Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 104
Перейти на страницу:

A tu nagle nowe bielutkie domki, brukowane ulice, świeżo posadzone krzewy! Żadnych żebraków, oberwańców, trędowatych. Zajazd zaś, w którym Salach się zatrzymał, by dowiedzieć się o dalszą drogę, wydał się wyczerpanej podróżą Pelagii prawdziwym pałacem.

Wzięła prysznic, wypiła mocną herbatę, rozczesała włosy i zmieniła bieliznę. Salach tymczasem prowadził poważną rozmowę z właścicielem. Zanim ustalił wszystko, o co prosiła go Pelagia, wypił siedem, a może osiem filiżanek kawy.

Okazało się, że nowo zbudowane miasto Usdum (tak po arabsku nazywa się Sodoma) oddalone jest od Bet-Kebiru zaledwie o piętnaście wiorst, ale kobiety mają tam zakaz wstępu. Lutowie to ludzie dobrzy, pracę i dostawy opłacają szczodrze, ale mają swoje zasady.

– Kim są „Lutowie"? – zapytała Polina Andriejewna.

– Lutowie to ludzie Luta. Tego, co to uciekł z Usdumu, a miasto spłonęło.

Ach, tak, zrozumiała Pelagia, ludzie Lota, to znaczy pederaści. Salach wyjaśnił, że robotnicy z Bet-Kebiru dostają się do Usdumu za specjalnymi przepustkami, dla kobiet zaś ostatnią granicę stanowi rogatka w odległości pięciu wiorst od miasta. Droga jest tylko jedna, przebija się między morzem a wydłużoną górą Dżebel-Usdum. Na rogatce stoją tureccy żołnierze, ich dowódca nazywa się Said-bej. Turcy strzegą drogi bardzo pilnie, nie śpią nawet w nocy, co w ich przypadku może zdumiewać. Ponadto nie biorą bakszyszu, co zdumiewa podwójnie. A wszystko dlatego, że Lutowie bardzo dobrze ich opłacają. Dawniej Said-bej i jego żołnierze koczowali w namiotach na pustyni. Łapali przemytników i żyło im się bardzo, bardzo źle, a teraz Lutowie poprosili czcigodnego juzbaszę, żeby przeniósł swój posterunek na drogę, i Turkom zaczęło się żyć bardzo, bardzo dobrze.

Informacje nie były pocieszające, Pelagia zaniepokoiła się.

– Czy nie można obejść rogatki przez pustynię, z drugiej strony góry?

Salach udał się do właściciela na kolejne kawy.

– Nie, nie można – powiedział po powrocie. – Za dnia żołnierze zobaczą z góry, mają tam wieżyczkę. A w nocy przez pustynię nie przejedziesz ani nie przejdziesz: dziury, kamienie, noga połamiesz, szyja skręcisz.

– Powiedz gospodarzowi, że temu, kto przeprowadzi mnie przez posterunek, dam dwadzieścia franków.

Wierny pomocnik znowu udał się na pertraktacje. Po czterech filiżankach kawy wrócił z zagadkowym i zadowolonym wyrazem twarzy.

– Można. Góra Dżebel-Usdum dziurawa. Wiosną woda płynie, dziurka znajduje. Tysiąc lat woda płynie – tam jaskinia. Gospodarz wie, jak przeleźć, ale dwadzieścia frank mało. Chce pięćdziesiąt. Jaskinia straszna, żyją tam dżiny ognia.

Usłyszawszy o jaskini, Polina Andriejewna zadrżała. Znowu pchać się w głąb ziemi? Mowy nie ma – niechby tam nawet nie było żadnych dżinów.

Salach zrozumiał jej grymas po swojemu. Pomyślał chwilę, podrapał się po głowie.

– No tak, pięćdziesiąt frank to bardzo dużo. Daj mnie dwadzieścia pięć, a ja cię przewiozę bez jaskinia.

– Jak?!

– Moja sprawa – odrzekł Palestyńczyk z chytrym uśmiechem.

I oto jechali wzdłuż niezbyt wysokiego grzbietu, który jednak wyróżniał się tym, że leżał poniżej poziomu morza. Przed nimi ukazał się duży brezentowy namiot i szlaban – turecki posterunek.

Polina Andriejewna rozejrzała się.

Z tyłu toczyła się potężna fura z napisem „S&G Ltd" na boku, wyładowana ziemią ogrodniczą.

– Gdzie mnie ukryjesz? – Mniszka po raz setny zapytała milczącego tajemniczo Salacha.

– Nigdzie. Odwróć się.

Wyjął z podróżnej torby lakowe pudełeczko.

