Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 104
Перейти на страницу:

Trzeba było przebrać się za chłopca, kozo bezmyślna – wyrzucił jej w myślach tajny obserwator. Może i teraz nie jest za późno, próbuj.

Ona jednak wciąż przestępowała z nogi na nogę i wzdychała.

Nie kłopotał się wszakże. Już wiedział – nie jest ona wcale bezmyślna i coś postanowi, swego nie popuści. Na Rudą można było stawiać w ciemno.

Niepokoiło go coś innego – żeby znowu nie przepadła, jak przytrafiało się to wcześniej. Nazbyt żwawa i nieprzewidywalna. Panu Bogu nie zawsze będzie chciało się marnować cuda dla Jakowa Michajłowicza.

Nagle kroki. I glos – wysoki, piskliwy, ni to babski, ni to męski.

Madame, vous n'avez pas le droit de rester ici.[21] – A potem po rosyjsku, ze zdumieniem: – To pani?!

Jakow Michajłowicz nakierował swoją „lunetę" w stronę dziwnego głosu. W kółeczku ujrzał niemłodą wymalowaną babę w peruce, w lekkiej szacie i w sandałach (stopy jakoś za szerokie). Jasne: wyszykowany na babę sodomita.

Mniszkę ucieszył widok starego pederasty niczym spotkanie z własną mamą.

– Ach, jakiż to szczęśliwy zbieg okoliczności, że panią spotkałam! Witam serdecznie, droga Heroido!

– Herodiado – poprawiła baba-chłop i klasnąwszy w ręce, zagadała: – Skąd pani się tutaj wzięła, najdroższa? I dlaczego nie w riasie? Co pani tutaj robi?

Ruda nie odpowiedziała od razu; Jakow Michajłowicz skierował na nią rurkę. Marszczyła czoło, jakby nie była pewna, czy ma mówić prawdę, czy też nie.

Powiedziała prawdę.

– Chcę, żeby pani wiedziała... Muszę pilnie odnaleźć pewnego człowieka.

– Kim on jest?

– To człowiek dosyć dziwny. Dziwnie się odziewa, dziwnie wyraża. W Bet-Kebirze powiedziano, że był tam wczorajszego ranka i że wyruszył w stronę Sodomy. Nie wracał... Pomyślałam zatem, że najpewniej został tutaj... Taki wychudzony, z nastroszoną brodą, w białej chlamidzie z niebieskim pasem...

– Manujła? Szuka pani człowieka, który zwie się Manujła? – wyrzekł zmienionym głosem zboczeniec.

– Tak! Widziała go pani? Naprawdę? Muszę z nim koniecznie porozmawiać! Gdyby mogła pani go tutaj sprowadzić...

– Nie ma go.

– Jak to?! – zawołała mniszka. – Coście z nim zrobili? Jakow Michajłowicz skierował pospiesznie rurkę na przebierańca i ujrzał, jak ów wskazuje ręką w stronę morza.

– Odpłynął kutrem do Ain-Dżidi. Już o świcie, zanim zaczęło przypiekać.

– Chwała Bogu! – zawołała nie wiedzieć czemu mniszka. – Ain-Dżidi to oaza na północ od Bet-Kebiru? Przejeżdżaliśmy tamtędy.

– Tak, stamtąd prowadzi droga do Jerozolimy.

– To on kieruje się do Jerozolimy? Pederasta rozłożył ręce.

– Pojęcia nie mam... Mówił o jakimś ogrodzie.

– Boże, proszę sobie przypomnieć! – krzyknęła mniszka. – To bardzo ważne!

Jakow Michajłowicz także zamienił się w słuch – nawet rurkę przystawił do ucha. Herodiada odrzekł niepewnie:

– Zdaje się, że mówił tak: „W nocy z czwartku na piątek muszę koniecznie być w pewnym ogrodzie". Nuże, nuże, zachęcał go w duchu Jakow Michajłowicz. No, przypomnij sobie.

– To wszystko. Niczego więcej na ten temat nie mówił.

– Ach! – zawołała Ruda.

Obserwator czym prędzej przystawił szyjkę dzbanka do oka. Mniszka zakryła usta dłonią, a jej brwi uniosły się omal do połowy czoła.

Coś ją zdziwiło? A może w czymś się połapała?

Co to za ogród, Jakow Michajłowicz, rzecz jasna, wiedzieć nie mógł, ale to nieważne.

„Najważniejsze, że ty, moja złociutka, zrozumiałaś" – szepnął pod adresem Rudej i wypluł kolejnego robaka.

Noc z czwartku na piątek – to jutro czy pojutrze? W tym całym palestyńskim błądzeniu dni tygodnia przemieszały się w głowie.

