Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 173
Перейти на страницу:

– Jak mam utrzy­mać po­rzą­dek w Ole­ka­dach, jak za­bez­pie­czyć na­sze skrzy­dło, na wy­pa­dek, gdy­by ko­czow­ni­cy ru­szy­li, je­śli sami ko­pie­my w gniaz­do os? Po­wiesz mi, Szczu­rze? A może ty, pa­nien­ko? Hę?

Już raz ktoś na­zwał ją pa­nien­ką, ale wte­dy brzmia­ło to le­piej. Mniej... lek­ce­wa­żą­co.

– Te za­bój­stwa i przy­by­cie Ver­dan­no nie mają ze sobą nic wspól­ne­go. – Męż­czy­zna po jej pra­wej po­wie­dział to spo­koj­nie, nie­mal men­tor­skim to­nem. Błąd.

– Jak to, na cyc­ki An­day’yi, nic wspól­ne­go?! Co ty mi tu, chłop­cze, wci­skasz za głu­po­ty?! Wszyst­ko za­czę­ło się wła­śnie wte­dy, gdy da­łem znać, że jest dro­ga na Wy­ży­nę!

„Chło­piec” miał na oko do­brze po­wy­żej trzy­dziest­ki. Ek­ken­hard, Wol­ny Szczur, jak się już zdą­ży­ła do­wie­dzieć. Oka­za­ło się, że znał La­skol­ny­ka oraz więk­szość lu­dzi z jego cza­ar­da­nu. Naj­praw­do­po­dob­niej to wła­śnie jemu za­wdzię­cza­li, że ostat­nich go­dzin nie spę­dzi­li w naj­głęb­szym lo­chu twier­dzy. Ka­ile­an wy­mie­ni­ła spoj­rze­nie z Da­ghe­ną, byli w kom­na­cie ge­ne­ra­ła we czwór­kę. One, Szczur i do­wód­ca ca­łej Gór­skiej Stra­ży sta­cjo­nu­ją­cej w Ole­ka­dach. To Ek­ken­hard je tu za­pro­sił, ale do­tych­czas nie miał oka­zji, by po­wie­dzieć po co.

Choć głów­ny po­wód Ka­ile­an zna­ła. W gó­rach, zwłasz­cza w oko­li­cach zam­ku, od dłuż­sze­go cza­su ro­bi­ło się co­raz go­rę­cej. Nie­szczę­sna wie­ża, któ­rą spraw­dza­li, była szó­stą w cią­gu ostat­nich trzech mie­się­cy, któ­rej za­ło­gę za­mor­do­wa­no. Dzie­sięć pa­tro­li Stra­ży za­gi­nę­ło bez wie­ści, choć jak po­wie­dział ten rudy ofi­cer, wszy­scy się spo­dzie­wa­ją, że gdy tyl­ko pusz­czą śnie­gi, ich cia­ła zo­sta­ną od­na­le­zio­ne. O stra­tach wśród oko­licz­nej lud­no­ści krą­ży­ły jak na ra­zie tyl­ko ma­ka­brycz­ne plot­ki.

Wśród miej­sco­wej szlach­ty wrza­ło. Hra­bio­wie i ba­ro­no­wie od­gra­ża­li się, że je­śli Straż nie za­pew­ni bez­pie­czeń­stwa, sami to zro­bią. Już kil­ka razy żoł­nie­rze na­po­ty­ka­li w gó­rach po­dej­rza­ne ban­dy, le­gi­ty­mu­ją­ce się po­zwo­le­niem miej­sco­we­go ba­ro­na na pa­tro­lo­wa­nie oko­li­cy i za­trzy­my­wa­nie każ­de­go po­dej­rza­ne­go. Jak na ra­zie obe­szło się bez starć, ale wid­mo beł­tów świsz­czą­cych w po­wie­trzu i le­pią­cych się od krwi ostrzy spę­dza­ło wszyst­kim sen z po­wiek. Naj­wy­raź­niej Law-Onee prze­sta­ło być naj­nud­niej­szą pro­win­cją Im­pe­rium.

