Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #4
- Год: 2015
- Язык: польский
- Год: satan
- ISBN: 9788364384257
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:
Krew Pana Ognia zasiadła na tronie, więc Białe Konoweryn odetchnęło.
Lecz Deanie trudno się było poruszać po mieście w towarzystwie książęcego kornaka, truciciela albo kilku wojowników z Rodu Słowika w eskorcie bez zwracania na siebie uwagi. Równie dobrze mogła zatrudnić herolda, który szedłby przodem i wrzeszczał: „Idzie dzika wojowniczka, która ocaliła życie księcia!”, i oczekiwać deszczu jedwabnych chust rzucanych pod nogi oraz dziesiątek dłoni usiłujących jej dotknąć. Z początku było to nawet miłe, potem zaczęło się robić denerwujące.
Dlatego dziś wyszła bez ich towarzystwa, i teraz stała przed olbrzymimi wrotami, pokrytymi spatynowanymi płaskorzeźbami z brązu, które przedstawiały, jak to kiedyś opisał jej Suchi, Agara pokonującego Dziewięć Demonów Płomieni, pochłaniającego i ujarzmiającego ich moc, aby ogień służył ludziom, a nie palił i niszczył wszystko na swej drodze.
Była sama, wojowniczka w ciemnej szacie spiętej czarnym pasem. Nie powinna wzbudzić większego zainteresowania, Issaram w Konoweryn nie stanowili wyjątkowego widoku, w czasie wycieczek po mieście Deana spotykała już swoich rodaków, najczęściej tych z plemion mieszkających na zachodzie Anaarów. Wtedy jej czarne pasy były dla niej skuteczniejszą osłoną niż obecność truciciela czy strażników. Żaden Issaram nie podejdzie pierwszy do pielgrzyma, jeśli ten sam nie da znaku, że chce porozmawiać.
Przyjrzała się jeszcze raz wrotom. Pozieleniały brąz zdobiło dziewięć płaskorzeźb. Dziewięć śmierci zadawanych dziewięciu utkanym z dymu i ognia bestiom przez dumnego wojownika w koronie z ognia na głowie. Tylko w niej. Suchi uprzedził ją, że opowieść o tym, jak u zarania czasów Agar Czerwony powalił i zniszczył demony ognia, jest tu traktowana bardzo poważnie, więc lepiej nie wykonywać jakichś obscenicznych gestów. Dwa lata temu kilku pijanych marynarzy z dalekich krain zostało za takie zachowanie ściętych na miejscu przez Słowiki.
W sumie gdyby jej tego nie opowiedział, zupełnie nie zwróciłaby uwagi na przedstawioną postać, a tak, uznała, że ich autor niepotrzebnie starał się podkreślać na każdym kroku męskość Agara.
Weszła po schodach.
W budynku wkroczyła w długi przedsionek z drzwiami prowadzącymi na prawą i lewą stronę. Wszędzie płonęły lampy i kręcili się ludzie, jednak wszyscy zdawali się ją ignorować. Jedno, najwyżej dwa spojrzenia i powrót do własnych spraw. Była to miła odmiana po zamieszaniu, jakie do tej pory powodowała, lecz z drugiej strony potrzebowała kogoś, kto wskaże jej kilka ksiąg. Zwłaszcza tych opowiadających o spokrewnionymi z Issaram uciekinierami, którzy po objawieniu Praw przez Harudiego wybrali wygnanie. Jako Pieśniarka Pamięci miała obowiązek zbierania wszelkich wieści o swoich pobratymcach, nawet tych, którzy odrzucili słowa Wybrańca.
Ruszyła przed siebie. Zaskoczyło ją, że nad drzwiami umieszczono napisy w znakach wyglądających jak te, którymi Issaram zapisywali swoje drzewa rodowe. Niektóre potrafiła nawet odczytać. Księgi lata, Opowieści morskie, Historia… tych znaków nie rozpoznawała, Drzewo i kwiat, Miecz w… ustach? Wyglądało na to, że nawet znajomość starożytnych piktogramów na niewiele jej się tu zda.
Ktoś stanął jej na drodze. Zrobiła krok w lewo, żeby go obejść, przesunął się, zrobiła krok w prawo, on też, opuściła wzrok.
Przed nią stało pięć stóp i dwa cale uprzejmości. Uprzejmy uśmiech, dłonie złożone w uprzejmym geście, oczy z uprzejmym zapytaniem czającym się na dnie. Mężczyzna. Na oko jakieś trzydzieści lat, białe szaty, głowa i twarz gładko ogolona.
– Przeszkadzam? – zapytała w suanari.
