Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 296
Перейти на страницу:

Smoki stały na pozycjach przed Talmanesem. Była ich prawie setka, ustawionych w poczwórnym szeregu, który sięgał daleko w pola otaczające z obu stron drogę. Elayne znajdowała się jeszcze zbyt daleko, żeby usłyszeć, jak Talmanes dał rozkaz. Tak zapewne było lepiej, ponieważ grzmot, który po chwili doleciał do jej uszu, mógł być eksplozją Góry Smoka. Cień Księżyca przysiadła na zadzie i zarżała przeraźliwie, a Elayne musiała dołożyć wszelkich starań, żeby nie spaść z siodła. W końcu zdecydowała się zatkać końskie uszy splotem Powietrza, a tymczasem obsługa odtoczyła wystrzelone smoki na bok, żeby następne mogły otworzyć ogień.

Swoimi uszami zajęła się w następnej kolejności, równocześnie uspokajając Poświatę. Birgitte wciąż zmagała się ze swoim przerażonym zwierzęciem, decydując w końcu na zeskoczenie z siodła – Elayne przestała się jej przyglądać. Zamiast tego spróbowała przebić wzrokiem dym zasnuwający drogę. Trzeci szereg smoków gotował się do strzału.

Mimo zatkanych uszu poczuła, jak wybuch targnął ziemią, wstrząsnął drzewami.

Potem nastąpiła czwarta salwa, którą poczuła aż w kościach. Z trudem wciągając i wypuszczając powietrze, czekała, aż serce przestanie rozpaczliwie łomotać w piersiach, a dym nad drogą rozwieje się.

Najpierw zobaczyła Talmanesa. Stał wyprostowany. Następnie pierwszy szereg smoków, które, przeładowane, wróciły na swoje poprzednie miejsce. Potem pozostałe trzy szeregi, które załogi pośpiesznie ładowały, wsuwając na przewidziane miejsce proch i wielkie metalowe kule.

Wtedy silny wiatr z zachodu rozwiał dym na tyle, żeby mogła dostrzec wroga… i Elayne cicho jęknęła.

Ciała tysięcy Trolloków leżały posiekane na dymiące kawałki, wiele siła wystrzałów zupełnie zmiotła z drogi. Ręce, nogi, strzępy szorstkiego futra… kawałki, kawałeczki… leżały rozrzucone wokół dziur w ziemi szerokich na dwa kroki. Tam gdzie przed paroma chwilami były tysiące rozwrzeszczanych bestii, teraz została tylko krew, połamane kości i dym. Po okolicznych drzewach zostały tylko roztrzaskane na drzazgi pnie. Z dowodzących atakiem Myrddraali nie zostało nic.

Załogi smoków opuściły płonące zapałki – nie było po co dalej strzelać. Kilka ocalałych na tyłach Trolloków zmykało między drzewa.

Elayne popatrzyła na Birgitte i uśmiechnęła się szeroko. Strażnik wciąż nie mogła oderwać ponurego wzroku od koszmarnego widoku, gdy tymczasem Gwardzistki uganiały się za jej wierzchowcem.

– No i? – zapytała Elayne, rozplatając strumienie tworzące zatyczki w uszach.

– Myślę… – zaczęła Birgitte – że tym rzeczom brakuje celności. Poza tym są brutalne. I cholernie skuteczne.

– Tak – zgodziła się z dumą Elayne.

Birgitte pokręciła głową. Jej koń wrócił już do niej i wskoczyła na siodło.

– Przyzwyczaiłam się do myśli, że człowiek i jego łuk stanowią najgroźniejsze połączenie, jakie kiedykolwiek pozna ta kraina, Elayne. Teraz doszły te rzeczy, jakby mało było mężczyzn otwarcie przenoszących Moc i Seanchan wykorzystujących w boju przenoszące kobiety. Nie podoba mi się kierunek, w którym to zmierza. Jeżeli byle chłopina z metalową tuleją może powalić armię…

– Nie rozumiesz? – entuzjazmowała się Elayne. – Nie będzie już wojen. Wygramy, potem nastąpi pokój, jak wymyślił sobie Rand. Wiedząc, że istnieje taka broń, nikt prócz Trolloków nie będzie rwał się do wojny!

– Może – rzuciła Birgitte. Ale równocześnie kręciła głową. – Może po prostu mniej mam zaufania do ludzkiej mądrości niż ty, Elayne.

Elayne parsknęła, uniesionym mieczem dając znak Talmanesowi, który w odpowiedzi wzniósł swój i pomachał nim. Pierwszy krok w kierunku rozbicia armii Trolloków został właśnie zrobiony.

