Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 151
Перейти на страницу:

Baelta’Mathran, ta cholernie odległa, tajemnicza bogini, którą przyniosło ze sobą Imperium, musiała uśmiechać się w tej chwili z zadowoleniem.

Złowił spojrzenie Urgwyra i uniósł swój kubek. Pociągnęli jednocześnie, przez chwilę osiągając ten stopień zrozumienia, jaki jest możliwy tylko w momencie, kiedy jeden człowiek zajrzy pod maskę drugiego i dostrzeże tam kogoś, z kim warto się napić.

I wtedy rozległ się głos rogu.

Na kilka mgnień oka wszystko zamarło, jak zastygłe w bursztynie, a potem zabrzmiały okrzyki i fala nerwowych poruszeń przebiegła między ludźmi. Ale nikt nie sięgał po broń ani nie biegł na blanki, więc nie wyglądało na to, by zaraz miała zacząć się walka.

Po chwili cisza znów opanowała dziedziniec, i w tej ciszy wrota uchyliły się, by wpuścić drobną kobietę w towarzystwie dwóch szerokich w barach i uzbrojonych po zęby osiłków. Każdy z nich miał przy pasie ciężki topór, tasak i masywną buławę z sześciograniastą głowicą. Mężczyźni nosili też skórzane napierśniki i takież maski, lakierowane w poziome żółte i czarne pasy, co wyglądało, jakby na twarzach rozciągnięto im odwłoki olbrzymich os. Całość sprawiała dość groteskowe i paskudne wrażenie, ale w jakiś dziwny sposób i tak strażnicy wydawali się tłem dla kobiety. Niskiej, nawet jak na Seehijkę, chudej i wyglądającej trochę jak nie całkiem wysuszona mumia, której zachciało się wstać i nawiedzać ludzi.

Kobieta omiotła dziedziniec spojrzeniem i choć nie poświęciła nikomu więcej uwagi niż na uderzenie serca, i tak odnosiło się wrażenie, że pod jej wzrokiem ludzie trzeźwieli nagle, jakby ktoś wrzucił ich do przerębli pełnej lodowej kaszy.

Po czym ruszyła w stronę Urgwyra.

Jakiś kowalski młot walnął Altsina pod żebra, chyba łamiąc kilka i powodując poważne obrażenia płuc. Zgrzytnął zębami, trzeba koniecznie wytłumaczyć Domahowi, co to znaczy kuksaniec.

Zmienił zdanie, gdy palec olbrzymiego mnicha zanurzył się w winie i napisał na blacie dwa słowa: „Wiedźma. Uważaj”. Ostrzeżenie znikło zaraz, zmazane jednym gestem.

Wiedźma? Miejscowe wiedźmy cieszyły się szacunkiem, bo wśród Seehijczyków niewielu mężczyzn osiągało biegłość we władaniu Mocą. To było lokalne wynaturzenie, częściowo zapewne związane z tradycją, która nakazywała młodzikom szukać chwały w walce, a nie w magii. Chłopcy woleli zginąć w rajdzie ka’hoony, niż poświęcić życie na naukę mistycznych sztuk. Z tego, co złodziejowi było wiadomo, wiedźmy szanowano i słuchano się ich; budziły wprawdzie lęk, ale nie otaczał ich nimb namacalnego strachu, jak tę tutaj.

Chyba że była Czarną Wiedźmą z Doliny Dhawii. Służką Drzew, Głosem Ouma, czy jak je tam zwano. Altsin zapomniał o bólu żeber i skupił uwagę na zbliżającej się kobiecie.

Nie tak wyobrażał sobie jedną z najpotężniejszych osób na wyspie. Gdy złodziej pierwszy raz usłyszał o tutejszych wiedźmach, przed oczyma stanęła mu postać w czarnych szatach, wędrująca w towarzystwie orszaku sług i małej orkiestry wygrywającej pompatyczne melodie. I ten obraz, sztuczka umysłu, towarzyszył mu od miesięcy; tymczasem patrzył teraz na starszą kobietę w zakurzonym ubraniu, o twarzy zmęczonej jak u rybaka wracającego z przerwanego sztormem połowu.

Gdyby tylko nie otaczało jej… psiakrew, jakby szła wewnątrz osobistej kuli lodu.

Usiadła na jednym z wolnych miejsc, między Ynao a jej matką, rozparła się wygodnie i z najbliższego półmiska ściągnęła udo kurczęcia. Ugryzła, skrzywiła się i rzuciła je na ziemię.

Cisza rozlała się po dziedzińcu niczym niepowstrzymany przypływ. Wiedźma uśmiechnęła się.

