Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Reszta z nas miałaby większe szanse, gdybyście ty i Bain poszły z nami — odparła półgłosem. Strumień transportujących wodę mężczyzn i kobiet w bieli nie ustawał, lecz im dwu nikt się nie przyglądał, ten czy ów najwyżej rzucił obojętne spojrzenie w ich stronę. Tyle że Faile w ostatnich dwóch tygodniach nauczyła się ostrożności. O Światłości, odnosiła wrażenie, że jest już więźniem Shaido dobre dwa lata, a nie dwa tygodnie! — Pomogłyśmy dotrzeć Lacile i Arreli do lasu, więc równie dobrze mogłybyśmy się chyba same wyprawić dalej? — Przemawiała przez nią rozpacz, gdyż tak naprawdę doskonale znała różnicę między tymi dwoma zdarzeniami. Bain i Chiad były jej przyjaciółkami i dowiedziała się od nich wiele na temat życia Aielów, ich ji’e’toh, a nawet poznała gesty Panien Włóczni, więc nie była zaskoczona, gdy teraz Chiad zwróciła nieznacznie głowę i przyjrzała jej się uważnie szarymi oczyma, w których nie było nic z potulności gai’shain; podobnie zresztą jak w jej głosie, chociaż na szczęście odezwała się bardzo cicho:
— Pomogę ci, jeżeli zdołam, ponieważ uważam, że Shaido nie postępują w porządku, przetrzymując tu ciebie. Ty nie podążasz za ji’e’toh, ja jednak tak. Jeśli odrzucę swój honor i swoje zobowiązania tylko dlatego, że tak postępują Shaido, wtedy w jakiś sposób pozwolę im zdecydować o moim zachowaniu. Będę się nosić na biało przez rok i dzień, a wtedy mnie wypuszczą lub sama odejdę, ale na pewno nie wyprę się siebie — to powiedziawszy, Chiad ruszyła wielkimi krokami w stronę tłumu gai’shain.
Faile podniosła rękę z zamiarem zatrzymania kobiety, jednak szybko opuściła dłoń. Zadała już to pytanie wcześniej, otrzymała łagodniejszą odpowiedź i pytając powtórnie, obraziła przyjaciółkę. Będzie musiała ją za to przeprosić. Nie po to, aby otrzymać od Chiad pomoc — kobieta nie odeszłaby w taki sposób — lecz ponieważ ona także miała swój honor, nawet jeśli nie przestrzegała ji’e’toh. Nie obraża się przyjaciół, by później po prostu o tym zapomnieć. A i oni nie powinni tego robić. Przeprosiny będą jednak musiały poczekać. Dwie kobiety nie miały śmiałości rozmawiać z sobą zbyt długo.
Niegdyś Malden było dobrze prosperującym miastem, producentem dobrej wełny i dużych ilości doskonałej jakości win, teraz wszakże zmieniło się ono w opustoszałe ruiny wewnątrz murów. Równie wiele krytych łupkiem domów było z drewna, co z kamienia, więc podczas gdy Shaido plądrowali ulice, mnóstwo budowli spłonęło. Na południowym krańcu Malden zalegały obecnie poczerniałe po pożarze i pokryte soplami lodu drewniane części konstrukcji: na wpół spalone, pozbawione dachów ściany. Powierzchnia wszystkich ulic, czy to brukowanych kamieniem, czy to z udeptanej ziemi, poszarzała od przenoszonych z wiatrem i osiadłych na śniegu drobin popiołu, w dodatku całe miasto śmierdziało zwęglonym drewnem. Wcześniej mieszkańcy Malden raczej nie narzekali na brak wody, teraz jednak Shaido — jak wszyscy Aielowie — ustalili za nią bardzo wysoką cenę, a maldeńczycy nie znali żadnych innych metod walki z szalejącym ogniem. Na Pustkowiu Aiel naprawdę niewiele rzeczy mogło spłonąć. Po złupieniu całego miasta Shaido woleli dać mu spłonąć, niż zmarnotrawić na jego gaszenie cenną wodę, w końcu jednak pozwolili mieszkańcom Malden wyprowadzić wozy wyposażone w ręczne pompy, a swoim gai’shain kazali wziąć wiadra i stanąć w kolejkach po wodę. Faile sądziła, że Shaido przynajmniej nagrodzą wolnością gaszących pożar maldeńczyków i pozwolą im odejść wraz z osobami, które nie nadają się na jeńców; niestety obsługujący pompy wodne mężczyźni byli młodzi i w dobrej formie, a zatem zdaniem Shaido wręcz idealni na gai’shain. Istniało kilka reguł związanych z gai’shain — nie mogły nimi zostać na przykład ciężarne kobiety czy matki wychowujące dzieci poniżej dziesiątego roku życia, a także młodzież do lat szesnastu i miejscy kowale, których otaczano czcią i wdzięcznością. Jednak sama wdzięczność — na przykład za ugaszenie miasta — nie wystarczała.
