Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #4
- Год: 2015
- Язык: польский
- Год: satan
- ISBN: 9788364384257
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:
Musiały im przerwać zażartą dyskusję, bo twarze obu przechodziły już w kolor głębokiej purpury, a zaciśnięte pięści oparte na polerowanym kamieniu wyglądały jak wykonane z najbielszego marmuru.
Deana obrzuciła ich szybkim spojrzeniem. Pierwszy był wyraźnie starszy, z białą szatą ledwo opinającą spory brzuch i kępkami siwych włosów trzymającymi się za uszami, drugi – młodszy, szczupły i ogolony do gołej skóry, co u większości mężczyzn służących w Bibliotece, jak zauważyła, stanowiło najpopularniejszy zwyczaj. Patrzyli na nią, jakby zobaczyli zjawę wychodzącą z grobowca.
Jej towarzyszka parsknęła jak poirytowana kotka i rzuciła kilka słów w nieznanym Deanie narzeczu.
Nie drgnęli.
– Uczeni… – Trudno było poznać, czy w głosie Aweloney słychać znów kpinę, czy też podszytą niecierpliwością złość. – Żyją we własnym świecie, gotowi wytaczać balisty argumentów przeciw fortecom cudzych wniosków i interpretacji, lecz gdy temat sporu staje przed nimi we własnej osobie, nie wiedzą, co począć. Czasem myślę, że gdyby bogowie unicestwili cały świat poza biblioteką, tacy jak oni nic by nie zauważyli. Niższy to Oglal z Fyz, a wyższy to jego syn, Oglal Młodszy.
Deana spojrzała jeszcze raz. Mężczyźni byli do siebie podobni jak pień drzewa i trzcina. Aweloney trafnie zinterpretowała jej milczenie.
– Syn wdał się w matkę i na szczęście ma same córki, więc Oglala Jeszcze Młodszego na razie nie ma, sam Agar wie, jak miałby on wyglądać. Obaj zajmują się historią i zwyczajami twojego ludu, choć jak sądzę, tylko kilka razy w życiu widzieli Issaram na własne oczy. I to z daleka.
Starszy drgnął i z wyraźnym wysiłkiem zamknął usta. Przełknął ślinę, westchnął i ukłonił się.
– Witam cię, Poszukująca, w moim domu. Dziękuję Matce, że przywiodła cię w to miejsce.
Posługiwał się językiem Issaram z ciężkim akcentem, z namysłem dobierając słowa, jak ktoś, kto przypomina sobie rzadko używaną umiejętność. Młodszy drgnął i poszedł w ślady ojca.
Akcent miał jeszcze gorszy.
Odkłoniła im się lekko, krzyżując dłonie na piersiach na znak szczerych zamiarów.
– Droga pokoju jest dziś moją drogą – powiedziała, a tamci, co było nawet zabawne, powtórzyli to bezgłośnie i prawie zobaczyła widmowe pióra, zapisujące na kartach ich pamięci jej słowa, gest i postawę. Przeniosła wzrok na resztę sali i trochę oklapła. Ta garść ksiąg i zwojów nie robiła wielkiego wrażenia.
– Jest tu wszystko o was, co uznano za warte zapisania. – Towarzysząca jej ciemnoskóra kobieta znów okazała się mistrzynią w czytaniu mowy ciała. – Prawa Harudiego raz w sześciu, raz w ośmiu zwojach, kendet’h w oryginale oraz przełożony na meekh i Mowę Ognia. Siedemnaście apokryfów do waszej Księgi Życia oraz ona sama. Zapis kilkudziesięciu drzew rodowych, skopiowany w jaskiniach cenwyryjskich odnalezionych tysiąc trzysta lat temu. Plemiona, które je wykonały, już nie istnieją. Oraz kilka najważniejszych prac, w tym Wędrówki wzdłuż krańca piasków Regelessa Małego, opisujące plemiona Issaram żyjące na północnych krańcach Morza Pustyń. Mają ponad trzysta lat i szczerze mówiąc, od tamtego czasu nikt nie dodał do nich żadnej pozycji wartej umieszczenia w tej sali.
Deana sięgnęła w głąb pamięci. Przymknęła oczy.
– Regeless z Waih… Mały człowieczek o ciemnej jak noc skórze i włosach barwy śniegu z górskich szczytów. Wędrował ze wschodu na zachód wzdłuż Anaarów w towarzystwie jednego sługi i trzech mułów. Zatrzymywał się w wejściach do afraagr, prosząc o nocleg w przedsionku, i zbierał opowieści. Miał księgi, w których wszystko zapisywał. Podśmiewaliśmy się z niego, gdy tak szedł przez pustynię, wiedziony pasją, niezmordowany, zaciekły. Sam śmiał się z szaleństwa swojej wyprawy, ale jego odwaga domagała się szacunku. Więc otrzymywał miejsce do spania, zapasy na drogę, przewodników. Pięć lat wędrował, czasem mieszkając w pobliżu danej afraagry nawet kilka miesięcy. Potem zmarł, w czasie wędrówki przez ziemie plemienia g’loulerów. Zgodnie z jego ostatnią prośbą zmumifikowaliśmy ciało i odesłaliśmy je na południe.
