Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Mam nadzieję, że nie wyrażasz sprzeciwu co do bieżącej wody?
— Nie, to bardziej poręczne niż taszczenie jej ze strumienia. Tylko zamontujcie jeszcze jeden kran na terenie kuchni, oprócz tego kranu w domu. I może nawet jakiś kocioł przy palenisku, żeby była ciepła woda, a także…
— Coś jeszcze, Mistrzu Budowlany? — powiedział F’nor bardziej z rozbawieniem i podziwem, niż sarkazmem.
— Powiem ci, jak mi coś przyjdzie do głowy — odparła z godnością.
F’nor szeroko się do niej uśmiechnął, a potem zmarszczywszy brwi przypatrywał się jej rysunkowi.
— Nie jestem tak całkiem pewien, jak Harfiarzowi będzie podobała się taka ilość zieleni w pobliżu. Wy, jak wiem, jesteście przyzwyczajeni do przebywania na zewnątrz w czasie Opadu Nici…
— Mistrz Robinton również — powiedział Piemur. — Sharra ma rację, co do upałów i sposobu budowania tutaj. Zawsze można wyrąbać las, F’norze, ale nie tak łatwo go odtworzyć.
— Racja. Teraz was trzech, B’refli, K’van i M’tok, zwolnijcie swoje smoki. Mogą sobie popływać i wygrzać się na słońcu z Canthem i Ruthem. Nie będą nam potrzebne, dopóki nie zetniemy paru drzew. K’vanie, podaj mi swój worek. Masz te siekiery, prawda? — F’nor rozdał im narzędzia, ignorując mamrotanie Piemura o tym, że nie po to przedzierał się całymi dniami przez las, żeby go teraz ścinać. — Sharro, zabierz nas do tego wybranego miejsca. Wyrąbiemy kilka z tych drzew i zastosujemy je jako podpory.
— Są wystarczająco potężne — zgodziła się Sharra i poprowadziła ich.
Sharra miała rację, co do tych drzew: F’nor pozaznaczał miejsce na przyszły dom i drzewa, które trzeba wyciąć. Dużo łatwiej było to powiedzieć niż wykonać. Siekiery, zamiast wgryzać się w drewno, odskakiwały od niego. Zaskoczyło to F’nora, który półgłosem powiedział coś o tępych siekierach i przyniósł osełki. Osiągnąwszy odpowiednio ostrą krawędź kosztem przeciętego palca, spróbował znowu z niewiele większym skutkiem.
— Nie rozumiem… — powiedział przyglądając się nacięciom na pniu. — To drzewo nie powinno być aż takie twarde. To drzewo owocowe, a nie twarde północne. No cóż, musimy oczyścić tu polankę, chłopcy!
Jedynym z nich, który w południe nie miał wspaniałego zestawu pęcherzy, był Piemur, przyzwyczajony do rąbania. Bardziej jednak zniechęcał ich brak postępu w robocie — zwalili tylko sześć drzew.
— Ale staraliśmy się — powiedział F’nor, ocierając sobie pot z czoła. — No, zobaczmy, co Sharra ma dla nas do jedzenia. Ładnie pachnie.
Zdążyli popływać, zanim Sharra skończyła przygotowywać posiłek, a słona woda piekła ich otarte dłonie, które uzdrowicielka obficie wysmarowała kojącym balsamem. Kiedy pojedli już smażonej na żarze ryby i pieczonych korzeni, F’nor kazał im się wziąć za ostrzenie siekier. Spędzili resztę popołudnia na odrąbywaniu gałęzi, zanim poprosili smoki, żeby przeciągnęły obrobione drewno na bok. Sharra uprzątnęła poszycie i przyniosła z pomocą Rutha czarną skałę z rafy, żeby zaznaczyć miejsca na słupy fundamentów.
Jak tylko F’nor zabrał swoich rekrutów na noc z powrotem do Weyru, Jaxom i Piemur padli i obudzili się tylko, żeby zjeść kolację, którą Sharra im podała.
— Wolałbym już maszerować dookoła Wielkiej Zatoki — mruczał Piemur, krzywiąc się przy rozprostowywaniu ramion.
— To dla Mistrza Robintona — powiedziała Sharra.
Jaxom z namysłem przyglądał się swoim pęcherzom.
— W tym tempie będzie lepiej, jeżeli podróż zajmie mu parę miesięcy!
Sharra ulitowała się nad ich obolałymi mięśniami i natarła ich maścią, która pachniała aromatycznie i przyjemnie, a na dodatek głęboko rozgrzewała bolące miejsca. Jaxom z przyjemnością myślał, że chyba jemu dłużej masowała plecy niż Piemurowi. Cieszył się ze spotkania z młodym harfiarzem i fascynowały go Kroniki i mapy, które sporządzał na podstawie jego notatek z podróży, ale bardzo żałował, że Piemur nie przybył do ich obozowiska o jeden czy dwa dni później. Nie było sposobu, żeby mógł skupić na sobie jej uwagę przy osobach trzecich.
