Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
Przejście Statku — kontynuował Fitharn — pożerało powietrze. Puszcze i wschodnie góry upadły, a grom przetoczył się wokół planety. Wody zakipiały w błotnistych wschodnich morzach. Żadna żywa istota nie przetrwała na biegnącej ku zachodowi ścieżce śmierci, ale my, pełni żalu, patrzyliśmy na to do końca. Statek krzyknął głośno, rozpękł się, oddał duszę. Gdy upadł, planeta zajęczała. Powietrze, wody, skorupa ziemska i Statek stworzyły w pałającym całopaleniu straszliwą ranę planety. Lecz my pozostaliśmy na miejscu, aż deszcz i łzy Brede ugasiły ogień i wtedy odlecieliśmy stamtąd…
A wówczas Pallol, Medor, Sharn i Yeochee, Kusharn Mądry i Lady Klahnino, Thagdal, Boanda i Dionket, Lugonn Błyszczący i Leyr Odważny, najlepsi z Tanów i Firvulagow, odeszli w stronę zachodzącego słońca, aby, póki jeszcze władał nami Rozejm i nikt nie mógł walczyć, znaleźć miejsca, gdzie byśmy zamieszkali. Tanowie wybrali Finiah na brzegu rzeki, ale my, o wiele mądrzejsi, wybraliśmy Wysoki Vrazel na mglistej górskiej turni. Gdy tego dokonano, pozostało jedno tylko zadanie: poświęcić Grobowiec.
Latacze uniosły się w powietrze na ostatni lot. Przylecieliśmy nimi na miejsce i wszyscy wysiedli, by stanąć na skraju lądu wysoko nad czaszą płynnego nieba, zbyt wielką, żeby widzieć jej drugi brzeg, cały zaś ląd wokoło był spalony i martwy. Patrzyliśmy na Wielką Próbę, pierwszą na tej planecie, w której Sharn walczył za Firvulagow, natomiast za Tanów Lugonn Błyszczący. Zadawali ciosy Mieczem i Włócznią, aż ich zbroje rozżarzyły się, a ptaki spadały z nieba, a nieostrożni widzowie utracili wzrok. Walczyli przez miesiąc godzin i dłużej jeszcze, aż lud, który na to patrzył, przemieniony, wykrzyknął jak jeden mąż, chwałą, która przyniosła zaszczyt Statkowi i uczciła jego śmierć…
W końcu dzielny Sharn nie mógł już podołać. Padł z Mieczem w ręku, nieugięty do końca. Zwycięstwo przypadło Lugonnowi Błyszczącemu, którego Włócznia sprawiła, że zawrzało jezioro w kraterze, stopiły się skały, spadła ognista rosa i zmieszała się z naszymi łzami. I tak dokonały się ofiary dziękczynne Męża i Ostrza, by uświęcić Grobowiec. Odchodziliśmy stamtąd, podnosząc głosy naszych myśli po raz ostatni w Pieśni na cześć Statku, a także tego, który został ofiarowany, żeby prowadzić go w podróży do uzdrawiającej ciemności. Tam, podniesieni na duchu na łonie bogini, oczekują nadejścia światła… — Firvulag podniósł swój kubek i opróżnił go. Przeciągnął się, aż zatrzeszczały mu stawy. Patrzł teraz na Felicję, ale z dziwacznym wyrazem twarzy.
— W tej starożytnej opowieści są zawarte wiadomości uzasadniające nasze badania — powiedziała Madame Guderian. — Zapewne zauważyliście wzmiankę o maszynach latających. Muszą być nader skomplikowane, skoro opuściły ginący Statek, nim wszedł w atmosferę ziemską. Biorąc pod uwagę rozwiniętą technikę umożliwiającą hermetyzację pomieszczeń pasażerskich wewnątrz żywego organizmu intergalaktycznego, trudno przypuszczać, aby małe latacze były zwykłymi aparatami odrzutowymi. Jest bardziej prawdopodobne, że miały napęd grawomagnetyczny jak nasze kapsuły i statki dla odległości satelitarnych. Jeśli zaś tak…
Ryszard jej przerwał; miał szeroko otwarte oczy:
— To zapewne jeszcze nadają się do użytku! Kulas powiedział, że jego naród odszedł pieszo od Grobowca, samoloty pozostały więc na miejscu. O sukinsyn!
— Gdzie one są?! — zawołała Felicja. — Gdzie jest ten Grobowiec?!