A w to wszyst­ko wjeż­dża­ło wła­śnie czter­dzie­ści ty­się­cy ver­dań­skich wo­zów. Nic dziw­ne­go, że ge­ne­rał był wście­kły.

– Co ten La­skol­nyk wy­my­ślił, hę?

* * *

Otwar­cie szło po kole i za­mknę­ło się na do­wód­cy cza­ar­da­nu. Uśmiech­nął się i po­pa­trzył na nich z ja­kąś taką... czu­ło­ścią.

– Wszy­scy, praw­da? Więc te­raz ja. Na czym skoń­czy­łem? A... Chcia­łem odejść. Ale ze sto­li­cy nie da się odejść tak ła­two. Gdy ba­wi­ło się w in­try­gi Rady Pierw­szych, nie moż­na ogło­sić, że już nam się ode­chcia­ło. Mia­łem przy­ja­ciół i so­jusz­ni­ków w ar­mii, wśród im­pe­rial­nych Szczu­rów, na dwo­rze, w oto­cze­niu sa­me­go ce­sa­rza. Uprze­dzi­li mnie, że je­śli wy­co­fam się, sprze­dam ma­ją­tek, wy­ja­dę na pro­win­cję, nie prze­ży­ję trzech mie­się­cy. Ta księż­na nie była je­dy­nym śmier­tel­nym wro­giem, ja­kie­go so­bie zro­bi­łem. Spadł­bym z ko­nia na po­lo­wa­niu, za­dła­wił się ością, skrę­cił kark na scho­dach. Mo­głem spę­dzić resz­tę ży­cia, trzę­sąc się ze stra­chu i wy­da­jąc for­tu­nę na straż­ni­ków. Albo przy­jąć pro­po­zy­cję Szczu­rzej Nory. Wy­wiad We­wnętrz­ny za­ofe­ro­wał mi ochro­nę i za­ję­cie... – Przez staj­nię prze­biegł szmer, ale La­skol­nyk zda­wał się go igno­ro­wać. – Mia­łem zo­stać... nie, nie szpie­giem, tyl­ko kimś, kto wy­ku­je dla Szczu­rów broń. Od­mó­wi­łem, by­łem wte­dy żoł­nie­rzem... uwa­ża­łem się za żoł­nie­rza i po­trak­to­wa­łem tę pro­po­zy­cję jak obe­lgę. Miał­bym zo­stać zwie­rząt­kiem na szczu­rzej smy­czy? Ni­g­dy.

Ka­ile­an bar­dzo do­brze ro­zu­mia­ła ten szmer. Im­pe­rial­ne Szczu­ry, Wy­wiad We­wnętrz­ny, zaj­mo­wa­ły się tro­pie­niem szpie­gów w gra­ni­cach Im­pe­rium, wy­kry­wa­niem in­tryg na dwo­rze, pil­no­wa­niem gil­dii ma­gów i świą­tyń, pa­trze­niem na ręce ar­mii. Szczu­ry mia­ły po­tęż­ną wła­dzę i czę­sto ko­rzy­sta­ły z niej w spo­sób bez­względ­ny. Nikt ich nie lu­bił.

