służące, że wręcz spróbują być służącymi, a jednak umowa ta oznaczała, że jedna będzie widziała drugą posłusznie dygającą i składającą Aielom ukłony. Kary wyznaczane przez Sevannę wykonywał gai’shain najbliższy karanego, więc pewnego razu Faile otrzymała polecenie wychłostania Alliandre. Co gorsza, Alliandre musiała w ten sam sposób dwukrotnie ukarać Faile. Zbyt długie wahanie kończyło się karą także dla osoby wyznaczonej, zaś pierwsza ukarana musiała znieść podwójną chłostę z ręki kogoś, kto jej nie oszczędzał. Tym niemniej Alliandre zapewne dziwnie się czuła, sprawiając swojej lennej pani ból, od którego lady wierzgała i wrzeszczała.

Nagle Faile uprzytomniła sobie, że nie miętosi własnej bluzki, lecz jedną z tych, które dodatkowo się pobrudziły, gdy kosz się przewrócił. Rozluźniła więc uścisk i z niepokojem dokładnie obejrzała czyszczoną część garderoby Sevanny. Chyba na szczęście nie wtarła brudu w tkaninę. Na chwilę poczuła ulgę, później własna ulga ją rozdrażniła. A jeszcze bardziej Faile zirytowało, że ulga nie znikała.

— Arrela i Lacile uciekły już trzy dni temu — powiedziała półgłosem. — Do tej pory powinny być daleko. Gdzie Maighdin?

Alliandre ze zmartwieniem uniosła brwi.

— Usiłuje się wkraść do namiotu Theravy. Mijałyśmy z Theravą grupkę Mądrych i z tego, co podsłuchałyśmy, wynikało, że szły na spotkanie z Sevanną. Maighdin podała mi swój kosz i powiedziała, że spróbuje. Sądzę... Sądzę, iż jej desperacja rośnie i wolałabym, żeby nie podejmowała zbytniego ryzyka — dodała z nutką rozpaczy w głosie. — Właściwie do tej pory powinna już wrócić.

Faile wciągnęła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze. W nich wszystkich coraz bardziej rosła desperacja. Gromadziły zapasy na ucieczkę — noże i jedzenie, buty, męskie spodnie i w miarę dopasowane płaszcze; przedmioty czekały starannie pochowane na wozach. Zbierały też białe szaty, które miały posłużyć im jako koce i okrycia niewidoczne na tle śniegu, jednak szansa uwieńczenia ucieczką tych przygotowań wydawała im się obecnie wcale nie bliższa niż w dzień, w którym zostały porwane. Tylko dwa tygodnie. A właściwie więcej. Dokładnie mówiąc, dwadzieścia dwa dni. Ten okres nie powinien niczego zmienić, ale mimo to obie kobiety czuły, że udając służące, jakoś wbrew sobie wewnętrznie się zmieniają. Minęło zaledwie dwadzieścia parę dni, a one już bezwiednie podskakiwały i wypełniały otrzymane rozkazy, martwiły się karami i stale zadawały sobie pytanie, czy Sevanna jest z nich zadowolona. Najgorzej, że jedna widziała poniżające zachowanie drugiej i wiedziała, iż nowe, wyuczone instynkty są przeciwne ich wolnej woli. Wmawiały sobie wprawdzie, że wykonują wszystkie nieprzyjemne obowiązki tylko po to, aby uniknąć podejrzeń i jedynie do momentu, aż pojawi się możliwość ucieczki, prawda była wszakże taka, iż z każdym kolejnym dniem niewoli ich reakcje stawały się coraz bardziej automatyczne. Niedługo przyjdzie zapewne moment, w którym ucieczka zmieni się jedynie w blady sen i niemożliwe do spełnienia marzenie, a one staną się doskonałymi gai’shain nie tylko w czynach, lecz także w myślach. Kiedy to będzie? Dotychczas żadna z nich nie ośmielała się zadać tego pytania na głos, a Faile czuła, że sama stara się je odpychać jak najdalej od siebie, pytanie to jednak stale trwało gdzieś na krawędzi jej świadomości. W pewnym sensie obawiała się, że o nim zapomni. Czy kiedy przestanie sobie je zadawać, porzuci też myśli o ucieczce?

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)