Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Wolałabym to zobaczyć na własne oczy — powiedziała Sharra, wciąż sceptycznie.
— Załatwię wam to — odpowiedział harfiarz wesoło. — To drzewo się nada! — dodał i skoczywszy w powietrze złapał za najniższą gałąź i podciągnął się zręcznie do góry. Zaczął odcinać ogonki na których trzymały się pąsy, zrzucając je ostrożnie do nadstawionych dłoni Jaxoma i Sharry.
Przejście wzdłuż plaży do gniazda jaszczurek ognistych zajęło im tylko dwie godziny. Ale niemal trzy razy dłużej zajęło im wycinanie sobie wąskiej ścieżki przez gęste zarośla z powrotem do schronienia. Jaxom zaczął doceniać, jak żmudna musiała być podróż Piemura, kiedy dzielnie dął krzaki o lepkim, żywicznym soku. Ramiona go bolały, a kiedy wychynęli z gąszczu w pobliżu schronienia, miał już pokłute gałęziami łydki i obdarte ze skóry palce. Całkowicie stracił poczucie kierunku. Ale Piemur miał niesamowite wyczucie i przy pomocy Rutha i trzech jaszczurek ognistych prowadził ich prostą drogą do celu.
Kiedy już się tam znaleźli, tylko duma powstrzymała Jaxoma przed tym, żeby nie zwalił się jak długi na swoje łóżko i nie odespał zmęczenia. Piemur bardzo chciał, żeby popływali i zmyli z siebie pot, a Sharra uważała, że pieczona na węglach ryba będzie dobra na kolację, tak więc Jaxom wytężał siły, żeby utrzymać się na nogach.
Być może właśnie dlatego, tak sądził później, miał takie niesłychanie żywe sny, kiedy w końcu wczołgał się do łóżka, żeby zasnąć. Zdominowała jego sen ta góra, dymiąca, rzygająca popiołem i żarzącą się skałą, we śnie pełno było biegnących ludzi. Jaxomowi wydawało się to bardzo sensowne, ale on sam również należał do uciekinierów i wydawało mu się, że nie jest w stanie biec wystarczająco szybko. Czerwonopomarańczowa, rozżarzona rzeka, która przelewała się przez krawędź góry, groziła, że go pochłonie, a nie mógł zmusić nóg do wystarczająco szybkiego biegu.
— Jaxom! — Piemur obudził go potrząsając nim. — Coś ci się śni! Obudzisz Sharrę. — Piemur przerwał i w nikłym świetle przedświtu dał się wyraźnie słyszeć jęk Sharry. — Może powinienem ją też obudzić. Chyba też ma zły sen.
Piemur zaczął już wyczołgiwać się ze swoich futer, kiedy usłyszeli, że Sharra głęboko westchnęła i uschła.
— Nie powinienem mówić o tym wulkanie. Przeżywałem ten wybuch na nowo. Chyba mi się śnił. — W głosie Piemura brzmiało zakłopotanie. — Pewnie za dużo ryb i owoców! Dzisiaj sobie podjadłem za wszystkie czasy. — Westchnął i znowu wygodniej się ułożył.
— Dzięki, Piemurze!
— Za co? — zapytał Piemur w środku ziewnięcia.
Jaxom odwrócił się na bok, znalazł sobie wygodną pozycję i z łatwością zapadł w niczym nie zakłócony sen.
Całą trójkę obudziło następnego ranka trąbienie Rutha.
— Nadlatuje F’nor — powiedział Jaxom, usłyszawszy komunikat Rutha.
F’nor przywozi innych, — dodał Ruth.
Jaxom, Sharra i Fiemur doszli do zatoczki, kiedy w powietrzu pojawiły się nagle cztery smoki, przy czym przy Canthu pozostałe trzy wyglądały jak maleństwa. Wrzeszcząc z zaskoczenia jaszczurki ogniste, które przysiadły na Ruthu, nagle zniknęły, zostawiając tylko Meera, Tallę i Farli.
To jest Piemur, Jaxom usłyszał, jak Ruth informuje Cantha. A potem F’nor zaczął dziko wymachiwać rękami, zaciskając obydwie dłonie nad głową na znak zwycięstwa.
Canth wysadził swojego jeźdźca na piasku. Ryknął do innych smoków, co mają zrobić, i wlazł szczęśliwy do wody, gdzie Ruth pospiesznie się do niego przyłączył.
— Witaj nam, Piemurze — zawołał F’nor, poluzowując swój rynsztunek, kiedy szedł w ich stronę. — Zacząłem się już zastanawiać, czy się nie zgubiłeś!
