Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 104
Перейти на страницу:

Siedemnastego listopada – trzydziestu dwóch, ale znowu nikt do Racewicza.

Szesnastego listopada... Tak, to właśnie to!

W rubryce „Do kogo" starannym, kancelaryjnym pismem odnotowano: „O godzinie jedenastej do dłużnika Racewicza". Obok, w rubryce: „Dane odwiedzającego: podpis, imię, nazwisko, tytuł", jakieś bazgroły.

Prokurator zaniósł rejestr do okna, gdzie było jaśniej.

Wziął się do odcyfrowywania niedbałego zapisu.

Kiedy litery złożyły się w nazwisko, Berdyczowski upuścił dziennik na parapet i zamrugał oczyma.

XIII

MORZE MARTWYCH

Objawi się Najnowszy Testament

Droga do Bet-Kebiru była męcząca i monotonna.

Jordan rozczarował pątniczkę: był wąziutki i wcale nie malowniczy. W pewnym sensie Polina Andriejewna obraziła się nawet na Opatrzność, która uznała za właściwe pomieścić największe wydarzenia w historii ludzkości nad owym żałosnym strumieniem, a nie, powiedzmy, nad brzegami jej ukochanej Rzeki, gdzie nieba i ziemi nie nękają żar i znój, gdzie spoglądają one na siebie szeroko rozwartymi oczyma.

Kiedy jednak Jordan połączył się z Morzem Martwym, zwanym także Asfaltowym, widoki stały się jeszcze mniej ciekawe.

Po prawej łysymi wzgórzami garbiła się Pustynia Judejska, po lewej, zasnute mgiełką, rozpościerało się lustro wody. Początkowo Pelagii wydawało się, że morze pokryte jest pancerzem srebrzystego lodu, co przy takim upale było niewyobrażalne. Mniszka zeszła na brzeg i zamoczyła rękę. Nawet z bliska iluzja lodowej pokrywy była nieodparta. Palce zetknęły się jednak nie z zimną, twardą skorupą – zanurzyły się w ciepłej, absolutnie przezroczystej cieczy, która skrywała grubą warstwę białej soli. Polina Andriejewna polizała mokrą dłoń i poczuła smak łez.

Oczy bolały od nieznośnego blasku. Pobłyskiwało nie tylko morze, ale także szczerbate skały, pustynia, droga. Cisza zaś panowała taka, jakiej Pelagia nigdy i nigdzie nie doświadczyła. Piasek nie szeleścił, woda nie pluskała, a kiedy Salach zatrzymał się, by konie mogły odpocząć, niemota najbliższego świata stała się nie do zniesienia. Martwa cisza nad Martwym Morzem, pomyślała Pelagia mimowolnym kalamburem. W miarę jak zbliżali się do południowego krańca słonego jeziora, okolica stawała się coraz bardziej pozbawiona życia i coraz bardziej przeciwna naturze. Z ziemi powyłaziły ostre skały – niczym jakieś drzazgi, niczym wyszczerzone zęby. Góry podeszły aż do samej wody, zupełnie jakby chciały zepchnąć wóz do żrącej słonej brei.

Polinie Andriejewnie zrobiło się straszno. Nie za przyczyną odpychającego pejzażu, lecz na myśl o tym, do jak niesłychanych wydarzeń doszło tutaj wiele wieków temu.

Była tutaj kwitnąca kraina, która „cała do Segoru zraszana była wodą jako ogród Pana, jako ziemia egipska". Ale rozgniewany Bóg spuścił na Sodomę i Gomorę siarkę i ogień z nieba i powstał ów ogromny lej, wypełniony gorzkimi łzami. Na jego dnie, pod grubą warstwą soli, leżą tysiące martwych niegodziwców, a może nawet kilku sprawiedliwych. Wszak zanim dokonała się straszna rozprawa, Abraham targował się z Bogiem.

„I przystąpiwszy się, rzekł: Izali zatracisz sprawiedliwego z niezbożnym? Jeźliż będzie pięćdziesiąt sprawiedliwych w mieście, zginąż społem? I nie przepuścisz miejscu onemu dla piącidziesiąt sprawiedliwych, jeźliż będą w niem? Niech to daleko będzie od ciebie, abyś tę rzecz uczynić miał, i zabił sprawiedliwego z niezbożnym, ażeby był sprawiedliwy jako i niezbożny: nie twoja to, który sądzisz wszystkę ziemię: żadną miarą nie uczynisz sądu tego. I rzekł Pan do niego: Jeźli najdę w Sodomie pięćdziesiąt sprawiedliwych w samem mieście, odpuszczę wszystkiemu miejscu dla nich. A odpowiadając, Abraham rzekł: Iżem raz począł, będę mówił do Pana mego, aczem proch i popiół. A jeźliby mniej piącią było sprawiedliwych niż pięćdziesiąt, czy zatracisz dla czterdziestu i piąci wszystko miasto? I rzekł: Nie zatracę, jeźli tam najdę czterdziestu piąci. Rzekł jeszcze do niego: A jeźli się tam najdą czterdzieści, co uczynisz? Odpowiedział: Nie zatracę dla czterdziestu. Rzekł: nie gniewaj się, Panie, proszę, jeźli przemówię. A jeźli się tam najdą trzydzieści? Odpowiedział: Nie uczynię, jeźli tam najdę trzydziestu. Rzekł: Gdyżem raz począł, będę mówił do Pana mego: A jeźli się tam najdą dwadzieścia? Odpowiedział: Nie zatracę dla dwudziestu. Proszę, rzekł, nie gniewaj się, Panie, jeźli jeszcze raz przerzekę: A jeźli się tam najdą dziesięć? Odpowiedział: Nie zatracę dla dziesiąci. I poszedł Pan, jako przestał mówić do Abrahama..."