I zdaje się, że nie tylko jemu.

– Co dzisiaj mamy? Środę? – zapytała mniszka.

– Nie wiem, kochana, my tutaj żyjemy wedle kalendarza antycznego. Dzisiaj jest dzień Księżyca, jutro będzie dzień Marsa, pojutrze...

– Tak, tak, środa! – przerwała mu Ruda. – Proszę mi powiedzieć, czy nie mogłabym skorzystać z waszego kutra?

– Co też pani! Musi pani czym prędzej unosić nogi, bo inaczej panią aresztują. Już pobiegli po straże. To własność prywatna, chroniona w dodatku bardzo pilnie.

– Jak daleko stąd do Jerozolimy? – Mniszka zdawała się jej nie słuchać.

– Nie wiem, doprawdy. Jakieś sto, sto pięćdziesiąt wiorst.

– Salach, na jutro wieczór dowieziesz?

– Konie padną – warknął Arab. – Cały tydzień pracować nie będą.

– Ile wart jest tydzień twojej pracy?

– Dwieście frank.

– Rozbójnik!

– Jak dla żona, bezpłatnie – odrzekł tajemniczo Arab.

– Dobrze. Jedziemy!

– Co dobrze? – zapytał Salach. – Dwieście frank dobrze czy żona dobrze?

– Zobaczymy! Jedźmy!

Tu mniszka zniknęła z pola widzenia. Pół minuty później rozległ się stukot kopyt i skrzypienie kół. Wyruszyli do Jerozolimy.

Pora była wyłazić z obrzydłego wozu. Półtorasta wiorst przez pustynię, i to na własnych nogach... No nic, damy sobie radę.

W Bet-Kebirze można będzie zdobyć dwukółkę. Z żaglową osłoną, czymś w rodzaju namiotu. No i zabrać ze sobą kilka tych namiocików w rozmaitych kolorach. Zmieniać je od czasu do czasu, żeby nie zauważyli obserwacji.

No, już cię tu nie ma, popędził Jakow Michajłowicz pederastę.

Ten zaś jak na złość zwlekał.

Po kilku następnych minutach zastukały wojskowe buty, brzęknęły szable. Przybiegli dwaj tureccy żołnierze, a wraz z nimi woźnica furgonu, który przywiózł do Sodomy na gapę Jakowa Michajłowicza.

Coś po swojemu zagadali. Sodomita odpowiedział im gładko, uspokajającym tonem. Na pewno nakłamał, że nie było tutaj żadnej baby, bo jeden z żołnierzy wymierzył woźnicy policzek – a w dodatku nawymyślał mu. Jakow Michajłowicz, rzecz jasna, po ichniemu nie rozumiał, ale odgadnąć nie było trudno: ożeż ty taki owaki szajtanie, naplotłeś byle czego i biegaj tu dla ciebie po upale.

Żołnierze odeszli, ukarany Arab także, a obrzydły sodomita wciąż sterczał obok krzewów. Nie wiadomo po co macał kwiaty i liście i ze smutkiem kiwał głową.

No, diabli by cię nadali, czasu szkoda!

Zniecierpliwiony Jakow Michajłowicz poruszył się i z fury posypała się ziemia.

Baba-chłop, zaskoczona, zbliżyła się do wozu – wydawało się, że patrzy prosto w rurkę, dokładnie w oko Jakowa Michajłowicza.

Ów ostrzegł go w duchu po dobremu: Odsuń się, bałwanie. Może przeżyjesz.

A ten nie, podszedł.

Był tak blisko, że przez dziurkę widać było tylko pół biustu (patrzajcie go, waty napchał) i gładko wygoloną rękę.

Naga dłoń rozwarła się i całkowicie zasłoniła widok.

– Co to za szmata? – rozległo się mamrotanie i w następnej sekundzie pociągnięto Jakowa Michajłowicza za rękaw.

Cóż, miej żal do siebie.

Pochwycił głupka za nadgarstek i uniósł się gwałtownie.

Ujrzawszy, jak z ziemi wyłania się czarny człowiek, stary zboczeniec wytrzeszczył oczy, a potem wywrócił je białkami ku górze i osunął się miękko.

Zupełnie jak baba. Zemdlał.

Jakow Michajłowicz pochylił się nad nieruchomym ciałem i zaczął się zastanawiać.

Skręcić mu kark i zagrzebać zwłoki w najbliższej kupie ziemi? Dzień się kończy, nie odkopią go wcześniej niż nazajutrz, rankiem zaś będziemy już daleko, w połowie drogi do Jerozolimy.

вернуться

21

Madame, nie powinna pani tutaj przebywać (franc.).

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)