Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #4
- Год: 2015
- Язык: польский
- Год: satan
- ISBN: 9788364384257
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:
Krępy uczony założył ręce na piersi i zmrużył podejrzliwie oczy. Deana mogłaby przysiąc, że kępki włosów za uszami nastroszyły mu się wojowniczo.
– A dzieci?
Spodziewała się takiego pytania. Zawsze, gdy obcy rozmawiali z Issaram o ich wierze, wyciągali ten argument, niczym wódz rzucający na pole bitwy ukryte rezerwy.
– Wierzymy, że dziecko staje się człowiekiem po ukończeniu dziewięciu lat, więc młodsze dzieci nie mogą ci skraść duszy – zaczęła ostrożnie. – Zresztą dziewięć lat to wiek umowny. Harudi zapisał…
– Gdy nadchodzi dorosłość.
Bibliotekarka rzuciła cytat z Praw i Deana nagle zrozumiała, że znalazła się w ogniu dyskusji, które w tych murach trwają zapewne od wielu lat.
– Tak. A Piąty Zwój rozstrzyga ten zapis. Wcześniej bywało różnie, każde z plemion miało swoją granicę, jedne uznawały dwanaście lat, inne osiem, jeszcze inne sześć. Najczęściej było to siedem lat, wiek, gdy dostaje się pierwszą prawdziwą broń na własność. Potem, w czasach Wojen o Zwoje, uznano, że dziewczynka wchodzi w dorosłość, gdy pierwszy raz krwawi. Najmłodsza, jaką odnotowały nasze kroniki, krwawiła, gdy miała dziewięć lat, trzy miesiące i jedenaście dni. A my chłopców traktujemy tak samo jak dziewczynki.
Spojrzała na obu mężczyzn, nagle purpurowych, nerwowo mnących szaty, odwracających wzrok, i obudziła się w niej nutka podszytego niesmakiem rozbawienia. Uczeni. Zapewne żyją w świecie, na którym ludzie pojawiają się w tajemniczy sposób, dzięki boskiej interwencji. A dzieci pałętające się im pod nogami to jakieś dziwne półludzkie byty nie wiadomo skąd.
– Sądzę, że to wystarczy. – Aweloney przestała się uśmiechać i lekko pokręciła głową. Najwyraźniej były tematy, których mury świątyni wiedzy mogłyby nie wytrzymać. Deana poczuła złośliwą pokusę. Ciekawe, czy jak szybko trzy razy powiem „poród”, to biblioteka się zawali?, pomyślała.
– Dziewięć lat. Niektóre plemiona interpretują zapis w Piątym Zwoju jeszcze dokładniej, właśnie jako dziewięć lat, trzy miesiące i jedenaście dni. Jeśli więc moją twarz zobaczy dziecko, którego wieku nie znam i nie dam rady go sprawdzić, mogę zastosować seh’rodri. Jeśli nie jestem pewna, czy ktoś naprawdę ujrzał moją twarz, zajrzał w głąb mojej duszy, skradł mi ją, także. Tak jak, najpewniej, wojownik z księgi waszego uczonego.
Obaj badacze milczeli, patrząc na nią podejrzliwie.
– To… – zaczął młodszy.
– Tego nie ma w Wędrówkach Regelessa – jego ojciec nie dawał za wygraną.
– Oczywiście. Samotny podróżnik snujący się przez kilka lat po przedsionkach afraagr na pewno opisze dokładnie świat plemion, których historia sięga czasów Wojen Bogów. – Deana westchnęła ciężko, czując się, jakby rozmawiała z osłem, a nie dojrzałym mężem. Ten starszy, ze swoją arogancką miną i głupim przekonaniem o własnej racji, zaczynał ją irytować. – Nawet najstarsi i najmądrzejsi z naszych Pieśniarzy Pamięci nie twierdzą, że poznali więcej niż kilka słów z opowieści, którą snujemy jako Issaram. Sądzisz, że dyskusje i kłótnie o znaczenie poszczególnych Praw Harudiego już ustały? Wojny o Zwoje zakończyły się ponad tysiąc lat temu, a i tak plemiona różnią się strojami, obyczajami, ulubioną bronią. Pierwsze siedem Praw Harudiego jest jak stal w ostrzu skuwanym w ogniu, one trzymają nas razem, pozostałe czternaście to miękkie żelazo, które każdy interpretuje po swojemu. Dlatego ten wojownik mógł darować życie waszemu uczonemu, choć inny mógłby go zabić bez najmniejszego wahania. Bo nie jesteśmy martwymi bytami zapisanymi w księgach – wskazała półki – lecz żywymi ludźmi, dzięki czemu jeszcze żyjesz, Oglalu z Fyz.
