Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Hej, chłopaki, zamierzam zamówić kawę i sok pomarańczowy, może kilka croissantów. Czuję, że nadciąga paskudny kac – oznajmił Leo. Wciąż nie wykonał żadnego ruchu, żeby się zakryć, chwycił tylko pilota i przewijał filmową ofertę hotelu.
– Niezła myśl, kolego. Mam ochotę na podwójne espresso, kilka aspiryn i superdużą krwawą mary – powiedział Philip.
– Czy to się właśnie dzieje? – pytałam, zastanawiając się, w którym momencie moja noc – całe moje życie – przesunęło się w strefą mroku. Czułam się, jakbym istniała w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, ale najwyraźniej byłam tam sama.
– Hmm? – mruknął Philip, ponownie obnażając się na naszych oczach, gdy wchodził pod prysznic, zostawiając drzwi łazienki szeroko otwarte. – Leo? Powiedz swojej koleżance z pracy, żeby przestała wygadywać bzdury. Ty i ja jesteśmy tylko kumplami, i tyle.
Leo zdołał wydobyć się spomiędzy splątanych prześcieradeł, które wyglądały, jakby miętolono je przez całe godziny, i naciągnął dżinsy, bez bielizny.
– Oczywiście, Philipie. Bette, jesteśmy tylko kumplami, kochanie. Chcesz coś do jedzenia?
– Eee, nie, dzięki, chyba pójdę zjeść śniadanie na dole, dobrze? Do zobaczenia później. – Złapałam czystą parę dżinsów, T-shirt, klapki, wepchnęłam to do plastikowej torby przeznaczonej na pranie i wypadłam biegiem z pokoju, zostawiając Philipa i Leo w spokojnej ciszy domowej atmosfery. Czułam lekkie mdłości.
Chciałam spędzić trochę czasu w hotelowej restauracji i coś przekąsić, zanim będę mogła bezpiecznie wrócić do pokoju, ale kiedy tylko kelner przyniósł komplet do kawy i koszyk absolutnie niesamowitych ciastek i rogalików, potykając się, weszła Elisa i zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
– Hej, mogę się przyłączyć? – zapytała. – Nie mogę, kurwa, spać, i doszłam do tego, że zaraz się zabiję.
W chwili kiedy ją zobaczyłam, ogarnęła mnie panika. Byłam przekonana, że już słyszała od fotografa, co się stało. Uznałam, że o tej porze nikt jeszcze nie będzie na nogach, ale jej splątane włosy, podkrążone na czarno oczy i drżące ręce wskazywały, że prawdopodobnie przesadziła w nocy z kokainą i może zapomnieć o śnie, więc zeszła na dół to przeczekać.
– Hej, jasne, siadaj – rzuciłam, starając się mówić nonszalancko, ale czując rozpaczliwą chęć wybadania, czy cokolwiek wie.
Kelner natychmiast przyniósł filiżankę i spodek. Szkliste oczy Elisy zatrzymały się na nich na moment, jakby nigdy wcześniej niczego podobnego nie widziała, ale się pozbierała i nalała sobie kawy. Potem podejrzliwie zmierzyła mnie wzrokiem.
– Wcześnie wstałaś. Gdzie Philip? – zapytała, opróżniając całą filiżankę jednym haustem.
– Philip? – Usiłowałam się zaśmiać, ale wyszło to raczej jak szloch. – Och, chyba śpi. Sama nie wiem, czemu tak wcześnie wstałam. To pewnie różnica czasu.
– Różnica czasu? – Prychnęła. – Jeżeli to cały twój problem, po prostu weź ambien. Czuję się jak gówno.
– Proszę, poczęstuj się. Wyglądasz, jakbyś musiała coś zjeść.
Kolejne prychnięcie.
– Ten rogalik pod względem ilości tłuszczu i węglowodanów, a pewnie i kalorii, stanowi odpowiednik przynajmniej dwóch big maców. Nie, dziękuję. – Nalała sobie kolejną kawę bez mleka i wypiła.
– Czy Davide jest na górze? – zapytałam, choć wcale mnie to nie interesowało. Po prostu miałam wrażenie, że muszę coś powiedzieć.
– Nie mam pojęcia, gdzie jest. Zgubiłam go około trzeciej nad ranem. Pewnie poszedł do domu z jakąś turecką laską. – W jej głosie nie słychać było ani zdenerwowania, ani zaskoczenia.
Po prostu na nią patrzyłam.
Westchnęła.
– Philip nigdy by ci czegoś takiego nie zrobił, prawda? To taki wspaniały facet…
O mało nie wyplułam pomarańczowego soku, ale zdołałam się opanować…
– Mmm – zamruczałam. – Słyszałaś kiedykolwiek o tym, żeby Philip był… cóż, eee, żeby się interesował…
Rzuciła mi szkliste spojrzenie.
