Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 104
Перейти на страницу:

Zasadniczy styl, zgodnie z którym zaprojektowano dom Bagratouniego, Marek znał dobrze, ponieważ cieszył się on popularnością wśród zamożnych mieszkańców Italii. Zamiast wystawiać się na widok zewnętrznego świata, serce domu mieściło się wewnątrz, na centralnym dziedzińcu.

Lecz budowla bardziej przypominała warownię, niż jakikolwiek znany Markowi rzymski dom. Jedynie kilka otworów okiennych wychodziło na zewnątrz, a i te bardziej dla prowadzenia ostrzału z łuków, niż dla podziwiania widoków. Bramy, które wiodły z ogrodów na dziedziniec, zbudowano niemal tak solidnie jak te, które chroniły całą posiadłość.

Drzewa rosnące na dziedzińcu poobwieszano latarniami. Miały szybki z wielobarwnego szkła i kiedy zmierzch zgęstniał, w listowiu zatańczyły snopy czerwieni i złota, błękitu i zieleni. Jednak centralne stoły pośrodku dziedzińca zostały jasno oświetlone, aby skierować uwagę na odbywającą się tam ucztę.

Vaspurakańska kuchnia w niczym nie przypominała videssańskiej, która preferowała owoce morza i sosy ze sfermentowanych ryb. Jako główne danie podano pieczone koźlę, przyprawione polewą z estragonu, mięty i cytryny oraz ozdobione kawałkami ostrego żółtego sera. Uzupełnił to gulasz z jagnięcia oraz gotowane na twardo jaja, zaprawione cebulą, kolendra i cynamonem i faszerowane ciecierzycą. Oba dania wyciskały łzy z oczu i napełniały usta śliną, lecz oba smakowały wyśmienicie.

— Huu! — wydyszał Viridoviks, wachlując usta ręką. — Dużo w tym tego wszystkiego. — By ugasić płomienie, wypił duszkiem wino z pucharu i sięgnął po stojącą przed nim karafkę. Ze wszystkich gości Bagratouniego, wielki Celt prawdopodobnie najbardziej odczuwał pikantność potraw. Oprócz octu, miodu i paru mdłych ziół północna Galia niewiele przypraw miała do zaoferowania.

Skaurus siedział po prawej ręce Gagika Bagratouniego, pomiędzy generałem a jego pierwszym adiutantem, mężczyzną wkraczającym w wiek średni, o imieniu Mesrop Anhoghin, który miał twarz zarośniętą jeszcze bardziej niż jego dowódca. Po lewej ręce Bagratouniego, potwierdzając słowa Senpata Sviodo, siedziała żona generała, Zabel, pulchna, spokojna kobieta, która swego skromnego zasobu videssańskich słów używała głównie po to, by przeprosić, że nie umie więcej. Anhoghin opanował urzędowy język Imperium niewiele lepiej. W rezultacie trybun musiał rozmawiać głównie z Gagikiem Bagratounim, co, jak wkrótce zaczął podejrzewać Marek, zostało rozmyślnie zaaranżowane.

Generał — nakharar, jak określał siebie w swym ojczystym języku; oznaczało to księcia-wojownika — cechował się głodem wiedzy o dalekich rubieżach świata, który mógł współzawodniczyć z ciekawością Gorgidasa. Być może, pomyślał Skaurus, wynikał on z jego wysiłków, by wyrosnąć poza granice tego izolowanego kraju, w którym wkroczył w wiek męski. Bez względu na przyczyny, zasypywał Rzymianina pytaniami nie tylko dotyczącymi spraw wojskowych, lecz również pytał o jego ojczyznę, jej mieszkańców, o to jak wygląda miasto Videssos, a nawet co przypomina widok oceanu. — Nigdy go nie widziałem — stwierdził ze smutkiem. — Rzeki, tak, jeziora, te również, lecz nigdy nie widziałem morza.

— Czy dobrze usłyszałem, że jego czcigodność pytał cię o morze? — odezwał się do Marka Viridoviks, który siedział kilka miejsc od nich. Kiedy trybun potwierdził to skinieniem głowy, Gal rzekł z przejęciem: — Powiedz mu, że jest to miejsce dla obłąkanych i dla nikogo innego. Statek jest niczym więcej jak więzieniem, gdzie poza tym można się utopić.

— Dlaczego on tak mówi? — zapytał Gagik. — Na rzekach i jeziorach lubię łowić ryby z łodzi.

— Cierpi na chorobę morską — odpowiedział Skaurus i zaraz musiał wyjaśnić to pojecie Bagratouniemu. Vaspurakańczyk szarpał się za brodę rozważając słowa Rzymianina; Marek zastanowił się, czy przypadkiem nie przypuszcza, że z niego zakpiono.