Jeszcze mniej miał okazji do tego następnego ranka. Sharra obudziła ich i oznajmiła, że przybył F’nor, a z nim jeszcze więcej pomocników.
Słodki wyraz jej twarzy oraz wołania i rozkazy dobiegające spoza schronienia powinny wzbudzić większą podejrzliwość u Jaxoma. Ale był absolutnie nie przygotowany na widok, który ujrzał, gdy wraz z Piemurem poruszając się sztywno wychynęli ze schronienia.
Zatoczka, polanka, niebo — wszędzie było pełno smoków i ludzi. Jak tylko jednego smoka rozładowano, startował, żeby mógł wylądować następny. Wody zatoczki pełne były chlapiących się, rozbawionych smoków. Ruth stał na wschodnim cyplu zatoczki z głową wycelowaną w niebo i trąbił powitanie za powitaniem. Cała chmara jaszczurek ognistych trajkotała do siebie na dachu schronienia.
— Żeby ich popaliło i Pobruździło, popatrz tylko na to! — u boku Jaxoma zawołał Piemur. Potem zachichotał i zatarł dłonie. — Jedno jest pewne, żadnego rąbania dzisiaj!
— Jaxom! Piemur! — Obydwaj odwrócili się na wesołe powitanie F’nora i zobaczyli, jak brunatny jeździec kroczy w ich stronę. Depcząc mu po piętach szli Mistrz Kowal Fandarel, Mistrz Cieśli Bendarek, N’ton i sądząc po węzłach na ramieniu, jakiś przywódca skrzydła z Bendenu. Jaxomowi wydawało się, że był to T’gellan.
— Czy ja ci wczoraj wieczorem nie dałem tych dwóch rysunków, Jaxomie? Nie mogę ich znaleźć… A, tutaj są! — F’nor pokazał na arkusze na małym stoliku… oryginalny rysunek Brekke i zmiany zaproponowane przez Sharrę. Brunatny jeździec odzyskał swoje arkusze i pokazywał je Mistrzom Cechów. — A więc słuchajcie, Fandarelu, Bendareku, mamy taki pomysł…
Jak jeden mąż obydwaj mężczyźni wzięli arkusze z rąk F’nora i bacznie przyglądali się najpierw jednemu, potem drugiemu. Powoli potrząsnęli głowami z dezaprobatą.
— Nie bardzo to kompetentne, F’norze, ale mieliście dobre intencje — powiedział olbrzymi Kowal.
— Przywódca Weyru, R’mart, przydzielił mi dość smoków, żeby sprowadzić tu dobrze wysuszone twarde drewno na szkielet domu — powiedział Bendarek Kowalowi.
— Ja mam rury do wody i innych udogodnień, metale na odpowiednie palenisko i armatury, kuchenny sprzęt, okna…
— Lord Asgenar nalegał, żebym zabrał ze sobą kamieniarzy. Fundamenty i podłogi trzeba porządnie ułożyć…
— Najpierw musimy przeprowadzić korektę tego planu, Mistrzu Bendareku…
— Całkowicie się zgadzam. To całkiem sympatyczna chatka, ale absolutnie nieodpowiednie lokum dla Mistrza Harfiarza Pernu.
Obydwaj Mistrzowie Cechów tak się zaangażowali w rozszerzanie prowizorycznych szkiców, że niepomni na obecność innych osób w pokoju ruszyli jak jeden w stronę stołu, który Jaxom wykombinował na swoje mapy. Piemur skoczył i uratował swoją sakwę z notatkami i szkicami. Cieśla, ignorując wszelkie próby przerwania jego toku rozumowania, wziął czysty arkusz, wysunął z kieszeni przyrząd do pisania i schludnymi liniami zaczął rysować to, co miał na myśli. Kowal, który też wziął dla siebie arkusz, zaczął nanosić na papier swoje pomysły.
— Uczciwie ci mówię, Jaxomie — powiedział F’nor i aż zmrużył oczy z rozbawienia — ja tylko poprosiłem F’lara i Lessę, czy nie mógłbym zwerbować kilku dodatkowych pomocników. Lessa przyjrzała mi się surowo; F’lar powiedział, że mam zaciągnąć tylu wolnych jeźdźców, ilu mi trzeba, a o świcie obrzeże Weyru było ciasno upakowane smokami i Mistrzami połowy Cechów z Pernu! Lessa musiała skontaktować się z Ramoth, która ewidentnie poinformowała wszystkich na całym Pensie…