Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 152
Перейти на страницу:

Kenneth zatrzymał kompanię na skraju lasu, przed żołnierzami otwierała się długa i wąska dolina, typowa dla Olekadów, z lasem porastającym brzegi i pozbawionym drzew środkiem, przeciętym wzdłuż wąskim strumykiem. Od uciekinierek dzieliło żołnierzy niespełna pół mili.

Porucznik ukrył kompanię wśród drzew i obserwował. Kobiety nie oglądały się, szły przed siebie z pochylonymi głowami, najwyraźniej równie zmęczone jak zwierzęta. Schwytany w sidła zając czy świstak to za mało, by dać człowiekowi siły do długiej i szybkiej wędrówki. Wybrały trasę wiodącą środkiem doliny, w stronę jej północnego krańca, jeszcze dwie mile i dotrą na miejsce. A potem co? Minęły już trasę na Czarny Wierch, jeśli rzeczywiście tam zmierzały, powinny odbić w prawo ćwierć mili wcześniej. Albo zgubiły drogę, albo nie szukały przejścia – jak podejrzewał Wywiad Wewnętrzny – na Wyżynę Lytherańską.

– Dziesiętnicy!

Podeszli. Kenneth nie odrywał wzroku od kobiet.

– Pójdziemy brzegiem lasu, żeby nas nie dostrzegły – zarządził. – Powinniśmy je wyprzedzić, nim przejdą milę. Zaczekamy przy końcu doliny.

Kilka skinięć głowami było jedyną odpowiedzią.

– Jeśli ci, którzy za nimi idą, chcą zachować odległość, muszą kryć się gdzieś w tym lesie. Uważać. Psy na czoło. Znacie rozkazy, mamy ująć kobiety żywcem i tak zrobimy, ale o tym dziwnym towarzystwie nie było mowy. Fenlo i ja sądzimy, że oni mają coś z głowami, więc daję wam wolną rękę. Jeśli na wasz widok się poddadzą, związać, jeśli nie... Po prostu nie pozwólcie im uciec. Ruszamy.

Las był wystarczająco gęsty, by ukryć ich przed wzrokiem ściganych. Biegli truchtem, z bronią w ręku, pamiętając, że nie są sami, psy przemykały przodem, rozciągnięte w szeroki wachlarz, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Wiedziały, że polują na ludzi.

Kenneth biegł skrajem lasu, gdyby któraś z kobiet się obejrzała i miała dużo szczęścia, mogłaby go dostrzec, ale nie chciał ryzykować, że stracą je z oczu. Nie teraz, tuż przed końcem pościgu. Skracali dystans w takim tempie, że jeszcze kwadrans, a wyprzedzą je i odetną drogę. Jakąś milę przed nimi dolina zwężała się raptownie, a ramiona otaczającego ją lasu zbiegały się. To było idealne miejsce na zakończenie pościgu.

Odległość między nimi zmniejszała się regularnie, sześćset jardów, pięćset, trzysta, dwieście, ścigane ani razu się nie obejrzały, nie podniosły nawet głowy. Musiały być naprawdę śmiertelnie zmęczone. Widział już wszystkie szczegóły, siedząca w siodle kobieta była zapewne tą uprowadzoną szlachcianką, lecz ani nikt jej nie związał, ani jej zwierzę nie było specjalnie pilnowane; tak naprawdę wystarczyłby jeden ruch dłoni, by oderwała się od swoich strażniczek i uciekła. Na dodatek to ona w pewnej chwili wysunęła się na czoło i prowadziła całą trójkę.

Porwanie – Kenneth wykrzywił się sarkastycznie – oczywiście. Rzecz jasna nie zwalniało go to z wykonania rozkazu, zatrzymają je i odstawią do Kehlorenu, ale swoje już wiedział. Tam, gdzie kręciły się Szczury, człowiek mógł się spodziewać kłamstw i manipulacji. Gdyby to od niego zależa...

Przegapił ich. Wyrośli nagle wokół kobiet, jakby wyłaniali się spod ziemi, dwóch, czterech, ośmiu, w szarych strojach, z kapturami na twarzach i dłońmi pieszczącymi rękojeści długich noży. Uciekinierki uniosły głowy, dopiero gdy konie wydały z siebie ostrzegawcze parsknięcia. Zatrzymały się, sięgnęły po broń.

Kenneth gwizdnął krótko „Do mnie!”, a kompania w biegu skręciła i wysypała się z lasu. Byli jakieś sto pięćdziesiąt jardów od całej grupki, gdy błysnęły pierwsze ostrza. Jasnowłosa ścięła się z jednym z napastników, jej szabla zamigotała w skomplikowanym młynku, odbijając serię ciosów zadanych oboma rękami. Była dobra, udało jej się nawet zmusić napastnika do cofnięcia się, ale wtedy dołączył drugi i to ona musiała odskoczyć, szukając osłony dla pleców przy końskim boku.

