Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Chodzi o zasadę!
– Wobec tego wiedz, że właśnie tak zrobiłam. – Birgitte nachmurzyła się. – A przynajmniej… Wydaje mi się …
Elayne zdecydowała nie dopytywać dalej. Birgitte robiła się nerwowa, kiedy pojawiała się kwestia jej blednących wspomnień z byłych żywotów. Czasami nic z nich nie pamiętała, czasami wspomnienia pewnych zdarzeń zalewały ją falą, żeby zaraz się rozwiać.
Elayne dowodziła teraz ariergardą, która miała – zgodnie z założeniami planu – zadać wrogowi największe straty.
Zaszeleściły zeschłe liście, to zdyszany łącznik przybywał z terenów Podróżowania.
– Przybywam z Caemlyn, Wasza Wysokość – oznajmiła kobieta, bo łącznik okazał się kobietą, nerwowo kiwając głową z siodła. – Lordowi Aybara udało się zmusić Trolloki do walki. Ruszyły się.
– Światłości, połknęły przynętę – powiedziała Elayne. – Teraz my musimy się przygotować. Idź, odpocznij, wkrótce będziesz potrzebowała wszystkich swoich sił.
Łączniczka skinęła głową i odgalopowała. Elayne przekazała najnowsze wieści Talmanesowi, Aielom i Tamowi al’Thorowi.
Elayne usłyszała jakieś odgłosy w głębi lasu i gestem uniesionej dłoni przerwała Gwardzistce, składającej jej raport. Cień Księżyca zatańczyła pod nią, omijając zręcznie ludzi ukrytych wszędzie wokół w poszyciu leśnym. Żaden nawet się nie odezwał. Wydawali się ledwie dychać.
Objęła Źródło. Moc wypełniła ją, a wraz z nią nabrzmiała słodycz świata. Widziany przez tęczę saidara półmartwy las zdał się znienacka pełen barw. Tak. Stosunkowo niedaleko coś wspinało się na wzgórza. To jej żołnierze, tysiące, zajeżdżali konie, szybko zbliżając się do Lasu. Elayne uniosła do oczu szkła powiększające, żeby przyjrzeć się zbitej masie Trolloków, pędzących śladem tamtych niczym czarna fala zalewająca pociemniały ląd.
– Wreszcie! – wykrzyknęła. – Łucznicy, wystąp!
Przed nią spośród drzew wyszli ludzie z Dwu Rzek, tworząc szereg tuż przy krawędzi linii drzew. Stanowili jedną z najmniej licznych formacji jej armii, ale jeśli opowieści o ich sprawności nie były przesadzone, to zastąpią z powodzeniem trzykrotnie liczniejszy oddział zwykłych łuczników.
Kilku spośród młodszych zaczęło nakładać strzały na cięciwy.
– Stop! – zawołała Elayne. – Tam są nasi ludzie.
Tam i jego dowódcy przekazali dalej jej rozkaz. Ludzie nerwowo opuścili łuki.
– Wasza Wysokość – powiedział Tam, podjeżdżając na koniu. – Ci chłopcy trafią na taki dystans.
– Nasi żołnierze są zbyt blisko – wyjaśniła Elayne. – Musimy poczekać, aż rozjadą się na boki.
– Wybacz mi, moja pani – upierał się Tam. – Ale żaden człowiek z Dwu Rzek nie spudłuje takiego strzału. Kawaleria jest bezpieczna, a Trolloki też mają łuki.
Pod tym względem trudno mu było odmówić racji. Widziała przecież, że niektóre Trolloki zatrzymywały się i naciągały swe potężne łuki. A ludzie Perrina mieli odkryte plecy, tu i ówdzie czarna strzała sterczała z kończyn ich wierzchowców.
– Strzelać – rozkazała Elayne. – Łucznicy, strzelać! – Birgitte przekazywała jej rozkazy, jadąc wzdłuż szeregu. Tam wykrzyczał je do stojących najbliżej.
Elayne opuściła szkło powiększające. Jej uszy wypełniły odgłosy wiatru wiejącego wśród drzew: szelest zeschłych liści, grzechot nagich gałęzi. Ludzie z Dwu Rzek naciągnęli cięciwy. Światłości! Naprawdę potrafili celnie trafiać z takiej odległości? Trolloki były wciąż oddalone o setki kroków.
Strzały poleciały wysoko niczym jastrzębie podrywające się ze swych żerdzi. Słyszała, jak Rand przechwalał się swymi zdolnościami, przy jakiejś okazji widziała też w akcji długi łuk z Dwu Rzek. Ale to… tyle strzał unoszących się w górę z niewiarygodną precyzją…
Strzały dotarły do szczytu swego toru, a potem opadły – żadna nie poleciała zbyt blisko. Śmiertelnym deszczem runęły w szeregi Trolloków, trafiając przede wszystkim w łuczników wroga. W odpowiedzi przyleciało kilka strzał, ale ludzie z Dwu Rzek z łatwością rozstąpili się przed nimi.