Mały Firvulag odparł:
— Gdy umiera któryś z nas, rodzina lub przyjaciele zabierają jego szczątki do sekretnego miejsca, którego żaden z żałobników przed tym nie oglądał. Po ceremonii pogrzebowej grób nigdy nie jest odwiedzany. Jego położenie wymazuje się z pamięci, by szczątków nie naruszył Wróg lub niegodny rabuś ofiar pogrzebowych.
— Dziwaczny zwyczaj — powiedział Ryszard.
— Więc nie wiecie, gdzie jest Grobowiec Statku? — lamentowała Felicja.
— To już tysiąc lat — rzekł człowieczek.
Ryszard cisnął chochlę do kotła.
— Przecież, u diabła, to musi być kolosalny krater! Jak on to powiedział?… „Czasza płynnego nieba zbyt wielka, żeby widzieć jej drugi brzeg.” I leży na wschód od Finiah.
— Szukaliśmy — powiedziała Madame. — Od chwili gdy trzy lata temu usłyszeliśmy po raz pierwszy tę opowieść i stworzyli plan, szukaliśmy Grobowca Statku na wszelkie sposoby. Ale zrozum, Ryszardzie, jaki to teren! Czarny Las leży na wschodzie za Renem. Za naszych czasów były to niewysokie góry, pełne spacerowiczów oraz wytwórców rzeźbionych zegarów z kukułką. Ale teraz góry Szwarcwaldu są młodsze i wyższe. Niektóre partie wznoszą się znacznie powyżej dwudziestu pięciu tysięcy metrów, dzikie i niebezpieczne, a także znane jako legowisko les Criards, Wyjców.
— A czy wiesz, kim oni są? — zapytał Firvulag i uśmiechnął się z przymusem do Ryszarda. — Są tacy jak my, którzy nie lubimy takich jak wy. Gówniarze nie pozwalający, by król Yeochee ani ktokolwiek inny mówił im, kto jest ich nieprzyjacielem.
— W ubiegłych latach — ciągnęła Madame — dokonaliśmy powierzchownej eksploracji środkowej części Czarnego Lasu na północ od Finiah. Nawet z pomocą przychylnych nam Firvulagow, jak nasz zacny przyjaciel Fitharn, było to najeżone niebezpieczeństwami. Dziesięciu naszych zginęło, a trzech zwariowało. Jeszcze pięciu znikło bez śladu.
— My zaś straciliśmy paru naszych chłopców przez Polowanie — dodał Kulas. — Praca przewodnika ludzi nie jest zdrowym zajęciem.
Madame kontynuowała:
— Jakieś czterdzieści, pięćdziesiąt kilometrów na wschód od Czarnego Lasu zaczynają się Alpy Szwabskie, część Jury. Mówią, że są pełne jaskiń zamieszkałych przez potworne hieny. Nawet złośliwi Firvulagowie wystrzegają się przebywania w tych okolicach, choć istnieją plotki, że garstka groteskowych mutantów z trudem wiążąc koniec z końcem wiedzie tam nędzny żywot w ukrytych dolinach. A przecież to właśnie w tych niegościnnych stronach najprawdopodobniej znajduje się Grobowiec Statku. A koło niego nie tylko sprawne maszyny latające, ale może również i inne starożytne skarby.
— Czy w lataczach może być broń? — zapytała Felicja.
— Tylko jedna sztuka — rzekł Fitharn patrząc w ogień. — Włócznia. Ale gdybyście ją zdobyli, wystarczyłaby.
— Ryszard zmarszczył czoło z namysłem.
— Myślałem, że Włócznia należała do faceta imieniem Lugonn, który zwyciężył w walce!
— Zwycięzca otrzymał przywilej złożenia samego siebie na ofiarę — wyjaśniła Madame. — Lugonn, Błyszczący Bohater Tanów, podniósł przyłbicę swego złotoszklanego hełmu i przyjął cios własnej Włóczni w oczy. Jego ciało pozostawiono nad kraterem wraz z bronią.
— Ale jakiż, u licha, pożytek mamy mieć z tej Włóczni? — spytał Ryszard.
Fitharn odpowiedział cicho:
— To nie jest taka broń, jaką sobie wyobrażasz. Ani też Miecz naszego poległego bohatera, Sharna Straszliwego, który plugawy Nodonn od czterdziestu lat trzyma w Goriah w swych złodziejskich łapach, nie jest zwykłym mieczem.
— Są to bronie fotonowe — dodała Madame.
— Jedyne dwa egzemplarze, które kosmici przywieźli z macierzystej galaktyki. Miały być używane tylko przez największych bohaterów dla obrony Statku w razie pogoni oraz, później, w najwyższych formach walk rytualnych.