– Strzelać!

Fenlo wyprzedził go już, sadząc długimi susami, nagle zatrzymał się niemal w miejscu, przykląkł, wycelował. Jego kusza szczęknęła metalicznie, a jeden z mężczyzn atakujących dziewczynę zakręcił się na pięcie, zatańczył w dziwacznym, pełnym drgawek tańcu i runął na ziemię.

Nur, ten sukinsyn, nie bał się strzelać, choć mógł trafić jedną z kobiet.

Inni strażnicy mieli więcej rozsądku albo mniej zaufania do swoich umiejętności. Ich bełty dosięgły trzech mężczyzn stojących nieco z boku, przy czym dwóch utrzymało się na nogach, mimo że widać było trafiające ich pociski. Bergh zagwizdał serię szybkich dźwięków i psy runęły naprzód.

Sytuacja się zmieniła. Napastnicy, wszyscy jak jeden mąż – Kenneth miał zapamiętać ten widok na długo – odwrócili się ku atakującym żołnierzom. Na uderzenie serca zamarli i nawet szabla wbijająca się w tułów jednego z nich nie zmieniła tego stuporu, a potem wybuchli ciemnością. I ta ciemność, eksplodująca plamami inkaustu chluśniętego na bibułę, wyskoczyła strażnikom naprzeciw, owinęła się wokół i pożarła.

Kenneth poczuł, że spada.

Uderzył o twardą powierzchnię z wysokości kilku stóp. Zadziałały odruchy nabyte przez lata wspinania się po górach, gdy czasem grunt usuwa się spod stóp. Ugiął nogi, pochylił się w przód i zamortyzował upadek przewrotem. I zaraz poderwał się, i pobiegł do przodu, tam gdzie pośrodku niewielkiego, czarnego jak noc wzniesienia stały trzy konie, trzy kobiety i kilku mężczyzn w szarych strojach.

Wokół niego spadała reszta kompanii. Przestrzeń pękała, wypluwając z siebie sylwetki ludzi i psów. Wszyscy zaskoczeni, lecz nie gorsi od dowódcy, większość lądowała pewnie, niósł ich jeszcze pęd biegu, więc po prostu odzyskiwali równowagę i biegli dalej, zgodnie z rozkazem – pojmać kobiety, zabić atakujących je mężczyzn.

Ktoś krzyknął krótko, boleśnie, gdy nie udało mu się utrzymać na nogach, gdzieś brzęknęła kusza, zwolniona nagłym skurczem dłoni. Ale Szósta szła do ataku, a psy, które nie zwykły się dziwić, były już przy napastnikach i skakały do gardeł.

Błysnęły noże, lecz w tej samej chwili krótki gwizd przyhamował zwierzęta, szczęknęły kolejne kusze, jeden z mężczyzn w szarościach szarpnął głową, z czoła wyrosły mu krótkie lotki, dwóch innych zatoczyło się w tył, i już strażnicy starli się z obcymi. Na nogach trzymało się tylko trzech z nich i tylko jeden nie był ranny.

Lecz widok kilkudziesięciu atakujących żołnierzy w ogóle ich nie powstrzymał.

Kenneth poczuł na języku słonożelazisty posmak, jakby nagle usta wypełniły mu się krwią, a jeden z jego ludzi wyleciał w powietrze, dobre dziesięć stóp w górę, po czym runął na ziemię z takim impetem, że kusza, którą miał na plecach, poszła w drzazgi. Szary zabójca zakręcił się, jego noże zmieniły się w półprzejrzyste, matowe sfery, gdy odpierał atak dwóch, trzech, a potem czterech żołnierzy jednocześnie. Wydawał się bawić, tańczyć, płynąć, twarz ukryta w cieniu kaptura nie wyrażała żadnych emocji, nawet ironicznego skrzywienia warg, luźny ubiór furkotał, szare klingi noży śpiewały, a Cerah, Wilk, Konus i Omne Wenk nie byli w stanie przebić się przez jego gardę. Jakby bawił się, opędzając się od gromadki dzieci.

A potem Konus krzyknął krótko i wypuścił miecz, cofając się trzy szybkie kroki i ściskając rozrąbane po wewnętrznej stronie przedramię, a Omne przyjął na swoją piechociarską tarczę potężne kopnięcie, które wbiło mu jej górną krawędź w twarz i przewróciło na ziemię.

– Do tyłu!

Ryk Fenlo Nura rozdarł przestrzeń, więc Cerab i Wilk odskoczyli w przeciwne strony, a icb wróg zatrzymał się w pół ruchu i spojrzał w stronę, skąd dobiegł krzyk.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)