— Zgubiłem się? — Piemur udawał oburzonego. — To cały problem z wami, jeźdźcami smoków. Nie macie żadnego szacunku dla odległości naziemnych! Za łatwo wam jest. W górę, w górę i już was nie ma! Znikacie na mgnienie oka i już jesteście tam, gdzie chcecie być. Żadnego wysiłku nie musicie w to włożyć. — Pokręcił głową z niesmakiem. — A ja za to wiem, gdzie byłem, znam ten teren z dokładnością do długości palca!
F’nor wyszczerzył zęby do młodego harfiarza i okładał go pięściami po plecach tak energicznie, że Jaxom aż był zdumiony, widząc, że Piemura wcale to nie wzrusza.
— Będziesz więc bawił swojego Mistrza pełną i odpowiednio upiększoną opowieścią o swoich podróżach…
— Masz mnie zabrać do Mistrza Robintona?
— Jeszcze nie. On przyjedzie do ciebie! — F’nor wskazał palcem na ziemię.
— Co?
F’nor przeszukiwał swój mieszek przy pasie i wyjął z niego złożony arkusz.
— To dlatego tu dzisiaj przybyłem! I dopilnujcie, żebym nie zapomniał o tych jajkach jaszczurek ognistych, dobrzej.
— Co to jest? — Jaxom, Sharra i Piemur zgromadzili się wokół brunatnego jeźdźca, który robił całe przedstawienie rozwijając arkusz.
— To… jest dom dla Mistrza Harfiarza, który ma zostać wybudowany w tej zatoczce!
— Tutaj? — zapytała chórem cała trójka.
— A jak on się tutaj dostanie? — dowiadywał się Jaxom. — Przecież na pewno nie pozwolą mu polecieć pomiędzy. — Nie udało mu się uniknąć urażonego tonu. F’nor uniósł brew.
— Mistrz Idarolan oddał do dyspozycji Mistrza Harfiarza swój najszybszy, największy statek. Towarzyszą mu Menolly i Brekke. W czasie morskiej podróży nic nie będzie mogło denerwować czy martwić Harfiarza.
— On cierpi na chorobę morska — zauważył Jaxom.
— Tylko w małych łódkach. — F’nor popatrzył na nich z bardzo uroczystym wyrazem twarzy. — Tak. Zabierzemy się więc do roboty od razu. Przywiozłem narzędzia i dodatkową pomoc — tu gestem wskazał trzech młodzieńców, którzy do nich dołączyli. — Powiększymy to schronienie tak, żeby powstał z niego niewielki, wygodny dom — powiedział rzucając okiem na kartkę. — Będę chciał, żebyście usunęli te zarośla do ostatniego…
— A wtedy upieczecie Harfiarza żywcem na słońcu, co nie jest przyjemne — zwróciła im uwagę Sharra.
— Bardzo przepraszam…
Sharra wzięła od niego kartkę i przypatrywała się jej, krytycznie marszcząc brwi.
— Mały dom? Do niczego jest ten dom — powiedziała i w najmniejszym stopniu tutaj się nie nadaje. Ponadto… — Tu opadła na piasek, podniosła kawałek podłużnej muszli i zaczęła nim rysować nowy szkic. — Po pierwsze, na waszym miejscu nie budowałabym dokładnie tam, gdzie stoi stare schronienie… to za blisko morza, kiedy będzie sztorm, a one się tu zdarzają. Tam jest takie wzniesienie… osłonięte dobrze wyrośniętymi drzewami owocowymi, w tamtą stronę… — Wskazała na wschód od schronienia.
— Wyrośnięte drzewa? Żeby Nici miały, co pożerać?
— Och wy, jeźdźcy smoków! To jest Kontynent Południowy, a nie Północny. Cały jest zarobaczony. Nici przepalają liście mniej więcej co siedmiodnień, ale rośliny same się leczą. A tymczasem zbliża się pora gorąca i wierzcie mi, że będziecie potrzebowali wkoło siebie tyle zieleni, ile tylko możliwe, inaczej będzie wam za gorąco. Trzeba budować nad ziemią, na palach. Jest tu mnóstwo skał na fundamenty. Potrzebne wam będą szerokie okna, a nie te wąskie szparki, trzeba łapać każdy powiew wiatru. W porządku, możecie zasłaniać je okiennicami, jeżeli będziecie chcieli, ale ja mieszkałam na południu przez całe moje życie, tak więc wiem, jak tu należy budować. Potrzebne są okna i korytarze idące na przestrzał przez całe wnętrze, żeby był przewiew… — Mówiąc kreśliła skorygowany plan domu liniami wystarczająco mocnymi, by utrzymały się w gorącym, suchym piasku. — I będzie wam potrzebne palenisko na zewnątrz dla tak wielu ludzi. Brekke i ja niemal wszystko piekłyśmy tutaj w kamiennych dołach — wskazała na odpowiednie miejsce nad zatoczką — i tak naprawdę nie jest wam potrzebna łaźnia, jeżeli macie zatoczkę o parę kroków od drzwi.