Aweloney zmrużyła powieki.
– Pieśniarka Pamięci… To wszystko prawda, wraz z ciałem dotarły do nas Wędrówki. Cztery tomy. Najbardziej szczegółowe kompendium wiedzy o Issaram, jakie zna świat. Wasze zwyczaje, tradycje, legendy. Różnice między plemionami wschodnich, centralnych i zachodnich Anaarów. Rysunki odzieży, broni, ozdób, biżuterii. Mumia Regelessa została pochowana pod posadzką tej komnaty. To największy honor, jaki może spotkać sługę Biblioteki.
Deana spojrzała w czarne oczy swojej gospodyni. Wyglądało na to, że nie żartuje.
– Mam stąpać ostrożnie?
– Sądzę raczej, że byłby zaszczycony. Chcesz rzucić okiem na jego pracę?
Podeszły do stołu, gdzie na znak dany przez Aweloney znalazła się opasła księga. Pergaminowe pożółkłe karty były na wpół przejrzyste, ale poza tym pozostawały w doskonałym stanie.
Czarnoskóra kobieta ostrożnie przewracała strony, pełne pięknych rysunków i drobnego, precyzyjnego pisma. Istniała spora szansa, że uczony sprzed wieków pomylił powołanie, jego ilustracje stworzono pewną ręką i mimo ubogiej palety barw wspaniale oddawały wszystkie szczegóły. Postacie mężczyzn, kobiet i dzieci w strojach odświętnych, kapiących od ozdób, lub codziennych, prostych i niekrępujących ruchów. Wszystkie twarze były zasłonięte, ale w jakiś sposób żywe, jakby rysownikowi udało się zajrzeć pod ekchaary i dostrzec pod nimi prawdziwych ludzi.
Broń, szable, miecze, włócznie, łuki, plecione proce i pociski do nich. Nie wyglądały jak współczesne, yphiry sprzed trzystu lat były dłuższe, miały masywniejsze zarówno głownie, jak i rękojeści, talhery za to noszono krótsze, cięższe, wyraźnie jeszcze nawiązujące do swojej matki, szabli taldesch. Deana nie rozpoznawała też niektórych ubiorów i ozdób.
– Część rzeczy jest już inna.
Aweloney przytaknęła, przewracając kolejną kartę.
– Wszystko zmienia się przez cały czas. Są jednak tacy – obrzuciła spojrzeniem obu Oglalów – którzy zdają się tego nie zauważać, gotowi wypruwać wnętrzności w imię dawno przebrzmiałych prawd.
Starszy ośmielił się wyrazić sprzeciw.
– Prawda nie może przebrzmieć.
– Tysiąc lat temu Dalekim Południem władała Wielka Matka pod postacią Białej Słonicy, a inni bogowie byli jej dziećmi. I to było prawdą. A nie minęło trzydzieści lat od chwili, gdy otworzyło się Oko i Maleyech Samaid zapytał: „Co z nami teraz będzie?”, po czym resztki jego ludu zginęły na Uroczysku, zapędzone tam przez zbuntowane Rody Wojny. I gdzie jest teraz prawda o Białej Słonicy? Jedyna, jaką się tu toleruje, jest kuglarską atrakcją wyprowadzaną na ulice miasta dwa razy w roku. Więc jaka jest prawda na dziś?
Kobieta zamknęła księgę, nieco gwałtowniej, niżby należało ze względu na wartość dzieła, i ruchem głowy kazała młodszemu Oglalowi odnieść ją na miejsce.
Deana obserwowała jej twarz. Gniew, ale ponury, zapiekły, podszyty bezradnością i irytacją. Najpewniej na wszystkich głupców tego świata.
– Nie wiedziałam o tym – mruknęła możliwie spokojnym głosem. – Ale czy to bezpieczne? Powtarzać takie historie w mieście Agara?
– Biblioteka ma… nie ma takiego słowa w twoim języku, ciekawe… nietykalność – dodała w meekhu. – W tych murach można mówić o wszystkim, byleby tylko dyskusje nie wychodziły poza główną bramę. Widziałaś płaskorzeźby na jej powierzchni? Agar pokonujący demony? To dar Świątyni Ognia, dyskretne, jak na nich, przypomnienie, kto rządzi w Białym Konoweryn. Ale nawet Kamień Popiołu nie ośmieli się rzucić wyzwania Bibliotece, jeśli chce mieć dostęp do wszystkich kronik rodów, spisywanych od przeszło tysiąca lat.