Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Nie odpuścisz, co, mały szpiegu? — Spojrzał na nią groźnie, ale jego dłonie pokazały żart, żartuję z ciebie. — Nie boimy się ich bardziej niż konnicy i piechoty. Wielu naszych służyło przy nich, gdy karczowały dżunglę, budowały drogi, ciągnęły ciężary. Znamy je i wiemy, jak z nimi walczyć.
Trudno jej było to sobie wyobrazić, ale skoro tak mówił.
Słońce dotknęło horyzontu i zaczęło powoli się za nim pogrążać. Jakby roztapiało się w purpurowy kleks, który barwił coraz większą część nieba. Kor’ben Olhewar zobaczył jej minę, uśmiechnął się szeroko i zupełnie nie po verdańsku objął ramieniem.
— Tutejsze zachody słońca są… Nawet av’anaho nie wystarczy, żeby je opisać.
Czerwień rozlała się po całym nieboskłonie. I pod nim, na ziemi. Między widocznymi ze szczytu wzgórza koronami drzew, na sąsiednich wzniesieniach…
Wszędzie na zachodzie stada ptaków zrywały się i mknęły w górę.
Kowal wstał i osłaniając dłonią oczy, wpatrywał w zachodni horyzont. Kailean nie potrzebowała wzroku, Berdeth już zdążył się z nią połączyć i czuła zapach. Dym. Ogień. Płonęła wielka połać lasu, szeroki na kilka mil wał płomieni szedł w ich stronę, coraz wyższy i gwałtowniejszy.
Głuchy dźwięk gongu rozdarł powietrze, jakby olbrzym dorwał się do blaszanej pokrywki. Odpowiedziały mu kolejne, z różnych stron obozowiska, a ich natarczywy dźwięk niósł jasny przekaz.
Alarm! Alarm!!! Do broni!
Kailean nie potrzebowała tego, bo przez syk płomieni dobiegły ją już odgłosy, które znała aż za dobrze. Szczęk żelaza, odległy wrzask, brzęk cięciw.
Atakowano obóz.
Z namiotów wyskakiwali żołnierze, już z bronią w rękach, ktoś wykrzykiwał rozkazy, ktoś inny żądał otwarcia bramy.
— Leć. — Kor’ben pchnął ją lekko w plecy. — Leć do swoich. Zresztą nie, czekaj.
Znikł w namiocie i po chwili wrócił, podając jej płachtę czerwonego jedwabiu.
— Podrzyjcie na pasy i obwiążcie sobie szyje. To znak, że jesteście nasi.
Lea galopowała już przez obóz, trzymając w ręku wodze Toryna.
— Wskakuj! Kha-dar wzywa.
Kailean była w siodle w pół mrugnięcia okiem, ale na pożegnanie odwróciła się jeszcze i rzuciła w Mowie Wysokiej.
— Powodzenia w bitwie tańcu żelaza, wojowniku. Niech Laal Pani Koni chroni cię w cieniu za tarczą swych chrap.
Kowal uśmiechnął się i odpowiedział:
— Błogosławieństwo na drogę, przynosząca piękne wieści dziewczyno. Niech twoje strzały niosą śmierć zagładę, trwogę naszym wrogom.
Rozdział 17
Gentrell zgrzytnął zębami. Kolano łupało go od rana bardziej niż zwykle, znak, że nadchodziła zmiana pogody. Ale to i tak nie poprawiało mu humoru, choć deszcz, albo najlepiej solidna burza, były tym, na co czekali wszyscy w mieście.
Zbliżał się wieczór, słońce rozciągnęło cień zamku w wielką płachtę przykrywającą pół ogrodu, ale dla Trzeciego Szczura Imperium nie istniało coś takiego jak czas wolny od obowiązków. Wezwanie od cesarza złapało go w trakcie popołudniowej kąpieli i miało tylko trzy słowa: „Pilna narada. Natychmiast”.
Wyszedł z kwatery w wilgotnym ubraniu i popędził do zamku.
