Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 210
Перейти на страницу:

— Nie od­pu­ścisz, co, mały szpie­gu? — Spoj­rzał na nią groź­nie, ale jego dło­nie po­ka­za­ły żart, żar­tu­ję z cie­bie. — Nie bo­imy się ich bar­dziej niż kon­ni­cy i pie­cho­ty. Wie­lu na­szych słu­ży­ło przy nich, gdy kar­czo­wa­ły dżun­glę, bu­do­wa­ły dro­gi, cią­gnę­ły cię­ża­ry. Zna­my je i wie­my, jak z nimi wal­czyć.

Trud­no jej było to so­bie wy­obra­zić, ale sko­ro tak mó­wił.

Słoń­ce do­tknę­ło ho­ry­zon­tu i za­czę­ło po­wo­li się za nim po­grą­żać. Jak­by roz­ta­pia­ło się w pur­pu­ro­wy kleks, któ­ry bar­wił co­raz więk­szą część nie­ba. Kor’ben Ol­he­war zo­ba­czył jej minę, uśmiech­nął się sze­ro­ko i zu­peł­nie nie po ver­dań­sku ob­jął ra­mie­niem.

— Tu­tej­sze za­cho­dy słoń­ca są… Na­wet av’ana­ho nie wy­star­czy, żeby je opi­sać.

Czer­wień roz­la­ła się po ca­łym nie­bo­skło­nie. I pod nim, na zie­mi. Mię­dzy wi­docz­ny­mi ze szczy­tu wzgó­rza ko­ro­na­mi drzew, na są­sied­nich wznie­sie­niach…

Wszę­dzie na za­cho­dzie sta­da pta­ków zry­wa­ły się i mknę­ły w górę.

Ko­wal wstał i osła­nia­jąc dło­nią oczy, wpa­try­wał w za­chod­ni ho­ry­zont. Ka­ile­an nie po­trze­bo­wa­ła wzro­ku, Ber­deth już zdą­żył się z nią po­łą­czyć i czu­ła za­pach. Dym. Ogień. Pło­nę­ła wiel­ka po­łać lasu, sze­ro­ki na kil­ka mil wał pło­mie­ni szedł w ich stro­nę, co­raz wyż­szy i gwał­tow­niej­szy.

Głu­chy dźwięk gon­gu roz­darł po­wie­trze, jak­by ol­brzym do­rwał się do bla­sza­nej po­kryw­ki. Od­po­wie­dzia­ły mu ko­lej­ne, z róż­nych stron obo­zo­wi­ska, a ich na­tar­czy­wy dźwięk niósł ja­sny prze­kaz.

Alarm! Alarm!!! Do bro­ni!

Ka­ile­an nie po­trze­bo­wa­ła tego, bo przez syk pło­mie­ni do­bie­gły ją już od­gło­sy, któ­re zna­ła aż za do­brze. Szczęk że­la­za, od­le­gły wrzask, brzęk cię­ciw.

Ata­ko­wa­no obóz.

Z na­mio­tów wy­ska­ki­wa­li żoł­nie­rze, już z bro­nią w rę­kach, ktoś wy­krzy­ki­wał roz­ka­zy, ktoś inny żą­dał otwar­cia bra­my.

— Leć. — Kor’ben pchnął ją lek­ko w ple­cy. — Leć do swo­ich. Zresz­tą nie, cze­kaj.

Znikł w na­mio­cie i po chwi­li wró­cił, po­da­jąc jej płach­tę czer­wo­ne­go je­dwa­biu.

— Pod­rzyj­cie na pasy i ob­wiąż­cie so­bie szy­je. To znak, że je­ste­ście nasi.

Lea ga­lo­po­wa­ła już przez obóz, trzy­ma­jąc w ręku wo­dze To­ry­na.

— Wska­kuj! Kha-dar wzy­wa.

Ka­ile­an była w sio­dle w pół mru­gnię­cia okiem, ale na po­że­gna­nie od­wró­ci­ła się jesz­cze i rzu­ci­ła w Mo­wie Wy­so­kiej.