– Co to?

– Podarek. Marusi kupił. Trzy frank płacił – oddasz. Pelagia ujrzała w malutkich przegródkach bielidło, pomadkę do ust, puder i jeszcze coś lepkiego, czarnego.

– Nie kręć głowa – powiedział Salach, przytrzymując ją za brodę.

Zanurzył palec i szybko namalował Polinie Andriejewnie coś na policzkach. Roztarł. Pociągnął pędzelkiem brwi i rzęsy. Potem pomalował pomadką usta.

– Po co?! – wymamrotała zaskoczona mniszka. Wydobyła lusterko i wpadła w przerażenie. Patrzyła na nią okropnie wymalowana fizjonomia: buraczkowe policzki, ogromne rozstrzelone brwi, podkreślone oczy, wulgarnie soczyste wargi.

– Oszalałeś?! Zawracaj! – zawołała Pelagia, ale chantur podjeżdżał już do szlabanu.

– Milcz i uśmiechaj się, cały czas uśmiechaj, i rób tak. – Salach poruszył brwiami w górę i na dół, przewrócił oczami. – Szerzej się uśmiechaj, całkiem szerzej, żeby wszystkie zęby było widać.

Na protesty było za późno. Pelagia rozciągnęła wargi, jak tylko mogła.

Podeszli dwaj żołnierze w wypłowiałych niebieskich mundurach i oficer przy szabli – z pewnością ów Said-bej.

Gniewnie wskazał palcem Pelagię i zaczął kląć. Na furę z ziemią zaś nawet nie spojrzał – przejechała najspokojniej pod uniesionym szlabanem.

Polina zrozumiała słowo kadyn – zdaje się, że po turecku oznacza ono kobietę. No pewnie, za chwilę oficer zawróci ich i na tym koniec podróży.

Salach nie przestraszył się wymyślań – powiedział coś ze śmiechem. Said-bej popatrzył na Pelagię z zaciekawieniem i zadał jakieś pytanie. W jego głosie wyraźnie słychać było powątpiewanie.

Palestyńczyk pochwycił nagle i uniósł dół sukni pasażerki. Ze strachu Pelagia uśmiechnęła się tak, że aż poruszyły jej się uszy.

Żołnierze zarżeli, oficera także to rozbawiło – machnął ręką: no dobra, jedź.

– Co... coś ty mu powiedział? – zapytała lękliwie Pelagia, kiedy rogatka została z tyłu.

– Że ty chłopiec przebrany za babę. Że Lutowie kupili ciebie w Jaffie. Juzbasza najpierw nie wierzył. To mówię: „Nie wierzysz – patrz mu między nogi". I chcę tobie sukienkę podnieść. Said-bej nie będzie chłopiec patrzyć między nogi, bo żołnierze myśleć, że ich juzbasza też jest Lutem.

– A... a gdyby jednak zajrzał? – zapytała pobladła Pelagia.

Salach filozoficznie wzruszył ramionami.

– Wtenczas źle. Ale on nie zajrzał, rogatka przejechali, a od ciebie jeszcze dwadzieścia pięć frank. Dług Poliny Andriejewny wobec jej woźnicy, przewodnika i dobroczyńcy urósł od dnia wyjazdu z Jerozolimy do astronomicznych rozmiarów. Pieniądze, które wypłaciła Fatimie, okazały się tylko zadatkiem. Salach dodał do tej sumy opłatę za strach, jaki przeżył w czasie czerkieskiej przygody, potem za drogę do Morza Martwego i oddzielnie z Bet-Kebiru do Usdumu. Po drodze zdarzały się i inne haracze, drobniejsze. Pelagia już sama nie wiedziała, ile wynosi całkowita kwota, i zaczynała się obawiać, że z tym szantażystą nigdy się nie rozliczy.

Nagle spostrzegła, że przygląda się jej dziwnie, nawet jakby jakoś poruszony.

– Co takiego? – zapytała Polina Andriejewna.

– Jesteś mądra i odważna – odrzekł z uczuciem Salach. – Najpierw myślałem, jaka nieładna. Bo czerwone włosy i chuda. Ale czerwone włosy można przywyknąć. I chuda nie będziesz, jeśli w domu siedzieć, dużo spać, dobrze jeść. A jak dać puder, pomadki, jesteś prawie ładna. Wiesz co?... – Głos mu zadrżał, a oczy błysnęły wilgocią. – Chodź do mnie czwarta żona. Wtenczas dług można nie płacić.

Oświadcza mi się, zrozumiała Pelagia i ku własnemu zdumieniu poczuła się pochlebiona.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)