Teraz jednak zaklął, przeszyty nagłym bólem, i przystanął dla złapania oddechu, w pełni świadomy, że właśnie przyciągnął uwagę czujnych oczu śledzących wszystko wokół. Menaner coraz bardziej przypominał oblężoną twierdzę. Podwojono straże przy bramie, między blankami wież migały raz po raz hełmy, nowe okiennice błyszczały stalowymi okuciami, a po „ogrodzie” otaczającym zamek włóczyły się swobodnie zdyszane psy. Niezbyt duże, niezbyt groźne i bardzo hałaśliwe. Gentrell wiedział, że te duże i groźne drapały niecierpliwie drzwiczki klatek, które otworzą się, jeśli ich towarzysze podniosą raban.
Sam podpisywał dokumenty, dzięki którym sfinansowano szkolenie tych zwierząt. Nie tylko miały wyczuwać, osaczać i neutralizować intruzów, ale też, w przeciwieństwie do większości zwykłych psów strażniczych, nauczono je nie bać się magii. Udowodniono już, że zwierzęta reagują na nagły skok Mocy podobnie jak niektórzy ludzie, odbierając dziwne wrażenia zmysłowe, smaki, zapachy, swędzenie skóry, i dla większości z nich stanowiło to sygnał do ucieczki. Te psy nauczono, by znajdowały i wskazywały miejsca, gdzie używano czarów. Po przeszkoleniu zwierzaki potrafiły zlokalizować każdego szpiega używającego magii mamiącej zmysły – przykrytego na przykład czarem niewidzialności – jakiego Nora im podsunęła.
Sekrety ich treningu objęto klauzulą Błękitnego Kamienia, czyli – tłumacząc na zwykły język – należało „zabić każdego, kto o to zapyta”.
Jedno ze zwierząt podeszło teraz do Gentrella, powąchało go i merdając krótkim ogonem, wróciło na trawnik, do miski z wodą.
Zdał test, bo zamek nie poczęstował go strzałą.
Rozmasował kolano i ruszył dalej.
Oficjalnie wszystkie te środki bezpieczeństwa podjęto, bo Menaner stał się tymczasową siedzibą cesarza, gdyż grube mury zapewniały Jego Wysokości chłód i odpoczynek. A cesarz potrzebował odpoczynku po trudach, jakie spadły na jego barki w związku z wojną wywołaną przez niewdzięcznych Wozaków, zamieszaniem na Wschodzie i spodziewanym upadkiem Yawenyra. Ruchy wojsk, dyplomatyczne zabiegi, działania szpiegów, zawiązywanie nowych i podtrzymywanie starych sojuszów – wszystko to spędzało sen z powiek pierwszego wśród Meekhańczyków, który mało spał, jadł byle co i dniami i nocami starał się utrzymać pokój.
Gentrell miał wgląd w papiery dotyczące tej akcji Nory. Szczury dbały o to, by wizerunek Kregana-ber-Arlensa pozostał w oczach ludu nieskazitelny. I kontrowały plotki czy oskarżenia rozsiewane przez niektórych członków Rady Pierwszych, niezadowolonych z tego, że dzieje się coś, o czym oni nie mają pojęcia.
Ha. Gdyby wiedzieli… Ostatnie raporty znad Wenderladzkiego Bagna mówiły o tym, że nocami widuje się tam dziwaczne bestie. Na Uroczysku, które od setek lat uchodziło za nieaktywne! Ande Salurin – Drugi Szczur Nory, dostał zgodę od samego cesarza, by ściągnąć w tamtejsze okolice Pięćdziesiąty Drugi Pułk Piechoty i w ramach „ćwiczeń” zacząć odbudowywać pierścień wałów, który zostawiły Siostry Wojny. Kilkanaście mil ziemnych umocnień… pułkowi zajmie to z miesiąc. Chyba że Ande uzna, że to za długo, i ściągnie jeszcze parę oddziałów. Ale to by oznaczało przyznanie się, że Imperium szykuje się do wojny w samym swoim sercu.