Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 296
Перейти на страницу:

Uśmiechnął się, poklepał Oczko po karku. Ashandarei owinął, jak umiał, żeby przypominało kostur podróżny przytroczony do boku konia. Kapelusz wylądował w jukach przy siodle razem ze wszystkimi pięknymi kaftanami. Z tego, który miał na sobie, zdarł koronki. Prawdziwa hańba, ale za nic nie chciał, żeby go rozpoznano.

Głowę owiniętą miał nieporządnym bandażem, ale dzięki temu nie widać było brakującego oka. Zbliżając się do bramy Dal Eira, natrafił na kolejkę oczekujących na pozwolenie wjazdu do miasta. Wedle własnego mniemania nie powinien niczym się różnić od zwyczajnego rannego najemnika szukającego schronienia, a może i pracy.

Zadbał, żeby odpowiednio zgarbić się w siodle. Trzymać głowę nisko – to dobra rada zarówno na polu bitewnym, jak i wtedy, gdy wjeżdża się do miasta, gdzie cię znają. Nie mógł tu być Matrimem Cauthonem. Matrim Cauthon zostawił królową tego miasta związaną przed śmiercią. Wielu o to winić będzie jego. Światłości, sam by się podejrzewał. Beslan z pewnością szczerze go teraz nienawidzi, a nie było sposobu, żeby się przekonać, co czuje doń Tuon, skoro minęło już tyle czasu.

Tak, najlepiej trzymać głowę nisko i nie robić wokół siebie szumu. Zanim się zorientuje, co i jak. Jeżeli, rzecz jasna, kiedykolwiek dotrze na przód tej kolejki. Kto słyszał o kolejce przy wjeździe do miasta?

W końcu znalazł się przy bramie. Strzegący jej znudzony żołnierz miał twarz niczym stara łopata – pokrytą do połowy brudem i nadającą się jedynie do trzymania w jakiejś szopie. Obejrzał sobie Mata od stóp do głów.

– Złożyłeś przysięgi, podróżniku? – zapytał śpiewnym seanchańskim akcentem, rozciągając samogłoski. Po drugiej stronie bramy inny żołnierz gestem dłoni przywołał następną osobę w kolejce.

– Tak, zaiste złożyłem – zapewnił go Mat – przysięgę wielkiemu Imperium Seanchan i samej Imperatorowej, oby żyła wiecznie. Jestem tylko biednym wędrownym najemnikiem, ongiś w służbie Domu Haak, szlacheckiej rodziny z Murandy. Oko straciłem dwa lata temu w walce z jakimiś bandytami z Międzylasu, gdy broniłem przed nimi napotkaną w lesie sierotę. Wychowałbym ją jak własne dziecko, lecz…

Żołnierz machnięciem ręki dał mu znak, że ma przechodzić. Sprawiał takie wrażenie, jakby wcześniej w ogóle nie słuchał. Mat przez chwilę zastanawiał się, czy dla zasady nie pozostać na miejscu. Po cóż bowiem żołnierze zmuszają ludzi do czekania w długiej kolejce i dają im czas na wymyślenie odpowiednio barwnej historii, żeby potem jej nie wysłuchać? Przecież to czysta obraza. Nie dla Matrima Cauthona, rzecz jasna, który był człowiekiem niefrasobliwym i nigdy się nie obrażał. Ale dla kogoś innego na pewno.

Pojechał jednak dalej, kryjąc irytację. Teraz trzeba tylko znaleźć właściwą tawernę. Szkoda, że nie mógł się zatrzymać u Setalle. Już nie…

Zesztywniał w siodle, choć Oczko wciąż szedł tym samym leniwym krokiem. Wystarczyło przelotne spojrzenie na drugiego strażnika przy bramie. To był Petra, siłacz z menażerii Valana Luki!

Mat odwrócił głowę w drugą stronę i znów zgarbił się w siodle, a potem zaryzykował szybkie spojrzenie przez ramię. To był Petra, bez żadnych wątpliwości. Nie sposób było pomylić tych ramion jak kłody drewna i karku niczym pniak. Petra nie był wysoki, ale tak szeroki w ramionach, że cała armia mogłaby się skryć w jego cieniu. Co on robił z powrotem w Ebou Dar? Dlaczego nosił seanchański mundur? Mat omalże nie zawrócił, żeby mu zadać te pytania, ponieważ zawsze pozostawali na przyjacielskiej stopie i tylko ten mundur sprawił, że się rozmyślił.

Cóż, przynajmniej można było uznać, że szczęście wciąż go nie opuściło. Gdyby trafił do Petry, zamiast do tego drugiego strażnika, z którym dane mu było rozmawiać, z pewnością nie uniknąłby rozpoznania. Wypuścił wstrzymywany oddech, zsiadł z siodła i dalej ruszył, prowadząc Oczko za wodze. Miasto było zatłoczone, nie chciał na kogoś wjechać. Poza tym Oczko był tak obciążony jukami, że mógł uchodzić za juczne zwierzę – oczywiście wyłącznie w oczach kogoś, kto nic nie wiedział o koniach – a piesza wędrówka sprawi, że Mat łacniej nie zapadnie w ludzkiej pamięci.

