Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 173
Перейти на страницу:

Oto na­sza za­słu­ga.

Ko­lej­ne świa­teł­ka ga­sły w staj­ni, a gdy na­de­szła jej ko­lej, wy­szcze­rzy­ła się do kha-dara i wy­stą­pi­ła na śro­dek.

* * *

– Ge­ne­rał La­skol­nyk chce dać ko­czow­ni­kom za­ję­cie, tak, żeby nie mo­gli na­wet po­my­śleć o ata­ku na Im­pe­rium. A Ver­dan­no da­dzą im wy­star­cza­ją­co dużo po­wo­dów do zmar­twień. – Szczur mó­wił to gład­kim, peł­nym szcze­ro­ści to­nem, któ­rym lu­dzie za­wsze okła­mu­ją in­nych. – Ale za­nim doj­dzie do tego... hm, bun­tu, mamy inny kło­pot. Te za­bój­stwa mogą pod­bu­rzyć miej­sco­wą szlach­tę prze­ciw nam. Prze­ciw de­cy­zji ce­sa­rza, mó­wiąc ści­śle. Już nie­któ­rzy po­war­ku­ją, że za­miast ści­gać spraw­ców, przy­sy­ła się do pro­win­cji ban­dę dzi­ku­sów, co to na­wet wła­snych do­mów nie po­tra­fią bu­do­wać. Jesz­cze kil­ku na­jem­ni­ków uto­pio­nych w becz­kach, a bę­dzie­my mie­li otwar­ty i praw­dzi­wy bunt.

Za­ło­gę wie­ży, z wy­jąt­kiem oka­le­czo­ne­go nie­szczę­śni­ka, zna­le­zio­no w becz­kach na wodę na dole bu­dyn­ku. Ktoś ich po­to­pił jak ko­cię­ta. Pię­ciu do­ro­słych, sil­nych męż­czyzn.

– Szczu­ry są po to, żeby za­po­bie­gać ta­kim pro­ble­mom. – Czar­ny Ka­pi­tan wle­pił wzrok w twarz Ek­ken­har­da.

– Mamy za mało lu­dzi, ge­ne­ra­le. Ni­g­dy nie po­trze­bo­wa­li­śmy ich tu zbyt wie­lu. Law-Onee sły­nę­ło z bez­względ­nej lo­jal­no­ści miej­sco­wej szlach­ty. Te­raz na­gle wszę­dzie pod­no­szą się gło­sy prze­ciw tro­no­wi. To nie przy­pa­dek. Na do­da­tek Oga­ry po­szar­pa­ły na­szą siat­kę dość moc­no. To, co się dzie­je – wzru­szył ra­mio­na­mi – nie ma żad­ne­go sen­su, żad­ne­go wy­tłu­ma­cze­nia. Te mor­dy, te plot­ki, ja­ko­by Wo­za­cy mie­li do­sta­wać za dar­mo zie­mię, z któ­rej wy­własz­czo­na zo­sta­nie część osad­ni­ków, te opo­wie­ści o me­ekhań­skich dzie­ciach, któ­re Ver­dan­no skła­da­ją w ofie­rze Laal. To nie Ste­py, Sza­ro­wło­sa nie jest tu mile wi­dzia­ną bo­gi­nią. Po­trze­bu­je­my in­for­ma­cji.

– I co ja mam z tym zro­bić? Wy­my­ślić ci coś?

– Nie. Pan, ge­ne­ra­le, nie może nic zro­bić, moi agen­ci, ci, któ­rzy po­zo­sta­li przy ży­ciu, też nie. Ale one mogą.

One? Ja­kie one? Ka­ile­an mi­mo­wol­nie ro­zej­rza­ła się po kom­na­cie, spo­dzie­wa­jąc się, że za­raz otwo­rzą się drzwi i wej­dzie tu ktoś jesz­cze. Po chwi­li zro­zu­mia­ła, że obaj pa­trzą na nią i Da­ghe­nę.

– My?

– Tak. Wy. Nikt was tu nie zna. Ani moje Szczu­ry, ani agen­ci Oga­rów. Mo­że­cie wje­chać do zam­ku Cyw­ra­sa-der-Ma­le­ga, naj­po­tęż­niej­sze­go z miej­sco­wych hra­biów, i po­wę­szyć.

Wy­mie­ni­ły z Dag spoj­rze­nia. Ten Szczur wy­glą­dał na­wet sym­pa­tycz­nie, a tu pro­szę, jed­nak sza­lo­ny.

– Niby jak? – Ka­ile­an sta­ra­ła się mó­wić po­wo­li. – Jak, na li­tość Pani, mamy wje­chać do tego zam­ku? Jako kto? Służ­ba? Ku­chen­ne? A może mam uda­wać szlach­cian­kę, a ona moją po­ko­jów­kę? A hra­bia przyj­mie nas jak za­gi­nio­ne cór­ki?

Ek­ken­hard uśmiech­nął się ra­do­śnie i na­gle do­tar­ło do niej, że ani nie żar­to­wał, ani nie jest sza­lo­ny.