Pelagia całą duszą była po stronie Abrahama, który drżąc ze strachu, próbował wałczyć z Wszechwładnym o uratowanie sodomskiej krainy, ale boska cierpliwość okazała się mniejsza niż ludzka. I co, wychodzi na to, że Dostojewskiemu wystarczyła jedna jedyna łza dziecka, by zbawić świat, a Najwyższemu mało było dziewięciu sprawiedliwych – oddalił się, przerwał rozmowę? Zapewne w owych odległych czasach Bóg był młody i dlatego nieprzejednanie okrutny. Nie nauczył się jeszcze cierpliwości i miłosierdzia, które ujawniły się w Nowym Testamencie.

Bóg się zmienia – pojęła nagle Pelagia. Podobnie jak ludzkość. Mijają stulecia, a on dorośleje i mądrzeje. A jeśli to prawda, to można mieć nadzieję, że z czasem zamiast Nowego Testamentu zostanie objawiony nam Najnowszy, jeszcze bardziej miłosierny i wyrozumiały. Bo przecież ludzie i społeczeństwa tak bardzo zmieniły się w ciągu tych dwóch tysięcy lat!

Spróbowała wyobrazić sobie, jaki będzie ów Najnowszy Testament Pański. Stary mówił o tym, że Żyd powinien traktować dobrze innych Żydów. Nowy o tym, że wszyscy ludzie powinni się kochać. Najnowszy zaś doda do tego najpewniej miłość do zwierząt. Czy koń albo pies nie mają duszy? Oczywiście, że mają!

Byłoby świetnie, gdyby Najnowszy Testament dał nadzieję na szczęście w życiu doczesnym, a nie wyłącznie po śmierci, w Królestwie Niebieskim.

Co jeszcze... Tu Pelagia pohamowała się, powstrzymała swoje zapędy. Jakiż to Najnowszy Testament? Czy to jej sprawa? Poza tym czy sama myśl o weryfikacji Pisma nie jest przypadkiem diabelskim poduszczeniem, które wzmogła martwa pustynia?

Obóz rozbili w maleńkiej oazie, gdzie nad źródełkiem rosło kilka drzew. Był to już trzeci nocleg po tym, jak podróżnicy opuścili Dolinę Izraelską.

Rankiem zaś, gdy tylko chantur ruszył w drogę, zdarzył się cud. Salach, który bywał w tych stronach dwa lata wcześniej, był zaskoczony jeszcze bardziej niż Pelagia.

Z Pustyni Judejskiej wypełzła ku morzu prosta jak strzała szosa, połknęła nędzną nadbrzeżną drogę i pobiegła na południe. Cherlawe koniki Salacha nabrały wigoru i żwawo zastukały kopytami po asfalcie. Trzęsiączka ustała, chantur ruszył trzy razy szybciej.

Polina Andriejewna nie mogła się nadziwić.

Świat zaludnił się nagle i przestał sprawiać wrażenie opuszczonego. Co rusz jechały z naprzeciwka jednakowe białe furgony, zaprzężone w potężne kosmatonogie perszerony. Na brezencie pysznił się emblemat: podobizna akropolu i litery „S&G Ltd". Pelagia zaczęła się zastanawiać, co by to mogło oznaczać, i domyśliła się: „Sodom and Gomorrah Limited". Aż wzdrygnęła się na tę dziwaczną nazwę.

Tuż po południu dotarli do arabskiej osady Bet-Kebir. W czasie podróży Polina Andriejewna miała okazję napatrzeć się do woli na tubylcze wioski, podobne do siebie jak dwie krople wody: ślepe glinobitne domki, ledwie przewyższające wzrost człowieka; ściany i dachy zawsze oblepione plackami schnącego wielbłądziego nawozu, który wykorzystuje się jako opal; uliczki wąskie i zaśmiecone; przyjezdnego opada natychmiast gromada gołych dzieciaków, wrzeszczących: „Bakszysz! Bakszysz!", a smród taki, że trzeba zatykać nos.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)