— Po­wo­dze­nia w bi­twie tań­cu że­la­za, wo­jow­ni­ku. Niech Laal Pani Koni chro­ni cię w cie­niu za tar­czą swych chrap.

Ko­wal uśmiech­nął się i od­po­wie­dział:

— Bło­go­sła­wień­stwo na dro­gę, przy­no­szą­ca pięk­ne wie­ści dziew­czy­no. Niech two­je strza­ły nio­są śmierć za­gła­dę, trwo­gę na­szym wro­gom.

Rozdział 17

Gen­trell zgrzyt­nął zę­ba­mi. Ko­la­no łu­pa­ło go od rana bar­dziej niż zwy­kle, znak, że nad­cho­dzi­ła zmia­na po­go­dy. Ale to i tak nie po­pra­wia­ło mu hu­mo­ru, choć deszcz, albo naj­le­piej so­lid­na bu­rza, były tym, na co cze­ka­li wszy­scy w mie­ście.

Zbli­żał się wie­czór, słoń­ce roz­cią­gnę­ło cień zam­ku w wiel­ką płach­tę przy­kry­wa­ją­cą pół ogro­du, ale dla Trze­cie­go Szczu­ra Im­pe­rium nie ist­nia­ło coś ta­kie­go jak czas wol­ny od obo­wiąz­ków. We­zwa­nie od ce­sa­rza zła­pa­ło go w trak­cie po­po­łu­dnio­wej ką­pie­li i mia­ło tyl­ko trzy sło­wa: „Pil­na na­ra­da. Na­tych­miast”.

Wy­szedł z kwa­te­ry w wil­got­nym ubra­niu i po­pę­dził do zam­ku.

Te­raz jed­nak za­klął, prze­szy­ty na­głym bó­lem, i przy­sta­nął dla zła­pa­nia od­de­chu, w peł­ni świa­do­my, że wła­śnie przy­cią­gnął uwa­gę czuj­nych oczu śle­dzą­cych wszyst­ko wo­kół. Me­na­ner co­raz bar­dziej przy­po­mi­nał ob­lę­żo­ną twier­dzę. Po­dwo­jo­no stra­że przy bra­mie, mię­dzy blan­ka­mi wież mi­ga­ły raz po raz heł­my, nowe okien­ni­ce błysz­cza­ły sta­lo­wy­mi oku­cia­mi, a po „ogro­dzie” ota­cza­ją­cym za­mek włó­czy­ły się swo­bod­nie zdy­sza­ne psy. Nie­zbyt duże, nie­zbyt groź­ne i bar­dzo ha­ła­śli­we. Gen­trell wie­dział, że te duże i groź­ne dra­pa­ły nie­cier­pli­wie drzwicz­ki kla­tek, któ­re otwo­rzą się, je­śli ich to­wa­rzy­sze pod­nio­są ra­ban.

Sam pod­pi­sy­wał do­ku­men­ty, dzię­ki któ­rym sfi­nan­so­wa­no szko­le­nie tych zwie­rząt. Nie tyl­ko mia­ły wy­czu­wać, osa­czać i neu­tra­li­zo­wać in­tru­zów, ale też, w prze­ci­wień­stwie do więk­szo­ści zwy­kłych psów straż­ni­czych, na­uczo­no je nie bać się ma­gii. Udo­wod­nio­no już, że zwie­rzę­ta re­agu­ją na na­gły skok Mocy po­dob­nie jak nie­któ­rzy lu­dzie, od­bie­ra­jąc dziw­ne wra­że­nia zmy­sło­we, sma­ki, za­pa­chy, swę­dze­nie skó­ry, i dla więk­szo­ści z nich sta­no­wi­ło to sy­gnał do uciecz­ki. Te psy na­uczo­no, by znaj­do­wa­ły i wska­zy­wa­ły miej­sca, gdzie uży­wa­no cza­rów. Po prze­szko­le­niu zwie­rza­ki po­tra­fi­ły zlo­ka­li­zo­wać każ­de­go szpie­ga uży­wa­ją­ce­go ma­gii ma­mią­cej zmy­sły – przy­kry­te­go na przy­kład cza­rem nie­wi­dzial­no­ści – ja­kie­go Nora im pod­su­nę­ła.