11

Jeszcze jeden najemnik.

– Doskonale zdaję sobie sprawę, że w przeszłości zdarzały się nam nieporozumienia – mówiła Adelorna Bastine, jadąca przez obóz obok Egwene. Była szczupłą kobietą o królewskiej iście postawie. Nakrapianie tęczówki oczu i ciemne włosy zdradzały saldaeańskie pochodzenie. – Ale nie chciałabym, abyśmy uważały się za wrogów.

– Nie uważałam cię za wroga – odrzekła Egwene, ważąc słowa – i nie uważam. – Nie zapytała, co Adelorna miała na myśli, używając podmiotu domyślnego „my”.

Adelorna była z Zielonych Ajah, a Egwene podejrzewała przez jakiś czas, że była Kapitan-Generał, którym to mianem Zielone opatrywały głowę swoich Ajah.

– To dobrze – stwierdziła Adelorna. – Działaniami niektórych z moich Ajah kierowała głupota. Zresztą zostały już powiadomione o swoich błędach. Nie doszukasz się już żadnej kontestacji wśród tych, które powinny kochać cię najbardziej, Matko. Odkreślmy przeszłość grubą kreską.

– Odkreślmy – zgodziła się Egwene, z lekka rozbawiona.

„No i proszę” – pomyślała. – „Po tym wszystkim Zielone Ajah próbują mnie odzyskać dla siebie?”

Cóż, przydadzą się. Martwiła się zaistniałą sytuacją, gdyż uważała, że tych relacji nie da się już naprawić. Wybór Silviany na Opiekunkę skłonił wiele do traktowania jej jak wroga. Do Egwene docierały szepty, że powinna wybrać sobie Czerwone Ajah, mimo oczywistego nonsensu, jaki niosły: przecież nie tylko miała Strażnika, ale na dodatek poślubiła go.

– Jeżeli mogę o coś spytać… – zaczęła Egwene. – Chciałabym wiedzieć, czy zaistniał jakiś incydent, który skłonił was do… przekroczenia dzielących nas różnic.

– Są wśród nas takie, które z pełną premedytacją ignorują twoje dokonania w trakcie inwazji Seanchan, Matko – wyjaśniła Adelorna. – Moim zdaniem dowiodłaś wówczas, że masz ducha wojowniczki. Albo generała. A to nie jest coś, co Zielone Ajah mogą ignorować. Przeciwnie, musimy szukać takich przykładów, a potem się na nich wzorować. Tak to zostało postanowione, a przewodzące wśród Ajah przemówiły. – Adelorna spojrzała Egwene prosto w oczy, po czym skłoniła głowę.

Wnioski stąd wypływające były oczywiste. Adelorna zaiste była głową swoich Ajah. Otwarte wyznanie tej prawdy byłoby niestosowne, ale nawet zwykła sugestia świadczyła już o niejakim zaufaniu i szacunku.

„Gdybyś naprawdę została wyniesiona spośród nas, tyle należało wnosić z tej rozmowy, wiedziałabyś, które nam przewodzą. Znałabyś nasze tajemnice. Więc ci je ofiarowuję”.

Innym wnioskiem, jaki można było wyciągnąć, to fakt, że Adelorna poczuwa się do wdzięczności. Egwene uratowała jej życie podczas seanchańskiego ataku na Białą Wieżę.

Amyrlin nie należała do żadnych Ajah – a Egwene tę cnotę uosabiała znacznie bardziej dobitnie niż którakolwiek przed nią, ponieważ w istocie nigdy nie przynależała do którychś Ajah. Mimo to zachowanie tamtej uznała za ujmujące. W geście podziękowania położyła rękę na ramieniu Adelorny, a potem pozwoliła jej odejść.

Wcześniej, gdy Adelorna poprosiła o chwilę rozmowy, Gawyn, Silviana i Leilwin odjechali na bok. Ta Seanchanka… Egwene nie mogła się zdecydować, czy nie spuszczać jej z oka, czy odesłać daleko, jak najdalej.

Informacje przekazywane przez Leilwin zaiste okazały się użyteczne. Jak dotąd – przynajmniej na ile Egwene potrafiła to określić – Leilwin mówiła wyłącznie najczystszą prawdę. Więc na razie warto było trzymać ją blisko siebie, choćby dlatego, że pytania dotyczące Seanchan mnożyły się i przychodziły jej do głowy w najrozmaitszych chwilach. Leilwin zaś zachowywała się bardziej jak straż przyboczna niż więźniarka. Jakby Egwene gotowa była powierzyć swoje bezpieczeństwo Seanchance! Potrząsnęła głową.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)