Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 104
Перейти на страницу:

— Sam sobie jesteś winien, dobrze wiesz. Mogłeś być tutaj z nami, ale wolałeś pobiec za spódniczką — rzekł nieżyczliwie Gajusz Filipus.

A Gorgidas zapytał: — Czy tylko to się liczy dla ciebie? Rozrywka? Tylko okrutny człowiek może się cieszyć oglądając skutki nienawiści innych.

— Och, dajże mi spokój — odciął się Celt. — Jesteś teraz zły jedynie dlatego, że ten łajdacki kapłan uciekł nie pozwalając, byś go połatał. — To oszczerstwo zawierało w sobie wystarczającą dawkę prawdy, by doprowadzić Gorgidasa do stanu prychającej furii.

Kwintus Glabrio powiedział spokojnie: — Nie musisz czuć się ograbiony z możliwości igrania z niebezpieczeństwem, Viridoviksie. Czy możesz z całym przekonaniem powiedzieć mi, że uważasz miłość za mniej niebezpieczną od walki?

Celt zamrugał bezmyślnie, lecz oczy Gorgidasa zwęziły się w namyśle, jak gdyby dopiero teraz naprawdę zobaczył młodego centuriona. A kiedy Gagikowi Bagratouniemu przetłumaczono rozmowę — ponieważ w większości przebiegała po łacinie — położył rękę na barkach Glabria, mówiąc: — Wiedziałem, że jesteś bystry. O wielu ludziach można to powiedzieć, lecz teraz widzę, że jesteś też mądry. To rzadsza i o wiele cenniejsza zaleta. Skaurus, tego młodzieńca musisz otoczyć troskliwą opieką.

— Aż do teraz sam doskonale potrafił troszczyć się o siebie, jak też powinno być — odpowiedział Marek. Zastanowiwszy się nad tym uświadomił sobie, jak bardzo to było prawdziwe. Milcząca fachowość Glabria sprawiła, że trybun niekiedy ledwie go zauważał w ciągu mijających dni, lecz manipuł, którym dowodził, był zawsze doskonale wyszkolony i teraz, kiedy się nad tym zastanowił, odniósł wrażenie, że jego ludzie sprawiają mniej kłopotów dyscyplinarnych niż pozostali Rzymianie. Dobry człowiek na podorędziu, pomyślał Marek, naprawdę doskonały.

XII

W jakiś sposób to, że ani Hel vis, ani Amorion nie wybuchnęli, tak jak tego oczekiwał, sprawiło trybunowi zawód. Jego panią tak pochłonęła relacja o zemście Gagika Bagratouniego nad Zemarkhosem, że zapomniała być zła o to, że jej tam nie było. Fakt, że kapłan głosił ortodoksyjną wiarę videssańską, tym słodszym uczynił dla niej jego upadek.

— Więcej z nich powinno być tak potraktowanych — oświadczyła. — To utarłoby nosa ich zarozumiałości.

— Czy twoja radość z ich klęski nie jest równie zła, jak ich uciecha z gnębienia twoich współwyznawców? — zapytał Marek, lecz jej jedyną odpowiedzią było spojrzenie równie puste jak to, którym Viridoviks obdarzył Kwintusa Glabrio. Ustąpił — przekonanie o prawdziwości jej wiary zakorzeniło się w Helvis zbyt mocno, by dyskusja mogła coś dać.

Amorion powstałby przeciwko zamieszkującym w nim Vaspurakańczykom przy najsłabszym słowie zachęty ze strony Imperatora, lecz takie nie nadeszło. Kiedy Zemarkhos pojawił się przed namiotem Mavrikiosa Gavrasa, by wnieść oskarżenie przeciwko Bagratouniemu, Imperator zdążył już zapoznać się z relacjami nakharara i Rzymian. Odesłał zgnębionego duchownego, mówiąc: — Jako kapłan, czy nie, nie miałeś żadnych powodów, by nachodzić dom tego człowieka i denerwować go wulgarnymi zniewagami. Nie można go winić, że wystąpił przeciwko tobie; ani on, ani jego ludzie nie powinni być narażeni na jakiekolwiek prywatne próby zemsty.

Bardziej bezpośredni, jego brat Thorisin dodał: — Tak jak ja to rozumiem, dostałeś to, na co zasłużyłeś za wtykanie nosa w nie swoje sprawy. — Takie też było odczucie większości armii, która ceniła sobie niewybredny dowcip pomysłu Gagika. Chór poszczekiwań i skowytów towarzyszył Zemarkhosowi, gdy kulejąc opuszczał obóz. Bez reszty wypełniała go nienawiść, lecz groźba Imperatora powstrzymywała go, podczas gdy armia uzupełniała zapasy w Amorionie.