– Czym interesował?
– Och, sama nie wiem… facetami?
Wywołało to gwałtowny wdech, szeroko otworzyła usta ze zdziwienia.
– Philip Weston? Gejem? Żartujesz? Bette, jak możesz być taka naiwna? Sam fakt, że ma wspaniałe wyczucie stylu, jeździ vespą i uprawia jogę w żaden sposób nie oznacza, że lubi facetów.
Nie, pomyślałam, oczywiście, że nie. Ale co z faktem, że pół godziny temu natknęłam się na niego, kiedy uprawiał seks oralny z naszym bardzo gejowskim i bardzo otwarcie to manifestującym współpracownikiem?
– Jasne, nie, słyszę, oczywiście rozumiem. Chodzi tylko o to, że…
– Bette, kiedy wreszcie docenisz tego chłopaka? Każda zdrowa na umyśle dziewczyna zrobiłaby wszystko, żeby go zatrzymać, ale ty najwyraźniej tego nie rozumiesz. No więc, podobno mieliśmy tu dziś rano jakiś skandal. – Tak szybko zmieniła temat, że ledwie miałam czas na załapanie, że to, o czym mówi, może dotyczyć mnie.
– Skandal? Z kimś z naszej grupy? Czy ktoś to widział?
Spojrzała mi w oczy i przez chwilę byłam pewna, że zna całą historię. Ale potem powiedziała tylko:
– Nie jestem pewna. Jeden z fotografów, ten tłusty, jak on się nazywa? Wspomniał, że zrobił być może kilka „interesujących ujęć” kogoś w kompromitującej sytuacji. Wiesz, o kogo chodzi albo co się stało?
Z namysłem żułam croissanta i wpatrywałam się w pierwszą stronę „International Herald Tribune”.
– Hmm, nie, o niczym nie słyszałam. Powinnyśmy się martwić? Nie chcielibyśmy przecież, żeby do prasy dostało się coś naprawdę szkodliwego.
Elisa nalała sobie trzecią filiżankę kawy i tym razem pozwoliła sobie na jedną paczuszkę słodziku. Z powodu związanego z tym wysiłku drżały jej ręce.
– Chyba musimy poczekać i wtedy się przekonamy, prawda? Powinnam spróbować odpocząć. Za parę godzin muszę być na dole na peelingu w tureckiej łaźni. Do zobaczenia później.
Przyglądałam się, jak kuśtyka na chudych jak szczudła no-gach, i starałam się ocenić, dlaczego całe to spotkanie tak dziwacznie wypadło. Ale wzmianka o peelingu przypomniała mi o umówionym zabiegu, więc dokończyłam śniadanie i powędrowałam do spa na masaż przed zwiedzaniem. Do kompletu dołożyłam sobie zabieg dla stóp z parafiną.
26
– Muszę stwierdzić, że to chyba mój ulubiony – oznajmił Will, podając mi przez stół komputerowy wydruk. Nie słyszałam w jego głosie specjalnego rozbawienia. Odkąd zaczęłam pracę dla Kelly & Company, wziął na siebie tworzenie skromnej kolekcji wycinków prasowych, w których wspomniano moje nazwisko, i teraz przeglądaliśmy je razem przy brunchu. Tydzień temu wróciłam z Turcji, którą to podróż uznałam za niesamowicie udaną. Wyglądało na to, że nikt nie miał pojęcia, co naprawdę się wydarzyło, ani z Philipem, ani Sammym. Najwyraźniej jednak poczułam luz przedwcześnie.
Abby okazała się wszechwiedząca. Jakimś sposobem skontaktowała się z Johnem fotografem, ponieważ zdołała odkryć maleńką część prawdy i wpleść ją w obrzydliwe kłamstwo. To konkretne dzieło opublikowała w piątek i myślałam, że Kelly dostanie ataku serca.
Pracująca w reklamie Bette Robinson robi też reklamę samej sobie, jak twierdzą nasze źródła. Korzystając z podróży prasowej do Stambułu, w zeszłym miesiącu wykonała mały skok w bok. Znana głównie dzięki związkowi z Philipem Westonem Robinson miała, jak słyszymy, przelotny romans z Rickiem Salomonem – lepiej znanym jako facet, któremu zawdzięczamy sekstaśmę z Paris Hilton – i to w tym samym hotelu, w którym dzieliła pokój z Westonem. Być może czytelnicy mogą spodziewać się remake'u słynnej taśmy, tym razem jednak z naszą ulubioną organizatorką przyjęć zamiast ulubionej tych przyjęć uczestniczki? W oczekiwaniu na ciąg dalszy zostańcie z nami.