Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 104
Перейти на страницу:

— To jasne — rzekł czule Senpat Sviodo. Odwrócił się z powrotem do Rzymian. — Panowie — powiedział, spoglądając na Gajusza Filipusa tak, jakby się to do niego nie odnosiło: — Oto moja żona, Nevrata. Zna Vaspurakan i jego szlaki przynajmniej tak dobrze jak ja.

— Zatem ciebie niech kruki zadziobią! — zawołał ktoś z trzeciego szeregu Rzymian. — Pójdę za nią choćby do piekła!

Legioniści, którzy go usłyszeli, radosnymi okrzykami wyrazili swoje poparcie. Marek z ulgą zobaczył, że Senpat Sviodo śmieje się razem z nimi i Nevrata również. Była urodziwą dziewczyną o wyrazistych rysach, ciemnej, jak jej mąż, cerze, i olśniewająco białych zębach. Zamiast charakterystycznej vaspurakańskiej czapki, jaką nosił Senpat, na swych czarnych, falistych włosach miała jedwabną chustę w kwieciste wzory.

Aby następna kpina nie zakończyła się mniej szczęśliwie, trybun pospiesznie przedstawił Vaspurakańczykom niektórych ze swych oficerów. Potem zapytał: — Jak to się stało, że jesteście w służbie Videssos?

Senpat Sviodo opowiedział swoją historię, kiedy ruszyli na zachód; niewiele różniła się od tego, czego spodziewał się Skaurus. Młodzieniec pochodził ze szlacheckiej rodziny — jego świetny koń, wytworna bandura i srebro, które nosiła Nevrata, zdążyły już przekonać trybuna, że nie jest zwyczajnym żołnierzem.

— Bycie szlachcicem w ciągu ostatnich paru lat w Vaspurakanie nie należało do dobrodziejstw — zaczął. — Kiedy przybyli Yezda niszcząc wszystko po drodze, nasi chłopi mogli uciec, niewiele tracąc z tego powodu, że schronili się tutaj, wewnątrz Imperium. Lecz na dobra mojej rodziny składały się urodzajne pola, mała kopalnia miedzi i wieża warowna, tak uzbrojona i zaopatrzona jak każda inna. Postanowiliśmy walczyć, by utrzymać nasz majątek.

— I dobrze nam szło — dodała Nevrata. — Wiele razy wypędziliśmy najeźdźców z naszych ziem poszczerbionych tak, że musieli lizać rany. — To, w jaki sposób jej szczupła ręka spoczęła na rękojeści pałasza powiedziało Markowi, że „wypędziliśmy” należy rozumieć jak najdosłowniej.

— Tak było — przytaknął z uśmiechem Senpat. Lecz ten uśmiech zgasł, kiedy pomyślał o rozpaczliwej walce, którą stoczył — i którą przegrał. — Jednak nigdy nie przepędziliśmy ich wystarczająco daleko ani nie poszczerbiliśmy dość mocno. Miesiąc po miesiącu, rok po roku, wciąż naciskali nas mocniej. Nie mogliśmy uprawiać ziemi, nie mogliśmy wydobywać miedzi, nie mogliśmy oddalić się bardziej niż na strzelenie z łuku od wieży, nie ściągając na siebie ataku. Dwa lata temu jakiś pułk Videssańczyków mijał naszą posiadłość ścigając Yezda i tak Senpat Sviodo, książę Vaspurakanu, stał się Sen-patem Sviodo, imperatorskim zwiadowcą. Znam gorsze losy. — Wzruszył ramionami.

Pociągnął za postronek, na którym wiódł jucznego konia. Kiedy wierzchowiec zbliżył się, ściągnął z jego grzbietu bandurę i uderzył w struny, wydobywając z niej ognisty akord. — Doprawdy, gorsze losy! — krzyknął, na wpół śpiewając. — Wilki z zachodu, strzeżcie się! Wracam, by odebrać, co moje! — Nevrata objęła go mocno, z twarzą lśniącą dumą.

Rzymianom spodobał się ów pokaz animuszu, lecz dla Gorgidasa miał szczególne znaczenie. Obeznany z polityką rozrywanych waśniami greckich miast, powiedział: — Temu człowiekowi i jego żonie powiedzie się. Wygnańcowi tak niezwykle łatwo jest pozostawić nadzieję za sobą wraz ze swoim opuszczonym domem. Ci, którzy w jakiś sposób potrafią ją zachować, są szczególnym rodzajem ludzi.

Kiedy armia zatrzymała się na noc, Senpat Sviodo i jego żona, tak samo jak to czyniło przed nimi tak wielu mieszkańców Imperium Videssos, podeszli, by obserwować z niekłamanym podziwem, jak Rzymianie wznoszą swój obóz. — Jaki wspaniały pomysł! — zawołał Sviodo. — Przy takich fortyfikacjach łatwo będzie odeprzeć napastników.