Zamrugał nagle i przełknął ślinę wyraźnie zaskoczony.
– Cc…co? Dlaczego…
Deana powoli położyła dłonie na rękojeściach talherów.
– Twoja postawa, ręce założone na piersi, to w moim plemieniu obraźliwe wyzwanie do walki – wyszeptała. – Uważasz się za biegłego w wiedzy o Issaram, a tego nie wiesz? Być może trzysta lat temu ten gest nie miał takiego znaczenia albo twój Regeless nie odwiedził afraagr d’yahirrów. Znoszę twoją bezczelność i gdybym nie sądziła, że wynika ona z ignorancji, wyciągnęłabym broń. To właśnie przykład seh’rodri, aktu wątpliwości. Nie wiem, czy jesteś szaleńczo odważnym wojownikiem, czy głupcem, który nie wie, co mówi jego ciało, więc nie odpowiadam na twoją obelgę.
Ręce mężczyzny opadły, dłonie splotły się z przodu, potem z tyłu ciała, znów z przodu. Deana obserwowała ten nerwowy taniec z coraz większym rozbawieniem.
– Żaden z tych gestów nic nie znaczy, choć lepiej, byś nie wysuwał lewej stopy w przód. To pozycja rozpoczynająca atak.
Stopy starszego uczonego ustawiły się karnie obok siebie.
– Dobrze. Jeśli uznałeś, że moja wiedza jest cenna, chciałabym zobaczyć tę księgę z nazwiskami. Natychmiast.
– Możecie iść jej poszukać. Obaj. – Bibliotekarka skinęła głową, a mężczyźni ukłonili się, starszy głębiej, i cofając do wejścia, wyszli.
W sali zapanowało milczenie. Przez chwilę czarne oczy Aweloney przypatrywały się Deanie z napięciem. Nagle się rozluźniła.
– Nie powinnaś wspominać o miesięcznym krwawieniu. W tym kraju to sprawy kobiet, o których mężczyźni nie życzą sobie nic wiedzieć.
Deana westchnęła.
– A w moim plemieniu jest jedno powiedzenie, które chyba powie ci o nas więcej niż wszystkie te księgi i zwoje. Chcesz usłyszeć?
– Oczywiście.
– Przełożę ci to na meekhański, bo w k’issari się nie rymuje, a nie jestem pewna swojego suanari. Idzie to tak. – Uśmiechnęła się, choć tamta nie mogła tego zobaczyć. – Gdy twoja kobieta robi lepiej szablą niż ty, dobrze jest wiedzieć, kiedy ma trudne dni.
Nagrodą był śmiech, głośny i szczery. Bibliotekarka aż oparła się o kamienny stół.
– Oj… Ojej. Masz rację, to mówi więcej… Ale nie mogę tego umieścić w żadnej księdze, bo…
– O takich rzeczach się nie pisze?
– Właśnie. A to o zakładaniu rąk na piersi to prawda?
– Tak. To możecie zapisać?
– Och, oni z pewnością to zrobią. Wraz z opisem, jak to otarli się o śmierć, zdobywając tę wiedzę. Skąd wiedziałaś, że wojownik z Opowieści targowych był starszy? Gerulti wspomniał o tym tylko raz, pisząc o twarzy pobrużdżonej tysiącem wiatrów.
Deana wzruszyła ramionami w geście znanym jak świat długi i szeroki.
– Seh’rodri to akt wątpliwości. A młodość jej nie zna.
Interludium
Yatech obudził się, zanim jeszcze otworzyły się drzwi do jego pokoju, a deski podłogi zaskrzypiały ostrzegawczo pod naciskiem drobnych stóp. Zerwał się płynnie, miecz wyskoczył z pochwy i zgrzytnął o białe ostrze.
Iavva.
Patrzyła na niego tym swoim beznamiętnym wzrokiem, a w ciemności jej oczy przypominały wypełnione rtęcią studnie. Gdy otworzył usta, położyła mu palec na wargach, odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Nie musiała mówić „Chodź”.