– Lecz Szczu­ry po­tra­fią być prze­ko­nu­ją­ce. Po­ka­za­ły mi... pew­ne rze­czy. Opo­wie­dzia­ły hi­sto­rię o wio­sce zmie­cio­nej z po­wierzch­ni zie­mi i dziw­nych wy­da­rze­niach, któ­re temu to­wa­rzy­szy­ły. Po­ka­za­ły ry­sun­ki i efek­ty dzia­ła­nia sił, o któ­rych na­wet nie śni­łem. Za­wio­zły do tej wio­ski i po­zwo­li­ły się zdrzem­nąć. Tyl­ko zdrzem­nąć, a przez na­stęp­ny rok bu­dzi­ły mnie kosz­ma­ry. A po­tem po­pro­si­ły o po­moc... Po­pro­si­ły – La­skol­nyk uśmiech­nął się – a było we mnie wte­dy jesz­cze na tyle dużo dwor­skie­go in­try­gan­ta, że wie­dzia­łem, iż nie kła­mią. Proś­ba była szcze­ra. Szczu­ry nie przej­mu­ją się Ko­dek­sem, mają lu­dzi, któ­rzy po­tra­fią wła­dać ma­gią inną niż aspek­to­wa­na, ale nie­zbyt wie­lu i wszy­scy z nich są pod ści­słą kon­tro­lą. Po­trze­bo­wa­ły in­nych. Chcia­ły, że­bym zna­lazł dla nich tych, któ­rzy po­tra­fią okieł­znać Moc, nie kro­cząc Ścież­ka­mi ani nie uży­wa­jąc Źró­deł. Bo w miej­scu, gdzie mnie za­bra­ły, aspek­ty nie dzia­ła­ły, były tak wy­pa­czo­ne, że zwy­kli ma­go­wie tra­ci­li zmy­sły. Nie! – Uniósł dłoń.

– Nie prze­ry­waj­cie mi te­raz. Wszy­scy wi­dzie­li, co sta­ło się trzy mie­sią­ce temu, gdy po­lo­wa­li­śmy na Źre­bia­rzy. Nikt z was o tym gło­śno nie mówi, ale nie­je­den pa­trzy krzy­wo na Leę, Jan­ne czy Dag. Nie­któ­rzy są­dzą, że to źle mieć w cza­ar­da­nie ko­goś ta­kie­go, cho­ciaż do­brze wie­cie, że nie­mal w każ­dym in­nym są po­dob­ni lu­dzie. Do­brze mieć ko­goś ta­kie­go przy boku, gdy strza­ły za­czy­na­ją świ­stać koło ucha. Ko­goś, kto we­zwie na po­moc du­chy przod­ków albo usta­li, skąd nad­cho­dzi wróg. I... do cho­le­ry, nie to chcia­łem po­wie­dzieć. Te­raz wie­cie, że jest tu nas wię­cej. Ka­ile­an, Sar­den... ja.

Gdy­by na­gle pę­kła za­sło­na Mro­ku i naj­po­tęż­niej­szy z de­mo­nów Nie­chcia­nych po­ja­wił się mię­dzy nimi, nie zro­bił­by więk­sze­go wra­że­nia. Ka­ile­an otwo­rzy­ła usta i tak za­mar­ła.

– Ja – po­wtó­rzył La­skol­nyk, jak­by nie wi­dział ich re­ak­cji. – Prze­mó­wi­łem do pierw­sze­go ko­nia, gdy mia­łem sześć lat. A on prze­mó­wił do mnie. Na­zwał mnie dwu­no­gim źre­bię­ciem i po­zwo­lił się do­siąść. To był ogier mo­je­go ojca, czar­ny jak smo­ła, wiel­ki jak dom. Bo­jo­wy koń o du­szy wo­jow­ni­ka i moja mat­ka pra­wie ze­mdla­ła, gdy mnie zo­ba­czy­ła na jego grzbie­cie. A mój ta­lent się roz­wi­jał. Po­tra­fię wy­czuć, gdzie są wszyst­kie ko­nie w pro­mie­niu kil­ku mil. Dla do­wód­cy jaz­dy to umie­jęt­ność cen­niej­sza niż wzrok. Po­tra­fię do­siąść i okieł­znać każ­de­go ko­nia, a z nie­któ­ry­mi z nich mogę roz­ma­wiać. Je­stem Mów­cą Koni. I dziś, w tej chwi­li, roz­wią­zu­ję cza­ar­dan La­skol­ny­ka.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)