Być może powinien poszukać sobie tawerny w Rahadzie. W Rahadzie zawsze łatwo było o plotki, jak i o grę w kości. Równie łatwo było tam, niestety, o nóż w brzuchu, a to już było coś, jeśli chodzi o Ebou Dar. Po mieszkańcach Rahadu można było z równym prawdopodobieństwem oczekiwać, że wyciągną noże i zaczną się kroić, jak życzliwego pozdrowienia o poranku.

Nie dostał się na teren Rahadu. Dzielnica zmieniła się nie do poznania. Jej granic strzegli żołnierze. Pokolenia kolejnych władców Ebou Dar pozwalały, żeby Rahad jątrzył się niczym wrzód, dopiero Seanchanie postanowili coś z tym zrobić.

Mat życzył im powodzenia. Jak dotąd Rahad opierał się każdej inwazji. Światłości. Rand powinien ukryć się tutaj, zamiast ruszać do Ostatniej Bitwy. Trolloki i Sprzymierzeńcy Ciemności przyszliby go szukać, a nad ranem obudziliby się w jakiejś bocznej uliczce z bólem głowy, wywróconymi kieszeniami, bez butów, które ktoś sprzedałby za miskę zupy. Przed oczyma mignął mu golący się Rand, ale natychmiast przegnał te wizję.

Przepchnął się przez zatłoczony most nad kanałem, nie spuszczając oka ze swoich juków, jak dotąd jednak nawet jeden kieszonkowiec się na nie nie połakomił. Trudno się było dziwić, skoro na każdym rogu stał seanchański patrol. Kiedy mijał mężczyznę wykrzykującego codzienne wieści, a równocześnie sugerującego, że za drobną monetą podzieli się odpowiednimi plotkami, Mat przyłapał się na tym, że się uśmiecha. Był zaskoczony, jak znajome, a nawet wręcz swojskie, zdało mu się to miasto. Przypomniał sobie, jak mu w nim było dobrze. Chociaż niejasno pamiętał, że wówczas wciąż utyskiwał, iż chciałby wyjechać – prawdopodobnie miało to coś wspólnego z tym, że ta ściana spadła mu na głowę, jako że Matrim Cauthon znany był ze swej niechęci do utyskiwania – to teraz rozumiał, że Ebou Dar to były jedne z najlepszych chwil, jakie dane mu było przeżyć w całym życiu. Karty i kości po całym mieście.

Tylin. Krwawe popioły, ależ to była zabawa. Zawsze potrafiła postawić na swoim. Światłości, ześlij więcej takich kobiet, pod warunkiem że nie jedną po drugiej i zawsze tam, gdzie istnieją tylne drzwi. Tuon też do nich należała. Zastanawiając się teraz nad tym, dochodził do wniosku, że prawdopodobnie nigdy nie będzie potrzebował następnej. Jej wystarczyłoby dla każdego mężczyzny. Uśmiechnął się i poklepał Oczko po karku. Koń w rewanżu prychnął mu w szyję ciepłym oddechem.

Dziwne, ale to miejsce bardziej kojarzyło mu się z domem niż Dwie Rzeki. Tak, Ebou Dar mogło drażnić, ale przecież wszystkie ludy mają swoje słabostki. Po prawdzie, im dłużej Mat się nad tym zastanawiał, tym bardziej dochodził do wniosku, że nigdy nie spotkał ludzi, którzy nie mieliby swoich drażniących słabostek. Pogranicznicy byli nie do zrozumienia, podobnie jak Aielowie – to była rzecz bezdyskusyjna. Cairhienianie mieli swoje dziwne gierki, Tairenianie swe absurdalne hierarchie, Seanchanie… swoją seanchańskość.

Taka była prawda. Wszyscy poza Dwoma Rzekami i – w mniejszym stopniu – Andorem byli w cholerę obłąkani. Człowiek musiał się z tym pogodzić.

Szedł przed siebie, starając się zachowywać uprzejmie, żeby nie zarobić nożem w brzuch. Powietrze pachniało setką słodkości, paplanina tłumu zmieniała się w jego uszach w jednostajny gwar. Eboudarianie dalej nosili swoje barwne stroje – może dlatego Druciarze tu przybyli, kuszeni kolorami, jak żołnierza kuszą zapachy jedzenia – nieważne, kobiety z Ebou Dar paradowały w sukniach z przylegającymi do ciała koronkowymi dekoltami, które mnóstwo ukazywały. Oczywiście, Mat wcale się nie przyglądał. Spod sukni wyzierały kolorowe halki, suknie z jednej strony podpinane były wysoko, żeby te halki pokazać. Nigdy nie potrafił zrozumieć dlaczego. Po co barwniejsze części ubioru chować pod spodem? A jeśli już z jakichś niezrozumiałych powodów tak się działo, po co potem je częściowo odsłaniać?

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)