Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 102
Перейти на страницу:

Kiedy wrócił, uśmiechał się i był spokojny.

– Jak twoje życie uczuciowe, kochanie? – zapytał, jakbyśmy w ogóle nie rozmawiali o Philipie.

– Czy nie dość powiedziałam? Nie jestem zainteresowana Philipem.

– Daruj sobie, kochanie. Nie mówiłem o Philipie. Co się stało z tym potężnie zbudowanym chłopcem, którego podwoziłaś do Poughkeepsie? Dosyć go polubiłem.

– Z Sammym? Co masz na myśli, mówiąc, że go polubiłeś, Will? Widziałeś go przez jakieś trzydzieści sekund.

– Tak, ale podczas tych trzydziestu sekund okazał pełną gotowość, żeby dla mnie skłamać. Tak, to osoba z klasą. Więc powiedz mi, czy nie ma między wami iskry zainteresowania? – Przyjrzał mi się z nietypowym dla siebie natężeniem.

Rozważałam, czy opowiedzieć mu całą historię ze Stambułu, i wreszcie się zdecydowałam. Przynajmniej jedna z bliskich mi osób powinna wiedzieć, że nie zachowuję się jak prostytutka.

– Eee, tak, chyba można by tak powiedzieć – wymamrotałam.

– Jak powiedzieć? Że jesteś nim zainteresowana? Czy nie jesteś? – Mrugnął.

Wzięłam głęboki wdech.

– To on jest tym mężczyzną na zdjęciu, tylko tego nie widać.

Will spojrzał na mnie z taką miną, jakby usiłował ukryć szeroki uśmiech.

– Był z tobą w Turcji? Jak to zorganizowałaś, moja droga?

– To dosyć długa historia, ale wystarczy stwierdzić, że nie wiedziałam, że tam będzie.

Will uniósł brwi.

– Doprawdy? Cóż, miło to słyszeć. Przykro mi, że musiało to trafić do plotkarskiej kolumny, ale cieszę się, że wy dwoje, ach, scementowaliście waszą relację. – Przysłuchiwałam się, jak Will szczebioce przez chwilę, jak to zawsze wyobrażał mnie sobie z kimś w rodzaju Sammy'ego – silnym, cichym typem – i jak to był najwyższy czas, żebym znalazła sobie odpowiedniego chłopaka, który rozumie, co jest naprawdę ważne. I, och, tak przy okazji, jakie ma poglądy polityczne? Radośnie odpowiedziałam na wszystkie pytania, zadowolona, że mogę przynajmniej mówić o Sammym, skoro nie mogę z nim być. Właśnie zaczęliśmy omlety, kiedy Will dotknął tej jednej sprawy, o której chciałam zapomnieć.

– Cóż, teraz przynajmniej znam powód, dla którego nie widywałem swojej jedynej siostrzenicy, odkąd tydzień temu wróciła do kraju. Czułbym się urażony, gdybyś co wieczór szwendała się po mieście służbowo, ale skoro wplątał się w to wszystko chłopak… O nowe związki trzeba dbać, a początek to najlepszy czas! Och, jak dobrze pamiętam początek! Nie można się sobą nasycić. Każda chwila spędzona oddzielnie jest torturą. Trwa to jakieś dwa lata, a potem oczywiście następuje zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i wykłócacie się o każdą najmniejszą chwilę samotności. Ale zanim do tego dojdzie, masz masę czasu, kochanie. Więc powiedz mi, jak było?

Dziabnęłam jajka widelcem i popchnęłam je dookoła talerza, po czym odłożyłam widelec.

– Właściwie to od powrotu się nie widzieliśmy – stwierdziłam, zdając sobie sprawę, jak okropnie to zabrzmiało. – Nie chodzi o to, że coś się stało – dodałam szybko. – On jest naprawdę zajęty, prowadzi rozmowy z jakimiś ludźmi na temat otwarcia Houston's – co nie jest jego właściwym celem, ale na razie wydaje się dawać przyzwoite możliwości – i rozmawialiśmy parę razy przez telefon, ale ja też dostaję bzika, żeby zorganizować wszystko na tę imprezę „Playboya” i cóż, wiesz jak to jest…

Słyszałam te słowa wychodzące z moich ust i wiedziałam, że mówię jak dziewczyna żyjąca złudzeniami, która stara się przekonać siebie i innych, że jakiś facet naprawdę jest nią zainteresowany, chociaż wszystkie widoczne znaki wskazują na coś innego. Fakt, że nie widziałam Sammy'ego od powrotu do domu, odczuwałam jako wyjątkową przykrość, ale tak wyglądała prawda, oboje byliśmy niesamowicie zajęci, a poza tym niewidzenie się z nowym facetem przez tydzień nie było w Nowym Jorku niczym niezwykłym. No i, przypomniałam sobie, dzwonił do mnie trzy raz podczas siedmiu dni i zawsze mówił, jak wspaniale spędził ze mną czas w Turcji, że nie może się doczekać, kiedy wszystko się uspokoi, żebyśmy mogli się wybrać na prawdziwą randkę. Przeczytałam wystarczająco dużo romansów, by wiedzieć, że najgorsze, co mogłabym zrobić, to naciskać albo wysuwać żądania. Dotychczas wszystko rozwijało się naturalnie i chociaż miło by było widzieć się z nim raz czy dwa w ubiegłym tygodniu, brak tych spotkań nie stanowił wielkiego powodu do zmartwienia. W sumie byłam całkiem pewna, że mamy przed sobą długą, piękną wspólną przyszłość, więc jaki był sens w przyspieszaniu spraw na początku?