Skaurus czuł wyraźnie, że Mavrikios żałuje każdej minuty, którą spędzał w mieście na płaskowyżu. Konflikt pomiędzy Zemarkhosem a Gagikiem Bagratounim, poważny pod niemal wszystkimi względami, był dla niego teraz niczym więcej, jak niemile widzianą sprawą, odciągającą jego uwagę od najważniejszej rzeczy. Od czasu pierwszych potyczek z Yezda sprawiał wrażenie konia z wędzidłem pomiędzy zębami i zdawał się płonąć chęcią rozpoczęcia wielkiej bitwy, którą zaplanował.

Jednak dobrze się stało, że jego armia zatrzymała się, by odpocząć i uzupełnić zapasy przed wypuszczeniem się na pomocny zachód w stronę Soli. Ta podróż, krótsza niż każdy z dwóch pierwszych etapów, była trudniejsza niż oba z nich razem wzięte. Te wszystkie kryjówki z zapasami jedzenia, które miejscowym przedstawicielom videssańskiej władzy udało się zaprowiantować dla armii, wpadły w ręce najeźdźców. Yezda robili wszystko, by zmienić kraj w pustynię, podpalając pola i zasypując kanały rozdzielające tę odrobinę wody, która nimi płynęła.

Koczownicy z Yezd, którzy napływali do imperium, czuli się na takiej pustyni jak w domu. Wychowani w twardej szkole stepów, z łatwością dawali sobie radę tam, gdzie videssańska armia głodowałaby, gdyby nie zapasy, które ze sobą niosła. Coraz więcej i więcej koczowników ciągnęło jak cień za siłami Imperium. Kiedy tylko sadzili, ze okoliczności im sprzyjają, uderzali błyskawicznie, by zaraz potem znowu zniknąć jak dym na wietrze.

W miarę upływu czasu napady stawały się coraz zuchwalsze. Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Amorionem a Solą, oddział liczący około pięćdziesięciu ludzi przedarł się przez osłaniających armię jeźdźców z Khamorthu i przemknął przed maszerującą kolumną, zasypując ją gradem strzał.

Marek zobaczył chmurę kurzu zbliżającą się od zachodu, lecz nie zwrócił na nią większej uwagi. Może, pomyślał, zwiadowcy spostrzegli większą grupę Yezda i wysłali łączników po pomoc.

Gajusz Filipus nie zgodził się z tym. — Jest ich na to zbyt wielu. — Jego twarz nagle sposępniała. — Wcale nie sądzę, żeby to byli nasi ludzie.

— Co? Nie mów bzdur. Musieliby… — Bez względu na to, jakiego argumentu trybun chciał użyć, by sprzeciwić się opinii centuriona, zamarł on w jego ustach, kiedy jeden z legionistów krzyknął z bólu i trwogi, gdy strzała przeszyła mu ramię. Odległość, z jakiej padł strzał, była skandalicznie duża, lecz szybko zmniejszyła się, gdy koczownicy, wyciskając ze swych lekkich wierzchowców wszystko co się dało, przemknęli ze świstem obok czoła kolumny, opróżniając swe kołczany najszybciej jak mogli. Na plecach siedział im oddział Khamorthów będących w służbie Imperatora.

— Wszystkie manipuły stać! — zabrzmiał bojowy ryk Gajusza Filipusa. — Tarcze w górę! — Rzymianie zdjęli swoje scuta i unieśli je, by osłonić twarze.

Nic innego nie mogli zrobić; Yezda przemykali poza zasięgiem pilum. Adiatun i jego procarze pospiesznie wypuścili kilka pocisków, lecz nie doniosły. Zatem to, co cały czas twierdzili Khamorthci, okazało się prawdą — łuki koczowników posiadały zasięg, jakiemu nie mogła sprostać żadna broń, którą dysponowali Rzymianie. Skaurus włączył ten fakt w poczet przyszłych trosk.

Jeźdźcy rozdzielili się na grupy po czterech i pięciu, i rozproszyli się we wszystkich kierunkach. Nie uczynili nic, co można byłoby nazwać szkodą, lecz zdołali wprowadzić zamieszanie w armii, która tysiąckrotnie przewyższała ich liczebnością.

Najemna kawaleria Videssos wciąż ścigała Yezda. Coraz to nowi jeźdźcy dołączali do pościgu. Marek miał trudności z rozróżnieniem przyjaciół od wrogów. W wirującym przed nim kurzu koczownicy, którzy walczyli pod sztandarem Yezd, niewiele różnili się od najemników Imperium. Być może Khamorthci mieli ten sam problem, ponieważ zaledwie kilku Yezda padło, nim reszta zdołała umknąć.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)