Wszędzie na ulicach leżały meble — duże przewrócone stoły, ozdobne skrzynie i krzesła, powierzchnię zaśmiecały tu i ówdzie zerwane ze ścian, wymiętoszone gobeliny lub popękane naczynia kuchenne. Wokół walało się też mnóstwo kawałków ubrań: płaszczy, spodni, sukien; większość przybrała postać poszarpanych łachmanów. Shaido zabrali wszystkie przedmioty wykonane ze złota bądź srebra, przyozdobione szlachetnymi kamieniami, a także wszystko, co wydawało im się przydatne albo jadalne, meble wszakże wyrzucali prawdopodobnie na zewnątrz w grabieżczym szale, po czym je tam zostawiali, gdyż dochodzili do wniosku, że powierzchnia danego sprzętu ma zbyt cienką warstwę złoceń, a piękne z pozoru rzeźbienia nie są warte ich wysiłku. Przeciętni Aielowie w ogóle nie używali krzeseł, siadali na nich jedynie szefowie klanów, zaś dla ciężkich stołów nie było miejsca na wozach i furmankach. Kilku Shaido nadal kręciło się po mieście, przeszukując domy, gospody i sklepy, sprawdzając, czy nie przeoczyli czegoś cennego, jednak większości ludzi, których Faile dostrzegała, było noszącymi wiadra gai’shain. Aielów praktycznie nie interesowały miasta, traktowali je jedynie jako miejsca do splądrowania.
W tym momencie Faile minęło kilka Panien Włóczni. Używały czubeczków włóczni do popędzania ku bramom nagiego mężczyzny o dzikim spojrzeniu i rękach związanych za plecami. Mężczyzna niewątpliwie pomyślał, że zdoła się ukryć w suterenie albo na jakimś strychu do czasu, aż Shaido odejdą. Panny Włóczni zapewne przypuszczały, że znalazły kryjówkę monet lub sreber i tam odkryły nieszczęśnika. Nagle przed Faile stanął ogromny człowiek odziany w cadin’sor typowy dla algai’d’siswai, kobieta skręciła więc w bok i obeszła go najnaturalniej, jak potrafiła. Gai’shain zawsze tak postępowali w obecności Shaido.
— Jesteś bardzo ładna — oświadczył mężczyzna, ponownie stając jej na drodze. Wydał jej się najpotężniejszym osobnikiem, jakiego kiedykolwiek widziała, mierzył chyba z siedem stóp i był bardzo wielki. Nie tłusty — Faile nigdy nie spotkała tłustego Aiela — lecz bardzo szeroki w barach. Mężczyzna czkał, buchał od niego ostry zapach wina. Widywała sporo pijanych Aielów, odkąd znaleźli wszystkie te beczki z winem tu, w Malden. Nie poczuła wszakże strachu. Gai’shain można było ukarać za dowolną liczbę przewinień, często za występki zupełnie niezrozumiałe dla ludzi z bagien, jednak biała szata dawała równocześnie pewną ochronę, a Faile wiedziała, jak się obronić.