– Nie ma to, jak umiejętnie zwrócić na siebie uwagę… – głos kobiety brzmiał młodo, dużo młodziej, niż sugerowałby jej wygląd. – Teraz na mnie patrzysz, a gdy przygotowywałeś tę ucztę, nie przyszło ci go głowy, by mnie zaprosić, Urgwyrze, zwany Małą Pięścią.

– Nie wiedziałem, że jesteś w okolicy. – Ojciec Ynao unikał wzroku kobiety.

– Przecież opuściłam twoją siedzibę ledwo dziesięć dni temu. Wystarczyło posłać gońca.

– Który miałby cię szukać nie wiadomo gdzie? Byłem pewien, że jeśli jesteś w pobliżu, zjawisz się niezwłocznie.

Mężczyzna uniósł twarz i Altsin musiał zmienić zdanie. To, co brał za pokorę i strach, było rozpaloną do białości furią, trzymaną w ryzach nadludzką wolą.

Kobieta nie przejęła się ani wzrokiem gospodarza, ani tym, że jego pięści przypominały teraz kamienne młoty, drżące od zgromadzonej w nich siły.

– Więc to jest twoja nowa córka…

Ynao spojrzała na wiedźmę hardo, bez strachu.

– … bardzo podobna do poprzedniej.

– Tej, którą zabrało mi morze? Jak przepowiedziałaś, gdy odmówiłem wam prawa do rozkopywania mojej ziemi w poszukiwaniu ametystów? Tej samej, którą ponoć pożarł potwór, który mimo że ma skrzydła, to pływa po oceanie? Powiedziałaś, że za mój upór zabrał ją na samo dno piekła, gdzie będzie wiecznie cierpieć męki.

– Czyżbym się pomyliła?

– Nie… nie pomyliłaś się… pożarł ją potwór, który miał na żaglu czarne skrzydła i chciał wywieźć na drugi koniec świata… Potwór, który…

Uniosła dłoń z szeroko rozłożonymi palcami, a jemu słowa utkwiły w gardle.

– To sprawy Doliny, więc sprawy Ouma.

– Ouma? – Wojownik podniósł się, oparł olbrzymie dłonie o stół. – Ouma, któremu pokłonił się i z którym rozmawiał mój dziad? Mój ojciec już nie, i ja też nie, bo odmawiacie nam przywileju stanięcia przed jego obliczem? Tego samego…

Dłoń wiedźmy zacisnęła się w pięść, a Altsin poczuł nagle tysiąc ukłuć między łopatkami. Cholera, przebywając w klasztorze, prawie zapomniał, jak to jest reagować tak na magię. Jego gospodarz zamarł z na wpół otwartymi ustami, zadławił się i poczerwieniał. Czarownica potrzymała go tak chwilę, nie za długo, dość, by pokazać, że ma całkowitą kontrolę, po czym rozprostowała dłoń. Urgwyr opadł na krzesło, łapiąc oddech.

Złodziej zdał sobie sprawę, że trafili w sam środek jakiejś rozgrywki między tutejszym plemieniem a służącymi Oumowi wiedźmami. Wyglądało na to, że Kamana tak naprawdę niewiele wiedziała o tym, jak naprawdę mają się sprawy na wyspie.

– I jeszcze wy. – Wiedźma przeszła na meekh tak nagle, że Altsin z początku nie zrozumiał, co kobieta mówi. – Słudzy tajemniczej bogini, mieniącej się matką wszystkich Nieśmiertelnych. Nasz bóg nie przyznaje się do żadnego z nią pokrewieństwa.

Rzut oka w lewo. Naywir siedział blady, jakby to jego wiedźma przydusiła czarami, Domah zasapał, ale najwyraźniej nie miał zamiaru złamać ślubu milczenia. Czyli znów wypadło na niego. Chrząknął, przyciągając spojrzenie przyjaznych niczym lodowe góry oczu.

– Ale z tego, co słyszałem, okazuje szacunek jej sługom.

– Szacunek? Raczej… zaciekawienie. I nie sługom, tylko jej samej. Jeśli taka będzie wola Drzew, zabijemy wszystkie jej sługi znajdujące się poza murami miasta, a wasza bogini nic nie zrobi. Jak zwykle zresztą.

– Nasza Pani – cholera, od kiedy to tak naprawdę była jego Pani? – woli, gdy służy się jej z dobrej woli, bez przymusu i wiedzy, że ocenia każdy nasz ruch. Więc pewnie udałoby się wam zabić wszystkich mnichów poza Kamaną. Na ich miejsce przypłynęliby inni.

– Niewielka pociecha dla martwych głupców.

– Ale zawsze pociecha. A jaką miałabyś ty, gdyby ludzie postanowili zabić wszystkie Czarne Wiedźmy poza Doliną?

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)