– To dopiero pokaz sztuki łuczniczej – zdumiała się Birgitte, wracając z objazdu frontu. – Zaiste robi wrażenie…
Zanim żołnierze Perrina wjechali do lasu, łucznicy z Dwu Rzek wystrzelili jeszcze kilka salw.
– Kusznicy! – rozkazała Elayne, wyciągając miecz z pochwy i wznosząc do góry. – Legion Smoka, wystąp!
Ludzie z Dwu Rzek roztopili się wśród drzew, a ich miejsce zajęli kusznicy. Dwa pełne sztandary, które otrzymała od Legionu Smoka, a Bashere znakomicie wyćwiczył.
Stanęli w trzech rzędach – stojący strzelali, a pozostali klęcząc, ładowali broń. Śmierć, którą posłali w szeregi Trolloków, uderzyła niczym fala powodzi, przeszywając drżeniem nadciągającą armię; tysiące musiały zginąć.
Elayne opuściła miecz tak, że ostrze celowało w Trolloki. Ludzie z Dwu Rzek wspięli się tymczasem na gałęzie stojących na skraju Lasu drzew i stamtąd razili wroga. Z niewygodnych pozycji trudno im było celować, niemniej celność nie miała już takiego znaczenia. Śmierć sypała się na Trolloki z przodu i z góry, zaczynały już się potykać o ciała swoich poległych.
„No już…” – pomyślała Elayne.
Trolloki dalej szły naprzód, torując sobie drogę pod ostrzałem w kierunku łuczników. Elayne zobaczyła, jak spory kontyngent skręca, kierując się na wschód. Prowadziła tamtędy droga stanowiąca granicę Lasu Braem – zapewne plan wroga był taki, żeby ją opanować, a potem wykorzystać do okrążenia sił Elayne. Przynajmniej tak to sobie zapewne umyśliły Pomory.
– Odwrót do Lasu! – zawołała Elayne, wymachując mieczem. – Szybko.
Kusznicy wystrzelili jeszcze jedną salwę, a potem zniknęli między drzewami, wtapiając się w poszycie leśne. Ludzie z Dwu Rzek zeskoczyli na ziemię i ostrożnie wycofali się między drzewa. Elayne odwróciła się i ruszyła wolnym truchtem. Nie musiała jechać daleko, żeby dostrzec sztandar Ghealdanian Alliandre, a potem szeregi żołnierzy z pikami i halabardami.
– Wycofać się zaraz po nawiązaniu kontaktu z wrogiem! – zawołała do nich. – Chodzi o to, żeby ich wciągnąć głębiej! – Głębiej w las, gdzie czekali na nich siswai’aman.
Żołnierze pokiwali głowami. Niedługo potem Elayne minęła samą Alliandre. Siedziała na koniu, otoczona niewielkim oddziałem straży przybocznej. Ciemnowłosa królowa skłoniła się Elayne w sposób przyjęty, gdy siedzi się na koniu. Jej dowódcy chcieli, żeby pomogła Berelain organizować szpital w Mayene, lecz odmówiła. Niewykluczone, że na jej decyzję miał wpływ widok Elayne na czele swoich oddziałów.
Ruszyła dalej w momencie, gdy pierwsze Trolloki wpadły do Lasu, wrzeszcząc i wydając z siebie złowrogie pomruki. Walka w lesie z pewnością nie pójdzie im łatwo. Zręczniejsi ludzie znacznie lepiej sobie poradzą niż masywne bestie wykorzystujące głównie brutalną siłę – będą je nękać zasadzkami, zdradliwymi ciosami w plecy, podcinając od tyłu. Mobilne oddziały łuczników mogą strzelać z ukrycia, a jeśli się odpowiednio postarają, Trolloki nawet się nie zorientują, skąd nadlatują strzały.
Elayne poprowadziła swoją Gwardię Królowej ku drodze, już z dala usłyszała odgłosy wybuchów i wrzaski Trolloków. To procarze zasypywali Trolloki wybuchowymi prętami Aludry. Błyski światła znaczyły ciemne pnie drzew.
Elayne dotarła do drogi akurat na czas, żeby zobaczyć, jak wylewają się na nią Trolloki gnane przez kilku Myrddraali w czarnych płaszczach. Faktycznie, pomysł sam przez się był niezły i szybko oskrzydliłby siły Elayne… gdyby nie to, że Legion Czerwonej Ręki już przygotował na drodze smoki. Obok nich, na stosie jakichś skrzyń, stał Talmanes z rękoma założonymi za plecy i przyglądał się poczynaniom swoich ludzi. Za nim łopotał sztandar Czerwonej Ręki: wnętrze krwistoczerwonej dłoni na obrzeżonym czerwonymi frędzlami tle; dalej Aludra wykrzykująca wyniki pomiarów, specyfikacje celów i od czasu do czasu traktująca przekleństwem obsługę, która popełniała omyłki lub ruszała się zbyt wolno.