Deser składał się z owoców i jakichś interesujących kulistych ciastek — mieszaniny pszennej mąki, rozdrobnionych daktyli i siekanych migdałów — obsypanych sproszkowanym cukrem. To ostatnie okazało się dla Rzymian prawdziwym odkryciem, ponieważ zarówno oni sami jak i Videssańczycy słodzili miodem. Sięgając po czwarte, Gorgidas zauważył: — I dobrze, że nie widuję ich częściej, bo inaczej obrósłbym tłuszczem.

— Ba! — rzekł Gajusz Filipus. — Dlaczego to zawsze chudzi skarżą się, że mogą utyć? — Tylko twarde życie, jakie prowadził, ratowało centuriona przed przegraniem walki ze swym brzuchem.

— Nie tylko są bardzo dobre — wtrącił Kwintus Glabrio, oblizując palce — ale też wyglądają na takie, które można długo przechowywać i są tak pożywne, że kilka nakarmiłoby człowieka na jakiś czas. Byłyby dobrym wiktem na podróż.

— Tak też były i są. Zatem jesteś człowiekiem, który dostrzega w rzeczach to, co jest w nich ważne? To cenna zaleta — zadudnił z aprobatą Bagratouni. — My, Vaspurakańczycy, często zabieramy je w podróż.

— Videssańczycy również — zwrócił się do niego z uśmiechem Senpat Sviodo. — Nazywają je „książęcymi jajkami”. — Rzymianie i większość Vaspurakańczyków parsknęli śmiechem; Gagik Bagratouni spoglądał na nich bezradnie. Senpat przetłumaczył kalambur na jego ojczysty język. Nakharar mrugnął, a potem on i jego żona równocześnie zaczęli się śmiać. Kiedy Zabel się śmiała, łatwo można było dostrzec, skąd wzięły się zmarszczki przecinające jej rysy; jej twarz została stworzona do śmiechu. Gagik uśmiechnął się do niej czule. Daleko jej było do piękności, lecz własnego, specyficznego uroku nikt nie mógł jej odmówić.

— Naprawdę je tak nazywają? — chichotał jej małżonek. — Naprawdę?

Po deserze ktoś zawołał do Senpata: — Zagraj nam coś, skoro już przyniosłeś swoją bandurę.

— Doskonale — odpowiedział. — Kto ze mną? — Jeden z Vaspurakańczyków miał flet; szybkie przeszukanie domu zakończyło się wydobyciem z jego zakamarków małego ręcznego bębenka dla jeszcze jednego ochotnika. I bez dalszych ceregieli zaintonowali pieśń o ich górzystej ojczyźnie. Wszyscy Vaspurakańczycy zdawali się znać słowa i śpiewając klaskali do taktu. Palce Senpata tańczyły po strunach instrumentu; jego czysty, silny tenor pomagał śpiewającym utrzymać melodię. Gagik Bagratouni śpiewał z entuzjazmem i ogromnie głośno, lecz nawet Marek mógł stwierdzić, że straszliwie fałszuje.

Trybun czuł się osamotniony, zarówno z uwagi na swoją obojętność wobec muzyki w ogólności, jak i nieznajomość tej właśnie muzyki. Zastanawiał się, co też powiedziałaby o niej Helvis, i poczuł kolejne ukłucie sumienia wywołane tym, że nie zabrał jej ze sobą. Dla jego niewyszkolonych uszu większość pieśni brzmiała wyzywająco, co licowało z duchem tego prężnego ludu, który je stworzył.

W miarę jak muzycy grali, Vaspurakańczycy jeden po drugim podnosili się od stołu i zaczynali tańczyć albo z kobietami, które im towarzyszyły, albo ze służebnymi dziewczętami Gagika. Płyty dziedzińca rozbrzmiewały odgłosem obutych stóp tupiących w zawiłym rytmie. Ciała kołysały się, giętkie i krzepkie jednocześnie. Tancerze byli fizycznym wyrazem tego co słyszeli, pomyślał z zaskoczeniem Marek i zaczął rozumieć, jak silny wpływ może wywierać muzyka, choć sam nie potrafił go odczuwać.

Natomiast Viridoviksa muzyka wyraźnie oczarowała; przyglądał się i słuchał jak gdyby pogrążony w transie. Kiedy w końcu Senpat i jego towarzysze zaczęli grać szczególnie skoczną melodię, Celt nie potrafił już dłużej ustać — czy raczej usiedzieć — na miejscu. Wstał, by dołączyć do tancerzy.

Nie próbował jednak naśladować ich kroków; zamiast tego zatańczył na własną galijską modłę. Podczas gdy ich torsy kołysały się w takt muzyki, jego ciało od pasa w górę pozostawało niemal nieruchome, z rękoma bezwładnie zwieszonymi wzdłuż boków, natomiast jego nogi i stopy aż migały w skomplikowanych figurach celtyckiego tańca. Podskoczył, zawirował, na pozór zawieszając się w powietrzu, zawirował w drugą stronę, podskoczył znowu. Jego ruchy w niczym nie przypominały ruchów tańczących wokół niego ludzi, ale równocześnie w osobliwy sposób uzupełniały je.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)