– Mmm, rozumiem. – Will przez chwilę wyglądał na zmartwionego, ale po chwili czoło mu się wygładziło. – Z pewnością wiesz, co robisz, kochanie. Zamierzasz się z nim spotkać?

– Owszem, tak. Muszę wpaść jutro na imprezę „In Style” *, gdzie będzie pracował. Poprosił, żebym później wypiła z nim kawę.

Wydawało się, że to Willa usatysfakcjonowało.

– Znakomicie. Przekaż mu pozdrowienia. – Złożył ręce i pochylił się do przodu jak podniecona nastolatka, która czeka na ujawnienie najnowszej plotki. – Nakazuję ci zaprosić go na brunch w następną niedzielę – powiedział, gdy wreszcie pojawił się Simon.

– Sammy'ego? Ooch, to wspaniały pomysł! Będziemy tylko we czwórkę. Daj nam szansę poznać tego młodego człowieka – płynnie dorzucił Simon. Najwyraźniej moja supertajna relacja z Sammym wcale taka nie była.

– Chociaż brzmi to wspaniale, kochani, Sammy w niedziele gotuje w Gramercy Tavem, więc nie będzie mógł zjeść z nami. Może innym razem – dodałam, widząc, że wyglądają na strapionych.

– Cóż, może sami tam dotrzemy – powiedział Will bez przekonania. – Słyszałem, że przyzwoicie tam karmią.

Simon bez entuzjazmu pokiwał głową.

– Tak, właśnie, może byśmy? Brzmi to całkiem miło. W którymś momencie…

I wreszcie tematem konwersacji stała się ich zbliżająca się podróż na Karaiby, a ja mogłam siedzieć w milczeniu, udając zainteresowanie i marząc o mojej romantycznej kawowej randce z nowym chłopakiem.

27

Przez cały poniedziałek byłam oszołomiona i podniecona, że po pracy zobaczę Sammy'ego. Chociaż siedziałam tam cały czas, nie potrafiłam przypomnieć sobie ani jednego tematu z tych omawianych na porannym zebraniu i musiałam poprosić jedną z dziewczyn od wykazów, żeby zrobiła mi kopię swoich notatek, dzięki czemu mogłam zapoznać się z tym, co zostało ustalone. Teraz, kiedy gwałtownie zbliżała się impreza „Playboya”, biuro znajdowało się w stanie gotowości bojowej, ale chociaż byłam oficjalnie za nią odpowiedzialna (oczywiście jako druga po Kelly), nie mogłam się skoncentrować. W czasie lunchu wymknęłam się na manikiur. O trzeciej oznajmiłam, że wychodzę po kawę, ale naprawdę pobiegłam odebrać seksowną koktajlową sukienkę, którą kupiłam podczas weekendu i oddałam do skrócenia. W okolicy szóstej zaczęłam mamrotać kłamstwa i wymyślać bezsensowne historie o moich rodzicach, wujku, chorej przyjaciółce – wszystko, cokolwiek mogło mi pozwolić na wczesne wyjście, żeby mieć kilka godzin w domu na złapanie oddechu oraz doprowadzenie się do jakiej takiej przytomności. Wysłałam e-maile do Kelly i Elisy, że zajrzę wieczorem na imprezę „In Style” i zdam im nazajutrz relację, po czym opuściłam biuro dokładnie o szóstej trzydzieści.

Wieczór upłynął mi w wirze starannych przygotowań (w tym: golenie, robienie peelingu, depilacja, wygładzanie, szczotkowanie, malowanie oraz nawilżanie) i kiedy taksówka zajechała pod Bungalow, z podniecenia prawie nie mogłam złapać tchu. Dzień wcześniej po brunchu Will zaciągnął mnie do Bergdorfa i uparł się, że kupi mi cudowną sukienką Chaiken, którą miałam teraz na sobie. Z czarodziejską empirową talią, dzięki której moja własna wydawała się nie istnieć, i spódniczką zgrabnie spływającą mi do kolan. Nigdy wcześniej nie miałam tak cudownej i kosztownej rzeczy. Od chwili kiedy godziną wcześniej zapięłam w niej zamek błyskawiczny, wiedziałam, że ta noc będzie wyjątkowa.

вернуться

* „In Style” – czasopismo poświęcone modzie.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)