Se­kre­ty ich tre­nin­gu ob­ję­to klau­zu­lą Błę­kit­ne­go Ka­mie­nia, czy­li – tłu­ma­cząc na zwy­kły ję­zyk – na­le­ża­ło „za­bić każ­de­go, kto o to za­py­ta”.

Jed­no ze zwie­rząt po­de­szło te­raz do Gen­trel­la, po­wą­cha­ło go i mer­da­jąc krót­kim ogo­nem, wró­ci­ło na traw­nik, do mi­ski z wodą.

Zdał test, bo za­mek nie po­czę­sto­wał go strza­łą.

Roz­ma­so­wał ko­la­no i ru­szył da­lej.

Ofi­cjal­nie wszyst­kie te środ­ki bez­pie­czeń­stwa pod­ję­to, bo Me­na­ner stał się tym­cza­so­wą sie­dzi­bą ce­sa­rza, gdyż gru­be mury za­pew­nia­ły Jego Wy­so­ko­ści chłód i od­po­czy­nek. A ce­sarz po­trze­bo­wał od­po­czyn­ku po tru­dach, ja­kie spa­dły na jego bar­ki w związ­ku z woj­ną wy­wo­ła­ną przez nie­wdzięcz­nych Wo­za­ków, za­mie­sza­niem na Wscho­dzie i spo­dzie­wa­nym upad­kiem Yawe­ny­ra. Ru­chy wojsk, dy­plo­ma­tycz­ne za­bie­gi, dzia­ła­nia szpie­gów, za­wią­zy­wa­nie no­wych i pod­trzy­my­wa­nie sta­rych so­ju­szów – wszyst­ko to spę­dza­ło sen z po­wiek pierw­sze­go wśród Me­ekhań­czy­ków, któ­ry mało spał, jadł byle co i dnia­mi i no­ca­mi sta­rał się utrzy­mać po­kój.

Gen­trell miał wgląd w pa­pie­ry do­ty­czą­ce tej ak­cji Nory. Szczu­ry dba­ły o to, by wi­ze­ru­nek Kre­ga­na-ber-Ar­len­sa po­zo­stał w oczach ludu nie­ska­zi­tel­ny. I kon­tro­wa­ły plot­ki czy oskar­że­nia roz­sie­wa­ne przez nie­któ­rych człon­ków Rady Pierw­szych, nie­za­do­wo­lo­nych z tego, że dzie­je się coś, o czym oni nie mają po­ję­cia.

Ha. Gdy­by wie­dzie­li… Ostat­nie ra­por­ty znad Wen­der­ladz­kie­go Ba­gna mó­wi­ły o tym, że no­ca­mi wi­du­je się tam dzi­wacz­ne be­stie. Na Uro­czy­sku, któ­re od se­tek lat ucho­dzi­ło za nie­ak­tyw­ne! Ande Sa­lu­rin – Dru­gi Szczur Nory, do­stał zgo­dę od sa­me­go ce­sa­rza, by ścią­gnąć w tam­tej­sze oko­li­ce Pięć­dzie­sią­ty Dru­gi Pułk Pie­cho­ty i w ra­mach „ćwi­czeń” za­cząć od­bu­do­wy­wać pier­ścień wa­łów, któ­ry zo­sta­wi­ły Sio­stry Woj­ny. Kil­ka­na­ście mil ziem­nych umoc­nień… puł­ko­wi zaj­mie to z mie­siąc. Chy­ba że Ande uzna, że to za dłu­go, i ścią­gnie jesz­cze parę od­dzia­łów. Ale to by ozna­cza­ło przy­zna­nie się, że Im­pe­rium szy­ku­je się do woj­ny w sa­mym swo­im ser­cu.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)