Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
— Protektor Benjamin i jego rodzina zobowiązali mnie, bym przypomniał pani o ich wdzięczności i miłości — powiedział, gdy dotarli do windy, na co uśmiechnęła się z wdzięcznością, a gdy drzwi zamknęły się za nimi, dodał: — Poza tym, milady, Protektor przesyła pani to.
Podał jej papierową kopertę opatrzoną oficjalną pieczęcią lakową i bez komentarza poczekał, aż ją otworzy, łamiąc wpierw pieczęć, i przeczyta treść pojedynczej karty pergaminu, którą zawierała koperta. Kiedy skończyła i spojrzała na niego z niemym pytaniem w oczach, wyjaśnił:
— Izba zaczyna się niecierpliwić, milady. Poczyniono pewne kroki, by postawić panią w stan oskarżenia o morderstwo… — przerwał i uśmiechnął się, widząc w jej oczach błysk gniewu, co było zdrowym objawem. — Jak na razie zbyt mało patronów podpisało petycję, ale ta sytuacja może się zmienić. Dlatego Protektor zwołał tajną sesję Konklawe. Ma nadzieję, że zdoła przekonać obecnych, by tego zaniechali, ujawniając drobną część odkryć pana Gerricka. Najtrudniejsze będzie osiągnięcie tego bez sugerowania, kogo podejrzewa o faktyczne spowodowanie katastrofy.
— To rzeczywiście będzie trudne — przyznała z namysłem.
— Też tak sądzę. Na wszelki jednakże wypadek Protektor pragnie, by zabrała pani ze sobą pana Gerricka jako świadka i eksperta. Ja także zostałem wezwany, więc korzystając z okazji, chciałem pani zaoferować moje skromne poparcie.
— Skromne poparcie?! — prychnęła i uśmiechnęła się ciepło: Hanks był jedną z niewielu osób, które pomagały jej przez cały czas, odkąd zjawiła się na planecie. — To „skromne poparcie” to znacznie więcej niż mogłabym oczekiwać. Naprawdę, bardzo dziękuję…
— Nie ma potrzeby dziękować — przerwał, biorąc jej dłoń w swoją. — Uważam tak za honor, jak i za przywilej służyć pani zawsze i w każdy sposób, w jaki będę mógł.
ROZDZIAŁ XXV
Thomas Theisman odprężył się dopiero, gdy 14. Zespół Wydzielony znalazł się w nadprzestrzeni. Operacja „Sztylet” w końcu naprawdę się rozpoczęła, co jak zwykle w takich wypadkach bywa, sprawiło dużą ulgę wszystkim biorącym w niej udział.
Jak dotąd wszystko szło dobrze. Co prawda całe ugrupowanie znajdowało się w czasie ćwiczeń zaledwie dziewięć godzin lotu od układu Casca, ale przestrzeń międzysystemowa była tak naprawdę jedną olbrzymią kryjówką, w której bez znanych koordynat niczego nie można było znaleźć, za to wszystko schować. Dlatego też nikt ich nie odkrył, a ostatnie ćwiczenia przebiegły nieporównanie lepiej niż wszystkie dotychczasowe. W ocenie komputerów cały 14. Zespół Wydzielony poniósł niewielkie straty, a zrealizował w wyznaczonym czasie wszystkie cele operacji „Sztylet”.
Wniosek był prosty: niepokoił się, bo był przesądny i uważał, że zły wynik ćwiczeń oznaczał dobry przebieg akcji i odwrotnie. Być może część niepokoju brała się także stąd, że nie zdołali potwierdzić obecności większej liczby super dreadnaughtów graysońskich w systemie Casca. Powtarzał sobie co prawda szacunkowe oceny dotyczące czasu potrzebnego graysońskim stoczniom na dokonanie tak kompleksowych napraw i modernizacji, ale to jakoś nie pomagało.
Odetchnął głęboko i rozejrzał się prawie ukradkiem, nim w końcu przyznał się sam przed sobą do prawdziwego powodu swego niepokoju. W ostatnim uaktualnieniu danych wywiadowczych znalazła się informacja, która dość poważnie zachwiała pewnością siebie Thomasa Theismana. Ponieważ po prawdzie Urząd Bezpieczeństwa założył blokadę na dostęp do informacji zdobytych przez wywiad, informując tylko tych, którzy według bezpieki musieli wiedzieć wyłącznie o tym, o czym wiedzieć powinni, nie miał o tym pojęcia wcześniej. Bezpieka zresztą doszła najwyraźniej do wniosku, że oficerowie Ludowej Marynarki w ogóle o niczym nie muszą wiedzieć. Informacja nie była obiektywnie nawet specjalnie interesująca, a pochodziła sprzed prawie roku, natomiast subiektywnie dla niego była niezwykle ważna. Otóż potwierdzone zostało, że Honor Harrington po odstrzeleniu w pojedynku Younga przeniosła się na Graysona.