— Tak, taka koncepcja walki jest dla nich niezrozumiała — zgodził się Skaurus, obserwując swoich ludzi wyrzucających suchą, czerwonobrunatną ziemią płaskowyżu z rowu, który kopali, by utworzyć przedpiersie obozu. — Będziesz miał u nas status oficera, tak więc wasz namiot będzie jednym z tych, które stoją przed moim — wzdłuż viae principalis… — Na widok zakłopotania malującego się na twarzy Senpata uświadomił sobie, że użył łacińskiej nazwy i pospiesznie przetłumaczył: — Głównej drogi, chciałem powiedzieć.

— Zatem nie najgorzej — rzekł Vaspurakanin. Zdjąwszy z głowy czapkę z trzema daszkami, rękawem tuniki starł z czoła zlepiony potem kurz. — Przydałaby mi się dobrze przespana noc — mojemu tyłkowi wcale nie jest przykro, że nie siedzi w siodle.

— Twojemu? — zdziwiła się Nevrata. — Ty przynajmniej miałeś siodło, z którego mogłeś zsiąść — ja przez cały dzieją siedziałam na wystającym końskim kręgosłupie i moje pośladki są zupełnie skostniałe. — Spojrzała znacząco na swego męża. — Mam nadzieję, że nie planujesz spędzenia całej nocy w siodle.

— Kochanie, są siodła i siodła — uśmiechnął się Senpat. Jego ramię objęło jej kibić; Nevrata wtuliła się w niego radośnie.

Widząc, jak siebie pragną, Skaurus zaklął cicho po łacinie — Videssański był dla niego zbyt nowym językiem, by móc w nim swobodnie przeklinać. Dopiero teraz przypomniał sobie o zasadzie, jaką wprowadził, zakazując obecności kobiet w obozie. Jeśli obowiązywała wobec jego własnych ludzi, nie mógł jej złamać dla tych przybyszów.

Tak delikatnie jak potrafił, wyjaśnił Vaspurakańczykom, na czym ona polega.

Słuchali z niedowierzaniem, zbyt zdumieni, by się naprawdę rozgniewać. W końcu Senpat powiedział: — Widok twoich żołnierzy wznoszących ten obóz przekonał mnie, że nie jesteście ludźmi o zwykłej dyscyplinie. Lecz żeby wydać taki rozkaz i podporządkować się mu… — Potrząsnął głową. — Jeśli wy Rzymianie jesteście na tyle głupi, by się na to godzić, to jest sprawa twoja i twoich ludzi. Lecz niech mnie Skotos porwie, jeśli ja się z tym pogodzę. Chodźmy, kochanie — zwrócił się do Nevraty. I ich namiot wyrósł nie wewnątrz rzymskiego częstokołu, lecz tuż przy nim, gdyż woleli cieszyć się swoim towarzystwem bezpiecznie, w bezpośrednim sąsiedztwie wykopu, szańca i palisady. Później tego wieczoru, samotny w swym namiocie, Marek stwierdził, że nie może ich winić.

Sen ogarniał go wolno. Przyszło mu do głowy, że Phostis Apokavkos może potrafiłby powiedzieć mu coś więcej ponad to, co już wiedział o tym zdecydowanym ludzie wywodzącym się z Vaspurakanu. Apokavkos pochodził z dalekiego zachodu i przypuszczalnie miał już wcześniej do czynienia z Vaspurakańczykami.

Adoptowany Rzymianin również nie spał, lecz grał w kości z legionistami ze swego manipułu. — Szukasz mnie, panie? — zapytał, kiedy ujrzał Marka. — Nie będzie mi przykro, jeśli tak — nie mam dziś szczęścia.

— Jeżeli szukasz pretekstu, żeby wymigać się od gry, to właśnie ci się poszczęściło — rzekł trybun. Powiedział to w swym ojczystym języku i Apokavkos nie miał kłopotu, by go zrozumieć; jednak kiedy były chłop-żołnierz próbował mówić po łacinie, sepleniący videssański akcent wciąż utrudniał zrozumienie go. Ćwiczył wszakże uparcie i czynił widoczne postępy.

Skaurus wrócił z nim do swojego namiotu. — Opowiedz mi to wszystko, co wiesz o Vaspurakanie i jego mieszkańcach — powiedział. Pamiętając o niechęci Apokavkosa wobec Namdalajczyków za ich innowierstwo przygotował się, by odfiltrować z jego odpowiedzi to, co mogło być podyktowane uprzedzeniem.

— O „książętach”? — powiedział Phostis. — O ich kraju mogę powiedzieć ci tyle — tam, gdzie dorastałem, był niczym więcej jak górami na północnym horyzoncie. Okropnie mroźny w zimie, jak słyszałem. Hodują tam rącze konie, ale to wszyscy wiedzą.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)