– Nie, Poszukująca – odpowiedział uprzejmie w nienagannym k’issari. – Jeśli twa droga jest pilna, wybacz niegodnemu i nie czuj urazy – dodał, usuwając się na bok.
Do licha, nie spodziewała się tych słów tak daleko od gór. Przeprosiny Pielgrzyma. Jeśli zachodziła potrzeba, by zaczepić wędrowca w czasie pielgrzymki, lepiej zacząć od przeprosin.
– Dobrze mówisz w moim języku, nieznajomy.
– To zasługa długich studiów, Poszukująca. – Wydawał się zmieszany i zadowolony jednocześnie.
– Potrzebujesz pomocy?
Mężczyzna zmieszał się bardziej.
– Wybacz śmiałość. Twoi rodacy rzadko odwiedzają mury biblioteki, a jeszcze rzadziej pojawia się ktoś, kto najwyraźniej rozpoznaje znaki koneth.
– Koneth?
– Tak. To pismo było kiedyś rozpowszechnione na całym południu kontynentu, aż po Anaary i Góry Wrzasku. Jedno z najstarszych pism świata. Wydawało mi się… Wybacz śmiałość, Poszukująca, wydawało mi się, że odczytywałaś napisy nad salami.
Uśmiechnęła się mimo woli. Rozpoznała ten głód, głód wiedzy płynący z niezaspokojonej ciekawości. Nawet wśród Issaram sztuka odczytywania tych znaków była mało rozpowszechniona. Tylko Pieśniarze Pamięci i Wiedzący jeszcze się ich uczyli, reszta posługiwała się alfabetem przejętym od Geweryjczyków i innych ludów pustyni.
– Znam go trochę, choć w wersji mojego ludu. – Wskazała najbliższe drzwi. – Historie równin, o ile się nie mylę, a tam jest napisane Mądrość stali i brązu.
– Tak! – Ucieszył się jak dziecko. – Tak, właśnie tak! Jesteś pierwszą za mojego życia osobą z ludu Issaram, która potrafi je odczytać. To cudowne. Wspaniałe. Mamy księgi… opowieści do przetłumaczenia, ale wersja zapisana w waszym języku jest tak trudna… Aweloney będzie zachwycona… rozpłynie się z radości… Zobaczysz. Chodź, no chodź.
Wyciągnął rękę i schwycił ją za ramię.
Obudziła się w niej on’Issaram.
Złapała go za nadgarstek, przekręciła do oporu i lekko pociągnęła w górę. Ponieważ mężczyzna był niższy o pół głowy, bez problemu postawiła go na czubkach palców.
– Nieznajomy – wymruczała. – Przerwałeś moją pielgrzymkę, co ci wybaczyłam, bo znasz obyczaje. Nie podałeś swojego imienia, co jest niedopuszczalne, lecz też ci to wybaczyłam, bo miło jest porozmawiać w ojczystym języku, nawet z barbarzyńcą. Ale teraz dotknąłeś mnie bez pozwolenia. Czy mam obciąć ci rękę, byś zawsze już pamiętał o właściwym zachowaniu?
Zająknął się, raz i drugi spróbował otworzyć usta i wlepił błagalny wzrok w coś za jej plecami.
– Jeśli to nie sam książę z oddziałem Słowików, nie licz na ratunek – rozwiała jego nadzieje.
– Hm… Jeśli zamierzasz mu obciąć rękę albo coś innego, lepiej wyjdźcie na zewnątrz. Krew tryskająca z kikuta zaplami cały korytarz – usłyszała kobiecy głos.
Mężczyzna w bieli musiał też znać meekh, bo pobladł gwałtownie i wydał z siebie mysi pisk. Deana potrząsnęła nim nieco, aż zatańczył na czubkach palców.
– Znasz język i nieco liznąłeś obyczaje, nieznajomy – podjęła – ale zapominasz, że Issaram zawsze nosi Prawa Harudiego ze sobą. Mężczyzna spoza rodu może dotknąć kobiety tylko wtedy, gdy wyrazi ona na to zgodę. Jeśli zrobi to bez pozwolenia, lepiej, by potrafił dobrze władać bronią. Złożę twoją… nieostrożność na karb ekscytacji. Ale tylko ten jeden raz. Dobrze?
Pokiwał głową. Puściła go i odwróciła się, stając oko w oko ze śniadoskórą kobietą w białej szacie obszytej złotą lamówką. Wysoką kobietą. Deana też nie należała do niskich, ale i tak musiała unieść nieco głowę, by spojrzeć tamtej w twarz. Ciemne oczy taksowały ją uważnie bez śladu strachu. Ten spokój był imponujący.