– Tra­fi­łaś pra­wie w śro­dek tar­czy, moja dro­ga. Z tym, że to ona bę­dzie księż­nicz­ką, a ty jej słu­żą­cą, a ra­czej damą do to­wa­rzy­stwa i na­uczy­ciel­ką ję­zy­ka. Tu­tej­sza szlach­ta zna ko­li­ga­cje wszyst­kich me­ekhań­skich ro­dów do trzy­stu lat wstecz, więc nie uda się za­mie­nić cię w ja­kąś ba­ro­nów­nę czy hra­bian­kę. Poza tym, z ca­łym sza­cun­kiem, nie wy­glą­dasz. Ale ona, two­ja to­wa­rzysz­ka, wy­glą­da jak uro­dzo­na na wo­zie, ciem­na kar­na­cja, wy­sta­ją­ce ko­ści po­licz­ko­we, mig­da­ło­we oczy. Może uda­wać, przy­jąć rolę ver­dań­skiej księż­nicz­ki, z bocz­nej ga­łę­zi kró­lew­skie­go rodu, ale jed­nak ksią­żę­cej krwi. Roz­ma­wia­łem z radą obo­zu i są go­to­wi po­twier­dzić tę hi­sto­rię. Księż­nicz­ka Gee’nera z rodu Fren­wel­sów i jej to­wa­rzysz­ka i na­uczy­ciel­ka ję­zy­ka, Inra-lon-We­ris. Na­zwi­sko tak po­pu­lar­ne na Wscho­dzie, że gdzie­kol­wiek rzu­cić ka­mie­niem, tam się tra­fi w ja­kąś lon-We­ris. Księż­nicz­ka mia­ła ka­prys od­wie­dzić miej­sco­we­go ma­gna­ta, bo, wy­ob­raź­cie so­bie, nu­dzi się w po­dró­ży. A hra­bia z pew­no­ścią nie od­mó­wi, bo na­wet bar­ba­rzyń­ska księż­nicz­ka to jed­nak za­szczyt. A gdy już bę­dzie­cie w jego zam­ku, spraw­dzi­cie, cze­mu więk­szo­ści za­bójstw do­ko­na­no nie da­lej niż trzy­dzie­ści mil od nie­go.

Po­pa­trzy­ły na sie­bie i obie za­śmia­ły się gło­śno. Da­ghe­na wy­ko­na­ła ja­kiś swój ple­mien­ny gest.

– Ty, Szczu­rze, mu­sia­łeś upaść na gło­wę. Ja wo­zac­ką księż­nicz­ką? Na nic lep­sze­go cię nie stać?

Spo­waż­niał w jed­nej chwi­li i Ka­ile­an wie­dzia­ła, że głu­pi czy nie, bę­dzie re­ali­zo­wał swój plan.

– Wi­dzia­łem tych lu­dzi, któ­rych uto­pio­no w becz­kach. Oni sami do nich we­szli. Do­bro­wol­nie. Ten nie­szczę­śnik, któ­re­go spo­tka­li­ście pod wie­żą, sam wy­łu­pił so­bie oczy i sam od­gryzł ję­zyk. I cały czas pró­bu­je się za­bić. Nie dzi­wię mu się, ale jest w jego de­ter­mi­na­cji coś wię­cej niż tyl­ko sza­leń­stwo oka­le­czo­ne­go czło­wie­ka. A ja je­stem w tej chwi­li naj­wyż­szym ran­gą Szczu­rem w pro­win­cji i nie mam ni­ko­go, kogo mógł­bym po­słać do hra­bie­go, a dał­bym so­bie łeb ob­ciąć, że to ma coś z nim wspól­ne­go. Więc po­ślę was, w na­dziei, że nie po­zwo­li­cie się zde­ma­sko­wać i za­bić, choć wiem, że to ło­wie­nie po­two­ra na przy­nę­tę z dzie­ci. A wy zro­bi­cie, o co pro­szę.

– Bo?

– Bo La­skol­nyk za­apro­bo­wał mój plan, a wy zło­ży­ły­ście mu przy­się­gę. Nie Im­pe­rium, tyl­ko jemu. I wolę nie wie­dzieć, co jest w tym czło­wie­ku ta­kie­go, że wszy­scy mu ufa­ją i są go­to­wi dla nie­go wal­czyć i gi­nąć, ale sko­ro tak, wy­ko­rzy­stam to. Zro­zu­mia­ły­ście? Po­wie­dział, że bę­dzie­cie jego strza­łą na wie­trze, co­kol­wiek mia­ło­by to zna­czyć.

Po­wo­li ski­nę­ły gło­wa­mi. Je­śli La­skol­nyk wie­dział, spra­wy wy­glą­da­ły ina­czej. Ka­ile­an uśmiech­nę­ła się do Da­ghe­ny.

– Pa­mię­tasz tę za­ba­wę? Je­den na jed­ne­go w wy­so­kiej tra­wie?

– Pew­nie. Raz czy dwa w to gra­łam. Mała przy­jem­ność.

Szpieg wo­dził mię­dzy nimi wzro­kiem.

– O czym mó­wi­cie?

– O ste­po­wych pod­cho­dach. – Ka­ile­an uśmiech­nę­ła się lek­ko. – Dwóch lu­dzi po­lu­je na sie­bie, kry­jąc się w wy­so­kich tra­wach. Ża­den z nich nie wie, gdzie jest wróg. Wresz­cie je­den na­pi­na łuk i wy­pusz­cza strza­łę w nie­bo. Jest szan­sa, że prze­ciw­nik spło­szy się, drgnie, unie­sie na­gle gło­wę, by śle­dzić lot po­ci­sku, i tym sa­mym zdra­dzi po­zy­cję. De­spe­rac­kie po­su­nię­cie, ale cza­sem sku­tecz­ne i...

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)