Sam fakt, że pozbawiono ją dowództwa i odsunięto od czynnej służby za taką bzdurę, wydał mu się niezrozumiałą głupotą. Wystarczyło pobieżnie choćby zapoznać się z karierą odstrzelonego, by zrozumieć, że w pełni na to zasłużył i to dawno temu, a to że nikt tego wcześniej nie zrobił, graniczyło z cudem. Harrington postąpiła słusznie, co Theismanowi sprawiło dziwną satysfakcję. Uważał ją za wroga, ale była honorowym przeciwnikiem. Jego i jego ludzi traktowała jak najwłaściwiej po tym, jak się poddali, i to mimo tego, że znała prawdę. A prawda, którą nieporadnie próbowano ukryć za propagandową wersją oficjalną, była taka, że to Ludowa Marynarka pierwsza wmieszała się w konflikt między Masadą a Graysonem, stając po stronie fanatyków z Masady, i że jej okręty zaatakowały i świadomie zniszczyły jednostkę Królewskiej Marynarki bez wypowiedzenia wojny.
Harrington była naprawdę dobra, jeśli nie najlepsza wśród znanych mu oficerów różnych flot. Nawet ci oficerowie Ludowej Marynarki, którzy jej nienawidzili, przyznawali to uczciwie. Należała do tych nielicznych, za których posiadanie we własnych szeregach każda marynarka wiele by dała. A RMN się jej pozbyła za zastrzelenie bezwartościowego gnojka i to na dodatek w uczciwy i zgodny z prawem sposób. Było to tak niewiarygodnie kretyńskie, że musiało być prawdziwe.
Oficjalnie nic na ten temat nie podano, ale Theisman wątpił, by Marynarka Graysona była w tej kwestii równie głupia jak Royal Manticoran Navy. Na pewno zaproponowali jej przystąpienie do służby, a biorąc pod uwagę, jak bardzo potrzebni im byli doświadczeni oficerowie, Harrington awansowała najprawdopodobniej na wyższy stopień niż on.
Oczywiście, jeśli operacja „Pozór” rzeczywiście się powiodła, to wraz ze wszystkimi okrętami Graysona siedziała teraz w systemie Casca.
Ale jeśli się nie powiodła, to istniała szansa, że znów się spotkają, tylko że tym razem ona będzie miała do dyspozycji jeden lub dwa superdreadnoughty. A brutalna prawda była taka, że Alexander Thurston mógł być doskonałym planistą, ale nie dorastał jej do pięt w prawdziwej walce. A on sam, choć raz zdołał ją zaskoczyć, doskonale wiedział, ile udziału miały w tym sprzyjające okoliczności. I nie żywił złudzeń — jeśli Honor Harrington dowodziła w systemie Yeltsin i miała do dyspozycji choćby jeden okręt liniowy, to 14. Zespół Wydzielony poniesie ciężkie straty.
Choć mimo wszystko powinien wykonać zadanie — jak dobra nie byłaby Harrington, trzydzieści sześć pancerników musi sobie poradzić nawet z trzema superdreadnaughtami. A więcej nie mogła ich mieć — w tak krótkim czasie nie zdołano by przeprowadzić koniecznych napraw.
Uśmiechnął się do siebie z ponurą satysfakcją: znów „powinno” i „jeżeli”. Jedno co było dobre to to, że przestał się denerwować, skoro przestał się oszukiwać. A wszystko i tak rozstrzygnie się w ciągu najbliższych czterech dni.
— Kurwa jedna! — Burdette rąbnął pięściami w blat. — jak ten czarci pomiot to zrobił?! Jak?
Edmond Marchant robił, co mógł, by być jak najmniej widocznym, dopóki Burdette miotał się po gabinecie jak po klatce. Normalnie nawet przystojna twarz patrona teraz wykrzywiona była w maskę furii i strachu. Sam Marchant pierwszy raz poczuł lodowaty chłód w sercu, gdy usłyszał, czego Burdette dowiedział się od swoich zaufanych w ministerstwie sprawiedliwości.